PRZED PREMIERĄ / Aga Wilk: Moon

Aga Wilk: Moon (EP; Mecanica Records; Niemcy; 15 grudnia 2015)

Aga Wilk - Moon (EP; 2015)

Moon to już drugi, obok wydanej latem płyty Kosmos, krążek rozmiaru EP Agi Wilk, jaki ma ukazać się jeszcze w tym roku. Muzyka tej berlińskiej artystki polskiego pochodzenia wyraźnie ewoluowała względem swoich niedawnych początków – przypomnijmy, że już Kosmos zawiera utwory interesująco i świadomie łączące nowowczesne brzmienia electro z tradycją syntezatorowego minimalizmu spod znaku chociażby Neue Deutsche Welle. Jaka jest zaś najnowsza, zapowiadana aktualnie, płyta Agi Wilk?

Aga Wilk
Aga Wilk (fot. © WILKAnna)

Przede wszystkim niespodziewanie odmienna, nieco bardziej od Kosmosu ukierunkowana w stronę muzycznego (i wokalnego) eksperymentu. Mający ukazać się na płycie winylowej album składa się z sześciu kompozycji – trzech autorskich (strona A), oraz trzech remiksów utworu „Love Like Robot” pomieszczonych na stronie B. Remiksy to już znak wywoławczy płyt tej artystki, i nie są one w żadnym wypadku „wypełniaczami” najnowszego wydawnictwa, a jego swoistym dopowiedzeniem, podkreślającym progresję zawartą w muzyce Agi Wilk. Na krążku Moon zdecydowanie zaś faworyzuję remiks autorstwa Davida Carretty, przenoszący utwór dość „klubowo” brzmiący w pierwotnej wersji w pobliże przestrzennej syntezatorowej melodyjności bliskiej nagraniom czeskiego projektu Moduretik.

Aga Wilk - Moon - płyta winylowa
Aga Wilk: Moon – płyta winylowa 12″ (źródło: materiały prasowe artystki)

We wnętrzu płyty zwracają uwagę także wokalne eksperymenty. Wokoderowym przekształceniom zostały tu poddane oszczędne frazy zaśpiewane (bądź lepiej – wypowiedziane) w większości po polsku. O tym zaś, jak ważne są we współczesnej muzyce języki narodowe nie trzeba chyba przypominać – także więc pod tym względem nowa epka firmowana przez Agę Wilk jest wydawnictwem na wskroś nowoczesnym. Dyktat angielszczyzny w polskiej muzyce się skończył – i zawdzięczamy to (paradoksalnie) muzykom emigracyjnym. Brawo!

I tyle. Moon to doskonała płyta, tak do wsłuchiwania się w interesujące eksperymentatorstwo muzyczne, jak i do zabawy na klubowym parkiecie. Obok wspomnianego remiksu, faworyzuję utwór „Hermannplatz” – oprawiony w wideoklipie w ciekawą wizualną formę, również autorstwa Agi Wilk.

Szymon Gołąb

Album w wersji cyfrowej dostępny (pre-order) na stronie wytwórni Mecanica Records w serwisie Bandcamp. Winyl 12″ będzie do nabycia w sklepie internetowym tego wydawcy.

Aga Wilk – Facebook

„AS IT IS” / Bruno ŚwiatłoCień: Dies Irae

Bruno ŚwiatłoCień: Dies Irae (LP; Polska; listopad 2015)

Bruno ŚwiatłoCień - Dies Irae (lp; 2015)

Jak być alternatywą dla alternatywy? Potrafi to Bruno ŚwiatłoCień – formacja z Wejherowa, której trzecia długogrająca płyta ukazała się w drugiej połowie listopada.

Dies Irae to album piękny, chłodny, ciemny, a nade wszytko – wybitnie polski. Urzekają teksty Bronisława Ehrlicha, które są jedną z bardziej trafnych diagnoz otaczającej nas rodzimej (nie)rzeczywistości – kompozycje na Dies Irae, napisane w całości po polsku, tarfiają bowiem dosadnie i z sensem w istotę tego, co dzieje się każdego dnia tu i teraz; a także w duszy człowieka, który myślał, że będzie mógł po prostu normalnie w tym „nieświecie” żyć… Powiedzmy przekornie po angielsku: „as it is” – ‚tak to jest’, jak śpiewał niegdyś Alexander Veljanov (Deine Lakaien) w utworze zapowiadającym nadejście wiecznej i strasznej zimy (zapowiedź ta spełniła się później chociażby dla Tomasza Beksińskiego).

Bruno ŚwiatłoCień (źródło - Facebook)
Bruno ŚwiatłoCień (źródło: Facebook)

Przy akompaniamencie Dies Irae nad Polskę też nadchodzi zima. Zbyt wielu ludzi każdego dnia odbiera tu sobie życie w krańcowym poczuciu beznadziei, niemal tyle samo zimą zamarza nie mając możliwości ogrzania się we własnym domu. Owszem, skłania to do rozmów, ale o… Kolejnych stanowiskach dla rodzin polityków i jakimś bliżej nieokreślonym „pekabe”. Żyjemy w roku ostatnim, albo pierwszym – podobnie, jak chcieli tego ponurzy sąsiedzi młodej dziewczyny w „Dziecku Rosemary” Romana Polańskiego… Tak to niestety widzę, ale… Nie potrafiłbym tego nigdy nazwać „po imieniu”, oraz równie pięknie i konkretnie, jak uczynili to muzycy zimno falowej grupy z Wejherowa.

Zimno falowej? Nie znajdziemy tu modnych obecnie (i bardzo dobrze, że modnych) składników brzmień cold wave / post punk; jeśli zaś się one pojawiają (charakterystyczny rytm perkusji, partie gitar, oraz – przede wszystkim – tembr głosu wokalisty), to poddane są wyjątkowej, twórczej interpretacji. Nie muzyka spod znaku Joy Division jest punktem odniesienia dla Dies Irae (jeśli w ogóle można tu mówić o jakimś „punkcie odniesienia”), a eksperymenty z ascetyczną linią melodii i melorecytacją, jakie pojawiły się… Na początku lat siedemdziesiątych w nagraniach Curved Air, czy Arthura Browna (bądź też nieco później na płytach Universe Zero i rosyjskiego Sedativ). Bruno ŚwiatłoCień tworzy wyraziście własną jakość – i pod tym względem jest w polskiej (a nawet światowej) awangardzie gatunku. Nie znam podobnej konsekwencji stylistycznej, może poza – zupełnie inaczej brzmiącym – także polskim (choć już emigracyjnym) zespołem Belgrado.

Bruno ŚwiatłoCień (źródło - Facebook)
Bruno ŚwiatłoCień (źródło: Facebook)

Dies Irae to płyta trudna, ale hipnotycznie pociągająca. Wypełniające ją osiem kompozycji zostało, pomimo wrażenia ascetyzmu, nader bogato zaaranżowanych i perfekcyjnie zagranych (oraz nagranych) – to jedna z lepiej brzmiących polskich płyt ostatniego czasu. Czego zaś brak temu albumowi? Przede wszystkim wkładki z tekstami Bronisława Ehrlicha – są one naprawdę wartościową poezją, istotnie (powtórzmy) ujmującą to, co tu i teraz. Muzycznie zbędny jest zaś zamykający płytę utwór tytułowy.

Faworyzuję kompozycje: „Bliżej”, Apogeum bólu”, „Dziś idę walczyć mamo” (jedyny, obok „Utopii” Alles, prawdziwie brzmiący utwór patriotyczny – bez cudzysłowu – w nowej polskiej muzyce), „Dezerter”, oraz „Fobie”. Osobobiście zaś (po raz pierwszy korzystając z tej formy) dziękuję zespołowi za „Płonącą duszę”.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji fizycznej (CD) dostępna jest pewnie w wybranych sklepach muzycznych. Poniżej skrzynka z komentarzami, wpisujcie nazwy sklepów i ich adresy, Warto mieć ten krążek. Koniecznie.

BrunoŚwiatłoCień – Facebook

ZIMNE SNY / Double Echo: La Danza

Double Echo: La Danza (LP; Gothic Music Records / Peter Out Records; Wielka Brytania; 1 grudnia 2015)

Double Echo - La Danza (lp; 2015)

Zapowiadane na początek grudnia wydanie drugiego longplay’a Double Echo na płycie winylowej 12″ jest dobrą okazją, aby posłuchać tego jednego z lepszych albumów, jakie ukazały się w mijającym już roku.

Double Echo to trio z Liverpoolu (Wielka Brytania) o składzie spokrewnionym ze znaną polskiej publiczności (z występów na Castle Party) formacją wykonującą bliską stylistyce bat cave odmianę rocka gotyckiego – Zombina and the Skeletons. Założona w 2012 roku grupa Double Echo ma w swojej dyskografii dwa wydawnictwa formatu EP, oraz – licząc najnowszy – dwa longplay’e, w tym nagrany w roku 2013 i doskonale przyjęty Phantomime. Album La Danza dostępny jest na płycie CD i w formie elektronicznej już od kwietnia i przez ten czas również zdążył pozyskać zainteresowanie odbiorców ceniących tradycyjne w wyrazie brzmienia post punk / cold wave. Co konkretnie można znaleźć na tej płycie?

Double Echo
Double Echo (źródło: Facebook)

Przede wszystkim nieporównywalny (z wyjątkiem możliwych odniesień do nagrań Bat Nouveau i The Harrow) nastrój, który rozpisano tu na osiem doskonałych utworów. We wnętrzu La Danza zwraca uwagę nader harmonijne połączenie brzmień syntezatorowych z charakterystycznym dla post punka brzmieniem automatycznej perkusji i gitary basowej; sprawia to, iż obcujemy z muzyką bliską rdzennym dokonaniom wspomnianych gatunków z początku lat osiemdziesiątych, a zarazem brzmiącą w pelni nowocześnie. Jest też jeszcze coś, czym urzeka ta płyta…

To balladowość, sedno muzycznego „gotycyzmu” – podkreślona przez wspaniały dwugłos wokalny, przy czym na uwagę zasługuje zwłaszcza jego żeński składnik. Utwory, w których śpiewa Ellon Souter należą do najlepszych na krążku i w pełni przywołują aurę dawnych nagrań spod znaku 4AD, oraz wczesnych dokonań Xymox – jednak bez cienia wtórności. Drugim (bądź jak kto woli – pierwszym) głosem albumu jest Ash Lerczak, dzięki któremu zaś jego subtelne piękno zyskuje wyraziście ciemny odcień.

Faworyzuję kompozycje: „The Sentence”, „The Waiting Game”, „Distance” (killer płyty), „Lustless Silences”, „Statue”, oraz „Concrescence” (drugi killer).

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta CD) i cyfrowej do nabycia na stronie zespołu w serwisie Bandcamp; płyta winylowa w limitowanym nakładzie 500 egzemplarzy dostępna do zamówienia (pre-order) na stronie wytwórni Peter Out Records – również w serwisie Bandcamp.

Double Echo – Facebook / SoundCloud / Instagram / Vimeo / Tumblr

SYNTETYCZNA LINGWISTYKA / Cripure: Nandret

Cripure: Nandret (LP; Francja; 17 listopada 2015)

Cripure - Nandret (lp; 2015)

Ostatnio, za sprawą grupy Supernova 1006, poznaliśmy wcale nie egzotyczne brzmienia zimnej fali pochodzącej z Chabarowska na granicy Rosji i Chin. Pora na podróż bliższą, a zarazem dziwniejszą i w pełni już – przynajmniej językowo – egzotyczną. Debiutancki longplay Cripure to płyta, którą powinni polubić lingwiści, zawiera bowiem cudowną w brzmieniu miksturę języków: francuskiego, bretońskiego i gallo. Jakiś niemożliwy do słuchania „blablaryzm” (to akurat nazwa znakomitego projektu z Ukrainy)? Nie. Nandret (czyli ‚nigdzie’ w języku gallo) potrafi sprawić prawdziwą przyjemność zwolennikom gatunków: minimal / cold wave i synth punk.

Cripure to nowy jednoosobowy projekt z Rennes (Bretania). Co wiemy o jego twórcy? Jest właściwie moim kolegą „po mikrofonie”; jego audycja Chaod-Ferdi emitowana jest – podobnie jak Transmission / Transmisja – na falach, między innymi, In Club Radio. Nie lubię wzajemnego poklepywania się po plecach i chorobliwego familiaryzmu (dlatego, na przykład, w dupie mam polskie rozgłośnie radiowe i pisemka muzyczne), ale posłuchajcie jednego z wydań Chaod-Ferdi… Umiejętności kształtowania nastroju i ręki na pulsie nowej muzyki syntezatorowej bynajmniej nie można odmówić autorowi tej audycji:

Podobnie jest z debiutem Cripure. Kluczem do tej płyty jest nastrojowość osiągnięta wybitnie minimalistycznymi środkami – wyrazisty męski wokal, charakterystycznie skwierczące syntezatory, oraz z rzadka jedynie wyeksponowany automatyczny rytm perkusji. Nic więcej. Metoda ta bliska jest popularnej we francuskiej odmianie minimal wave stylistyce, chociażby spod znaku Peine Perdue, zaś wpisana w nią monotonia nie nuży – wręcz przeciwnie, potrafi swoiście zahipnotyzować słuchacza. To na pewno zasługa wspomnianej mikstury języków, doskonale nadających się do wszelkich form melorecytacji, a to za sprawą ich podatności na skandowanie (co zaś jest stricte „zimno falowe” w wyrazie).

Dosyć tego traktatu. Świetna płyta, znakomitego nowego gracza na przebogatej scenie elektronicznej we Francji. Faworyzuję utwory: „Parmi les gris”, „Corbinet”, „Guerriers en solde”, wspaniale dekadencki i najlepszy na płycie „Amor Asco”, oraz „Faim”.

Szymon Gołąb

Album w wersji cyfrowej do nabycia na stronie Cripure w serwisie Bandcamp.

Cripure – Facebook

Cripure – SoundCloud

CHŁÓD MIĘKKIEGO KSIĘŻYCA / Supernova 1006: Talons

Supernova 1006 (EP; Werkstatt Recordings; Rosja; 15 listopada 2015)

Supernova 1006 - Talons (EP; 2015)

Supernova 1006, nowy gracz na scenie cold wave / post punk, to trio pochodzące z Chabarowska, czyli miasta na Rosyjskim Dalekim Wschodzie, oddalonego przeszło 8500 kilometrów od Moskwy i 30 od granicy z Chinami. Kompletna nieprzystępna dla ucha egzotyka? Bynajmniej (zdziwilibyście się dopiero, jak gra się dziś zimną falę w Chinach…). Supernova 1006 zarówno pod względem stylistyki brzmienia, jak i identyfikacji wizualnej to nawiązanie do popularnego obecnie na świecie wyznacznika „muzyki chłodu”, a mianowicie aury nagrań The Soft Moon. Czysta odtwórczość zatem? Też nie.

Supernova 1006 (fot. Quantum Defect - George Fedoreev / źródło: VKontakte)
Supernova 1006 (fot. Quantum Defect – George Fedoreev / źródło: VKontakte)

Rosyjskie trio ma w swojej dyskografii cztery wydawnictwa: Morphine (epka z 2014 roku), Bsides (LP, marzec 2015), Mistakes (nagrany w miesiąc po longplay’u singiel), oraz najnowszą płytę rozmiaru EP – Talons, która ukazała się niedawno nakładem greckiej wytwórni Werkstatt Recordings).

Liza Dołgich / Supernova 1006 (źródło: VKontakte)
Liza Dołgich / Supernova 1006 (źródło: VKontakte)

Obok wspomnianego nawiązania, Talons wyróżnia ogromna dawka zimno falowej energii, rozpisanej na naprawdę świetnie zagraną muzykę (z charakterystycznym efektem nieco „kosmicznego” brzmienia) i znakomite partie wokalne (zwraca uwagę głos żeński w „killerze” płyty, kompozycji „deathbeat#”). Album, na który składa się osiem krótkich (niespełna trzyminutowych utworów) to nader udane połączenie automatycznego rytmu perkusji ze zgiełkiem post punkowych gitar i syntezatorowego tła. To także, wciąż dość rzadko spotykany, mariaż zimnej fali z psychodelią. Potrzeba czegoś więcej? Chyba nie. Bum tarara bum – tańczyć.

Supernova 1006 - Talons (kaseta magnetofonowa / źródłó: synthesizer.bandcamp.com)
Supernova 1006 – Talons (kaseta magnetofonowa / źródło: synthesizer.bandcamp.com)

Obok „deathbeat#” faworyzuję utwory: tytułowy, „ahead”, morphine, „zero-one” i najbardziej post punkowy (przy czym charakterystycznie „rosyjski” w ujęciu tego gatunku) wygłos – „nowhere”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta CD i kaseta magnetofonowa) i cyfrowej dostępny na stronie wytwórni Werkstatt Recordings w serwisie Bandcamp.

Supernova 1006 – Facebook / VKontakte / Bandcamp / SoundCloud / YouTube

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑