RADOSNA MELANCHOLIA / Olgarym: „Wrocław” – premiera teledysku

Olgarym: „Wrocław” – premiera teledysku i rozmowa z artystką.

Olgarym

Jej muzyka zdecydowanie zasługuje na miejsce we wrażliwości słuchaczy. Olgarym. Ma polskie korzenie, mieszka w Paryżu, w swojej muzyce łączy zaś żywioł piosenki artystycznej z melancholią cold wave. Dziś premiera jej pierwszego teledysku. Niejako przy okazji – porozmawiałem z Olgąrym, twórczynią brzmień, które urzekły mnie ostatnio bez reszty…

Kim jest Olgarym? Polką? Francuzką? Czy może, po prostu, artystką?

Urodziłam się we Francji, ale w polskiej rodzinie. Za dnia pracuję jako programistka, a po zmroku zajmuję się muzyką.

Tworzysz w interesującej i nieporównywalnej estetyce, czy masz jakieś muzyczne wzorce, inspiracje?

Słucham różnej stylistycznie muzyki. Miałam chyba sześć lat, kiedy po raz pierwszy usłyszałam Jarre’a i Vangelisa; pamiętam, że ojciec często sięgał po ich płyty. Spodobało mi się brzmienie syntezatorów, zaczęłam więc grać na naszym domowym Bontempi. Potem, w siódmym chyba roku życia, zaczęłam oglądać MTV i stałam się fanką Nirvany, oraz muzyki spod znaku grunge. Wtedy też uczyłam się gry na gitarze.

W następnych latach, tym razem dzięki bratu, odkryłam Radiohead i jest to mój ulubiony zespół do dziś. Uwielbiam głos Thoma Yorke’a i często śpiewam, jako back vocal, jego utwory – to ważna dla mnie nauka. Pamiętam, że kupowałam też sporo płyt wykonawców britpopowych: Suede, Kula Shaker, Pulp, JJ72… Lubiłam ten klimat.

W młodzieńczych latach pomagałam też bratu w jego black metalowym projekcie, odkrywając ten styl równolegle z industrialem. Wiele teledysków w tych klimatach emitował wtedy niemiecki kanał muzyczny Viva Zwei… Tęsknię za taką telewizją.

Dopiero parę lat temu usłyszałam brzmienia spod znaku cold wave i post rocka. Było to jednak dla mnie doznanie „powrotu do korzeni”, jakbym tę muzykę znała od dawna… Dziś mogę też wskazać na wiele innych inspiracji, chociażby ostatnio słuchane: Ash Ra Tempel, Boards of Canada, Zola Jesus, Grimes, Fever Ray, The Knife, Dead Can Dance, Alt-J, Type O Negative i – oczywiście – Radiohead.

Jak określiłabyś swoją muzykę? Co w niej jest dla ciebie ważne?

Najważniejsze jest stworzenie efektu zaskoczenia dla kogoś, kto będzie słuchał moich utworów. Ten efekt musi być precyzyjnie wpisany w strukturę kompozycji. Czasem zdarza się, że nie mogę dokończyć utworu, bo jest zbyt skomplikowany; nie lubię jednak uproszczeń, mimo, iż prostsze rzeczy mogą być „skuteczniejsze”.

Styl w jakim tworzę to „wesoła odmiana cold wave”. Poważnie! Lubię połączenie radości i melancholii.

Olgarym podczas występu na żywo.
Olgarym podczas występu na żywo.

Komponujesz i grasz sama, czy też ktoś jeszcze jest zaangażowany w powstawanie tych niezwykłych brzmień?

Rozpoczynałam sama, aby możliwie najszybciej uprzystępnić słuchaczom mój muzyczny świat. Komponowałam za pomocą programu Reason 7 i koncertowałam – głównie w Paryżu.

Obecnie szykuję projekt w nowej odsłonie, współpracuję w tym celu z kilkoma muzykami: klawiszowcem, basistą, gitarzystą i perkusistą. To pozwoli mi poszerzyć styl, wprowadzić nawiązania do rocka progresywnego lat siedemdziesiątych, ambientu, a nawet dodać parę egzotycznych pomysłów rodem z muzyki afrykańskiej. Właściwie nie do końca jest to „nowa forma”, tak chciałam grać od początku, wymagało to jednak zaangażowania w projekt prawdziwych muzyków…

Fakt, komputer może dziś zrobić niemal wszystko, nawet imitować brzmienia rzeczywistych instrumentów. Na koncercie jednak, kiedy słychać określone instrumentarium, ale go nie widać, ludzie często nie wiedzą jak się zachować, bo wykonywana muzyka przestaje brzmieć naturalnie. Na przykład, kiedy niedawno byłam na koncercie Zoli Jesus, to występujący na początku zespół grał bez perkusji – za to z playbackiem. Było to bardzo monotonne, gdyż muzycy nie mogli modulować intensywności brzmienia tego instrumentu na żywo… Podobny problem miałam występując sama; dlatego zawsze chciałam stworzyć zespół i możliwie jak najmniej używać komputera. Poza tym, mam większe poczucie wolności, mogąc dzielić się swoją wizją muzyki z innymi ludźmi – wykonując tę muzykę bezpośrednio przed nimi, na żywo.

Olgarym podczas występu na żywo.
Olgarym podczas występu na żywo.

Jakie instrumentarium pojawia się w twoich utworach?

Śpiewam, gram na gitarze, basie i klawiszach. Za niektóre brzmienia syntezatorowe odpowiedzialny jest Roland JP-8000. Wciąż używam też programu Reason 7, aby nagrywać perkusję i różne „dziwne” dźwięki.

Lubię tworzyć harmonię innych instrumentów z syntezatorami, dającą nieco „orkiestrowe” wrażenie. W nowych utworach chciałabym wprowadzić prawdziwą perkusję i połączyć ją z perkusją wirtualną. Zdecydowanie jednak największą trudnością, przed jaką dziś stoję, to usunięcie komputera z roli kapelmistrza, zastępującego rzeczywistych muzyków. Informatyka owszem, daje dużo możliwości, ale zbytnio ogranicza spontaniczność tworzenia. Dlatego bardzo lubię grać z ludźmi.

W sieci można wysłuchać, jak dotąd, jedynie trzech twoich kompozycji – kiedy usłyszymy więcej? Myślisz o wydaniu płyty?

Rzeczywiście, tylko trzy moje solowe utwory dostępne są na SoundCloud. Przygotowuję wraz z zespołem nowe kompozycje, jednak – na razie – nie myślę o płycie. Jestem z generacji right now – wolę być bardziej „w akcji”. Dlatego teraz zdecydowanie poświęcam się koncertowaniu.

Póki co, zapraszam do obejrzenia powstałego właśnie teledysku do utworu „Wrocław”.

Gdzie zatem koncertujesz w najbliższym czasie?

Występuję w Paryżu. Jednak ostatnio coraz trudniej znaleźć miejsce; to stolica, więc gra tu bardzo dużo zespołów. Coraz więcej też muzycznych barów jest zamykanych, ze względu na obostrzenia dotyczące hałasu… Niewiele lokali dopuszcza już występy z perkusją na żywo. Dlatego poważnie myślę o występach w innym europejskim mieście. Może w Warszawie?…

Rozmawiał Szymon Gołąb

Olgarym – oficjalna strona

Olgarym – Facebook

Szerzej z muzyką Olgirym można zapoznać się na profilu artystki w serwisie SoundCloud:

MAGNES / Yus Yus

Yus Yus wystąpi wkrótce na jedynym koncercie w Polsce: sobota / 10 października / klub Alter Ego / Szczecin / początek o godzinie 21.00.

Yus Yus

Ten serbski duet to nowy i już sporo znaczący głos na scenie cold / minimal wave. Pomimo, iż w sieci dostępne jest zaledwie kilka utworów Yus Yus, formacja ta – oprócz sporej popularności wśród słuchaczy – może pochwalić się występami obok najbardziej uznanych przedstawicieli gatunku: Xeno & Oaklander, Die Selektion i Peine Perdue… Nic dziwnego, bowiem muzyka Yus Yus działa jak magnes – po prostu przyciąga!

Plakat zapowiadający koncert Yus Yus w klubie Alter Ego (Szczecin; 10.10.2015)
Plakat zapowiadający koncert Yus Yus w klubie Alter Ego (Szczecin; 10.10.2015)

Duet tworzy dwoje artystów – urocza wokalistka Aleksandra Pavlović, oraz Nemanja Stojanović, didżej występujący pod pseudonimem Neomodern. Za minimalistyczną (i wyróżniającą się swoistym seksapilem) oprawę wizualną występów i wydawnictw formacji odpowiada kolektyw designerski Kitsch – Nitsch. To wszystko składa się na twórczość, która jest nowym nurtem jednej z najprężniejszych scen elektronicznych na świecie; brzmienia Yus Yus można bowiem postawić w jednym rzędzie obok serbskich „gigantów gatunku” – Sixth June i Zastranienie.

Najważniejszy jest jednak styl, a ten – w przypadku Yus Yus – daleki jest od łatwych porównań. Serbska interpretacja syntetycznego mroku tradycyjnie wyróżnia się pewną przebojowością, jednak w brzmieniach proponowanych przez Aleksandrę i Nemanję jest ona nieco okrojona na rzecz głębi i ascetycznego pulsu kompozycji. „Symbols Of Death”, „Forever” i „Ticking Clocks” – kolejne single duetu – są właśnie takie: absolutnie minimalistyczne, chłodne, a przy tym „łatwo wpadające w ucho”. Znakiem wywoławczym tej muzyki jest zaś przede wszystkim żenski wokal – charakterystycznie beznamiętny i zarazem pełen powabu. To nieczęste połączenie, wyróżniające estetykę Yus Yus na tle innych wykonawców. Efekt magnetyzuje.

Nie tylko dla ucha... Yus Yus na żywo.
Nie tylko dla ucha… Yus Yus na żywo.

Duet zapowiada nowe wydawnictwa – wiosną przyszłego roku ukaże się (nakładem prężnej argentyńskiej wytwórni Tacuara Records) maxisingiel, potem muzycy planują wydanie długogrającego debiutu. 2015 rok będzie więc zdecydowanie należał do Yus Yus.

Szymon Gołąb

Yus Yus – Facebook

Yus Yus – Bandcamp

Google Translate

PRZED KONCERTEM / Luminance – przegląd dyskografii

Luminance (logo)

Występ Luminance to jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie składników tegorocznej edycji Return To The Batcave Festival – czekając więc, czas przyjrzeć się muzyce tworzonej przez tę belgijską formację.

Odrębność i wpisujący się w „gotycką” estetykę powab tajemnicy są tym, co wyróżnia brzmienia Luminance spośród wielu współczesnych wykonawców elektronicznego nurtu zimnej fali. W muzyce Luminance wyraźnie zawiera się potężna siła ciemnej, romantycznej poezji: „echa bębnów niosą się z oddali, tchnienie wiatru przywołuje Prastare Głosy – one prowadzą nas przez chłód miasta w stronę światła Przodków” – w taki sposób muzycy opisują swoją twórczość i w słowach tych jest klucz do jej atmosfery, swoiście poważnej i pełnej skupienia. Ten mroczny ton – pojęty w najlepszym i w pełni twórczym znaczeniu – charakteryzuje wszystkie wydawnictwa w dyskografii zespołu, począwszy od wydanej w 2013 roku płyty The Light is Ours.

To najbardziej „zachowawczy” estetycznie album Luminance, dający próbę tego, czym ta muzyka stanie się niebawem. Sześć składających się na The Light is Ours utworów zwraca uwagę świetnym połączeniem brzmień syntezatorowych z post punkowymi partiami gitary. Ascetyczny chłód, krystaliczne, przestrzenne brzmienia i wspomniany – wyróżniający styl zespołu „romantyczny ton” – są sednem tej płyty.

Icons & Fears, wydawnictwo pochodzące z początku 2014 roku, to już nieco inny wymiar i pełnia wyrazu muzyki Luminance. Instrumentalna inwokacja „Drown”, czyli ‚wydrążony’ otwiera ten niezwykły, zbudowany ponownie z sześciu kompozycji, seans z muzyką chłodu. Tę płytę cenię najwyżej w dyskografii Belgów, przede wszystkim dzięki jej różnorodności – synth pop łączy się tu z wyraźnymi wpływami dark / cold wave, a nawet nieco „kosmicznego” ambientu. Najpiękniejszym fragmentem albumu jest zachwycający mroczną aerią utwór „Obsession”, w którym zespół wsparła wokalnie Nathalie Bruno, była członkini legendarnej formacji Phosphor.

Doskonałość i specyfika wokalu na płytach Luminance to odrębny temat. Wszyscy, którzy tęsknią za klasycznymi dokonaniami Depeche Mode na pewno zasmakują w tym składniku muzyki formacji z Brukseli. Kontekst Depeche Mode… Synth popowy (jednak z zaznaczeniem: this ain’t nodisco) żywioł twórczości Belgów najpełniej przezentuje się na wydanym w lipcu tego roku albumie The Cold Rush, splicie z francuską formacją Acapulco City Hunters. Obie grupy prezentują tu synth popowe brzmienia na najwyższym poziomie.

Ostatnimi pojedynczymi wydawnictwami Luminance są: dwuutworowy singiel 7″ Obsession, na którym znalazła się wspaniała, nastrojowa i pełna ciemnej otchłani synthu kompozycja „Viper Smile”…

…oraz chyba najbardziej noworomatyczny utwór w krótkiej, ale bogatej historii zespołu – „Ends & First”, nagrany jako podziękowanie dla fanów facebookowego profilu grupy (wydawnictwo dostępne jest do pobrania za darmo). Tu aura new wave lat osiemdziesiątych – obecna od początku w muzyce Luminance – pojawia się chyba w całej pełni, przypominając najlepsze dokonania klasyki gatunku, chociażby spod znaku New Order.

Czekam na polski występ Luminance z prawdziwym utęsknieniem! 28 listopada. Wrocław. Spotkajmy się pod sceną.

Szymon Gołąb

PRZED PREMIERĄ / Deine Lakaien: Farewell / When The Winds Don’t Blow

Deine Lakaien: Farewell / When The Winds Don’t Blow (maxi singiel; Chrom Records / Soulfood; Niemcy; 11 lipca 2014)

Deine Lakaien - Farewell / When The Wings Don't Blow (maxi singiel 2014)

Do wnętrza Kryształowego Pałacu (Crystal Palace – tak zatytułowany będzie najnowszy album Deine Lakaien – premiera: ósmego sierpnia) niemiecki duet zaprasza pięknym i pełnym wdzięku wydawnictwem.

Cztery utwory, które składają się na maxi singiel Farewell / When The Winds Don’t Blow to kwintesencja tanecznej melancholii i szlachetnej próby melodyjności. Muzyka Deine Lakaien jest w pewnym sensie „uniwersalna”, apelując bowiem do zdecydowanie wyrobionej i głębszej wrażliwości, potrafi doskonale „sprawdzić się” w bardzo różnorodnych okolicznościach – ubarwia podróże, jest świetnym muzycznym tłem domowej codzienności, komentuje obrazy widziane przez okno – nie tylko ludzkiego serca. Tę aurę niemieccy muzycy powołują również na najnowszym wydawnictwie, na które składają się cztery kompozycje – obok dwu tytułowych, są to: „Into Chaos”, oraz „klubowy” remix utworu „Farewell”.

Ten zwiastun nowego albumu – jak zawsze, w przypadku dokonań Deine Lakaien – olśniewa nastrojem, oraz spoistością wizji opartej na zasadzie brzmieniowego kontrastu – osią którego jest tu napięcie pomiędzy tanecznym wydźwiękiem „Farewell”, a balladową, akustyczną eterycznością (fortepian, harfa i głos Alexandra Veljanova!) „When The Winds Don’t Blow”.

To wspaniała muzyka, o niezmiennie wyrazistej, ciemnej i poetyckiej dystynkcji. Wiele lat temu stanowiła istotny składnik nastroju audycji Tomasza Beksińskiego – to właśnie on uprzystępnił brzmienia Deine Lakaien polskiemu słuchaczowi. Zwiastun nowego albumu jest doskonałym pretekstem, aby tę fascynację przedłużyć, ugruntować i wzmocnić.

Oficjalna premiera maxi singla Farewell / When The Winds Don’t Blow przewidziana jest na jedenastego lipca – internet jednak ma swoje prawa… Już dziś możemy sięgnąć po tę muzykę. Zadbam jednak o to, aby przed premierą fragmenty longplay’a Crystal Palace mogły oficjalnie poruszyć wrażliwość Słuchaczy audycji Tryton / Transmisja.

Szymon Gołąb

Deine Lakaien wystąpi w Polsce na Castle Party Festival w Bolkowie – w sobotę, 19 lipca.

Subskrypcja albumu Crystal Palace – na oficjalnej stronie Deine Lakaien

Deine Lakaien – Facebook

 

„CHŁODNA FALA NIE OPALA” / Bruno ŚwiatłoCień: „Powiew Morza”

Bruno ŚwiatłoCień: „Powiew Morza” (singiel, wideoklip; realizacja: Yach Paszkiewicz; gościnnie: Volven de Viant; Polska; maj 2014)

Zespół Bruno ŚwiatłoCień
Zespół Bruno ŚwiatłoCień

Monotonia zachwyca. Wypalenie jest mocą. Absurd staje się poezją. Dziwność zaś – hipnotyzuje. Tak (skrótowo) odbieram twórczość formacji Bruno ŚwiatłoCień. Wykracza ona poza schematy rodzimej sceny muzycznej, poza wątpliwej jakości „kanon” zamykający różnogatunkowe brzmienia w nurcie przebojowej poprawności i nudy. Dość wspomnieć, że od dawna chciałem spolszczyć najpopularniejszy na tej stronie (blogu? portalu?) tag „cold wave” – i napisać po prostu „chłodna / zimna fala”. „Powiew morza” wreszcie stał się ku temu pretekstem.

Nowy utwór pomorskiej formacji to ponad siedem minut muzyki, miara ta jednak w żaden sposób nie odstręcza. Mantra – określenie, które przypisano tej muzyce niweluje nadmiar na rzecz swoistej, minimalistycznej transowości, podkreślanej monotonnym rytmem perkusji i tekstem beznamiętnie, na krawędzi melorecytacji, wyśpiewywanym przez wokalistę. To odrębny styl, a zarazem nawiązanie do najlepszej tradycji gatunku – pojętego tu jednak nieco przewrotnie. Kluczem do muzyki grupy Bruno ŚwiatłoCień jest poczucie absurdu i jego estetyczny przekład. Podobną aurę konsekwentnie buduje utwór „Powiew Morza”: w pewnym momencie tekst (stanowiący przykład suwerennej poezji) przekształca się w rodzaj modlitwy – rodzaj właśnie, nie zaś parodię. To zdecydowanie nowa jakość wypowiedzi. Mainstreamowe naigrawanie się z katolicyzmu – szczególnie czynne obecnie w polskiej muzyce – jest nudne; język antagonizmów zdewaluaował się i dziś może jedynie odstręczać wtórnością. Rodzima sztuka jest dziedziną „bez wartości” – powstałą w bezwartościowej rzeczywistości – i jako taka, winna tę realność wyrażać. Zimna fala, ze swoim dystansem i pozornym brakiem emocjonalnego zaangażowania to najlepsza z możliwych odpowiedzi na kształt czasu. Pod tym względem twórczość zespołu Bruno ŚwiatłoCień jest odkrywcza, wyznaczająca kształt tego, co zdecydowanie nowe.

Volven de Viant na planie teledysku do utworu "Powiew Morza" (fot. Michał Szwarc)
Volven de Viant na planie teledysku do utworu „Powiew Morza” (fot. Michał Szwarc)

Oprawa wizualna utworu „Powiew Morza” również zasługuje na uwagę. Posiada bowiem potencjał symboliczny – bardzo prosty i czytelny. Jest nim amalgamat ruin, morskiego bezmiaru i nieco „złowrogiego”, gotyckiego piękna (Volven de Viant!). Reżyserem teledysku – podobnie, jak w przypadku utworu „Babilońskie Damy” z albumu Czerń i Cień – jest Yach Paszkiewicz, znajdujący wyraźne upodobanie w brzmieniach grupy Bruno ŚwiatłoCień.

Fascynację tę odtąd z nim dzielę. Słucham, patrzę i napawam się tą cudowną, pełną nowych znaczeń, dekadencją. „Chłodna fala nie opala” – wpis przeczytany niegdyś na facebookowym profilu zespołu trafia w sedno tej muzyki.

Szymon Gołąb

Bruno ŚwiatłoCień: Czerń i Cień (LP, 2013) – Bandcamp

Bruno ŚwiatłoCień – Facebook

 

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑