LIVING IN THE PAST / The Living Gods Of Haiti: Run Back To Never

The Living Gods Of Haiti: Run Back To Never (EP; Francja / Wielka Brytania; październik 2015)

The Living Gods Of Haiti - Run Back To Never (EP; 2015)

Płyta z 2015 roku? Tak, „let’s go living in the past” – tym bardziej, że w celu poznania nagrań duetu The Living Gods Of Haiti naprawdę warto spojrzeć wstecz. Zawarty w ich muzyce element magiczny (czy wręcz mistyczny) sprawia, że owo spojrzenie w przeszłość będzie zarazem widzeniem przyszłości – 13 maja bowiem ukazać ma się nowy album tej interesującej formacji, zatytułowany Killing Lotus. Oto jego zwiastun:

Pięknie, prawda? Tęsknię do takich brzmień: fuzji eteryczności, subtelnej elektroniki i natchnienia rodem z nagrań Cocteau Twins czy Dead Can Dance (wy natomiast tęsknicie do ich radiowego miejsca, audycji Tryton, która powróci niebawem, ale… w afrykańskim eterze). Eteryczność, natchnienie, mistycyzm – to podstawowe żywioły muzyki The Living Gods Of Haiti.

Duetu nie tworzą muzycy debiutujący dopiero na scenie – Marca Collina znamy z legendarnej już (i przez niektórych uważanej za najlepszą obecnie w interpretacji brzmień new wave) grupy – nomen omen – Nouvelle Vague, zaś Rebekah Dobbins (głos The Living Gods Of Haiti) to utalentowana wokalistka, twórczyni sztuk wizualnych i poetka. Zaśpiewała na płycie 3 (NV3) Nouvelle Vague wesołą piosenkę „Ca Plane Pour Moi”. Jest pół-Angielką, pół-Syryjką – i stąd urocze orientalizmy w muzyce duetu.

Rebekah Dobbins (fot. Marii Andre / źródło: Facebook)
Rebekah Dobbins (fot. Marii Andre / źródło: Facebook)

The Living Gods Of Haiti subtelnie dozują słuchaczom rozkosze swoich nagrań. Run Back To Never jest czteroutworową epką (na nowej płycie znajdzie się zaś pięć kompozycji), dwukrotnie – na początku i w finale – opracowującą temat „The Hunt, The Harvest, The Sea”. Co urzeka na tej płycie?

Rebekah Dobbins (źródło: Facebook)
Rebekah Dobbins (źródło: Facebook)

Swoboda w poruszaniu się w różnorodnych rejestrach nastroju. Choć wszystkie z pomieszczonych na krążku utworów łączy eteryczne piękno, to są one całkowicie różne, a linie melodii przebiegają tu od trip-hopowej elektroniki „The Hunt, The Harvest, The Sea”, przez subtelne natchnienie ballady „A Winter in Summer”, po orientalną rytmiczność (bliską chociażby solowym dokonaniom Lisy Gerrard) w utworze „Father”.

Czasem warto „żyć przeszłością”. Warto też czekać na nowe nagrania The Living Gods Of Haiti.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji cyfrowej do nabycia na stronie The Living Gods Of Haiti w serwisie Bandcamp; tam też dostępny jest (pre-order) nowy album zespołu. EP Killing Lotus do nabycia także w serwisach streamingowych: iTunes, Google Play, Apple Music.

The Living Gods Of Haiti – oficjalna strona / Facebook / SoundCloud / YouTube / Twitter

Reklamy

MASKA CIENIA / Essaie pas: Le port du masque est de rigueur

Essaie pas: Le port du masque est de rigueur (teledysk; reż. Larissa Corriveau; Kanada; 13 stycznia 2016)

Essaie pas - Demain est une autre nuit (lp; 2016)

Wybaczcie milczenie, ten wpis powinien pojawić się już przeszło tydzień temu. Mój komputer był jednak martwy i gdyby nie oni, to takim by pozostał – a teraz pora na „taniec cieni”.

„Le port du masque est de rigueur” jest utworem zwiastującym nowy longplay kanadyjskiego duetu Essaie pas, który – przypomnijmy – gościł w Polsce w zeszłym roku. Płyta zatytułowana Demain est une autre nuit ma ukazać się dziewiętnastego lutego nakładem wytwórni DFA Records. Formacja z Montrealu jest zaś już wyraźnie rozpoznawalna na scenie minimal wave, a to głównie dzięki unikalnej wprost fuzji muzycznych talentów; duet Essaie pas tworzą – Marie Davidson (autorka znakomitej płyty Un Autre Voyage) i Pierre Guérineau. Przewaga tekstów w języku francuskim, znakomite melorecytacje i dialogi połączone z syntezatorowym rytmicznym minimalizmem – oto, co wyróżnia muzykę Kanadyjczyków.

Essaie pas (źródło: Bandcamp)
Essaie pas (źródło: Bandcamp)

W podobnej stylistyce zrealizowana została zapowiedź najnowszej płyty Essaie pas, kompozycja „Le port du masque est de rigueur”, której wyraz wzmacnia dodatkowo teledysk wyreżyserowany przez początkującą twórczynię kina niezależnego, Larissę Corriveau (właśnie trwa społecznościowa zbiórka funduszy na powstanie fabuły jej autorstwa pod tytułem „Une visite”).

Wideo do „Le port du masque est de rigueur” urzeka bliskim poetyce dawnych filmów surrealistycznych połączeniem gestu, sekwencji obrazowych i muzyki. Znaleźć tu można także przełożony na język nowoczesnej sztuki element symboliczny (tytułowa maska), tak charakterystyczny dla nagrań Essaie pas i solowej twórczości Marie Davidson. Ta oniryczna i paradoksalnie świadoma wizja reżyserska jest jednym z najbardziej interesujących „muzycznych obrazów” jakie powstały w ostatnim czasie. Warto zauważyć, że nie obcujemy tu (jak w większości teledysków, zwłaszcza polskiej produkcji) z przypadkowym zestawem następujących po sobie obrazów odrębnych od linii melodycznej – ale z pełną wyrazu ilustracją utworu.

Essaie pas (fot. Shub Roy / źródło: Facebook)
Essaie pas (fot. Shub Roy / źródło: Facebook)

„Le port du masque est de rigueur” jest utworem szeroko komentowanym przez znaczącą prasę muzyczną na świecie – oraz dowodem, że nurt minimal wave już dawno opuścił scenę garażową, nie tracąc jednak nic ze świeżości muzycznego podziemia. Czekam na kolejny występ Essaie pas w Polsce.

Szymon Gołąb

Album Demain est une autre nuit w wersji cyfrowej i fizycznej (płyta winylowa) jest dostępny (pre-order) na stronie Essaie pas w serwisie Bandcamp.

Essaie pas – SoundCloud / Facebook / tumblr

NIENAZWANE PIĘKNO / Tamaryn: Cranekiss

Tamaryn: Cranekiss (LP; Mexican Summer; Stany Zjednoczone; 28 sierpnia 2015)

Tamaryn - Cranekiss (lp; 2015)

Ta płyta jest znakiem tego, co najlepsze w dzisiejszej muzyce. Więcej – potwierdza, że muzyka wciąż jest sztuką mogącą zwyczajnie przynosić radość i wyzwalać dobry nastrój. Cranekiss to album pozbawiony słabych momentów, starannie dopracowany pod względem nastroju i – pomimo spoistości brzmienia – nader różnorodny.

Trzeci w dyskografii Tamaryn długogrający krążek zawiera dziesięć kompozycji, które już od pierwszych tonów otwierającego płytę tytułowego utworu przekonują, że można dziś stworzyć muzykę zdolną poruszyć wyobraźnię podobnie, jak najlepsze dokonania nurtów ethereal i dream pop, jakie przed laty ukazywały się – przede wszystkim – nakładem wytwórni 4AD. Cranekiss w swoich najpiękniejszych momentach przywołuje aurę subtelnego w wyrazie mroku płyt Cocteau Twins, czy Heidi Berry. Nie marzyłem nawet o tym, że usłyszę ponownie tak wspaniałą muzykę! Tę nastrojowość odnaleźć można zwłaszcza w utworach: „Cranekiss”, „Collection”, „Fade Away Slow”, „I Wont Be Find”, oraz zamykającym płytę „Intruder (Waking Up You)”. Przywołanie w nowoczesnej postaci dawnego „klimatu 4AD” (głównie dzięki aranżacjom, eterycznemu wokalowi i charakterystycznym brzmieniom gitar) to byłoby jednak zbyt mało, aby powstała płyta wybitna, a Cranekiss jest – bez wątpienia – albumem wybitnym. Co więc jeszcze o tym decyduje?

Tamaryn (źródło: tamarynmusic.com)
Tamaryn (źródło: tamarynmusic.com)

Tamaryn współpracowała w zeszłym roku (przy okazji realizacji muzycznego krótkiego metrażu „Are You Okay”) z artystami z kręgu Psychic TV i elektronicznej awangardy początku lat osiemdziesiątych. Ta wrażliwość przeniknęła do jej najnowszej płyty pod postacią najbardziej chyba subtelnego mariażu z brzmieniem cold wave, jaki można odnaleźć we współczesnej muzyce. Nie jest łatwo odczytać i opisać szereg magicznych zabiegów, które spowodowały, że oparta na wyrazistej i dość „nierelacyjnej” stylistyce zimna fala (głównie w syntezatorowej odmianie) stanowi istotny żywioł Cranekiss. Tak nieopisanie chłodno i cudownie brzmią utwory: taneczny „Hands All Over Me”, niemal post punkowa ballada „Keep Calling”, oraz nagrany w stylistyce stricte cold wave – najlepszy fragment albumu – „Softcore”.

Wspaniała płyta! Jej tajemnicze, nienazwane jeszcze piękno urzeknie ceniących nagrania: Lydii Ainsworth, Sally Dige, czy Aliny Orlovej.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (CD, płyta winylowa), oraz elektronicznej (mp3) do nabycia w sklepie internetowym wytwórni Mexican Summer.

Tamaryn – oficjalna strona

Tamaryn – Facebook

Tamaryn – Twitter

Google Translate

EKOLOGIA DUSZY / Negradonna: Wiekuiste piękno – na planie teledysku

Negradonna: Wiekuiste piękno (teledysk; reż. Tomasz Gotfryd; Polska; premiera: wrzesień 2014) 

Negradonna - Wiekuiste piękno (lp; 2012)

Chyba nie ma na polskiej niezależnej scenie formacji, którą można byłoby porównać z krakowską Negradonną. Odrębność tej muzyki objawia się w wielu obszarach, zaznaczona przez melancholijną aurę utworów, ich bezkompromisową głębię i wzniosłość, oraz konsekwentnie suwerenną estetykę, w jakiej od lat tworzy ta grupa. Negradonna powołuje muzykę duszy, i również tej wartości – duchowego otwarcia – oczekuje od odbiorcy. Zespół z prawdziwie twórczą, niespotykaną dziś nonszalancją odnosi się także do zgiełku rodzimej muzycznej sceny, kontestując miary pośpiechu i marketingowej płycizny. Oto dopiero teraz powstaje teledysk do tytułowego utworu z płyty „Wiekuiste piękno”, która swoją premierę miała już dwa lata temu. Jest to właściwy moment, aby przypomnieć tę niezwykłą muzykę.

Rozalia i Cecylia Malik (Negradonna) - podczas występu na żywo.
Rozalia i Cecylia Malik (Negradonna) – podczas występu na żywo.

Negradonna to zasadniczo duet – Rozalia (wokal, teksty, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe) i Cecylia Malik (skrzypce). Po głębszym wniknięciu w tworzoną przez formację rzeczywistość muzyczną dostrzec można, iż jest to duet perfekcyjny, pełen artystycznej spoistości i różnicy – napięć decydujących o twórczym fermencie. Rozalia (określająca siebie niekiedy „Czarną Panią”) jest niemal – bądź wprost – wizjonerką, artystką poruszającą się w obszarach intuicji, przeczucia i wymowy poetyckiej. To także twórczyni (co bardzo istotne dla interpretacji jej muzyki) sięgająca po inspiracje w sferę wiary i objawienia – nie stroniąc od chrześcijańskiego, katolickiego jej ujęcia (rodzina Malików od kilku stuleci współtworzy tradycję krakowskiej sztuki sakralnej). Co znamienne też, Negradonna powstała jako swoisty bunt i zarazem kontynuacja tej rodzinnej tradycji – to także ważny kontekst dla muzyki sióstr Malik, często nader ciemnej, bliskiej neoklasycznym miarom nurtu ethereal / dark wave i utrzymanej w niemal lamentacyjnej tonacji. Żywioł sztuki Cecylii, krakowskiej malarki i performerki, jest natomiast wizją przełożoną na czynne działanie – jej ekologiczne inicjatywy (365 drzew, Modraszek Kolektyw, Obrona Zakrzówka) posiadają już ogólnopolską rozpoznawalność i takież znaczenie. Dzięki Cecyli Malik muzyka Negradonny zyskała wyrazistą wizualną identyfikację, ową „widzialność muzyki” na najwyższym i nieporównywalnym poziomie. Artystka wielokrotnie współpracuje z uznanymi twórcami sztuk wizualnych – korzysta na tym Negradonna. Reżyserem i autorem zdjęć do powstającego właśnie wideoklipu (premiera w drugiej połowie września) jest fotografik Tomasz Gotfryd, który kilka lat temu nakręcił film „Skrzydła”, gdzie także pojawia się muzyka sióstr Malik.

Osobowości twórcze obu artystek powołują brzmienia o nieczęstym na rodzimej scenie, niemal mistycznym przesłaniu. Mistyka Negradonny nie epatuje jednak religijną jednostronnością, nie jest też „okultyzmem” wpisującym się w modną, mainstreamową „propagandę zła” i fałszywe proroctwa nowomodnych inkwizytorów. Kluczami do tej muzyki i jej tematycznymi dominantami są: cierpienie, łączność świata widzialnego z niewidzialnym, a także znaczenie, jakie w kontekście nieskończoności (równie tradycyjnie, sakralnie pojętej) mają kształty ludzkiego życia i wypełniające je czyny. Miłość i nienawiść, bliskość i oddalenie, asceza i erotyzm – współtworzą świat wizji Negradonny, przypominając niejako dzisiejszemu człowiekowi, skąd pochodzi i dokąd zmierza. Powtórzę: ta zjawiskowa, wizjonerska twórczość nie ma jak dotąd odpowiedników w polskiej muzyce.

Ekologia duszy? Może to jest sednem sztuki Negradonny; punktem, do którego zmierza tworzony przez Rozalię i Cecylię wymiar piękna?

Szymon Gołąb

Negradonna – oficjalna strona

Negradonna – VKontakte

Negradonna – Facebook

"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)

OBRAZY // Aleksandra Waliszewska: „Nieświat” i Syreneidy

 

Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)

Wizje Aleksandry Waliszewskiej to świat odrębny i nieporównywalny; to także zbiór paradoksów i twórcza konsystencja przeciwieństw, sprawiających wrażenie niemal wydestylowanych z sedna „Przysłów piekielnych” Williama Blake’a. Czy, poza tym malarstwem, istnieje dziś – zwłaszcza na rodzimym gruncie – sztuka, w której z podobną naturalnością spotykają się: teraźniejszość i odwieczność, otchłań i symbol, deformacja i ład? Horyzont wyznaczony tym pytaniem, pozostaje pusty. Artystka przełamuje tę pustkę – także w wymiarze konkretu przestrzeni miejskiej. W ostatnim czasie stara się bowiem o stworzenie na warszawskim Nowym Świecie domowego muzeum, które – w jej zamyśle – ma być miejscem spotkania wielopokoleniowej tradycji, jaka uformowała jej sztukę – bądź też wpływa na nią in statu nascendi. Oprócz więc spotkania odbiorcy z kulturą, będzie to miejsce, w którym kultura – zgodnie ze swym odwiecznym prawem – spotykać będzie samą siebie, by zwielokrotniać swe sensy i użyczać ich dookolnej przestrzeni. Czas więc, by niejako w tle tej akcji, przyjrzeć się wizjonerstwu Aleksandry Waliszewskiej.

Dualizm przyciągania i odrzucenia, składowa wartość symbolu (czy też ontologicznie pojętego obrazu) jest istotą doznania tej sztuki. Równoprawnym kluczem jest tu także sen, a raczej jego najbardziej frapująca i niebezpieczna postać – koszmar. W każdym z obrazów warszawskiej artystki zawiera się bowiem koszmar – jako w pełni brzmiąca groza, bądź też sugestia zsunięcia się przedstawianej rzeczywistości w obszar ciemny i nieprzewidywalny. Potencja grozy to hipnotyzm tego malarstwa, jego siła i paradoksalna wartość. Nie jest ono jednak zbudowane ze strachów powierzchownych, rekwizytów mrocznej mody i „satanistycznej propagandy” (pora na świadome przeniesienie na polski grunt tego terminu); funduje je inna jakość – lęk, któremu można nadać atrybut prawdy wynikającej z przenikliwego oglądu dookolnej rodzimej rzeczywistości.

Do każdego snu wsącza się światło dnia – tym bardziej, jeśli przesycone jest ono widomym złem i kontrastami przeczuwanego, bądź doświadczanego obłędu. „Nieświat”, tytuł wydanej w tym roku płyty łódzkiej formacji Już Nie Żyjesz, jednoznacznie i wyraźnie określa tę formę koszmaru udającego realność. „Nieświat” jest kresem porządku egzystencji, końcem wiary w sens życia, a także pustką, jaka pozostała po symbolicznej manifestacji niezbędnych składników człowieczeństwa. Polski „rok pierwszy” – czyli coraz wyraźniejsze w „zbiorowej nieświadomości”, pozbawione perspektywicznego wyjścia „tu i teraz” – przekłada się w obrazach Aleksandry Waliszewskiej na ciemny wyraz wizji, sprawiających wrażenie nieustannie zabarwionych szarością, niejako spopielonych. Oto „szare życie” w całej niemal swej pełni. Efekt ten zdecydowanie dominuje, mimo swoistej krwawej jaskrawości wielu prac, czy też nadania im erogennego, różowego kolorytu… Chorobliwy erotyzm – czyż nie on jest właśnie kluczem do polskiej codzienności? Zanika granica pomiędzy tym, co intymne, a publicznym obnażeniem – zniesienie zaś jej podniesione zostało do rangi dyskursu – oczywiście z przedrostkiem „anty”, bowiem całkowicie bezrefleksyjnego. Oto „obnażenie ludzkiego wnętrza” na miarę współczesną – rozdarcie skóry kryjącej jedynie trzewia. Oto wreszcie manifest pustki – jednego z potężnych żywiołów symboliki prac Aleksandry Waliszewskiej. To właśnie poczucie pustki przekształca portretowane życie w wegetację, a także otwiera pracom artystki drogę do analogii z „uroślinnieniem” pragenezy i „przyjściem śmierci na świat” – znanej symboliki malarstwa XIX wieku.

„Nieświat” spełnia się w zaborczym pustynnieniu, w nadmiarze przestrzeni, przed którą ustępuje życie. Przestwór nie oznacza tu jednak wolności, swobody ruchu i decydowania o swoim losie. Każdy kolejny krok niesie lęk; w zakolach rozjaśnionej dziennym światłem ciemności kryje zaś się bestia. Znamienne, iż w „nieświecie” powołanym w pracach malarki, także symbole zła podlegają degradacji, są ułomne i płynne, odarte z prymarnie groźnych znaczeń. Kontury nierealnego świata na moment przybierają ich postać, by ponownie rozpaść się w nic. W „nieświecie”, w obliczu nowej postaci zła, nawet szatan jest bezradny, groteskowy niczym potwory z japońskich filmów grozy. Swoiste dla tych obrazów przekroczenie ontologii zła jest zbieżne z „gotycyzującą” poetyką utworów formacji Current 93, z której liderem Davidem Tibetem, wiąże Aleksandrę Waliszewską – podkreślane wielokrotnie przez malarkę – artystyczne pokrewieństwo. „Nieświat” jest więc trudem i przytłoczeniem, realnością walki i przegranej. Czy istnieje forma istnienia, będąca w stanie odnaleźć się w tym koszmarze?

Dostrzec w obrazach Aleksandry Waliszewskiej łączność z kanonem bestiarium potrawi nawet niewprawne oko. Umiejętność portretowania bestii, artystka osiągnęła w stopniu doskonałym, operując surową dosadnością konkretu – pożądanego by z przedstawianej formy wyzwolić grozę. W pustce i „nieświecie” to właśnie bestie otaczają człowieka; bestie znacznie straszliwsze niż fantastyczne demony, posiadające bowiem cechy, które pozwalają dostrzec w nich zanikającą namiastkę natury ludzkiej. Piekła Aleksandry Waliszewskiej powołane są przez człowieka i to właśnie człowiek staje się ich ofiarą – w „nieświecie” rytualne zabójstwa zdarzają się bowiem codziennie, bez wyraźnego powodu można runąć w otchłań zgotowaną przez innych. Artystka jest prawdziwym tytanem pracy, każdego niemal dnia dodaje do swych wizji kolejny element, uprzystępniając go w internecie; jest to więc swoisty dziennik odczuwania, silva rerum na miarę polskiej aktualności, a zarazem twórczość o znamionach katarktycznych – zarówno dla artysty, jak i odbiorcy.

Kto więc zamieszkuje „nieświat”? Ona, dziewczyna, a raczej forma ludzkiej wegetacji, usilnie chcąca stać się dziewczyną – i w tym celu posiadająca wszelkie wdzięki osobliwej niewinności. Twór pół ludzki, pół zwierzęcy? Pół trupi, pół żywy? Hybryda? Syreneida? To chyba pierwsze użycie tego terminu w „krytyce artystycznej” (choć mogę się mylić) – podobnie, jak prymarna metafizyczna nowość (i tu też mogę się mylić) przysługuje bohaterkom wizji Aleksandry Waliszewskiej. Artystka deklaruje niejednokrotnie swoiste „zmęczenie” obecnością Syreneid w swych pracach, są one jednak ich najwyraźniejszą dominantą, pojawiają się jako „bohaterki” jej obrazów – w pełnym znaczeniu tego słowa. Oto bowiem przed naszymi oczami trwa walka i mozolny trud stawania się życia. Praca scalająca istnienie na powrót i wbrew otaczającej je dekadencji. Syreneida chce być człowiekiem w „nieświecie” – czy jej się to uda? Śledzę opowieść o tych staraniach, niczym dawną, prawdziwie interesującą literaturę.

Swoiście „przyliteracka” jest też potęga wizji Aleksandry Waliszewskiej, artystki, która portetując bezwartościową rzeczywistość, prowokuje i wyzwala nienazwane jeszcze – choć bardziej niż tradycyjne – wartości.

Szymon Gołąb

Petycja Aleksandry Waliszewskiej ws. lokalu przy Nowym Świecie – wydarzenie / Facebook

Aleksandra Waliszewska – oficjalna strona

Aleksandra Waliszewska – Facebook

"Horror Vacui" - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2012)
„Horror Vacui” – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2012)
Z cyklu "Złote rączki drżą" - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Z cyklu „Złote rączki drżą” – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2014)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2014)
Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2014)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2014)
"Denaturat" (?) - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
„Denaturat” (?) – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2013)
Bez tytułu - Copyright © Aleksandra Waliszewska (2014)
Bez tytułu – Copyright © Aleksandra Waliszewska (2014)

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: