V/A: Wavecore 5 (kompilacja; Anywave; Francja; 13 czerwca 2016)
Pora na zwiastun piątego już zestawienia z serii Wavecore Compilations, która ukazuje się od 2013 roku nakładem paryskiej wytwórni Anywave. Kompilacje te wyróżniają się budowaniem nastroju przez zestawienie wykonawców znanych z debiutującymi oraz łączeniem brzmień charakterystycznych dla nowoczesnej odmiany cold wave (zazwyczaj w jej syntezatorowej odmianie) z awangardą. Wavecore Compilations to więc przedsięwzięcie mające odkrywać nową muzykę, jednocześnie interesująco ją prezentując. Zeszłoroczna edycja kompilacji była znakomita – a jak brzmi Wavecore 5 na kilka dni przed oficjalną premierą?
Technophobia: Negative Space (singiel; Working Order Records; Stany Zjednoczone; 14 czerwca 2016)
Zimna nadzieja. Po pierwsze dlatego, że – biorąc pod uwagę odświeżającą stylistykę nagrań duetu Technophobia – ich muzyka może naprawdę wnieść sporo nowego do współczesnych brzmień cold / synth / dark wave. Po drugie zaś z powodu, iż singiel Negative Space (oraz longplay przez niego poprzedzany, jak i wiele wydawnictw im towarzyszących) całym dochodem ze swojej sprzedaży wesprzeć mają ciekawą i wartą zauważenia inicjatywę przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu utalentowanych młodych ludzi. W Waszyngtonie (skąd pochodzą muzycy i działa wspomniana inicjatywa) jest chyba zdecydowanie mniej wykluczonych niż w średniej wielkości polskim mieście, więc tym bardziej – podobnymi do Life Pieces To Masterpieces pomysłami – należy zraszać rodzimą świadomość. Choć to właśnie zdaje się być sednem „zimnej” (a więc niemożliwej) nadziei. Tu (w Polsce) człowiek nie ma żadnego znaczenia, a liczy się jedynie „PKB” (WTF?).
Technophobia (źródło: workingorderrecords.org)
Wróćmy do muzyki, bo wykonaniu Technophobii jest ona szczególnie piękna i odkrywcza. Ten waszyngtoński duet (Katherine i Stephen Petix) jest na scenie już od 2013 roku grając głównie muzykę na żywo – dopiero 19 lipca ukaże się ich debiutancki longplay Flicker Out. Koncerty to dobra szkoła dla muzyków – uczą, że muzyka powinna być wypełniona energią i bezpośrednio trafiać do wrażliwości odbiorców. Taki też singiel Negative Space:
Dark pop i coś więcej, prawda? Ten utwór na singlowym wydawnictwie pomieszczono jeszcze w trzech remiksach autorstwa: Meaning Nothing, Void Vision i Alter Der Ruine. Wszystkie są świetne i odmiennie traktują chłodną melodyjność kompozycji „wyjściowej” Negative Space to chyba najlepsza płyta „z wariacjami”, jaką słyszałem w ostanim czasie! Krążek zamyka zaś „Passing People” – melorecytowany utwór mogący kojarzyć się z nagraniami hiszpańskiego duetu Synths Versus Me. W całości singiel nie jest dostępny do wysłuchania – w tym więc przypadku zaufajcie mi. Jeśli wydawnictwo trafiłoby w ręce piratów, jego pozamuzyczna funkcja przestałaby mieć sens. Warto mieć je w wersji fizycznej jeszcze z jednego względu…
Technophobia: Flicker Out (LP) – okładka płyty z fotografią Rimel Neffati.
Zarówno singiel Negative Space, jak i longplay Flicker Out, urzekają także pod względem wizualnym. Nic dziwnego – ich oprawę graficzną przygotowała Rimel Neffati, mistrzyni widmowej w nastroju i tematyce fotografii artystycznej.
Dead: Voices (LP; Manic Depression Records; Francja; 7 maja 2016)
„I play dead” – śpiewała kiedyś Björk. Daleko najnowszej płycie francuskiego tria cold wave / goth gaze Dead do rejestrów powołanych przez Tańczącą w Ciemności, choć płyta Voices jest naprawdę dobra.
Na marginesie: zawsze ekscytowała mnie możliwość „grania śmierci” – tak w radiu, jak i na co dzień. Nie zawsze się to udaje, przegrywam z dupapolo i nacjonalistycznym rapem, bo chyba za bardzo lubię życie i jego barwy, a śmierć to ich przeciwieństwo, to zła siła. Jest też szara i monotonna – i tu trafiamy w sedno stylistyki longplay’a Voices. Szarość i monotonia (bez kontekstów zła oraz poronionych pomysłów muzycznych) paradoksalnie sprawiają, że od tej płyty nie można się „oderwać”.
Dead (fot. Jérôme Sevrette / źródło: Facebook)
Francuskie trio Dead (w składzie: Berne Evol – wokal, Brice Delourmel – gitara elektryczna, Bernard Marie – programowanie perkusji i syntezatory) zadebiutowało w 2012 roku świetną epką Transmissions (nomen omen) i ma w swojej dyskografii, oprócz najnowszego longplay’a, jeszcze jedną płytę EP (Verse z roku 2014) oraz remiks utworu „Show Me What You Got” z repertuaru Tying Tiffany. Posłuchajmy kompozycji „No Place For Us” z Transmissions (z pierwszej epki nowa płyta zaczerpnęła jeszcze „Human Light”):
Brzmi świetnie, może nieco zbyt a’la The Soft Moon (to chyba dziś norma) – jednak przestrzeń, chłód i zimnofalowa transowość tego nagrania potrafią zapaść w pamięć. To jeszcze znakomity i najdłuższy na krążku, „White Mice” (tylko, co tu robi ta rapująca Myszka Miki?):
Tę stylistykę uzupełniono we wnętrzu Voices o trzy utwory melorecytowane („Flowerbag”, „Sleeper” i „Voices”) – i chyba są to najsłabsze fragmenty tego dziwnego (w pozytywnym sensie) albumu. Śmierć to jednak monotonia – pamiętajmy o tym, nie tylko słuchając Voices, ale też chociażby polskiej „muzyki rozrywkowej”.
Dead na koncercie / śmierć na żywo (źródło: Facebook)
Album jest doskonale nagrany, z właściwą ekspozycją głębokiego męskiego wokalu, efektami budującymi muzyczną przestrzeń oraz wyrazistym pulsem automatycznej perkusji. Chcecie czegoś więcej? Może tylko bardziej konsekwentnego budowania nastroju. Faworyzuję, obok wspomnianego „killera” płyty „White Mice”, utwory: „Substance”, „Bad Lashes”, „Spit Dreams”, „No Place For Us” i „Human Light”.
Sanne de Neige: The Forest Tapes & Anton de Neige: bez tytułu (2 x EP; In Club Records; Szwecja; 30 maja 2016)
Wreszcie uporządkowano dyskografię Sanne i Antona de Neige – poetyckich wizjonerów zimnej fali ze Szwecji. Najnowsze, proponowane przez peruwiańską wytwórnię In Club Records, wydawnictwa z ich muzyką mają dodatkowo interesującą formę: na kasecie magnetofonowej Sanne i Anton zostali połączeni, zaś na płycie CD – rozdzieleni. Razem, czy osobno – ich muzyka smakuje doskonale, sięgając po nieczęste współcześnie rejestry czarnego romantyzmu ujęte w zróżnicowane nastrojowo brzmienia spod znaków: cold wave, dark popu i goth gaze.
Sanne i Anton de Neige (źródło: Bandcamp)
Już same okładki kaset i płyt dwójki szwedzkich muzyków (nieco zbliżone do stylistyki znanej z frontonu – bo ta płyta to gotycka katedra – jednego najpiękniejszych albumów Dead Can Dance, Within The Realm of a Dying Sun) wprowadzają w nastrój tego, co znajdziemy w ich wnętrzu…
Sanne de Neige: The Forest Tapes – okładka kasety (źródło: materiały In Club Records)
Najpierw Sanne. Jej epka „Forest Tapes” to zdecydowanie najbardziej zimnofalowy akcent podwójnego wydawnictwa. Sześć, nagranych w zeszłym roku, utworów jest połączeniem charakterystycznego żeńskiego wokalu (coś w głosie Sanne przypomina najlepsze lata wokalistek labelu 4AD…) z linią z melodyczną dyktowaną oszczędnymi frazami basu i automatu perkusyjnego. Faworyzuję kompozycje: „Dans La Forêt”, „Low”, „Hurt”, oraz „Cold World”. W wygłosowej balladzie albumu, utworze „Venim”, pojawiają się zaś melodyjność i przestrzeń wprowadzające odmienny (choć, prawem dialektyki przeciwieństw, podobny) rejestr – chłodne poematy Antona de Neige.
Anton de Neige: bez tytułu – okładka kasety (źródło: materiały In Club Records)
Płyta Antona, pierwotnie wydana na początku tego roku, nie ma tytułu i bez tytułów jest także pięć składających się na nią utworów. Tu do głosu dochodzi element „gaze” – a więc potraktowane nader subtelnie brzmienie gitary ujęte w balladowy wyraz podkreślony wspaniałym głębokim męskim wokalem. Trudno naprawdę znaleźć analogię dla tej muzyki… Może mogą nią być nagrania Michała Pydo z jego solowego debiutu Proof of Concept (2014)? Faworyzuję wszystkie pięć utworów, najczęściej powracając zaś do kompozycji „#4”.
Zachwycająca płyta! Wielowymiarowa, pełna napięcia i świetnie nagrana! Najnowszy krążek Adan & Ilse to najdojrzalsze wydawnictwo w dyskografii tego eksperymentującego duetu – a zarazem propozycja, której nie można ominąć poznając najnowszą muzykę elektroniczną.
Hiszpańsko-francuski projekt Adan & Ilse firmuje dwóch muzyków – Pedro Peñas Robles (założyciel prężnej wytwórni Unknown Pleasures Records) i Michel Lecamp (pojawiający się chociażby w składach Norma Loy, czy Black Egg). Duet zadebiutował w 2013 roku i ma na swoim koncie łącznie pięć albumów długogrających oraz osiem pomniejszych wydawnictw (epek i singli). Rozwińcie tekst z posta zamieszczonego niżej, tam jest więcej niezbędnych informacji. Skupmy się na muzyce. Czym wyróżnia się płyta Chirurgie Plastique?
Przede wszystkim różnorodnością. Podkreślają to proporcje albumu – siedem oryginalnych kompozycji duetu i siedem remiksów. Jeśli dodać do tego chociażby wkomponowaną w jeden z utworów linię melodyczną przeboju Simple Minds sprzed lat („Seeing Out The Angel” z 1981 roku) to łatwo już „wyczuć” metodę Adan & Ilse. Jest nią „mixtum compositium”, a więc łączenie, zestawianie… Sceptycznie podchodzę do tego rodzaju realizacji, ta jednak jest naprawdę świetna!
Adan & Ilse (źródło: Discogs)
Utwory na Chirurgie Plastique (tytuł płyty, w odniesieniu do metody muzyków, jest znaczący) wyróżnia różnorodność brzmień syntezatorowych, zmienność nastrojowa znakomitych wokali Pedra i Michela (śpiewających teksty po francusku i angielsku), potraktowana ze smakiem przebojowość (słyszalna chociażby w „killerze” płyty, kompozycji „Superstar”), a także to, co zwolennicy synth popu lubią chyba najbardziej – wzniosłość i przestrzeń brzmienia (szczególnie wzniosłe, a nawet „gotyckie” w wyrazie są utwory „Sin Of Sin V.3” i „Energy”). W połączeniu z doskonałą realizacją dźwiękową całości albumu daje to porażający efekt!
Dojrzały eksperyment jednej z najlepszych formacji z pogranicza synth pop / minimal wave / cold wave. Faworyzuję, obok już wymienionych, utwory: „Untouchable” i „Edwige”. Spośród remiksów – „Voice in Blue” (Theremynt) i Red Star (In Death It Ends).