„Death Disco Party / Where Is My Mind?”: Bleib Modern, Michał Pydo, Vökuró (Klubokawiarnia Chmury; Warszawa; 25.06.2016)
Za nami długo wyczekiwany koncert Bleib Modern w warszawskich Chmurach. Zimnofalowcy z Niemiec nie tylko potwierdzili na nim klasę swojej muzyki, ale – sięgając niejako do najlepszych tradycji rocka – wprowadzili do jej wykonania na żywo nową jakość. Czy zasługuje ona na uwagę? Zdecydowanie tak! Po kolei jednak. Kto zagrał podczas tej wymownie zatutyłowanej – „Death Disco Party / Where Is My Mind?” – nocy koncertowej na Pradze?
Vökuró (fot. Szymon Gołąb)
Vökuró – to warszawskie trio, które rozpoczęło tryptyk koncertowy, proponując w rozgrzanej upałem sali Chmur dźwięki z pogranicza wielu gatunków subtelnie nawiązujących do kolorytu dark wave. Gitary elektryczne, syntezator i kobiecy głos – te trzy składniki brzmień Vökuró sytuują je jednak zdecydowanie w nurcie zimnej fali, twórczo przekształconej przez warszawskich muzyków w niełatwą do opisania miksturę nastrojów. Czytaj więcej…
Wspomnienie Iana Curtisa (15 lipca 1956 – 18 maja 1980).
Ian Curtis odszedł 18 maja 1980 roku mając 23 lata. Na czym polega znaczenie tego, co stworzył wspólnie z grupą Joy Division? Być może na dopuszczeniu do głosu intuicji. Czego więcej potrzeba prawdziwej sztuce, która nie chce być tylko i wyłącznie pustą kalkulacją?
Ian Curtis
Sięgnijmy więc dziś, 36 lat po jego śmierci, po utwór opowiadający właśnie o intuicji – „Insight” z albumu Unknown Pleasures nagranego przez Joy Division w 1979 roku. Tekst w tłumaczeniu Tomasza Beksińskiego.
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec
Nie wznoszą się, lecz opadają
Lecz ja nie dbam już o to
Straciłem chęć domagania się czegoś więcej
Nie boję się, wcale się nie boję
Obserwuję upadek innych
Ale pamiętam kiedy byliśmy młodzi
Ci, którzy mają zwyczaj niszczenia
Którzy mają wyczucie stylu i lubują się
W dopilnowywaniu, abyś miał rację
„Hej, przecież wiesz, że miałeś rację”
Nie boję się już
Wpatruje się w drzwi
Lecz pamiętam…
Dla ciebie – smutek i łzy
Dla ciebie – strach przed złem
Przypomina ułamek czasu
Taki wyjątkowy moment w czasie
Tak, zmarnowaliśmy nasz czas
Naprawdę nigdy nie mięliśmy czasu
Ale pamiętamy kiedy byliśmy młodzi
Aniołowie boży – strzeżcie się
Sędziowie – strzeżcie się
Oportuniści – zaopiekujcie się dobrze
Wszystkimi ludźmi
Ja nie boję się już
Nie boję się już, nie boję się…
Proszę zrozum, że nikt nie jest sam. Z depresji i myśli samobójczych można się wyzwolić. Wsparcie znajdziesz też klikając na niebieskie serduszko poniżej.
Geuxx: II (EP; Worn Pop; Ukraina; 20 kwietnia 2016)
W brzmieniach Geuxx jest rodzaj strachu, który może ekscytować, wprawiać w nerwowe drżenie, powodować bezsenność – tak więc uwaga!
Dotąd omijałem na tej stronie (jak i w radiu) muzykę z Ukrainy, chcąc zdystansować się od fałszywych zachwytów rodzimych politruków, którzy kulturę (nie tylko muzyczną) traktują wyłącznie jako instrument propagandy i to „najgorszego sortu” – parafrazując polskiego klasyka. Słyszycie? Już pojawia się ton, którego chyba wszyscy mamy dość… Milczałem więc o Ukrainie, słuchając jednocześnie: Makiny Girgir, blablarismu, Cold Comfort, czy „Saszy, który był modnisiem” (co się z nim stało, ktoś wie?) – a ostatnio fenomenalnego duetu z Kijowa, Geuxx.
Geuxx (źródło: VKontakte)
II to, nomen omen, druga płyta w dyskografii Geuxx, obok wydanej w zeszłym roku epki YTY. Jak grają Kijowianie?
Niby wszystko to, co pojawia się na ich płytach już znamy (chociażby dzięki dokonaniom formacji powielających schemat brzmień The Soft Moon), a jednak… Jest to zupełnie nowa muzyka, nawet dla kogoś osłuchanego z najnowszymi wydawnictwami skrzyżowania gatunków: cold wave, post punk, goth gaze. No, właśnie – „gaze”!
Jak nagrać płytę minimalistyczną w nastroju, zimnofalową, a zarazem wypełnioną specyficzną dla brzmienia „gaze” gitarową zgrzytliwością? Geuxx potrafi to doskonale; zarazem w pełni twórczo interpretując gitarowy „przeplot” The Soft Moon – i to bez „fajerwerków” obecnych chociażby w niektórych utworach In Death It Ends… Odmienność najnowszej płyty Geuxx zachwyca!
Geuxx (źródło: VKontakte)
Melodyjność skontrapunktowana eksperymentem, ballada przebita automatycznym pulsem, dobry męski wokal, a nadto ten wspaniały „pajęczy przeplot” we wszechobecnych na płycie brzmieniach gitar… Wszystko to zaś składające się na nastrój niepokoju, czy wręcz muzyczną reprezentację strachu. Nadto zaś znakomite brzmienie, do którego przyłożył rękę Sid Lamar z nieistniejącego już duetu Keluar. Chcecie czegoś więcej? Po co? Faworyzuję utwory: „Defiance”, „Frontier” i instrumentalny „LFT”.
Szymon Gołąb
Płyta w wersji fizycznej (CD) będzie niedługo do nabycia u wydawcy – kijowskiego labelu Worn Pop. Kontakt: wornpop@gmail.com
Nietzsche and the Wagners: No Truth (LP; Werkstatt Recordings; Niemcy; 10 kwietnia 2016)
Sama nazwa zespołu zwraca uwagę, a co dopiero zawartość jego najnowszej płyty! No Truth proponuje rzadko spotykane dziś połączenie post punkowego ascetyzmu z prawdziwie art- rockowymi walorami: bogactwem instrumentalnym, podatnością na improwizację, oraz niezwykłymi walorami poetyckimi tekstów.
No Truth (wystarczy odwrócić okładkę, aby odczytać ciąg dalszy tego przesłania: „no hope, no surrender”) to trzecie wydawnictwo w dyskografii niemiecko – rosyjskiego duetu z Lipska. Już debiut Nietzsche and the Wagners, płyta Asphodels (2011), urzeka czymś, czego próżno szukać na współczesnej scenie cold wave / post punk – bezkompromisowym wprost awangardyzmem (dodajmy, że miłym dla ucha). Ta jakość jest także sednem albumu No Truth.
Nietzsche and the Wagners (żródło: Facebook)
Na płycie pomieszczono osiem utworów (w tym wspaniałą bonusowa kodę „Призрак”), które są swoistą miksturą post punka ze wschodnim folkiem, rosyjską piosenką poetycką, a także… Rewolucyjnymi pieśniami ze Związku Radzieckiego. Całość ma zaś wyraz concept albumu, spojonego narracją o pacyfistycznym (a więc aktualnym i potrzebnym dziś) wyrazie.
Nietzsche and the Wagners: No Truth – kaseta magnetofonowa (źródło: synthezizer.bandcamp.com)
Poza muzycznym eksperymentem, album No Truth może zachwycić tym, co wciąż zbyt rzadko (mimo progresji, jaka dokonała się w ostatnim czasie) stanowi zawartość treściową nagrań większości zachodnich muzyków – wspomnianą obecnością poezji i nawiązań do niej. Pod tym względem szczególnie warte odnotowania jest odniesienie do dokonań Mishy Verbitsky’ego – współczesnego awangardysty z Rosji, któremu to chociażby zawdzięczamy nowoczesną formułę otwartych zasobów kultury.
Znakomity krążek! Słuchajmy, co mają do powiedzenia (i zagrania) nam poeci rewolucji, bo wkrótce mogą zostać tu jedynie hamburgery z keczupem i dupapolo…
Jak za pomocą muzyki wyrazić chłód, klaustrofobię, brak powietrza? Można sięgnąć po ambientowe pasaże a’la Sphyxion – jednak jak z kolei połączyć je z dosadnością muzycznego przesłania? Tu trzeba zagrać tak, jak płocki Schröttersburg na swojej najnowszej płycie: zimno, konkretnie i bez zbędnego „rzeźbienia”. Ciało to znakomity krążek, który pokazuje że zimna fala jest wciąż żywym i ważnym (a także wyraziście rodzimym) gatunkiem. Nie „cold wave”, ale właśnie zimna fala. Posłuchajmy – oto tytułowy utwór z płyty:
Jak w 1981 roku, prawda? Bardzo dobrze, bowiem przed polską muzyką stoją dziś podobne wyzwania – ma przywrócić refleksję, być może wyzwalając przy tym bunt (chociażby wyłącznie nastrojowy), lub przynajmniej początek „wszystkiego, co ludzkie”: własny osąd. Stan wojenny trwa. Jawny faszyzm. Propaganda. Cenzura. Brak środków do życia. Rozbuchane państwowe festyny. Brak powietrza, albo złe powietrze. Właśnie! Powietrze to niemal symboliczny klucz do tej płyty, pojawia się tu w wielu znaczeniach – oto powietrze w „Kolejnym kroku”:
Jak muzyka odpowiada na kształty czasu, który od dawna nas tu otacza? Zazwyczaj milczy, albo upada w niebezpieczny banał przypominający odurzenie dopalaczami. Jest wtedy „dobra”, „rozrywkowa”, słychać ją też w miejscach z przydomkiem „narodowy” w nazwie. Jest śmiercią, która – jak wiadomo – maluje przed ludzkimi oczami banalne cukierkowe landszafty.
Schröttersburg (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)
Życie tu „jest jakie jest” i muzyka (chcąc być po jego stronie) też winna „mówić jak jest”. Tak właśnie, jak czyni to Ciało Schröttersburga. Jest wtedy dźwiękiem, który ma znaczenie. Oto ten dźwięk w utworze „Pomiędzy ciszą”:
Nowa płyta płockich zimnofalowców zdystansowała ich zeszłoroczny longplay, a także niemal wszystko, co w tym nurcie (i nie tylko) nagrano ostatnio w Polsce. Utwory urzekają bogactwem aranżacyjnym (partie gitarowe!) wpisanym w paradoksalnie ascetyczną konwencję gatunku (zimnofalowa perkusja na tej płycie to siekiera!), a wyrazu całości dopełnia znakomity wokal wyśpiewujący świetnie napisane teksty. Czego chcieć więcej?
Wszystkie utwory na płycie zasługują na wielokrotne wysłuchanie. Faworyzuję „Disco” o przesłaniu bliskim jednej z najlepszych kompozycji ostatniego czasu – „Траур” rosyjskiej grupy Kапитан Ненавидит Море.
Szymon Gołąb
Album w wersji fizycznej (CD) można nabyć pisząc na adres schrottersburg@vp.pl, lub wysyłając wiadomość do zespołu na Facebooku (cena z wysyłką 25 PLN). Płyta jest także dostępna w sklepie internetowym Bat-Cave Productions.