PÓŁNOCNY WIATR / Peachblack: Dark Horse

Peachblack: Dark Horse (EP; Stany Zjednoczone; 1 czerwca 2014)

Peachblack - Dark Horse (2014)

Chłód i przestrzeń zawładnęły mną od pierwszych tonów tego albumu. Podobno muzyka Peachblack – duetu z Los Angeles – narodziła się z zimnego północnego wiatru; ponoć jest też ucieczką przed nieprzyjazną rzeczywistością, ową 2nd Star – alternatywną planetą, której poświęcił kiedyś utwór inny duet, Deine Lakaien…

Tęsknota, chłód, melancholia – wszystkie te rozkosze odnajdziemy na drugiej (oto pierwsza) epce Peachblack. To piękna muzyka, która łączy minimalizm cold wave z nieco bardziej tanecznymi, pulsującymi dźwiękami; to także doskonałe wcielenie „filozofii duetu” – na tej płycie głos żeński doskonale sekunduje męskiemu; to wreszcie urzekająca harmonia brzmień wyzwalająca wspomniane odczucie chłodnego bezmiaru.

Z czterech utworów nowego albumu Peachblack zadowoleni będą przede wszystkim zwolennicy syntezatorowego wintażu, aczkolwiek archaizacja nie wysuwa się na pierwszy plan tej muzyki, nie jest jej jedynym celem, hołdowaniem alternatywnej modzie (jak w przypadku niektórych nagrań duetu Roladex, czy płyt z kręgu retro wave). Kontekst lat osiemdziesiątych to raczej przyprawa, posmak tych brzmień, dobrany – dodajmy – z pełną stosownością.

Konteksty? Często powracam do minimalistycznych i eterycznych nagrań brytyjskiego duo Transfigure; w tej linii muzycznego chłodu – najbardziej poruszającej, bo stworzonej przez miłość – sytuują się również utwory Peachblack.

Chyba ten rodzaj nowej muzyki cenię najbardziej – chłodny, harmonijny i pełen dystansu.

Szymon Gołąb

Peachblack – Facebook

 

CHŁÓD I DYSTANS / Transfigure: Transfigure

Transfigure: Transfigure (EP; Wool-E Tapes; Wielka Brytania; 1 maja 2014)

Grace Blamire, Lewis Norvid / teksty, instrumenty elektroniczne, wokale

Transfigure - Transfigure (2014)

Pod okładką przywodzącą na myśl klasyczny album formacji Bauhaus skrywa się jeden z najlepszych debiutów cold / minimal wave ostatniego czasu – pierwsza epka brytyjskiego duetu Transfigure.

Pięć kompozycji zawartych na tej płycie zdecydowanie nie pozostawia słuchaczy obojętnymi. Właściwy „filozofii” duetu męsko – żeński dialog wokalny, rozbudowane (a jednak o zdecydowanie minimalistycznym wydźwięku) utwory, brzmienia nieco – lecz świadomie – zabarwione płaskością, chłodny puls, daleki od ludycznej dominacji niskich tonów… Wszystkie te składniki budują całość fascynującą; muzykę, która zdecydowanie skłania do powrotów w obszary swojego chłodnego geometrycznego piękna.

Transfigure (fot. Larissa Iceglass - Lebanon Hanover)
Transfigure (fot. Larissa Iceglass – Lebanon Hanover)

Właśnie – piękno! Debiut Transfigure to przede wszystkim piękno i subtelna harmonia, tak wokalna, jak instrumentalna. Nie ma tu miejsca na groteskową diagnozę rzeczywistości, krzykliwy syntetyczny bunt, estetykę wyraźnych kontrastów. Duet Transfigure wyzwala inny muzyczny żywioł – jest nim introwersja, chłodny opis uczuć, perfekcja w przenoszeniu wewnętrznego bólu na dźwięk. Może właśnie taki jest sens tytułowego przekształcenia („transfigure”) tej płyty?

Muzyka ta ma swoich antenatów, dla niewyrobionego nawet ucha kojarzy się wprost z dokonaniami amerykańskiego duetu Xeno & Oaklander. Czy to źle? Czy mamy tu do czynienia z figurą „kopiuj wklej”? Zdecydowanie nie! Transfigure – mimo, iż swą twórczość sytuuje w obszarze podobnego namysłu i skupienia nad każdym niemal dźwiękiem (tak, takie właśnie wrażenie sprawia ta płyta), tworzy jednak progresywny świat wyobraźni suwerennej i nieporównywalnej. Wspólne pozostają jedynie struktury odczuwania w tych czasach smutku i pogardy.

Otacza nas bowiem smutek, któż temu zaprzeczy?

Szymon Gołąb

Transfigure – Facebook

 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: