MESMERYZM / H Ø R D: Focus On Light

H Ø R D: Focus On Light (LP; Giallo Disco Records; Francja; 15 lutego 2016)

H Ø R D - Focus On Light (LP; 2016)

Mesmeryzm jest rodzajem hipnozy, znanym chociażby z literackiego opracowania w noweli Poego. To właśnie poczucie bycia zahipnotyzowanym przez ujmujący romantyczny chłód towarzyszy wsłuchiwaniu się w piękno syntezatorowych brzmień zawartych na Focus On Light. Nie wiem ile razy sięgałem już po tę, dostepną zaledwie od kilku dni, płytę… Istnieją nagrania, które na długo zapadają w pamięć i wyobraźnię, nagrania do jakich chce się powracać – ich zbiorem jest właśnie debiutancki longplay H Ø R D.

Sébastien Carl (fot. Pierre Wetzel - źródło - Facebook)
Sébastien Carl / H Ø RD (fot. Pierre Wetzel / źródło: Facebook)

Projekt Sébastiena Carla zafundował nam już jesienią zeszłego roku przedsmak tej niezwykłej płyty. Nie spodziewałem się jednak, że będzie aż tak dobrze, gotycko, noworomantycznie, wzniośle i po prostu pięknie! Z każdym kolejnym tonem tego albumu wzmaga się poczucie obcowania z bliżej nieokreślonym wtajemniczeniem, czymś na kształt snu, niemożliwej miłości, tanecznego zapamiętania… Wybaczcie tę emfazę, ale taki właśnie jest ten krążek. Trafia w sedno.

Focus On Light to osiem kompozycji, z których kilka już znamy z wcześniejszych wydawnictw H Ø R D. Zadbano tu jednak o to, aby utwory znane brzmiały bądź w sposób odmienny (i chyba jeszcze piękniejszy, jak chociażby synth popowy killer płyty „Deliverance”), bądź też zostały zestawione z nowym „materiałem” w ten jedyny i niepowtarzalny sposób, dla którego odniesieniem mogą być chyba tylko playlisty seansów muzycznych Tomasza Beksińskiego. Oto wspomniany utwór „Deliverance” – zatopcie się w jego otchłannym rytmie:

Płyta jest spoista i różnorodna zarazem oraz nie ma słabych momentów, zbędnych „wypełniaczy”. Na krążku Focus On Light H Ø R D dokonał rzeczy niezwykłej – ujął bowiem nastrojową balladowość (podkreślaną przez głos wokalisty) w rytm taneczny. Tak właśnie powinien brzmieć powrót New Romantic! Album zachwyca także nieoczekiwanymi zwrotami muzycznej akcji, jak chociażby w ascetycznie chłodnym utworze „Lines” – przycisku akcentowym tego wspaniałego albumu:

Obok wymienionych, faworyzuję utwory: „Teen Offers”, „Speak”, „Heart (Part I)”, „Focus on Light”, „RFLX”.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji cyfrowej jest dostępna na stronie wytwórni Giallo Disco Records w serwisie Bandcamp.

H Ø R D – Facebook / SoundCloud / YouTube / Google+ / tumblr

SYNTETYCZNA KATEDRA / Peine Perdue: La Peur Belle

Peine Perdue: La Peur Belle EP; Francja / Niemcy; 11 lutego 2016)

Peine Perdue - La Peur Belle (EP; 2016)

„Black is back in style” – jak śpiewał niegdyś mag głosu i fortepianu, Moonface… Duet Coco Gallo & Stephane Argillet powrócił w olśniewającym stylu. Najnowsze wydawnictwo dwojga muzyków przynosi przedsmak tego, czego możemy spodziewać się już za kilka miesięcy, a więc kolejnego longpaly’a Peine Perdue. Na razie przed nami EP La Peur Belle.

Peine Perdue
Peine Perdue (źródło: Facebook)

Ten album to prawdziwa czarna perła minimalizmu i nastroju. Peine Perdue zapoczątkowali pewien styl, którego kontynuacja – zwłaszcza wśród artystów kanadyjskich – stała się wyznacznikiem bardziej refleksyjnej, czy wręcz poetyckiej odmiany gatunku minimal wave. Jego składnikami są: melorecytacja (koniecznie w wykonaniu hipnotycznego kobiecego głosu), oszczędne zrytmizowanie kompozycji (przywodzące na myśl debiutanckie nagrania Anne Clark), paradoksalne bogactwo brzmienia (osiągnięte dzięki umiejętnemu wydobyciu wielu płaszczyzn dźwięku generowanego przez – głównie analogowe – syntezatory) i… Jeszcze to coś, co sprawia, iż mamy poczucie obcowania z awangardą, przeżywania różnicy jakiej doznaje się oglądając czarno-białą klasykę francuskiego kina noir tuż po womitacyjnej przyjemności wpatrywania się w obrazki nowego polskiego „kina”. Pod tym względem muzyka Peine Perdue zawarta na najnowszej płycie nic się nie zmieniła – i bardzo dobrze.

Peine Perdue - La Peur Belle Art Box No. 3
Peine Perdue – La Peur Belle Art Box No. 3 (źródło: peineperdue.bandcamp.com)

La Peur Belle to nieco ponad dwadzieścia minut muzyki rozpisanej na pięć, a w ekskluzywnych wersjach wydawnictwa, sześć utworów. Ta ekskluza płyty zasługuje na szczególną uwagę. Adekwatnie do artystowskiego wyrazu muzyki Peine Perdue przygotowano bowiem aż dziesięć wersji fizycznego wydania (płyta CD) La Peur Belle. Każdy z utworów ma oczywiście swoją odrębną reprezentację graficzną, a wszystkie wersje „art boxów” to prawdziwe dzieła czarno-białego minimalizmu. W ten sposób duet zbiera środki na wydanie kolejnego longplay’a, Nuit Blanche (dodajmy, że skutecznie – kilka dni po premierze nakład większości wersji La Peur Belle jest już wyczerpany).

Peine Perdue - La Peur Belle Art Box No. 10
Peine Perdue – La Peur Belle Art Box No. 10 (źródło: peineperdue.bandcamp.com)

Faworyzuję wszystkie utwory, ze szczególnym upodbaniem powracając do czterech: „Aleister”, „Presqu’Île”, „Le Poète Nubile” i „Veine de Talc”. Mus dla miłośników pięknej francuszczyzny!

Szymon Gołąb

Kilka wersji fizycznych płyty jest jeszcze dostępnych na stronie zespołu w serwisie Bandcamp.

Peine Perdue – Facebook / SoundCloud / YouTube

SEKSOWNE „EJTISY” / Sexy Suicide: rozmowa (audio)

Sexy Suicide (fot. Rafał Jakubek)
Sexy Suicide (fot. Rafał Jakubek – rafaljakubek.pl / źródło: Facebook)

Zapis rozmowy z polskim duetem synth pop / cold wave / retro wave Sexy Suicide, przeprowadzonej przy okazji ich niedawnego koncertu w Warszawie na imprezie „Same Old Madness” (Klubokawiarnia Chmury, 29 stycznia 2016).

Sexy Suicide (dawniej Neon Romance) występują w składzie: Marika Tomczyk i Bartłomiej Salamon i od jakiegoś już czasu ich muzyka znajduje się w czołówce polskich (a nawet europejskich) nagrań w stylu najszerzej określanym jako retro wave.

Sexy Suicide zapowiadają na najbliższy czas kilka nowości, ma się też wreszcie ukazać – w fizycznej formie – ich długogrająca płyta. Podczas „Same Old Madness” zespół dał znakomity koncert, jednym z tematów naszej rozmowy jest więc styl muzyki i sceniczny imaż – niepowtarzalne walory duetu Marika & Poldek. Rok 2016 będzie należał do Sexy Suicide – ten projekt muzycznego powrotu do lat osiemdziesiątych jest już w pełni do tego przygotowany. Całość wywiadu do wysłuchania poniżej.

Rozmawiał: Szymon Gołąb

Sexy Suicide – Facebook / SoundCloud / Bandcamp / Vkontakte / Instagram

LATINO SYNTH / Memorias de un Continente

Memorias de un Continente (kompilacja; Infravox Records; Peru; 30 marca 2016)

Memorias de un Continente (kompilacja; 2016)

To wyjątkowa płyta. Memorias de un Continente jest obszernym wydawnictwem (przeszło 57 minut muzyki) prezentującym nagrania formacji tworzących obecnie w nurtach synth punk i synth / minimal wave na kontynencie południowoamerykańskim. Obok zamysłu udokumentowania pewnej „fali” (dokładniej: zimnej fali) w nowoczesnej muzyce elektronicznej (która, jak się okazuje, jest w Ameryce Południowej na nader wysokim poziomie), Memorias de un Continente potrafi sprawić słuchaczowi wielką frajdę z obcowania ze znakomitymi dźwiękami.

Stockhaussen (Meksyk), Varsovia (Peru), Wonder Dark (Brazylia), Ferdinand Cärclash (Kolumbia), Llevame z Kuby, w jednym z najlepszych na płycie utworów „Imagenes en Oscuridad”, czy Glue Universe z Ekwadoru – znacie ich muzykę? Nie? To pora poznać – oto Stockhaussen w duecie z gruzińską wokalistką Keren Batok:

Rewelacja! Równie fenomenalna jest południowoamerykańska składanka, która pozwala w unikalny sposób wniknąć w klimat tamtejszych brzmień cold wave. Czym się one wyróżniają? Przede wszystkim dojrzałością. Prezentowani na płycie muzycy tworzą na naprawdę wysokim poziomie, z dużą dozą gatunkowej świadomości i wrażliwości na historię sceny minimalistycznej elektroniki (wyraźnie słyszalne są – niemal we wszystkich utworach – inspiracje chociażby Neue Deutsche Welle). „Latino synth” nie jest też, inaczej niż – na przykład – obecna zimna fala w Polsce, tak zasłuchany w Stany Zjednoczone i język angielski. Mam wrażenie, że w Peru, czy w Brazylii naśladownictwo skreśliłoby od razu danego muzyka z „listy autentyczności”… Fenomen – i świeżość tę słychać na Memorias de un Continente niemal w każdym nagraniu.

Memorias de un Continente (kompilacja; 2016)
Memorias de un Continente (grafika z wkładki płyty / źródło: materiały prasowe Infravox Records)

Kompilacja zawiera 13 utworów i wszystkie są godne polecenia oraz zaprezentowania szerszej publiczności. Najlepiej podczas imprez, muzyka zawarta na płycie ma bowiem spory potencjał taneczny. Plusem wydawnictwa jest także jego pieczołowite przygotowanie od strony nagrania – Memorias de un Continente to krążek, który – po prostu – świetnie brzmi, nawet w dostepnym mi przed premierą, formacie mp3.

Szymon Gołąb

Album ukaże się w wersji fizycznej (płyta winylowa o limitowanym nakładzie 300 egzemplarzy) 30 kwietnia, w cyfrowej – miesiąc wcześniej. Obie wersje wydawnictwa dostępne są (pre-order) na stronie Infravox Records w serwisie Bandcamp. Poniżej można wysłuchać fragmentów wszystkich utworów zawartych na płycie.

Infravox Records – Facebook

PO KONCERCIE / Schröttersburg, Undertheskin, Sexy Suicide w Chmurach

„Same Old Madness”: Schröttersburg, Undertheskin, Sexy Suicide; afterparty: KATZ & Krucza (Klubokawiarnia Chmury; Warszawa; 29.01.2016)

Same Old Madness: Schröttersburg, Undertheskin, Sexy Suicide (Klubokawiarnia Chmury, Warszawa, 29.01.2016)

Warszawski klub Chmury to znane już miejsce regularnych spotkań z muzyką nurtów: cold wave, post punk, synth pop wykonywaną przez artystów z całego niemal świata. Szczególnie cenię ten lokal za uprzystępnienie polskiej publiczności koncertów przedstawicieli sceny minimal wave z Kanady (Automelodi, Marie Davidson), których chyba nigdzie indziej w kraju nie można usłyszeć na żywo. Tym razem na scenie Chmur wystąpiły trzy polskie formacje prezentujące różne odmiany nowoczesnej zimnej fali: Schröttersburg, Undertheskin i Sexy Suicide. Imprezę zamykał zaś niesamowity (nie znajduję innego określenia) set didżejski w wykonaniu Jagody z duetu KATZ oraz Kruczej.

Schröttersburg (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Schröttersburg (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Schröttersburg – to formacja z Płocka, która podczas „Same Old Madness” zaprezentowała najbardziej zachowawczą formę muzyki chłodu. Nagrania przypominające klimatem utwory rodzimej zimnej fali z lat osiemdziesiątych rozpisane na gitary, „żywą” perkusję, oraz znakomity wokal uzupełniały liczne partie improwizacyjne. Sprawiło to, iż występ Schröttersburg był swego rodzaju seansem, powrotem do rdzennych brzmień post punka – przy czym element punkowy zapewniał wykonywanej muzyce właściwą dawkę energii i buntu. Muzycy z Płocka perfekcyjnie wprowadzili publiczność w to, czym dziś jest – i skąd się wywodzi – zimna fala. Przez sporą grupę odbiorców koncert Schröttersburg został oceniony za najlepszy punkt programu imprezy.

Undertheskin (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Undertheskin (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Undertheskin – zespół z Krakowa, który za sprawą wydanej w zeszłym roku płyty mocno „namieszał” na polskiej scenie cold wave, wystąpił jako swoista kontynuacja aury zapoczątkowanej przez Schröttersburg – a zarazem jej przeciwieństwo. Warto wspomnieć o interesująco i świadomie poprowadzonej linii muzycznej wydarzenia: przebiegała ona od tradycyjnych brzmień gitarowego post punka, przez subtelny mariaż z elektroniką w wykonaniu Krakowian, aż po synth popowe taneczne brzmienie Sexy Suicide. Perfekcja organizacyjna i wyczucie nastroju! Undertheskin na żywo to dramatyzm wpisany w statykę – coś nieokreślonego i hipnotycznego, co przypomina muzyczny przekład „cyklu gestycznego” z filmów Wernera Herzoga. Niepokój i siła, oraz… „Ten moment, kiedy gitarzysta Undertheskin grał tak, jakby chciał wycisnąć krew ze strun” – jak napisał ktoś po koncercie… Jestem urzeczony!

Sexy Suicide (fot. Łukasz 'Black' Maślak)
Sexy Suicide (fot. Łukasz ‚Black’ Maślak)

Sexy Suicide – czyli Marika i Poldek. Wiadomo – „the class of 1984”, oraz czołowy obecnie polski duet wykonujący muzykę z pogranicza nurtów: synth pop, cold wave, electro synth i retro wave. Zimne disko w najlepszej postaci – co potwierdził warszawski koncert, podczas którego muzycy zaprezentowali utwory zarówno już znane, jak i premierowe. Syntezatorowy podkład przebity silną elektroniczną perkusją, oraz wielowymiarowy wokal Mariki (a także jej sceniczny imaż) – to lubię i sądząc po małej ilości miejsca na parkiecie podczas koncertu Sexy Suicide, nie tylko ja. Doskonały występ, pokazujący że muzyka taneczna nie musi być trywialna.

KATZ & Krucza – a właściwie połowa KATZ (czyli Jagoda, Paula była bowiem zajęta organizacją wydarzenia) i Krucza. Cztery kobiece dłonie przy konsolecie i rzecz niebywała… Ekstaza rytmicznego chłodu w klasycznym i nowoczesnym wydaniu! Obłęd tańca! Pełen parkiet do rana! Najlepszy (podkreślam: najlepszy) set didżejski jaki słyszałem. Brawo! Za komentarz niech znów posłużą słowa uczestnika imprezy: „Krucza, jesteś mózgo-manipulatorem, Katz też… Stoję przed Chmurami, wychodzą dwaj Ukraińcy i pytają, czy my tu w powietrzu rozpylamy jakieś narkotyki, bo to nie możliwe żeby od samej muzy tak zwariować”.

Doskonały koncert – a powtórka klimatu (bądź nawet jego wzmocnienie) już 12 marca podczas występu Lebanon Hanover. Do zobaczenia!

Szymon Gołąb

Podziękowania dla Łukasza ‚Black’ Maślaka za przygotowanie materiałów foto / wideo.

Same Old Madness – wydarzenie / Facebook

Chmury – Facebook

Poniżej można wysłuchać i zobaczyć fragmenty koncertów, które odbyły się w ramach „Same Old Madness”.

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑