SYNTETYCZNY CZŁOWIEK / Amputacija Ruke: Svuda Oko Nas

Amputacija Ruke: Svuda Oko Nas (LP; InClub Records; Chorwacja; 31 października 2015)

Amputacija Ruke - Svuda Oko Nas (lp; 2015)

„Syntetyczny człowiek” to Domagoj Krišić, chorwacki muzyk dysponujący perfekcyjnym wyczuciem tego, jak powinna brzmieć nowoczesna – ale z nutą retro – odmiana synth wave, aby być gatunkiem mogącym zainteresować słuchacza czymś, co nie powiela istniejących już wzorców, a zarazem uchyla się od wszelkich związków z miałką komercją. O takich artystach mówi się, że są „bezkompromisowi” – i rzeczywiście, muzyka jednoosobowego projektu Krišicia (-cia, a nie jak wymawiają bałkańskie nazwiska polscy „dziennikarze”: -cza) w pełni zasługuje na miano nie uznającej żadnych półśrodków, elementów zastępczych i sztucznych wypełniaczy. Amputacija Ruke to chłodny minimalistyczny synth w najczystszej, przepełnionej doskonale brzmiącym wintażem, postaci.

Domagoj Krišić (źródło: Discogs)
Domagoj Krišić (źródło: Discogs)

Obok najnowszej płyty (a raczej kasety) Svuda Oko Nas, w dyskografii projektu znajduje się tylko jedno wydawnictwo – pochodzący z 2014 roku dwuutworowy singiel Digital Man. Oto jego odsłona tytułowa:

Dla kontrastu i unaocznienia, z czego „składa się” ta muzyka, druga z singlowych kompozycji – „Leševi Papua Nove Gvineje”:

Taneczna, ascetyczna w wyrazie odmiana minimal wave z jednej strony; i ciemne, niemal „rytualne” w wyrazie brzmienia dark ambient z drugiej – oto dwa podstawowe żywioły płyty Svuda Oko Nas. Wybierzmy jedną z najciekawszych kompozycji albumu i posłuchajmy, jak oba te elementy – zdawałoby się odmienne – zostały tu połączone. Oto „Yedawnoh”:

Pyszne, prawda? Cała płyta jest taka – wyrazista, a jednocześnie wielowymiarowa; przy czym przeważa tu żywioł taneczny, wręcz przebojowy, a wzmacnia go zaś urzekająco „zdehumanizowany” wokal Krišicia. Teksty utworów napisane są wyłącznie w języku chorwackim, co w dobie zalewu angielszczyzny – w polskiej odmianie niezmiennie przyprawiającej o mdłości – traktować należy wyłącznie in plus. Przez walor językowy właśnie, muzyka projektu Amputacija Ruke może kojarzyć się nieco z dokonaniami węgierskiej sceny minimal wave – legendarna już grupa Cipolla Variete też (zdaje się) tworzyła wyłącznie w języku narodowym.

Amputacija Ruke - Svuda Oko Nas (wkładka kasety magnetofonowej)
Amputacija Ruke – Svuda Oko Nas (wkładka kasety magnetofonowej)

Zaskakujące i warte podkreślenia jest również to, że szorstkie i ascetyczne brzmienia syntezatorów objawiają się na Svuda Oko Nas często jako nader melodyjne, oraz budujące przestrzeń, której nie powtydziliby się wykonawcy używający znacznie bardziej rozbudowanego instrumentarium.

Znakomity album. Spodoba się słuchaczom ceniącym wczesne dokonania Kraftwerk, ale nie tylko… Płyta ta pokazuje także, jak bardzo rozwojowym gatunkiem jest dziś synth wave. Domagoj Krišić, potrafiący również – i to z powodzeniem – zagrać klasyczny synth pop, jest zaś muzykiem wartym dostrzeżenia, jeśli nie tworzącym już w czołówce gatunku.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (kaseta magnetofonowa o limitowanym nakładzie stu egzemplarzy), oraz cyfrowej – jest dostępny (pre-order) na stronie InClub Records w serwisie Bandcamp.

Google Translate

PO KONCERCIE / YusYus w Alter Ego

YusYus + djs sets: Neomodern / Stay / transmistter (Klub Alter Ego; Szczecin; 10 października 2015)

YusYus - koncert w Alter Ego (Szczecin; 10. 10. 2015)

Czekałem na ten koncert i nie zawiodłem się. Znakomita organizacja; muzyka na najwyższym poziomie, wykonywana przez artystów w doskonałej formie; liczna i świadomie odbierająca brzmienia minimal wave publiczność. Wieczór z YusYus w szczecińskim klubie Alter Ego był energetyzującym wydarzeniem pozbawionym słabych punktów.

YusYus – serbski duet (Aleksandra: wokal, oraz Nemanja: synth, wokal, aranżacje), który przybył do Szczecina wprost z koncertu w Wiedniu, zaprezentował podczas godzinnego występu – z kilkoma bisami – wszystkie utwory ze swojej dyskografii. Wykonywany przez dwójkę muzyków show miał minimalistyczny wyraz odznaczający się pełnią ekspresji – a to głównie za sprawą metody wokalnej i charakterystycznego cyklu gestycznego – bądź nawet „psychodramy” – zaprezentowanej tego wieczoru przez uroczą wokalistkę, Aleksandrę. Pierwszy raz spotkałem się z podobną formą prezentacji muzyki z kręgu minimal wave, w której wokal i jego sceniczna ekspresja były zarazem chłodne, oraz pełne namiętności…

YusYus - koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)
YusYus – koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)

Wokalistka YusYus przeistoczyła się tej nocy niemal w najprawdziwszą czarną kocicę z opowiadań Poego… Budziła zachwyt, lęk, pożądanie i fascynację, jakie przysługiwały niegdyś metodzie wykonawczej chyba tylko jednej artystki – eLL z legendarnej polskiej formacji Sui Generis Umbra. Dodać należy, że dzięki jej udanym eksperymentom wokalnym, prezentowane utwory odróżniały się – często in plus – względem wersji studyjnych. Progresywność ma sens, także w kręgu brzmień syntezatorowych, i YusYus udowodnili to tego wieczoru nader dobitnie.

YusYus (Aleksandra) - koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)
YusYus (Aleksandra) – koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)

Nemanja powrócił na scenę Alter Ego w programie „secret live show”, który nie był zwykłym setem didżejskim, a prezentacją estetyki odrębnej od dokonań tego muzyka w duecie YusYus. Wykonane w tej partii koncertu utwory oddalone były od minimalistycznego stylu, nachylając się do formy ambientowej, rozbudowanej w impresjonistyczne pasaże. Z kilku wykonanych w cyklu „secret live show” kompozycji szczególnie zwracała uwagę ta, której lejtmotywem stały się powtarzane słowa „discipline in Syria”. Również i to wcielenie brzmień serbskiego muzyka, zgromadzona w Alter Ego publiczność, przyjęła dobrze.

YusYus - koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)
YusYus – koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)

Pożądanym kontrastem dla minimalistycznego show YusYus były sety didżejskie, za jakie tego wieczoru odpowiedzialni byli – Stay (rezydentka klubu Alter Ego), oraz transmitter (Transmission / Transmisja). Warto podkreślić, że impreza miała spoisty i angażujący publiczność kształt – z wyraźnym podziałem na: before- i afterparty (didżeje), oraz dwuczłonowy (wliczając „secret live show”) występ muzyków. Przejrzysta organizacja wyzwalała doskonałą atmosferę zabawy, oraz poczucie braku jakiejkolwiek próby „wymuszania nastroju”. Co zaprezentowali didżeje?

YusYus (Aleksandra) - koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)
YusYus (Aleksandra) – koncert w klubie Alter Ego (fot. Blackheim / źrodło: materiały autora)

Stay korzystała przy konsolecie ze sporego arsenału płyt kompaktowych (!) mistrzowsko operując reperuarem klasycznych nagrań new romantic / synth pop podbarwionych, wyraźnym w całym jej secie, tanecznym pulsem EBM. Gwarantowało to pełny parkiet przy jednoczesnym całkowitym braku banalności. Występ Stay trwał ponad godzinę (bądź dłużej – ekstaza wyklucza kontrolę nad upływem czasu…).

Jako transmitter przedstawiłem tego wieczoru i nocy dwa sety: before party, który zawierał zestaw muzycznych „mrożonek” z nurtów: cold wave / minimal wave / synth pop; oraz set afterparty koncentrujący się wokół klasyki (także tej najnowszej) zimnej fali; można więc było usłyszeć między innymi: Siekierę, Wieże Fabryk, Ukryte Zalety Systemu; oraz: Joy Division, The Bridge, czy Sally Dige.

Wspaniały wieczór, który – mam nadzieję – przerodzi się w cykl spotkań z najnowszymi brzmieniami syntezatorowego minimalizmu w szczecińskim klubie Alter Ego – miejscu nader dla tej muzyki przyjaznym. Cykl ten winna też organizować autorka minionego wydarzenia, Izabela Kuna – intuicyjnie i spontanicznie rozpoznająca potrzeby zarówno publiczności, jak i artystów.

Szymon Gołąb

YusYus – Facebook

Alter Ego – Facebook

Poniżej znajdują się: utwór „Ticking Clocks” (wideo); zapis fragmentu koncertu (audio); oraz galeria zdjęć (autorem filmu wideo i fotografii jest Blackheim).

Google Translate

COŚ / Unidentified Man: Dissociative Identity

Unidentified Man: Dissociative Identity (LP; Wool-E Tapes; Belgia; 17 października 2015)

Unidetified Man - Dissociative Identity (lp; 2015)

Pamiętacie horror „Coś” (w oryginale „The Thing”; reżyseria John Carpenter; Stany Zjednoczone; rok 1982)? Od zawsze bałem się przedstawionego w nim świata i tego, jak arktyczny chłód łączy się tam z niepewnością każdego kroku. Nie jestem też odosobnionym przykładem widza, u którego sceny z tego filmu wywołują niemal paniczny strach, połączony jednak z nutą fascynacji. Te wszystkie organiczne przekształcenia, wielość form, wcielony w „coś” strach… Podobny w wyrazie jest debiutancki longplay Unidentified Man – jednoosobowego projektu minimal synth / cold wave z Belgii.

Niezidentyfikowany człowiek... Unidetified Man podczas koncertu (źródło: Facebook)
Niezidentyfikowany człowiek… Unidetified Man podczas koncertu (źródło: Facebook)

Odpowiedzialny za ten projekt Jurgen De Winter (świetne pseudo!) wydał już pod egidą Unidentified Man ośmioutworowy album Remedy For Melancholy (marzec 2014) zapisując się w pamięci słuchaczy muzyką zimną, minimalistyczną i bezkompromisową w powoływanym „klimacie”. W przypadku najnowszej płyty jest podobnie, ale… Znacznie obszerniej, bądź nawet (można odnieść takie wrażenie) zbyt obszernie. Dissociative Identity zawiera aż czternaście kompozycji, czyli prawie pięćdziesiąt minut ujednoliconej nastrojowo – ale nie aranżacyjnie – muzyki. Trzeba jednak wziąć pod uwagę jakość zamieszczonych tu brzmień, wtedy rozmiar przestanie budzić podejrzenie, a nawet stanie się formą prowokującą dość niezwykłą podróż… W rejony muzycznej Arktyki (dodajmy: nie ma na Dissociative Identity „wypełniaczy nastroju”, choć zdarzają się momenty nieco słabsze).

Dwa żywioły dominują we wnętrzu tej płyty: zimny, beznamiętny i rytmiczny automatyzm, podkreślony wokalem Jurgena (tak właśnie brzmi większość pomieszczonych na Dissociative Identity utworów), oraz instrumentalne syntezatorowe pasaże – równie chłodne i minimalistyczne w wyrazie (wśród nich można właśnie odnaleźć wspomniane słabsze momenty albumu). Elementami ubarwiającymi całość są zaś dwie kompozycje, w których swojego niezwykłego głosu użyczyła Kriistal Ann – nieco sentymentalna (a nawet parodystyczna) ballada „Baby Tonight”, oraz najlepszy fragment płyty – cudownie wzniosły, ciemny i fatalistyczny w nastroju cover klasycznej kompozycji Absolute Body Control, „Melting Away”. Tym utworem jestem bezgranicznie urzeczony.

https://soundcloud.com/unidentified-man-official/absolute-body-control-melting-away-unidentified-man-kriistal-ann-cover

Dissociative Identity jest więc próbą (miejscami nieco amorficzną) połączenia trzech sposobów interpretacji gatunku minimal synth nadającą mu zdecydowanie ciemny odcień. Album brzmi niczym „nieociosane” nagrania syntezatorowych pionierów z lat z początku osiemdziesiątych – i dzięki temu właśnie jest godny polecenia. Dziś tak już się nie gra, bądź też – dopiero zaczyna się tak grać.

Szymon Gołąb

Album w wersji cyfrowej do nabycia na stronie Unidentified Man w serwisie Bandcamp. Wersja fizyczna (kaseta magnetofonowa o limitowanym nakładzie stu egzemplarzy) ukaże się 17 października, przy okazji Record Store Day, i będzie dostępna za pośrednictwem strony wytwórni Wool-E Tapes.

Unidentified Man – Facebook

Unidentified Man – SoundCloud / SoundCloud (profil alternatywny)

Google Translate

CZERŃ, CHŁÓD, SYNTH / Luminance: Sans Visage

Luminance: Sans Visage (LP; Die Blinden Records; Belgia; 1 października 2015)

Luminance - Sans Visage (lp; 2015)

Znana rodzimym słuchaczom (chociażby z zeszłorocznego występu na wrocławskim festiwalu Return To The Batcave) belgijska grupa Luminance nie tylko „trzyma formę”, ale i wciąż podnosi muzyczną poprzeczkę. Najnowszy longplay tego zespołu zawiera dziewięć utworów oferujących chyba niespotykaną dotąd w nowoczesnej muzyce miksturę brzmień cold wave i synth pop. Już poprzedzający długogrającą płytę split Luminance i Psyche zapowiadał latem tego roku, jak znakomitego nastroju należało się spodziewać:

W obszernej dyskografii Luminance album Sans Visage jest wydawnictwem szczególnie dojrzałym, znakomicie brzmiącym i różnorodnym pod względem nastroju. We wnętrzu Sans Visage można znaleźć niemal cały przekrój nowej „muzyki chłodu” i to w nader interesujących aranżacjach – poszczególne utwory z tej płyty spodobają się zarówno zwolennikom syntezatorowego ascetyzmu spod znaku nagrań Blok 57 (kompozycja „No Second Act”); potęgi brzmienia Depeche Mode – zwłaszcza z Playing the Angel – (znakomity „Conjure the Spell”, przypominający siłę wyrazu „Nothing’s Impossible” ze wspomnianego krążka Depeche Mode); melodyjnego synth popu („Left Out” z tekstem i wokalem Darrina C. Hussa z grupy Psyche); czy wreszcie nowoczesnej odmiany minimal wave („The Grey”, The Perfect Blend”, oraz finalny – zaśpiewany po francusku – „Hymne au Sang”). Ten eliminujący monotonię rozrzut stylistyczny połączony jest na Sans Visage w spoistą nastrojowo całość – a to, między innymi, dzięki doskonałemu, nieco na tej płycie „obłąkańczemu” i pełnemu melancholii głosowi wokalisty.

Luminance (źródło: Facebook)
Luminance (źródło: Facebook)

Wspaniały album! Czarny, chłodny, nastrojowy i po mistrzowsku łączący brzmienia gitarowe z elektronicznymi. Faworyzuję utwór „Conjure the Spell” – pozostaje on w pamięci na długo, niemal jak doskonale „to, co najważniejsze” puentujący „Ghosteps” z repertuaru Bat Nouveau.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta winylowa) do nabycia za pośrednictwem serwisu Discogs; wersja cyfrowa dostępna na stronie zespołu w serwisie Bandcamp.

Luminance – Facebook

Luminance – SoundCloud

Google Translate

PRZED PREMIERĄ / Molly Nilsson: Zenith

Molly Nilsson: Zenith (LP; Dark Skies Association / Night School Records; Niemcy; 23 października 2015)

Molly Nilsson - Zenith (lp; 2015)

Najnowszy szósty longplay w dyskografii Molly Nilsson, artystki pochodzącej ze Szwecji – ale twórczo związanej z berlińskim renesansem nowej fali – miał ukazać się dwudziestego piątego września; ostatecznie jednak premierę albumu Zenith przesunięto na drugą połowę października… Wydaje się to być uzasadnionym zabiegiem – środek jesieni to czas, w którym spotykają się dwa światy: wspomnienie i tęsknota za latem, oraz zapowiedź i obawa przed zimą. Podobny dualizm wyróżnia muzykę Molly Nilsson – szczególnie zaś słyszalny jest on we wnętrzu jej najnowszego wydawnictwa.

Zenith to piękna płyta; wypełniona poezją, nastrojowa, a zarazen nie pozbawiona elementów tanecznych, a nawet przebojowych – jak chociażby zapowiadający ten krążek utwór „1995”. Wśród trzynastu pomieszczonych tu kompozycji wspomniana przebojowość zdecydowanie wiedzie prym, jest ona jednak mistrzowsko – i w proporcjach właściwym chyba wyłącznie tej berlińskiej artystce – połączona z zimno falową melancholią. Reinterpretacja wzorców elektronicznej odmiany cold wave lat osiemdziesiątych w wykonaniu Molly Nilsson nie ma sobie równych, a to głównie dzięki wyobraźni twórczej ukierunkowanej w stronę niemożliwych wręcz stylistycznych fuzji. Zenith to „cold fusion” w najczystszej postaci! W otwierającym album utworze „The Only Planet” pojawiają się chociażby nawiązania do stylistyki… Reggae. Co więcej – powracają one jeszcze w kilku kolejnych odsłonach tej wspaniałej płyty.

Molly Nilsson (źródło: Facebook / fot. Chris Filippini)
Molly Nilsson (źródło: Facebook / fot. Chris Filippini)

Tradycją powołaną przez Molly Nilsson jest także łączenie instrumentarium elektronicznego z akustycznym – beat i synth towarzyszą na jej płytach brzmieniom, między innymi, akustycznej gitary i cymbałów. Podobnie, lecz chyba najbardziej jak dotąd wyraziście, fuzję tę słychać na najnowszy krążku – co sprawia, że obcujemy z muzyką o nader kameralnym wyrazie, jednak nie pozbawioną zimno falowej zwartości i siły oddziaływania.

Molly Nilsson (źródło: Facebook / fot. Rasa Juskeviciute)
Molly Nilsson (źródło: Facebook / fot. Rasa Juskeviciute)

Zenith nie ma zbędnych momentów, muzycznych „wypełniaczy”. Nawet krótkie (niespełna dwuminutowe) interludia albumu – jak „Titanic” i „Bus 194 (All There Is)” – stanowią swego rodzaju arcydzieła sztuki umieszczania potężnego ładunku emocjonalnego w krańcowo zwartej formie. Jestem zachwycony!

Warto pozwolić, aby jesień dalej rozwijała swe chłodne czary, przede wszystkim po to, aby były one tłem dla tej niezwykłej płyty.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta winylowa i CD) będzie dostępny w sklepach internetowych wytwórni Dark Skies Association, oraz Night School Records.

Molly Nilsson / Dark Skies Association – oficjalna strona / SoundCloud / YouTube

Molly Nilsson – Facebook 

Google Translate

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑