NIGDY WIĘCEJ WOJNY! / Kапитан Ненавидит Море: Траур

Kaпитан Ненавидит Море: Траур (EP; Muz Icona / Dark Media Group; Rosja; 25 marca 2015)

Капитан Ненавидит Море - Траур (ep; 2015)

Płyta, której słucha się z przerażeniem i przyjemnością – doznaniami podobnymi do tych, kiedy oglądając koszmary Goi odwracamy z niesmakiem wzrok, przyznając jednocześnie: jakie to prawdziwe – i przez to piękne! Album Траур, najnowsza epka rosyjskiej post punkowej formacji Kапитан Ненавидит Море, znaczną część swojej siły oddziaływania zawdzięcza właśnie sferze wizualnej – teledyskom – a więc sztuce, o której pisano, że jest jak sen, ale równie dobrze może być też koszmarem.

Капитан Ненавидит Море
Kапитан Ненавидит Море

Траур to płyta o śmierci sprowokowanej (zabójstwo) i zinstytucjonalizowanej (wojna). Ten trudny temat został potraktowany przez rosyjskich muzyków z wnikliwością psychoanalityka – przypomnijmy, że to właśnie Freud po raz pierwszy w podobny sposób podszedł do psychicznej aberracji (do której pożądanie wojny zalicza się z całą jaskrawością), upominając chorego: „nie interesuje mnie pańska symulowana paranoja, ale metoda tej symulacji”. Paranoja, w jaką dziś wpędza się każdego niemal człowieka (telewidza, internautę, czytelnika gazet, słuchacza radia…) polega na budowaniu strachu i nienawiści. Niewyważone wypowiedzi polityków i dziennikarzy (obie profesje wykonują obecnie, niestety, przeważnie przypadkowi ludzie – bez wykształcenia i powołania) są rodzajem amorficznych haseł, rzucanych w przestrzeń publiczną celem podburzenia i wzbudzania agresji. „Wszystkiemu winna jest Rosja” – to wiadomo niemal na równi z faktem, że „Polska jest krajem wielkich możliwości„. Wypowiedzi propagandowe operują wspólną symboliką, którą z czułością barometru „kataloguje” współczesna sztuka alternatywna. W jej rękach symbole tej paranoi nabierają nowych znaczeń: są wyrzutem, żalem i sprzeciwem – niczym ostatni taniec Wacława Niżyńskiego, groteskowy już i porażony chorobliwą ekspresją. Ten „cykl gestyczny” powtarza w teledysku do kompozycji „Траур” taniec pijanego esesmana – i jest to jedna z najtrafniejszych odpowiedzi sztuki na kształty, które stara się wszczepić odbiorcy dzisiejsza wojenna propaganda.

Kadr z teledysku do "Траур" (fot. Anna Fridenberg)
Kadr z teledysku do „Траур” (fot. Anna Fridenberg)

Upojenie alkoholowe, bądź narkotyczne, jest amokiem – bliskim namiętności do wojny. Teledysk do tytułowego utworu najnowszej płyty Kапитан Ненавидит Море szczególnie dobitnie ilustruje również i ten aspekt paranoicznej upojności. W tych kadrach wszystko rozgrywa się z pijackim przerysowaniem, w spowolnieniu, a jednocześnie ze straszliwą samowiedzą świata określonego przez czerń i biel. Efektu dopełnia rekwizytorium zniszczenia i śmierci: trumna, trup dziewczyny, krew, karabin maszynowy, zrujnowana świątynia i ogień. Pojawia się również alkohol i personifikacje strachu – obecne tu z dosadnością niespotykaną od czasu podobnych wizji w wideoklipie do „Fatherland” niemieckiej grupy Die Krupps.

Kadr z teledysku do "Траур" (fot. Anna Fridenberg)
Kadr z teledysku do „Траур” (fot. Anna Fridenberg)

Jaką muzykę ilustrują te obrazy? Doskonałą, mocną, wyrazistą i rytmiczną. Ekspozycja gitar i świetnego wokalu usidla, zaś aura wpisana w te brzmienia nie pozwala niemal odejść od głośników. Wszystkie pięć kompozycji pomieszczonych na epce Траур jest godnych polecenia – szczególnie odbiorcom ceniącym nastrój obecny na Floodland The Sisters Of Mercy. Po raz pierwszy chyba nie mam nic więcej do dodania – z wyjątkiem ostrzeżenia: Траур to płyta, która może „boleć”.

Szymon Gołąb

Капитан Ненавидит Море – Facebook

Капитан Ненавидит Море – VKontakte

Płyta w wersji elektronicznej (mp3 / flac) dostępna jest na stronie wytwórni Muz Icona.

PIĘKNO I MISTYKA / William Ryan Fritch: Revisionist

William Ryan Fritch: Revisionist (LP; Lost Tribe Sound; Stany Zjednoczone; 10 luty 2015)

William Ryan Fritch - Revisionist (lp; 2015)

Dzięki tej płycie rok 2015 chyba na stałe zapisze się w historii muzyki. Revisionist to arcydzieło styku gatunków: ethereal, dark wave, neoclassical bliskie pod względem aury i wykonania najlepszym wydawnictwom: This Mortal Coil, Davida Sylviana, czy Moonface’a. To także album tyleż klasyczny, co wybiegający śmiałymi koncepcjami brzmienia i tematyki poza horyzont muzyki współczesnej. Pierwszy raz od długiego czasu, właśnie za przyczyną tej niezwykłej płyty, obcować możemy z muzyką „totalną”, nieskrępowanie wolną i piękną po prostu. Nic dziwnego, bowiem „rewizjonizm” – a więc negacja utartych w powszechnej świadomości granic (nie tylko muzycznych) – jest zasadą i filozoficzną podstawą jej istnienia.

William Ryan Fritch (znany także jako Vieo Abiungo) to nader aktywny w ostatnim czasie amerykański kompozytor, konsekwentnie, oraz z niespotykaną twórczą energią powołujący brzmienia różnorodne, wielogatunkowe i zawsze najwyższej próby. Owocuje to także tym, iż do współpracy przy ich powstawaniu zaprasza on interesujących artystów muzycznej – i nie tylko – nowoczesności. We wnętrzu Revisionist znajdziemy chociażby dwa urzekające kobiece głosy (Esmé Patterson i DM Stith), oraz wiele aranżacyjnych i poetyckich pereł, współtworzonych talentem artystów tej miary, co Origamibiro i Benoit Pioulard. Analogia do metody, jaką przyjęli twórcy projektu This Mortal Coil jest więc niezaprzeczalna i wyraźna. Istnieją albumy, których nie sposób nagrać w pojedynkę. Pewien (i coraz rzadziej spotykany) rodzaj talentu wymaga dialogu, aby jego wizjonerstwo mogło stać się dziełem konkretnym i nieporównywalnym – podobnie jak ten album.

William Ryan Fritch
William Ryan Fritch

Muzyka we wnętrzu Revisionist to wzniosłość, subtelny ekperyment i harmonijny zbiór paradoksów. Dźwięczą tu: klasycznie wykorzystane instrumenty smyczkowe, niemal Hammillowska w wyrazie gitara akustyczna, progresywne pasaże gitar elektrycznych, potężna i budująca przestrzeń perkusja, partie organowe, a także cały szereg okalających brzmień elektronicznych. Planem pierwszym albumu jest zaś, bez wątpienia, ludzki głos – wysoki, pełen natchnienia i emocji, ale zarazem spokojny wokal Williama Ryana Fritcha. Sekundują mu partie chóralne, oraz wspomniane głosy kobiece, dodajmy – niezwykłej urody: wokal DM Stith (w utworze „Gloaming Light”) bliski jest intonacji wykorzystywanej przez szwedzką piosenkarkę iamamiwhoami; śpiew zaś Esmé Patterson (obecny w kompozycji „Still”) to czysta magia, rejestry nastroju, które niegdyś osiągała chyba tylko Elizabeth Frazer. Muzyka na Revisionist nie isniałaby też bez tekstów i ich oszczędnej, mistycznej poezji. Oto fragment jednego z „poematów pustki” – „Still”:

„dzwon

dzwon

dzwon musi być

dzwon musi być pusty, aby śpiewać

on dźwięczy

on dźwięczy:

jestem pusty (…)

jak nieruchoma

jak nieruchoma

jak nieruchoma

i głęboka musi być woda

abym ujrzał,

że wciąż

jestem pusty?”

Jest jeszcze jeden składnik, czyniący ten album niezwykłym – to jego oprawa wizualna. Okładka autorstwa znanego brazylijskiego artysty João Rausa podkreśla wykorzystaną na Revisionist mistyczną zasadę „zerwania – nawiązania”, zaś teledysk Gregory’ego Euclide’a towarzyszący utworowi „Still” buduje przed naszymi oczami powabną amorficzną głębię. To ważne, aby płyty tej miary również odpowiednio wyglądały.

Gregory Euclide - kadr z teledysku do utworu "Still".
Gregory Euclide – kadr z teledysku do utworu „Still”

William Ryan Fritch jest twórcą zupełnie nieznanym w Polsce, a szkoda… Nie liczę jednak na jego popularność, a nawet jakąkolwiek rozpoznawalność tej wspaniałej muzyki w kraju, w którym wciąż „wzorcowymi gwiazdami” są samorodne telewizyjne talenty w rodzaju Panny Od Rodzenia i Kawalera Od Płodzenia.

Szymon Gołąb

William Ryan Fritch – oficjalna strona

William Ryan Fritch – Facebook

COLD 15 – Transmission / Transmisja & Wave Press: TOP 2014

Cold 15 – najlepsze płyty i oficjalne teledyski cold wave / minimal wave / post punk / synth pop 2014 roku.

Cold 15 - TOP 2014 [cold wave / minimal wave / post punk / synth pop]

Albumy. W mijającym roku ukazało się wiele znakomitych płyt, których cechą wspólną jest rosnący poziom stylistycznego wysublimowania względem wydawnictw z lat poprzednich. Muzyka staje się nieco „trudniejsza”, przeważają utwory o niekiedy dość skomplikowanych aranżacjach – nawet w nurcie muzycznego minimalizmu i chłodu. Nie niweczy to jednak piękna, autentyzmu i szczerego przekazu – wartości zawartych we wnętrzu każdego z wymienionych poniżej albumów. Polska scena zimno falowa? Jej swoistym „objawieniem” i odnowieniem jest płyta Post łódzkiego duetu Alles. W muzyce i tekstach tej formacji zamknięta została znakomita diagnoza dookolnej rodzimej rzeczywistości. Oto najlepsze albumy 2014 roku:

  1. Veil Of Light: Ξ (LP; Szwajcaria); Beläten
  2. Alles: Post (LP; Polska); Mecanica Records
  3. Schonwald: Dream For The Fall (LP; Włochy); Anywave Records / Manic Depression
  4. Manicure: Voshod (LP; Rosja); Sojuz Music
  5. Empathy Test: Throwing Stones (EP; Wielka Brytania); Stars & Letters Records
  6. Relic Pop: Thick as Thieves (LP; Stany Zjednoczone); Plastiq Musiq
  7. Minuit Machine: Live & Destroy (LP; Francja); Desire Records
  8. Peine Perdue: No Souvenir (LP; Francja); Cold Beats Records
  9. Romance Moderne Compilation II (kompilacja; Belgia); Romance Moderne
  10. Paradox Obscur: Paradox Obscur (LP; Grecja); Peripheral Minimal
  11. Nothing. Existed.: No Future (EP; Wielka Brytania); InClub Records
  12. Transfigure: Transfigure (EP; Wielka Brytania); Wool-E Tapes
  13. Lydia Ainsworth: Right From Real (LP; Kanada); Arbutus Records
  14. Some Ember: Some Ember (LP; Stany Zjednoczone); Dream Recordings
  15. Glass Cathedral: Love Ties Me Up (EP; Stany Zjednoczone); unsigned

Poniższa playlista zawiera utwory z wymienionych płyt, w kolejności od miejsca pierwszego do piętnastego:

Oficjalne teledyski. Obraz towarzyszący muzyce jest współcześnie sztuką, jakiej nie można ignorować. Teledysk to, sięgając po metaforę, rodzaj marzenia sennego (niekiedy też koszmaru), do którego prowadzą drzwi wydrążone w murze codzienności. „Muzyczne obrazy” są upajające, pozwalają zapomnieć, oraz zapamiętać – i w tym sensie równe są każdemu dziełu sztuki. Teledysk, jako forma artystyczna, w mijającym roku miał się doskonale. Zwróćmy uwagę, że te krótkie całości sensotwórcze sięgają niejednokrotnie po element yarn – czyli sfabularyzowanej opowieści – przekraczając pod tym względem umiejętności najnowszej literatury, zaprzepaszczonej w faktografii i autobiografizmie. „Magia” opowieści odżywa dziś głównie dzięki „muzycznym obrazom”. Oto piętnaście najlepszych oficjalnych teledysków 2014 roku (w nawiasach znajdują się nazwiska / pseudonimy ich twórców):

  1. Alles: „Fala / Wave” (Jaromir Dziewic / TRAnsgressive ART)
  2. Belgrado: „Jeszcze Raz” (Victor Morcillo / Belgrado)
  3. Low Factor: „Icicle” (Kaspar’89 / Rubin)
  4. Manicure: „Sneg” (Aleksei Taruts)
  5. Peine Perdue: „Voyage Alarme” (Stephane Agrillet)
  6. QUAL: „Rip Doth Thy Scarlet Claws” (Vomi Torium)
  7. HNN: „Tes mots” (Dalibor Baric)
  8. iamamiwhoami: „hunting for pearls” (WAVE)
  9. Kline Coma Xero: „Mannequins” (Medical Records)
  10. Ash Code: „Oblivion” (L’arte Dei Rumori)
  11. People of Nothing: „Haircut the Grass” (Gregory De Maria)
  12. Automelodi: „Métropole sous la pluie” (Emillie Serri)
  13. Sato Sato: „Oblivion” (Sato Sato)
  14. Sixth June: „Drowning” (Laslo Antal)
  15. Veil Of Light: „Cold Skin” (Manuel Vargas Lépiz)

Poniżej playlista zawierająca wymienione teledyski w kolejności od miejsca pierwszego do piętnastego:

Wkrótce ponownie spotkamy się w audycji Transmission / Transmisja, oraz na łamach Wave Press. Artyści, Słuchacze i Czytelnicy – przyjmijcie dziś moc Świątecznych Życzeń!

Szymon Gołąb

RADOSNA MELANCHOLIA / Olgarym: „Wrocław” – premiera teledysku

Olgarym: „Wrocław” – premiera teledysku i rozmowa z artystką.

Olgarym

Jej muzyka zdecydowanie zasługuje na miejsce we wrażliwości słuchaczy. Olgarym. Ma polskie korzenie, mieszka w Paryżu, w swojej muzyce łączy zaś żywioł piosenki artystycznej z melancholią cold wave. Dziś premiera jej pierwszego teledysku. Niejako przy okazji – porozmawiałem z Olgąrym, twórczynią brzmień, które urzekły mnie ostatnio bez reszty…

Kim jest Olgarym? Polką? Francuzką? Czy może, po prostu, artystką?

Urodziłam się we Francji, ale w polskiej rodzinie. Za dnia pracuję jako programistka, a po zmroku zajmuję się muzyką.

Tworzysz w interesującej i nieporównywalnej estetyce, czy masz jakieś muzyczne wzorce, inspiracje?

Słucham różnej stylistycznie muzyki. Miałam chyba sześć lat, kiedy po raz pierwszy usłyszałam Jarre’a i Vangelisa; pamiętam, że ojciec często sięgał po ich płyty. Spodobało mi się brzmienie syntezatorów, zaczęłam więc grać na naszym domowym Bontempi. Potem, w siódmym chyba roku życia, zaczęłam oglądać MTV i stałam się fanką Nirvany, oraz muzyki spod znaku grunge. Wtedy też uczyłam się gry na gitarze.

W następnych latach, tym razem dzięki bratu, odkryłam Radiohead i jest to mój ulubiony zespół do dziś. Uwielbiam głos Thoma Yorke’a i często śpiewam, jako back vocal, jego utwory – to ważna dla mnie nauka. Pamiętam, że kupowałam też sporo płyt wykonawców britpopowych: Suede, Kula Shaker, Pulp, JJ72… Lubiłam ten klimat.

W młodzieńczych latach pomagałam też bratu w jego black metalowym projekcie, odkrywając ten styl równolegle z industrialem. Wiele teledysków w tych klimatach emitował wtedy niemiecki kanał muzyczny Viva Zwei… Tęsknię za taką telewizją.

Dopiero parę lat temu usłyszałam brzmienia spod znaku cold wave i post rocka. Było to jednak dla mnie doznanie „powrotu do korzeni”, jakbym tę muzykę znała od dawna… Dziś mogę też wskazać na wiele innych inspiracji, chociażby ostatnio słuchane: Ash Ra Tempel, Boards of Canada, Zola Jesus, Grimes, Fever Ray, The Knife, Dead Can Dance, Alt-J, Type O Negative i – oczywiście – Radiohead.

Jak określiłabyś swoją muzykę? Co w niej jest dla ciebie ważne?

Najważniejsze jest stworzenie efektu zaskoczenia dla kogoś, kto będzie słuchał moich utworów. Ten efekt musi być precyzyjnie wpisany w strukturę kompozycji. Czasem zdarza się, że nie mogę dokończyć utworu, bo jest zbyt skomplikowany; nie lubię jednak uproszczeń, mimo, iż prostsze rzeczy mogą być „skuteczniejsze”.

Styl w jakim tworzę to „wesoła odmiana cold wave”. Poważnie! Lubię połączenie radości i melancholii.

Olgarym podczas występu na żywo.
Olgarym podczas występu na żywo.

Komponujesz i grasz sama, czy też ktoś jeszcze jest zaangażowany w powstawanie tych niezwykłych brzmień?

Rozpoczynałam sama, aby możliwie najszybciej uprzystępnić słuchaczom mój muzyczny świat. Komponowałam za pomocą programu Reason 7 i koncertowałam – głównie w Paryżu.

Obecnie szykuję projekt w nowej odsłonie, współpracuję w tym celu z kilkoma muzykami: klawiszowcem, basistą, gitarzystą i perkusistą. To pozwoli mi poszerzyć styl, wprowadzić nawiązania do rocka progresywnego lat siedemdziesiątych, ambientu, a nawet dodać parę egzotycznych pomysłów rodem z muzyki afrykańskiej. Właściwie nie do końca jest to „nowa forma”, tak chciałam grać od początku, wymagało to jednak zaangażowania w projekt prawdziwych muzyków…

Fakt, komputer może dziś zrobić niemal wszystko, nawet imitować brzmienia rzeczywistych instrumentów. Na koncercie jednak, kiedy słychać określone instrumentarium, ale go nie widać, ludzie często nie wiedzą jak się zachować, bo wykonywana muzyka przestaje brzmieć naturalnie. Na przykład, kiedy niedawno byłam na koncercie Zoli Jesus, to występujący na początku zespół grał bez perkusji – za to z playbackiem. Było to bardzo monotonne, gdyż muzycy nie mogli modulować intensywności brzmienia tego instrumentu na żywo… Podobny problem miałam występując sama; dlatego zawsze chciałam stworzyć zespół i możliwie jak najmniej używać komputera. Poza tym, mam większe poczucie wolności, mogąc dzielić się swoją wizją muzyki z innymi ludźmi – wykonując tę muzykę bezpośrednio przed nimi, na żywo.

Olgarym podczas występu na żywo.
Olgarym podczas występu na żywo.

Jakie instrumentarium pojawia się w twoich utworach?

Śpiewam, gram na gitarze, basie i klawiszach. Za niektóre brzmienia syntezatorowe odpowiedzialny jest Roland JP-8000. Wciąż używam też programu Reason 7, aby nagrywać perkusję i różne „dziwne” dźwięki.

Lubię tworzyć harmonię innych instrumentów z syntezatorami, dającą nieco „orkiestrowe” wrażenie. W nowych utworach chciałabym wprowadzić prawdziwą perkusję i połączyć ją z perkusją wirtualną. Zdecydowanie jednak największą trudnością, przed jaką dziś stoję, to usunięcie komputera z roli kapelmistrza, zastępującego rzeczywistych muzyków. Informatyka owszem, daje dużo możliwości, ale zbytnio ogranicza spontaniczność tworzenia. Dlatego bardzo lubię grać z ludźmi.

W sieci można wysłuchać, jak dotąd, jedynie trzech twoich kompozycji – kiedy usłyszymy więcej? Myślisz o wydaniu płyty?

Rzeczywiście, tylko trzy moje solowe utwory dostępne są na SoundCloud. Przygotowuję wraz z zespołem nowe kompozycje, jednak – na razie – nie myślę o płycie. Jestem z generacji right now – wolę być bardziej „w akcji”. Dlatego teraz zdecydowanie poświęcam się koncertowaniu.

Póki co, zapraszam do obejrzenia powstałego właśnie teledysku do utworu „Wrocław”.

Gdzie zatem koncertujesz w najbliższym czasie?

Występuję w Paryżu. Jednak ostatnio coraz trudniej znaleźć miejsce; to stolica, więc gra tu bardzo dużo zespołów. Coraz więcej też muzycznych barów jest zamykanych, ze względu na obostrzenia dotyczące hałasu… Niewiele lokali dopuszcza już występy z perkusją na żywo. Dlatego poważnie myślę o występach w innym europejskim mieście. Może w Warszawie?…

Rozmawiał Szymon Gołąb

Olgarym – oficjalna strona

Olgarym – Facebook

Szerzej z muzyką Olgirym można zapoznać się na profilu artystki w serwisie SoundCloud:

EKOLOGIA DUSZY / Negradonna: Wiekuiste piękno – na planie teledysku

Negradonna: Wiekuiste piękno (teledysk; reż. Tomasz Gotfryd; Polska; premiera: wrzesień 2014) 

Negradonna - Wiekuiste piękno (lp; 2012)

Chyba nie ma na polskiej niezależnej scenie formacji, którą można byłoby porównać z krakowską Negradonną. Odrębność tej muzyki objawia się w wielu obszarach, zaznaczona przez melancholijną aurę utworów, ich bezkompromisową głębię i wzniosłość, oraz konsekwentnie suwerenną estetykę, w jakiej od lat tworzy ta grupa. Negradonna powołuje muzykę duszy, i również tej wartości – duchowego otwarcia – oczekuje od odbiorcy. Zespół z prawdziwie twórczą, niespotykaną dziś nonszalancją odnosi się także do zgiełku rodzimej muzycznej sceny, kontestując miary pośpiechu i marketingowej płycizny. Oto dopiero teraz powstaje teledysk do tytułowego utworu z płyty „Wiekuiste piękno”, która swoją premierę miała już dwa lata temu. Jest to właściwy moment, aby przypomnieć tę niezwykłą muzykę.

Rozalia i Cecylia Malik (Negradonna) - podczas występu na żywo.
Rozalia i Cecylia Malik (Negradonna) – podczas występu na żywo.

Negradonna to zasadniczo duet – Rozalia (wokal, teksty, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe) i Cecylia Malik (skrzypce). Po głębszym wniknięciu w tworzoną przez formację rzeczywistość muzyczną dostrzec można, iż jest to duet perfekcyjny, pełen artystycznej spoistości i różnicy – napięć decydujących o twórczym fermencie. Rozalia (określająca siebie niekiedy „Czarną Panią”) jest niemal – bądź wprost – wizjonerką, artystką poruszającą się w obszarach intuicji, przeczucia i wymowy poetyckiej. To także twórczyni (co bardzo istotne dla interpretacji jej muzyki) sięgająca po inspiracje w sferę wiary i objawienia – nie stroniąc od chrześcijańskiego, katolickiego jej ujęcia (rodzina Malików od kilku stuleci współtworzy tradycję krakowskiej sztuki sakralnej). Co znamienne też, Negradonna powstała jako swoisty bunt i zarazem kontynuacja tej rodzinnej tradycji – to także ważny kontekst dla muzyki sióstr Malik, często nader ciemnej, bliskiej neoklasycznym miarom nurtu ethereal / dark wave i utrzymanej w niemal lamentacyjnej tonacji. Żywioł sztuki Cecylii, krakowskiej malarki i performerki, jest natomiast wizją przełożoną na czynne działanie – jej ekologiczne inicjatywy (365 drzew, Modraszek Kolektyw, Obrona Zakrzówka) posiadają już ogólnopolską rozpoznawalność i takież znaczenie. Dzięki Cecyli Malik muzyka Negradonny zyskała wyrazistą wizualną identyfikację, ową „widzialność muzyki” na najwyższym i nieporównywalnym poziomie. Artystka wielokrotnie współpracuje z uznanymi twórcami sztuk wizualnych – korzysta na tym Negradonna. Reżyserem i autorem zdjęć do powstającego właśnie wideoklipu (premiera w drugiej połowie września) jest fotografik Tomasz Gotfryd, który kilka lat temu nakręcił film „Skrzydła”, gdzie także pojawia się muzyka sióstr Malik.

Osobowości twórcze obu artystek powołują brzmienia o nieczęstym na rodzimej scenie, niemal mistycznym przesłaniu. Mistyka Negradonny nie epatuje jednak religijną jednostronnością, nie jest też „okultyzmem” wpisującym się w modną, mainstreamową „propagandę zła” i fałszywe proroctwa nowomodnych inkwizytorów. Kluczami do tej muzyki i jej tematycznymi dominantami są: cierpienie, łączność świata widzialnego z niewidzialnym, a także znaczenie, jakie w kontekście nieskończoności (równie tradycyjnie, sakralnie pojętej) mają kształty ludzkiego życia i wypełniające je czyny. Miłość i nienawiść, bliskość i oddalenie, asceza i erotyzm – współtworzą świat wizji Negradonny, przypominając niejako dzisiejszemu człowiekowi, skąd pochodzi i dokąd zmierza. Powtórzę: ta zjawiskowa, wizjonerska twórczość nie ma jak dotąd odpowiedników w polskiej muzyce.

Ekologia duszy? Może to jest sednem sztuki Negradonny; punktem, do którego zmierza tworzony przez Rozalię i Cecylię wymiar piękna?

Szymon Gołąb

Negradonna – oficjalna strona

Negradonna – VKontakte

Negradonna – Facebook

"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
"Wiekuiste piękno" - na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)
„Wiekuiste piękno” – na planie teledysku (fot. Tomasz Gotfryd)

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑