PO KONCERCIE / Drab Majesty + Past & Charnier w Chmurach

Drab Majesty (support: Past & Charnier); afterparty: Krucza (Klubokawiarnia Chmury; Warszawa; 09.04.2016)

Drab Majesty - Charnier - Past - (Chmury; 09.04.2016)

Pomnik-popiersie na tle minimalistycznej, czarno-białej struktury, z lekkim efektem rozmycia. Ów motyw, zgrabnie uchwycony na afiszu wydarzenia, może mieć dwojaką wymowę. Z jednej strony powracający wielokrotnie element teledysku „The Heiress” Drab Majesty, który mimowolnie przywodzi na myśl fluorescencję i magnetyzującą mozaikę lat 80-tych; drugi, bardziej uniwersalistyczny wymiar? Nie szukając daleko – symbol odrodzenia, renesansu, rozkwitu.

Ten swoisty fenomen można spokojnie opisać też przez pryzmat minionej soboty (9 kwietnia) w warszawskim klubie Chmury i goszczących w nim tego wieczoru zespołów: PAST, Charnier i Drab Majesty – ostatniej generacji grup, za sprawą których scena post-punk / new wave / cold wave przeżywa swoją drugą młodość.

Past (fot. Łukasz 'Black' Maślak
Past (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak

PAST. Małgorzata Przyszłość (wokal, klawisze), Darek Sem (gitara), Kamil (gitara) i Tomasz Suchy (perkusja) – nikomu, kto uważa się za konesera dobrych dźwięków i rodzimej zimnej fali, nie muszę chyba przedstawiać dodatkowo powyższego składu. Kapela uformowana w sercu Mazowsza uświetniła swoją obecnością sobotni rozkład jazdy w Chmurach, grając jako pierwsza. Stołeczno-praski klimat służy z pewnością PAST, który powrócił na podwórko 11 Listopada po połowie roku (wrzesień 2015: Release Party + Ukryte Zalety Systemu & Klipsy Panda). I uczynił to w zaiste wyśmienitej kondycji! Chylę czoła zwłaszcza przed wokalistką, której warunki głosowe stawiały niezwyciężony opór niedomaganiom zdrowotnym do samego końca występu. W sobotnim menu PAST, poza nagraniami znanymi bardziej koncertowym „wyjadaczom”: „Smutno”, „Ściana”, „Koniec”, „Warszawa” oraz równie ciepło przyjętej, niedawno skomponowanej „Czarnej”, nie mogło zabraknąć repertuaru z doskonale przyswojonego już przez fanów Demo (2015): „Pytania”, „Budzik”, „Ulrike”.

Past (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Past (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Pozwolę sobie uczynić w tym miejscu wtręt, zatrzymując się przy pierwszym z wymienionych tytułów. „Ja mam żałobę po swoim życiu. Smutny jest ten świat. Za dużo zakazów” – jak wymownie wybrzmiały te słowa, po krótkim acz dosadnym nawiązaniu przez Małgorzatę do ostatnich wydarzeń w sferze polityki rodzinnej, które wzburzyły opinię społeczną. Nie jest to jedyny zresztą tekst PAST, manifestujący niezgodę na warunki, w jakich przyszło nam żyć (tudzież wegetować). I chwała PAST-punkowym buntownikom za to, że poza bezbłędną w aranżacji i nastrojach szatą muzyczną, dostarczają odbiorcom innej wartości dodanej – ważkich treści… I pobudki do myślenia (!)

Charnier (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Charnier (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Charnier. O tym, że warto mieć zwrócone oczy na niderlandzką scenę muzyczną, świadczyć może z pewnością drugi tego wieczoru występ – muzycznych gości z Belgii właśnie. Bez cienia wątpliwości ani przesady mogę poświadczyć: dawno do moich kubków słuchowych nie dobiegła tak wirtuozerska, tchnąca nowatorskim podejściem gra keyboardzisty! Aranżacyjny przepych i synthowe wariacje uwypuklone zostały zwłaszcza podczas „Gloomy Sunday”, ”Another Floor” i „Can’t you remember”. Powiedzenie – czym dalej, tym lepiej, sprawdziło się w przypadku koncertu Charnier co do joty. Otwierający go „Wakened Cries” oraz finiszujący „Bodies Flap Out” – który przywoływał bardziej chropowatą, jeśli nie lekko garażową odsłonę grupy, wypadły wiele bardziej blado od (szczęśliwie większej) reszty materiału, którym uraczył nas Charnier.

Charnier (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Charnier (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Pewną desynchronizację wprowadzał wokal, kompensowany jednak niespożytą ekspresją frontmana grupy, która nadawała koncertowi belgijskiego trio pokładów energetyzującej mocy. Mimo kilku „ale”, po sobotnim przebiegu spraw spokojnie mogę zestawić nazwę Charnier obok takich znakomitych reprezentantów cold synth, jak: Das Kabinette, Unidentified Man, czy choćby polskiego Alles. Dodając do tego fakt, że zespół ma na koncie jedyny – póki co – w swoim dorobku regularny krążek „Charnier” (2015), utrzymuję że trzyma w zanadrzu niejedną ciekawostkę i jako debiutancki, rokujący kolektyw, nie spocznie na laurach.

Drab Majesty (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Drab Majesty (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Drab Majesty. Ten koncert domagał się absolutnie dłuższego czasu! Kanadyjski duet zaczarował każdy zakątek Chmur, przenosząc wszystkich w nim zebranych do krainy nibylandii, wibrującej najwyborniejszą paletą dream wave’owej nostalgii. Lwia część zaprezentowanego materiału pochodziła z ostatniego albumu Careless, wydanego w zeszłym roku nakładem Weyrd Son Records: „Hallow”, „The Foyer” i „Unknown to the I”. Pojawiło się też nagranie „Cold Soul”, goszczące na razie jedynie w koncertowych odsłonach Drab Majesty. Dodatkowym smaczkiem, który dopełnił broniącego się samego w sobie muzycznego kontentu, był sceniczny wizerunek muzyków, flirtujący z imażem takich ikon noworomantycznej sceny lat 80-tych, jak Visage czy A Flock Of Seagulls.

Oto cudowna machina czasu przeniosła nas tam na trzy kwadranse – daję słowo, że nie tylko ja dałam się porwać tej iluzji! Gama wzruszeń, hipnotyzujące przestrzenie dźwięków, nowofalowy kunszt gitarzysty. Wszystko to razem przywołujące gigantów gatunku (znów) sprzed trzech dekad: The Chameleons, Love And Rockets, Lowlife, Sad Lovers and Giants… Równolegle zachowany efekt świeżości i – mimo relatywnie krótkiego stażu i skromnego dorobku Drab Majesty (pierwsze wydawnictwo „Unarian Dances” w formie kasety, datowane na 2012 rok – bezdyskusyjna dojrzałość swojego warsztatu i kompozycji. Dlatego boleję nad tym, że na koncertowej trackliście zabrakło chociażby: „Everything is sentimental” (Careless, 2015) – absolutnie faworyzuję ten tytuł! – „The Heiress” (Careless, 2015), „Entrances and exits” (Careless, 2015) czy „Pragmagick” z debiutanckiego albumu grupy (Unarian Dances, 2012).

Drab Majesty (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Drab Majesty (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Oby do (bardzo) rychłej, powtórnej wizyty muzycznych magików z Drab Majesty w Polsce! Niech skrypt wrażeń z mojej strony uzupełnią jeszcze dwa wpisy, zaczerpnięte ze strony zespołu: „Hauntingly beautiful melodies that brings you in a gloomy state of mind. Perfect for the end of summer.” i „If you’re into anything retrowave, this is worth your time”. Po stokroć TAK – każda minuta na koncercie Drab Majesty w minioną sobotę była na wagę złota!

Krucza (afterparty). Niewątpliwym dopełnieniem wieczoru zimnego zagłębia stołecznych imprez (a takim, w mikrośrodowisku dark independent, są od dobrego czasu Chmury), stał się ponad trzygodzinny set Aleksandry Kruczej, bez udziału której trudno wyobrazić sobie tak kultowe wydarzenia, jak cykliczne edycje Gothoteki. „Ambasadorka szeroko pojętej zimnej fali i post punka” – trudno o trafniejsze określenie tej obdarzonej w identycznym stopniu wrażliwości muzycznej, co wysublimowanego zmysłu artystycznego.

Krucza (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Krucza (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Nie dziwi więc, że ten punkt sobotniego programu odgórnie zaliczałam do „pewniaków”! Krucza, z właściwą sobie swadą i wyczuciem, przemyciła z kręgów cold wave zarówno kanon gatunku: Siekierę, Madame (co wzbudziło żywe zainteresowanie muzyków z Drab Majesty, partycypujących z nami jakiś czas), Siouxsie and the Banshees; jak i młodszych przedstawicieli zimnej sceny: Wieże Fabryk, Belgrado, Minuit Machine, The Soft Moon, Ploho (!).

Jedyną smutną konstatacją była obserwacja sukcesywnie topniejącej frekwencji i pewnego odsetka osób, które znalazły się na parkiecie (nie umniejszając nikomu) chyba tylko z czystego przypadku. Aby nasze niszowe środowisko rosło w siłę, potrzeba zdecydowanie żywszego odzewu tych, którzy się z nim prawdziwie i z pasją identyfikują. Czego sobie i wam życzę!

wpis gościnny: Jolanta Żurkowska (moonisch)

Drab Majesty (support: Past + Charnier) – wydarzenie / Facebook

Chmury – Facebook 

Podziękowania dla Łukasza ‚Black’ Maślaka za przygotowanie i udostępnienie relacji foto / wideo.

Fragmenty występów poszczególnych zespołów oraz setu Kruczej można obejrzeć po kliknięciu na plakat wydarzenia poniżej.

Drab Majesty - Charnier - Past (Chmury - 09.04.2016)
Kliknij aby odtworzyć wideo z koncertów (player VKontakte)

NAD UTRATĄ / Selofan: Στο Σκοτάδι (In The Darkness)

Selofan: Στο Σκοτάδι (In The Darkness) (LP; Fabrika Records; Grecja; 14 lutego 2016)

Selofan - Στο Σκοτάδι (In The Darkness) (LP; 2016)

Jak to się stało, że ta płyta pojawia się w przestrzeni Wave Press dopiero teraz? Może rzeczywiście istnieje muzyka, która – jak chciał Tomasz Beksiński – nie potrzebuje słów? Tak, czy inaczej album In The Darkness – tytuł wymawiany po grecku (a jest to trzeci, obok angielszczyzny i niemieckiego, język płyty) jako ‚sto skotadi’ – zdecydowanie wymaga uprzystępnienia.

Jest taka rzeka w Polsce, przepływa obok domu Chopina w Żelazowej Woli, nazywa się Utrata i szczególnie piękna jest jesienią. Niknie cicho gdzieś wśród pól, w ściętej już mrozem listopadowej mgle. Jak człowiek? Jak jego uczucia? Wybaczcie tę „poetyckość”, ale podobny nastrój (jednak bez cudzysłowu) znaleźć można właśnie we wnętrzu In The Darkness – wzmocniony przez niezwykłą oprawę wizualną (zdjęcia i teledyski) płyty.

Selofan - Στο Σκοτάδι (In The Darkness) (zdjęcie z okładki płyty / źródło: selofan.bandcamp.com)
Selofan – Στο Σκοτάδι (In The Darkness) (zdjęcie z okładki płyty / źródło: selofan.bandcamp.com)

Στο Σκοτάδι jest trzecim longplay’em w dyskografii greckiego duetu. Od tej płyty oczekiwano wiele, wydany bowiem w zeszłym roku album Tristesse podniósł poprzeczkę na tyle wysoko, że w wielu zestawieniach (w tym i tu) pojawia się na pierwszych miejscach pod względem nastrojowości i walorów realizacyjnych. Zdecydowanie, tak na Tristesse, jak i we wnętrzu najnowszej płyty, muzyka duetu Selofan daleka jest od pozy i wybrakowania.

Selofan
Selofan na żywo (źródło: Facebook)

Autentyzm chłodnych emocji rozpisano tu na jedenaście kompozycji (w tym jedną bonusową) wyróżniających się niezwykłym wprost połączeniem automatycznego pulsu cold wave z dekadenckim liryzmem charakterystycznym dla dokonań Selofan. Album, podobnie jak Tristesse, jest swoistym dialogiem dwóch znakomitych głosów – kobiecego i męskiego (przypomnijmy, że fenomen dialogu miał swój początek właśnie w kulturze greckiej), ujętym w ramy brzmień syntezatorowych wzbogaconych tradycyjnym instrumentarium zimnej fali lat osiemdziesiątych. Selofan to bodaj jedyny współcześnie grający zespół, który potrafi wykorzystać brzmienie saksofonu! Jestem urzeczony! Posłuchajcie sekcji dętej w utworze „Alaska”:

Płyta jest trójjęzyczna, a właściwie dwujęzyczna (niemiecki pojawia się tu epizodycznie w dwóch utworach). Teksty po angielsku kontrapunktuje greczyzna. Podział ten jest szczególnie słyszalny w wersji winylowej albumu – strona B to wyłącznie (wyjąwszy bonusowy „Lass Mich Loss”) utwory z greckim tekstem. Jest to zgodne z zasadą powrotu do rodzimych języków zapoczątkowaną współcześnie właśnie przez muzyków „zimnego podziemia”.

Selofan na żywo (źródło: Facebook)
Selofan na żywo (źródło: Facebook)

Wspaniała płyta! Faworyzuję, w kolejności, utwory: „Nightclub in the Sky”, „Να Φεύγεις – You Should Learn How To Leave”, „Αλάσκα – Alaska”, „Στο Σκοτάδι – In The Darkness”, „Orient”, „Snakes” i „The Wheels Of Love”.

Szymon Gołąb

Album nie jest już dostępny w wersji fizycznej (płyta winylowa). Wersję cyfrową można nabyć na stronie zespołu w serwisie Bandcamp.

Selofan – Facebook / SoundCloud / YouTube

PO IMPREZIE / 5 Urodziny Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

5 Urodziny Tomasz Beksinski – Tribute (TBT): Transmitter dj set (Mokoteka; Warszawa; 02.04.2016)

5 Urodziny Tomasz Beksinski - Tribute (TBT

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT), jeden z najprężniej działających polskich kolektywów skupionych wokół muzyki z nurtów: dark / cold wave, post punk, synth pop, ehereal, gothic / progressive rock obchodził niedawno piątą rocznicę powstania. Z tej okazji w warszawskim klubie Mokoteka odbyło się spotkanie członków TBT, jego miłośników oraz wszystkich, którzy chcieli – po prostu – przypomnieć sobie nagrania prezentowane niegdyś w audycjach Tomasza Beksińskiego, a także posłuchać muzyki, którą mógłby przedstawiać współcześnie na radiowej antenie.

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) istnieje właśnie po to, aby przypomnieć słuchaczom, że muzykę można uprzystępniać w formie o artystycznych walorach, kierując się nie tylko doskonałą o niej wiedzą, ale także – a może przede wszystkim – czysto ludzką wrażliwością. Muzyka istnieje jako ilustracja nastrojów, wspomnień i uczuć. Ten właśnie fenomen jej obecności w kulturze rozumiał Tomasz Beksiński – i czynił zasadą swoich radiowych seansów. Niestety – właściwa mu (i od lat coraz bardziej zyskująca na popularności w światowych rozgłośniach) forma prezentacji muzyki została obecnie zaprzepaszczona w polskim eterze – wyparły ją: dyletantyzm, przypadkowość, chaotyczność i nieprzemyślane poszukiwanie komercyjnego sukcesu przez specjalistów od „programowania playlist”… Posłuchajcie jak brzmi różnica:

TBT jest alternatywą dla wspomnianych zaniedbań, kontynuując dzieło (bo o dziele wprost i bez cudzysłowu należy tu mówić) swojego patrona. Oto wybrane próby tego, co oferuje istniejąca na Facebooku strona kolektywu – chociażby dla fanów nowoczesnych brzmień cold wave:

…oraz klasycznego repertuaru prog-rockowego:

Jako Transmitter zaprezentowałem tego wieczoru kilkugodzinny set złożony z nagrań wykonawców, którzy istnieją w świadomości polskiego słuchacza właśnie dzięki audycjom Tomasza Beksińskiego (Joy Division, Blancmange, John Foxx, White Door, Deine Lakaien…) w połączeniu z najnowszą muzyką z kręgów cold wave, post punk, synth pop. Znaczącymi elementami setu były utwory nurtu nowej chłodnej elektroniki z Ameryki Łacińskiej (między innymi kompilacja Memorias de un Continente), a także – doskonale przyjęte przez publiczność – nagrania wykonawców z Europy Wschodniej (Rosja, Gruzja, Ukraina, Polska, Czechy…). Ten ostatni składnik setu być może powróci jako cykliczna impreza w Mokotece – warszawskim klubie, który gościł wydarzenie.

Próby muzycznych nastrojów na 5 Urodziny Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) można wysłuchać po kliknięciu na zamieszczony poniżej plakat imprezy.

5 Urodziny Tomasz Beksinski - Tribute (TBT)
5 Urodziny Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) / plakat wydarzenia / kliknij w celu wysłuchania muzyki (player VKontakte)

Mokoteka, nowy kameralny klub na warszawskim Mokotowie, okazał się miejscem nader gościnnym i przyjaznym dla prezentowanej muzyki oraz jej słuchaczy – tak pod względem nastroju (i wystroju) wnętrza, jak i stworzonej atmosfery. Jest w tradycji kolektywu TBT spotykać się na imprezach rocznicowych każdorazowo w innym ze stołecznych lokali (dwa lata temu był to Plan B) – Mokoteka okazała się być dobrym wyborem w tym roku.

Klub składa się z dwu sal, z czego przeznaczenie jednej dla muzyki i tańca zapewnia didżejowi spore możliwości w zakresie operowania głośnością, a tańczącym swobodę ekspresji. Dobre nagłośnienie, generator dymu, oraz kolorowe lampy pomagają w osiągnięciu nastroju. Napoje są dobre i w przystępnych cenach. Urzeka muzyczna wiedza właściciela – także z historii polskiej zimnej fali. Posłuchajcie SS TIL…

Kolektywowi Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) życzę nieustannie wysokiego poziomu artystycznego i wielu słuchaczy! Dziękuję za możliwość okresowego uczestnictwa w jego projektach.

Szymon Gołąb

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) – Facebook / inne strony kolektywu na Facebooku: Wieczór Płytowy / LineArium

POZYTYWNA SIŁA PUNKA / Totenwald: Wrong Place – Wrong Time

Totenwald: Wrong Place – Wrong Time (EP; Mass Media Records; Niemcy; 22 marca 2016)

Totenwald - Wrong Place - Wrong Time (EP; 2016)

Zbliżający się, trzeci już koncert w Polsce berlińskiego tria Totenwald, to dobra okazja na wsłuchanie się w jego najnowszą (i zarazem debiutancką) płytę – wydaną niedawno epkę Wrong Place – Wrong Time.

Totenwald intensywnie koncertuje (i to na całym niemal świecie) od początku swojego istnienia, a więc już od roku 2014. Dopiero więc teraz płyta? Być może istnieją w sieci wcześniejsze nagrania zespołu, odnotowałem natomiast tylko ten opisywany właśnie album. Uboga dyskografia nie jest jednak, w tym wypadku, znakiem twórczego niedowładu; wręcz przeciwnie – wykształtowana podczas koncertów energia i spontaniczność brzmienia czynią jedyny album Totenwald wydawnictwem wprost znakomitym!

Totenwald (2014)
Totenwald (2014 / źródło: Facebook)

Sześć utworów, dziewiętnaście minut muzyki i ogromna przyjemność obcowania z muzyką powstałą z autentycznych doznań i potrzeby wyrażenia buntu. Punk? Nie tylko. Siłą Totenwald jest umiejętne połączenie punkowej siły wyrazu z zimno falową rytmicznością wzbogaconą o kunsztowne (pomimo minimalizmu) partie gitarowe. Majstersztyk! Jeśli dodamy do tego świetny, nieco „buntowniczo-natchniony”, wokal Trish… „Buntowniczo-natchniony”? Tak, jej metoda śpiewacza wyraźnie inspirowana jest wczesnymi nagraniami Siouxie Sioux – choć nie w tak twórczym (i wręcz podniecającym) stopniu, jak w przypadku wokalistki też mającej wkrótce wystąpić w Polsce formacji Bestial Mouths.

Totenwald (2015)
Totenwald (2015 / źródło: Facebook))

Totenwald to także konsekwentny imaż: czerń i biel, tatuaże, styl batcave… Lubię zespoły, które nawiązują do takiej właśnie estetyki, dystansując się tym samym od „uniwersalnego” cekiniarstwa rodem z telewizyjnej (zwłaszcza rodzimej) tandety.

„Positive punk” jest gatunkiem o ugruntowanej już pozycji. Totenwald, obok chociażby rosyjskiego Sierpnia, to zaś jego najlepsi przedstawiciele. Muzyka (i koncert) tego zespołu to mus dla wszystkich, którzy cenią „rdzenność” nagrań Belgrado i muzyczny protest a’la Rosa Apatrida; albo – po prostu – chcą posłuchać, jak nowatorsko może brzmieć dziś punk.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta winylowa 12″) oraz cyfrowej do nabycia w sklepie internetowym wytwórni Mass Media Records i na stronie tego wydawcy w serwisie Bandcamp. Jest także dostępna legalnie do pobrania za darmo (w końcu to punk!) – szukajcie.

Totenwald – koncert w klubie Od Nowa (Totuń; 09.04.2016) – wydarzenie / Facebook

Totenwald – Facebook / SoundCloud

POŻĄDANIE PIĘKNA / The KVB: Of Desire

The KVB: Of Desire (LP; Invada Records; Wielka Brytania; 11 marca 2016)

The KVB - Of Desire (LP; 2016)

Co mogło sprowokować powstanie tej pięknej płyty? Szukam śladów podobnych emocji we wcześniejszych nagraniach The KVB – zapowiedź Of Desire słychać chyba tylko na wydanym w zeszłym roku splicie z Flaamingos i… Nigdzie indziej. Poprzedni longplay Brytyjczyków, instrumentalny Mirror Being, to zupełnie odmienna muzyczna opowieść – gęsta od muzycznej ciemności, buntu i bezkompromisowego chłodu. Czy więc Of Desire to rodzaj objawienia? W pewnym sensie tak.

Kat Day / The KVB (fot. Sabrina Vani / źródło: Facebook)
Kat Day / The KVB (fot. Sabrina Vani / źródło: Facebook)

Duet Kat Day & Nicholas Wood nagrali najdojrzalszą płytę w dyskografii The KVB – czyli od roku 2010. Dwanaście kompozycji pomieszczonych na Of Desire trudno nawet zaklasyfikować gatunkowo i chyba najwyższa pora na dodanie przedrostka „art-” do określeń cold wave i goth gaze. To jednak w żaden sposób nie oddaje istoty tajemniczego piękna tej płyty, dystansującej wszelkie próby „szufladkowania”. Nie o tworzenie katalogów chodzi w fascynacji muzyką.

We wnętrzu Of Desire brzmią syntezatory i automatyczna perkusja (utwory „Silent Wave”, „Awake”, „V11393”), słychać post punkowy riff rodem niemal z najlepszych nagrań wczesnego The Cure („Second Encounter”), pojawia się charakterystyczny dla brzmień The KVB trans, a całość spaja perfekcyjnie wielowymiarowy wokal Nicholasa, czasem ubarwiony duetem z Kat („Lower Depths”) Jednak to byłoby jeszcze za mało… Of Desire to wzniosłość i czarny – wypełniony niespełnionym pożądaniem właśnie – romantyzm, to także muzyczna wzniosłość wyrażona wprost („White Walls”, „In Deep”, „Lower Depths”, „Unknown”, „Awake”), bądź – w pozostałych utworach – subtelnie dozowana (aby uchronić ten piękny album przed patosem).

The KVB - Of Desire (płyta winylowa / źródło: invada.co.uk)
The KVB – Of Desire (płyta winylowa / źródło: invada.co.uk)

Płyta jest także doskonale nagrana – nic nie przeszkadza w obcowaniu z przestrzenią Nienazwanego Piękna zaklętą w tę wspaniałą muzykę. Wszystkie dwanaście kompozycji zasługuje na uwagę i wielokrotne wysłuchanie. Jeśli jeszcze sprawdzą się pogłoski o rychłym występie The KVB w Polsce… Czego chcieć więcej?

Szymon Gołąb

Album dostępny jest już wyłącznie w wersji cyfrowej na stronie wytwórni Invada Records w serwisie Bandcamp.

The KVB – oficjalna strona / Facebook / YouTube / SoundCloud / Twitter /  Instagram / Vimeo

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑