PRZED PREMIERĄ / Paradox Obscur: Ανδρείκελα

Paradox Obscur: Ανδρείκελα (singiel; Grecja; 22 kwietnia 2016)

Paradox Obscur (fot. Marilia Fotopoulou - dieseele.net)
Paradox Obscur (fot. Marilia Fotopoulou – dieseele.net / źródło: Facebook)

Grecki duet Paradox Obscur (Kriistal Ann i Toxic Razor) zapowiada wydanie nowej płyty! Album ukaże się pod koniec maja jako płyta winylowa 7″ i zawierać będzie trzy utwory. Nowy krążek będzie częścią ekskluzywnego „boxu” o podobno wyjątkowo kunsztownej formie wizualnej.

W sieci można już wysłuchać utworu zapowiadającego krążek. To „Ανδρείκελα” – kompozycja z greckim tekstem utrzymana w charakterystycznej dla duetu stylistyce, w której automatyczny rytm i brzmienie analogowych syntezatorów towarzyszą dialogowi męskiego i żeńskiego wokalu. Charakterystyczny dla Paradox Obscur jest także kontrast pomiędzy chłodnym w wyrazie instrumentarium, a wokalnym natchnieniem Kriistal Ann.

Paradox Obscur
Paradox Obscur (źródło: paradoxobscur.bandcamp.com)

Biorąc pod uwagę jakość poprzednich nagrań oraz rosnącą popularność duetu, płyta może stać się jedną z ciekawszych propozycji wydawniczych – nie tylko na greckiej scenie minimal / cold wave.

Szymon Gołąb

Paradox Obscur – Facebook / Bandcamp / Soundcloud

80s + / Dead Astronauts: Strange Ways

Dead Astronauts: Strange Ways (EP; Kanada / Stany Zjednoczone; 22 kwietnia 2016)

Dead Astronauts - Strange Ways (EP; 2016)

80s + przez analogię do osławionego „500 +”; tak, czy inaczej – w muzyce Dead Astronauts zawiera się wyraźnie właśnie ów składnik „plus”, który z syntezatorowych brzmień lat osiemdziesiątych (jakimi fascynują się muzycy tego duetu) czyni coś niezwykłego i stale inspirującego. Strange Ways to bodaj jedna z najciekawszych dziś interpretacji stylistyki a’la „ejtis” – trudna do jednoznacznego „zaszufladkowania” i przez to piękna.

Kanadyjsko-amerykański projekt Dead Astronauts powstał w 2011 roku i ma w swojej dyskografii kilka świetnie przyjętych wydawnictw formatu EP. Właśnie! Nagrania duetu, niemal od początku jego istnienia, cieszą się nadspodziewaną popularnością w sieci – z czego to wynika?

Dead Astronauts
Dead Astronauts (źródło: Facebook)

Dead Astronauts poruszają się w obszarze stylów synth / dark pop oraz fuzji: cold / retro / dark czy wreszcie minimal wave – i bardzo starannie nagrywają swoje płyty. Najnowsza sześcioutworowa epka (mieszcząca trzy utwory oryginalne i trzy ich remiksy) Strange Ways zachwyca przestrzennością brzmienia i dopasowaniem realizacji dźwięku do nastrojów poszczególnych kompozycji. To ważne dla muzyki, której żywiołem jest wyraz subtelnych znaczeń przez nowoczesne instrumentarium i świetne wokale (dialog męsko-żeński, w pierwszym rzędzie, urzeka w nagraniach duetu). Sumując – Strange Ways po prostu pięknie brzmi!

Dead Astronauts także starannie wybierają muzyków biorących udział w nagraniach ich płyt. Na Strange Ways usłyszeć można remiksy w wykonaniu tuzów nurtu synth / retro wave: VHS Glitch, Crying Vessel, Protector101. To także przyciąga słuchaczy.

Duet konsekwentnie wreszcie dba o swój imaż, zapraszając do opracowania warstwy wizualnej swych dokonań naprawdę utalentowanych grafików. Pięknie to wszystko razem się składa i przyciąga wzrok, równie mocno – jak muzyka Dead Astronauts.

Znakomity album! Faworyzuję wszystkie utwory!

Szymon Gołąb

Płyta w wersji cyfrowej do nabycia na stronie zespołu w serwisie Bandcamp oraz w iTunes i Amazon.

Dead Astronauts – oficjalna strona / Facebook / SoundCloud / Twitter

SYNTH RELAX / Màquina Total: Màquina Total

Màquina Total: Màquina Total (EP; Domestica Records; Hiszpania; 15 kwietnia 2016)

Màquina Total - Màquina Total (EP; 2016)

Odrobina relaksu potrzebna jest każdemu. Sięgnijmy po taką właśnie muzykę: relaksującą i miłą dla ucha, ale niebanalną. Màquina Total – nazwa tego hiszpańskiego projektu może mylić. W jego brzmieniach nie ma mechanicznych rytmów a’la EBM, czy „industrial”, a teksty utworów bynajmniej nie traktują o wegetacji człowieka wśród natarczywych i groźnych ustrojów „totalnych” (vide: Together We Are Alles, łódzkiego duetu Alles). Màquina Total prezentuje zdecydowanie inny wymiar muzycznych doznań.

Màquina Total
Màquina Total (źródło: Facebook)

Màquina Total to Virgili Jubero, muzyk z Barcelony, aktywny na tamtejszej scenie synth pop / synth wave od 2011 roku. Jego pierwsze wydawnictwo formatu EP ukazało się trzy lata temu stanowiąc preludium do nastrojów, jakie znaleźć można we wnętrzu najnowszej, pięcioutworowej epki (dodajmy, że płyta ta nagrana została jesienią 2015, dopiero zaś teraz ukazała się jako debiut projektu na nośniku fizycznym – kasecie magnetofonowej). Co to za brzmienia?

To piękne brzmienia. „Muzyka dla smutnych dziewczyn” – tak chyba można określić stylistykę Màquina Total. Synthpopowe harmonie, taneczna rytmiczność, ujmujący głęboki męski wokal i teksty (po katalońsku) opowiadające o miłości i tęsknocie… Nadto zaś nader indywidualna i twórcza interpretacja syntezatorowych brzmień nurtu retro wave. Jestem zachwycony delikatną siłą tej muzyki!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wyobraźcie sobie takie zestawienie: upalny wieczór na Południu, koncert Màquina Total w niewielkim klubie, ciepło i radość w ludzkich oczach, a obok tańczy ktoś, kogo może nawet warto pokochać… Banał? Tak, ale ile w nim zwykłych pragnień, ile spełnień… Faworyzuję utwory: „Urbanització Esmeralda”, „Estàtua”, oraz „Què És L’Amor?”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (kaseta magnetofonowa o limitowanym nakładzie 50 sztuk) i cyfrowej do nabycia na stronie Domestica Records w serwisie Bandcamp, oraz w sklepie internetowym tej wytwórni.

Màquina Total – Facebook

WŁASNOŚĆ FAL / Pola Tog: Rayogrammes

Pola Tog: Rayogrammes (EP; Domestica Records; Hiszpania; 15 kwietnia 2016)

Pola Tog - Rayogrammes (EP; 2016)

Zacznijmy od tego, że Pola Tog nie jest dziewczyną i nie pochodzi ze Szwecji, co mogłaby sugerować nazwa tego jednoosobowego projektu minimal / cold wave. Jego twórca to wenezuelski muzyk i artysta sztuk wizualnych tworzący obecnie w Barcelonie, Joaquín Urbina. Najnowsze wydawnictwo Pola Tog, EP Rayogrammes, jest chwytliwą miksturą awangardowego minimalizmu, miło skwierczącego synthu i tanecznego rytmu. Oto „Własność fal”, „Property of Waves”:

„Wszystko płynie” – i to jak przyjemnie, prawda? Joaquín Urbina (występujący obecnie ze Słowaczką, Aną Gale) ma już za sobą dość długą przygodę z „oldschool EBM” i różnej maści syntezatorowym wintażem – jej początek datuje się na rok 1999. Jako TBN202 wydał w 2003 / 2004 roku epkę Fingernails (nakładem własnej wytwórni No-Domain Recordings), zaś projekt Pola Tog istnieje od czterech lat i Rayogrammes jest jego debiutem. Tyle faktografii. Teraz muzyka. „Cold Text”:

Wydana przez Domestica Records epka to dwadzieścia jeden minut muzyki i cztery utwory. Niewiele – jednak jakość pomieszczonych tu nagrań kompensuje ich ilość. Pola Tog wykorzystuje analogowe syntezatory, wokoderowo modyfikowany męski wokal (na płycie pojawia się też głos kobiecy) spajając całość taneczną melodyjnością a’la Aga Wilk (dokonania mieszkającej w Niemczech Polki to najbliższy kontekst dla Rayogrammes). Wyróżnikiem muzyki hiszpańskiego projektu jest też niemal synth popowe „poczucie przestrzeni” pojawiające się we wszystkich nagraniach z płyty. To właśnie, w połączeniu z chłodnym minimalizmem, urzeka najbardziej. Wyzwala nową definicję czarno-białej wzniosłości – jeśli przełożyć muzykę na język barw.

Pola Tog - Rayogrammes
Pola Tog – Rayogrammes (kaseta magnetofonowa / źródło: domestica.bandcamp.com)

Faworyzuję dwa zamieszczone powyżej utwory – „Cold Text” i „Property of Waves”.

Szymon Gołąb

Wydawnictwo w wersji fizycznej (kaseta magnetofonowa) i cyfrowej do nabycia na stronie Domestica Records w serwisie Bandcamp.

Pola Tog – oficjalna strona / Facebook

PO KONCERCIE / Drab Majesty + Past & Charnier w Chmurach

Drab Majesty (support: Past & Charnier); afterparty: Krucza (Klubokawiarnia Chmury; Warszawa; 09.04.2016)

Drab Majesty - Charnier - Past - (Chmury; 09.04.2016)

Pomnik-popiersie na tle minimalistycznej, czarno-białej struktury, z lekkim efektem rozmycia. Ów motyw, zgrabnie uchwycony na afiszu wydarzenia, może mieć dwojaką wymowę. Z jednej strony powracający wielokrotnie element teledysku „The Heiress” Drab Majesty, który mimowolnie przywodzi na myśl fluorescencję i magnetyzującą mozaikę lat 80-tych; drugi, bardziej uniwersalistyczny wymiar? Nie szukając daleko – symbol odrodzenia, renesansu, rozkwitu.

Ten swoisty fenomen można spokojnie opisać też przez pryzmat minionej soboty (9 kwietnia) w warszawskim klubie Chmury i goszczących w nim tego wieczoru zespołów: PAST, Charnier i Drab Majesty – ostatniej generacji grup, za sprawą których scena post-punk / new wave / cold wave przeżywa swoją drugą młodość.

Past (fot. Łukasz 'Black' Maślak
Past (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak

PAST. Małgorzata Przyszłość (wokal, klawisze), Darek Sem (gitara), Kamil (gitara) i Tomasz Suchy (perkusja) – nikomu, kto uważa się za konesera dobrych dźwięków i rodzimej zimnej fali, nie muszę chyba przedstawiać dodatkowo powyższego składu. Kapela uformowana w sercu Mazowsza uświetniła swoją obecnością sobotni rozkład jazdy w Chmurach, grając jako pierwsza. Stołeczno-praski klimat służy z pewnością PAST, który powrócił na podwórko 11 Listopada po połowie roku (wrzesień 2015: Release Party + Ukryte Zalety Systemu & Klipsy Panda). I uczynił to w zaiste wyśmienitej kondycji! Chylę czoła zwłaszcza przed wokalistką, której warunki głosowe stawiały niezwyciężony opór niedomaganiom zdrowotnym do samego końca występu. W sobotnim menu PAST, poza nagraniami znanymi bardziej koncertowym „wyjadaczom”: „Smutno”, „Ściana”, „Koniec”, „Warszawa” oraz równie ciepło przyjętej, niedawno skomponowanej „Czarnej”, nie mogło zabraknąć repertuaru z doskonale przyswojonego już przez fanów Demo (2015): „Pytania”, „Budzik”, „Ulrike”.

Past (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Past (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Pozwolę sobie uczynić w tym miejscu wtręt, zatrzymując się przy pierwszym z wymienionych tytułów. „Ja mam żałobę po swoim życiu. Smutny jest ten świat. Za dużo zakazów” – jak wymownie wybrzmiały te słowa, po krótkim acz dosadnym nawiązaniu przez Małgorzatę do ostatnich wydarzeń w sferze polityki rodzinnej, które wzburzyły opinię społeczną. Nie jest to jedyny zresztą tekst PAST, manifestujący niezgodę na warunki, w jakich przyszło nam żyć (tudzież wegetować). I chwała PAST-punkowym buntownikom za to, że poza bezbłędną w aranżacji i nastrojach szatą muzyczną, dostarczają odbiorcom innej wartości dodanej – ważkich treści… I pobudki do myślenia (!)

Charnier (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Charnier (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Charnier. O tym, że warto mieć zwrócone oczy na niderlandzką scenę muzyczną, świadczyć może z pewnością drugi tego wieczoru występ – muzycznych gości z Belgii właśnie. Bez cienia wątpliwości ani przesady mogę poświadczyć: dawno do moich kubków słuchowych nie dobiegła tak wirtuozerska, tchnąca nowatorskim podejściem gra keyboardzisty! Aranżacyjny przepych i synthowe wariacje uwypuklone zostały zwłaszcza podczas „Gloomy Sunday”, ”Another Floor” i „Can’t you remember”. Powiedzenie – czym dalej, tym lepiej, sprawdziło się w przypadku koncertu Charnier co do joty. Otwierający go „Wakened Cries” oraz finiszujący „Bodies Flap Out” – który przywoływał bardziej chropowatą, jeśli nie lekko garażową odsłonę grupy, wypadły wiele bardziej blado od (szczęśliwie większej) reszty materiału, którym uraczył nas Charnier.

Charnier (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Charnier (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Pewną desynchronizację wprowadzał wokal, kompensowany jednak niespożytą ekspresją frontmana grupy, która nadawała koncertowi belgijskiego trio pokładów energetyzującej mocy. Mimo kilku „ale”, po sobotnim przebiegu spraw spokojnie mogę zestawić nazwę Charnier obok takich znakomitych reprezentantów cold synth, jak: Das Kabinette, Unidentified Man, czy choćby polskiego Alles. Dodając do tego fakt, że zespół ma na koncie jedyny – póki co – w swoim dorobku regularny krążek „Charnier” (2015), utrzymuję że trzyma w zanadrzu niejedną ciekawostkę i jako debiutancki, rokujący kolektyw, nie spocznie na laurach.

Drab Majesty (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Drab Majesty (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Drab Majesty. Ten koncert domagał się absolutnie dłuższego czasu! Kanadyjski duet zaczarował każdy zakątek Chmur, przenosząc wszystkich w nim zebranych do krainy nibylandii, wibrującej najwyborniejszą paletą dream wave’owej nostalgii. Lwia część zaprezentowanego materiału pochodziła z ostatniego albumu Careless, wydanego w zeszłym roku nakładem Weyrd Son Records: „Hallow”, „The Foyer” i „Unknown to the I”. Pojawiło się też nagranie „Cold Soul”, goszczące na razie jedynie w koncertowych odsłonach Drab Majesty. Dodatkowym smaczkiem, który dopełnił broniącego się samego w sobie muzycznego kontentu, był sceniczny wizerunek muzyków, flirtujący z imażem takich ikon noworomantycznej sceny lat 80-tych, jak Visage czy A Flock Of Seagulls.

Oto cudowna machina czasu przeniosła nas tam na trzy kwadranse – daję słowo, że nie tylko ja dałam się porwać tej iluzji! Gama wzruszeń, hipnotyzujące przestrzenie dźwięków, nowofalowy kunszt gitarzysty. Wszystko to razem przywołujące gigantów gatunku (znów) sprzed trzech dekad: The Chameleons, Love And Rockets, Lowlife, Sad Lovers and Giants… Równolegle zachowany efekt świeżości i – mimo relatywnie krótkiego stażu i skromnego dorobku Drab Majesty (pierwsze wydawnictwo „Unarian Dances” w formie kasety, datowane na 2012 rok – bezdyskusyjna dojrzałość swojego warsztatu i kompozycji. Dlatego boleję nad tym, że na koncertowej trackliście zabrakło chociażby: „Everything is sentimental” (Careless, 2015) – absolutnie faworyzuję ten tytuł! – „The Heiress” (Careless, 2015), „Entrances and exits” (Careless, 2015) czy „Pragmagick” z debiutanckiego albumu grupy (Unarian Dances, 2012).

Drab Majesty (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Drab Majesty (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Oby do (bardzo) rychłej, powtórnej wizyty muzycznych magików z Drab Majesty w Polsce! Niech skrypt wrażeń z mojej strony uzupełnią jeszcze dwa wpisy, zaczerpnięte ze strony zespołu: „Hauntingly beautiful melodies that brings you in a gloomy state of mind. Perfect for the end of summer.” i „If you’re into anything retrowave, this is worth your time”. Po stokroć TAK – każda minuta na koncercie Drab Majesty w minioną sobotę była na wagę złota!

Krucza (afterparty). Niewątpliwym dopełnieniem wieczoru zimnego zagłębia stołecznych imprez (a takim, w mikrośrodowisku dark independent, są od dobrego czasu Chmury), stał się ponad trzygodzinny set Aleksandry Kruczej, bez udziału której trudno wyobrazić sobie tak kultowe wydarzenia, jak cykliczne edycje Gothoteki. „Ambasadorka szeroko pojętej zimnej fali i post punka” – trudno o trafniejsze określenie tej obdarzonej w identycznym stopniu wrażliwości muzycznej, co wysublimowanego zmysłu artystycznego.

Krucza (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Krucza (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Nie dziwi więc, że ten punkt sobotniego programu odgórnie zaliczałam do „pewniaków”! Krucza, z właściwą sobie swadą i wyczuciem, przemyciła z kręgów cold wave zarówno kanon gatunku: Siekierę, Madame (co wzbudziło żywe zainteresowanie muzyków z Drab Majesty, partycypujących z nami jakiś czas), Siouxsie and the Banshees; jak i młodszych przedstawicieli zimnej sceny: Wieże Fabryk, Belgrado, Minuit Machine, The Soft Moon, Ploho (!).

Jedyną smutną konstatacją była obserwacja sukcesywnie topniejącej frekwencji i pewnego odsetka osób, które znalazły się na parkiecie (nie umniejszając nikomu) chyba tylko z czystego przypadku. Aby nasze niszowe środowisko rosło w siłę, potrzeba zdecydowanie żywszego odzewu tych, którzy się z nim prawdziwie i z pasją identyfikują. Czego sobie i wam życzę!

wpis gościnny: Jolanta Żurkowska (moonisch)

Drab Majesty (support: Past + Charnier) – wydarzenie / Facebook

Chmury – Facebook 

Podziękowania dla Łukasza ‚Black’ Maślaka za przygotowanie i udostępnienie relacji foto / wideo.

Fragmenty występów poszczególnych zespołów oraz setu Kruczej można obejrzeć po kliknięciu na plakat wydarzenia poniżej.

Drab Majesty - Charnier - Past (Chmury - 09.04.2016)
Kliknij aby odtworzyć wideo z koncertów (player VKontakte)

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑