GOTYCKI CHŁÓD / Tearful Moon: Evocation

Tearful Moon: Evocation (LP; In Club Records; Stany Zjednoczone; 30 grudnia 2017)

Od zawsze wydawało mi się, że „muzyka chłodu”, cold wave, i rock gotycki to spokrewnione ze sobą stylistyki. Niestety, coraz rzadziej we współczesnej muzyce można odnaleźć to pokrewieństwo, które niegdyś tak dobrze współbrzmiało chociażby w nagraniach The Sound czy Modern English. Dlatego więc warto posłuchać albumu Evocation. To jeden z niewielu wyjątków nowego „gotyckiego chłodu” – i to już od pierwszego utworu.  Continue reading „GOTYCKI CHŁÓD / Tearful Moon: Evocation”

Reklamy

JESTEM CIENIEM / Iamtheshadow: All Our Demons

Iamtheshadow: All Our Demons (EP; North Shadows Records; Portugalia; 7 lipca 2017)

Gotycki rock, bo do tego gatunku najbliżej nagraniom Iamtheshadow, objawił się na płycie All Our Demons jako muzyka progresywna, a przy tym naprawdę piękna i wciąż wzniośle realizująca swoje przesłanie, którym jest opowieść o ludzkiej samotności, niemożliwych uczuciach i życiu, dla którego metaforami są chłód i cień. „Każdy człowiek nosi ze sobą worek demonów” – jak powiedział kiedyś (chyba) Witkacy. Continue reading „JESTEM CIENIEM / Iamtheshadow: All Our Demons”

GOTYCKA KRYPTA / The Flatfield: manie sans délire

The Flatfield: manie sans délire (LP; Gothic Music Records; Finlandia; 7 stycznia 2017)

The Flatfield - manie sans délire (LP; 2017)

Nic nowego, a jednak chce się wracać do tej płyty. Najnowszy lonplay The Flatfield to opowieść (bądź też jej sugestia) rozpisana na dwanaście odsłon rockowego gotyckiego chłodu o dość tradycyjnych dla gatunku aranżacjach.

Czytaj więcej…

ZIMNE HARMONIE / Winter Severity Index: Human Taxonomy

Winter Severity Index: Human Taxonomy (LP; Manic Depression Records; Włochy; 17 maja 2016)

Winter Severity Index - Human Taxonomy (LP; 2016)

Paradoksalnie to właśnie ze słonecznej Italii pochodzą chyba najlepsze obecnie europejskie formacje cold wave: Ash Code, Dark Door, Schonwald, czy hipnotyczna Mushy… Muzyka Winter Severity Index wpisuje się w tę paradoksalną zasadę – ich najnowszy longplay to płyta chłodna w wyrazie i wypełniona naprawdę wysmakowanymi brzmieniami, którym bliżej do „mrocznej poezji” dark wave niż post punkowego zgiełku.

Winter Severity Index (fot. Natascia Aquilano)
Winter Severity Index (fot. Natascia Aquilano / źródło: Facebook)

Human Taxonomy jest drugim długogrającym krążkiem w dyskografii żeńskiego (w przewadze) projektu z Rzymu, obok wydanej w 2014 roku płyty Slanting Ray – albumu doskonałego (kto, spośród czynnie zainteresowanych muzyką, nie zna „killera” tej płyty, utworu „A Sudden Cold”?).

Nowa płyta zawiera siedem kompozycji rozpisanych na tradycyjnie zimno falowe brzmienie basu, stosownie dozowane instrumentarium elektroniczne, automatyczną perkusje, i – co najbardziej urzekające w muzyce Winter Severity Index – znakomity, melancholijny i przypominający klasyczne dokonania grup spod znaku 4AD, wokal Simony Ferrucci. Czegóż nie ma w jej głosie! Ile w nim odcieni czerni, tęsknoty, natchnienia i zniechęcenia! Ile przemian nastroju! Nade wszystko zaś cudowna harmonia z dźwiękami muzyki (to ważne w czasie panoszącego się wulgarnego rapunku). Chyba właśnie tajemniczy urok śpiewu Simony sprawia, że nagrania Winter Severity Index przykuwają uwagę i z powodzeniem kontynuują najpiękniejsze tradycje gotyckiego rocka.

Winter Severity Index: Human Taxonomy - płyta CD
Winter Severity Index: Human Taxonomy – płyta CD (źródło: winterseverityindex.bandcamp.com)

Faworyzuję utwory – w kolejności: „5AM”, „Drums of Affliction”, „Athlete” i „A Quiet Room”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta CD) i cyfrowej do nabycia na stronie zespołu i wytwórni Manic Depression Records w serwisie Bandcamp oraz w sklepie internetowym wydawcy. Płyta winylowa będzie dostępna w październiku.

Winter Severity Index – Facebook / SoundCloud

BELA LUGOSI IS UNDEAD / Bauhaus w Pradze – relacja Tomasza Beksińskiego

Bauhaus: koncert w Lucerna Music Bar (Praga; Czechy; 23.10.1998)

Peter Murphy i Tomasz Beksiński
Peter Murphy i Tomasz Beksiński

Dlaczego relacja z koncertu, który odbył się osiemnaście lat temu sprawia, że czuję jakbym tam był, słuchał muzyki na żywo razem z Tomaszem Beksińskim? Dlaczego zaś dziś (mimo wielu doskonałych propozycji koncertowych w nurtach: post punk, cold wave, synth pop) nie powstał ani jeden tekst pozwalający doświadczyć tego, co działo się na scenie i pod nią?

Nie wiem – być może wynika to z lenistwa, braku wiedzy i wrażliwości współczesnych „dziennikarzy” muzycznych. Narzędzia do publikacji są co prawda doskonalsze, ale nawet one nie są w pełni wykorzystywane. Brak umiejętności? Być może. Lenistwo polskich żurnalistów „położyło” wiele wspaniałych muzycznych doznań, z których sporo czytelników i słuchaczy mogłoby czerpać – i „położy” pewnie pozostałą resztę tego, co ma wydarzyć się wkrótce w sferze muzyki na żywo.

Jest też druga strona medalu – niechlujstwo i wyścig szczurów, znaki pogardy względem wysiłku muzyków i organizatorów wydarzeń. Pamiętam, jak podczas świetnej imprezy Same Old Madness (której patronowały Wave Press i Transmission / Transmisja), jakiś traktujący równą miarą dupapolo i muzykę blogasek publikował serię zdjęć z odbywających koncertów – myląc (pewnie z pośpiechu) nazwy wykonawców, a nawet klubu. Pora umierać? Chyba tak. Najpierw jednak „let’s go living in the past” – przenieśmy się (dzięki Tomaszowi Beksińskiemu) pod scenę, na którą już za chwilę wejdzie Peter Murphy…

Szymon Gołąb

„Parafrazując powiedzonko „przez żołądek do serca”, wyznać muszę, że kilka utworów muzyki rockowej i poważnej trafiło do mojego serca przez ekran. Koncert b-moll Czajkowskiego usłyszałem we włoskim gniocie Nieuchwytny morderca. The Sound Of Silence Simona i Garfunkela wzruszyło mnie do łez w Absolwencie, a Fool On The Hill poznałem dzięki telewizyjnej adaptacji jakiegoś kryminału Francisa Durbidge’a w Teatrze Kobra. Gdy w 1985 roku poszedłem do kina Skarpa na The Hunger – po polsku Zagadkę nieśmiertelności – zaistniał dla mnie Bauhaus. Dwa lata po jego rozwiązaniu! Ale lepiej późno niż wcale. Poza tym, wykorzystany w filmie utwór Bela Lugosi Is Dead opowiada przecież o aktorze grającym Draculę – wampira. A wampiry są undead – choć martwe, nadal żyją. Podobnie żył Bauhaus. Przez kolejnych 15 lat. Undead.

O reaktywacji tej słynnej grupy, poniekąd odpowiedzialnej za powstanie gotyckiego rocka, dowiedziałem się latem w Londynie, gdy Jacek „Mega Disc” Leśniewski kupił najnowszy numer „Record Collectora”. Od tamtej chwili czekałem. Byłem bowiem pewien, że charyzmatycznie niesamowity Peter Murphy wraz z kolegami wystąpi gdzieś w pobliżu. I nie omyliłem się – na wieść o praskim koncercie postanowiłem rozprawiczyć południową granicę Polski po raz pierwszy odwiedzić Czechy, państwo XIII. Století, Lemoniadowego Joe i Morgiany.

Praga jest miastem niezwykłym i fascynującym. Niestety, nie w pełni doceniłem jej walory, gdy wymięty i niedospany wypełzłem nad ranem z pociągu. Byłem wprawdzie na moście, z którego spadał do Wełtawy Jon Voight w filmie Mission Impossible, oraz widziałem dom, w którym diabeł porwał Fausta… ale oczy mnie piekły i musiałem oddać się na chwilę w objęcia Morfeusza dzięki uprzejmości przyjaciół moich przyjaciół. Dlatego po zapadnięciu zmroku, czułem się w klubie Lucerna jak ryba w wodzie – tfu! – jak wampir w trumnie. Ze stoickim spokojem i gotyckim dystansem schodziły się zewsząd dzieci nocy. Przeważał język polski. Ciekawe, dlaczego nasi organizatorzy imprez rockowych nie pomyśleli o wykorzystaniu szansy powrotu Bauhausu i nie zaprosili tej znowu żywej legendy do naszego kraju?

Lucerna Music Bar (źródło: jankuca.com)
Lucerna Music Bar w Pradze (źródło: jankuca.com)

Z tradycyjnie obowiązkowym półgodzinnym opóźnieniem zgasło światło, a dudniące rzężenie basu wypełniło nasze uszy. Potem rozsunęła się czarna kurtyna. Na stojącym na piedestale ekranie pojawiła się znajoma, nawiedzona twarz. Rozbrzmiała muzyka. Double Dare. Na scenie Daniel Ash, David Ash i Kevin Haskins. Czarno-biały Peter Murphy obecny wciąż tylko obrazem i głosem. Muzyka dudni, pulsuje, narasta. Dreszcze biegną po krzyżach jak oszalałe mrówki w rozkopanym mrowisku. Jest dobrze! Jest bardzo dobrze!

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Mistrz zmaterializował się na estradzie przy drugim utworze: In The Flat Field. Przypomniały się video kasety Archive i Shadow Of Light. Murphy nie stracił nic ze swojego dawnego wigoru i wił się po scenie niczym Święty Wit w epileptycznym tańcu. Stroboskopowe światła czyniły ten taniec jeszcze bardziej upiornym i odrealnionym. To nie był tylko koncert, to był teatr. Tragedia czy komedia, źródło jest to samo: samotność i trwoga rodzą w nas teatr – napisał kiedyś Jean Louis Barrault. To gra skazanych na śmierć. Ludzie w teatrze odtwarzają śmierć, niebezpieczeństwo, zbrodnie, choroby, lęk, samotność, grozę – ale wybielone. Zastrzykują sobie szczepionkę śmierci. Na scenę wprowadza się dżumę i przecina wrzód wszystkich władających nami czarnych sił. Doznajemy oczyszczenia.

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Dziwne rzeczy działy się z moją duszą, gdy Bauhaus wykonywał kolejne utwory: Hollow Hills (wiszące nad sceną żarówki zapalały się i gasły, gdy przechodził koło nich Peter Murphy), Boys (artysta kokieteryjnie okręcił się szalem typu boa), Dark Entries, She’s In Parties, Passion Of Lovers, Kick In The Eye… Zaskoczeniem była zupełnie obłąkana, GENIALNA wersja kompozycji Brendana Perry’ego Severance. O ile Brendan mamrotał głosem księdza zapraszającego na nieszpory, Murphy zrobił z tego utworu Dead Can Dance prawdziwie gotycki majstersztyk, a narastający gitarowy finał przypominał orgazm (i dla niektórych chyba nim był).

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Właściwy set trwał godzinę. Nagrodzeni gromkimi brawami artyści wyszli na trzy bisy. Najpierw wykonywali tylko covery: Telegram Sam, Ziggy Stardust i The Passenger (ten ostatni tchnął życie nawet w najbardziej zmumifikowanych Gotów na sali), a potem… Na specjalnym katafalku stanął świecznik, a charakterystyczny perkusyjny rytm zwiastować począł, że się na coś Lugosi. Poczułem się jak David Bowie: szukałem wokół smakowitej szyi, podczas gdy nietoperzasto wymachujący peleryną Murphy kreował na scenie Zagadkę nieśmiertelności. Bela Lugosi Is Dead. Stałem jak zahipnotyzowany i doszedłem do jednego wniosku: Peter Murphy powinien grać Drakulę. Byłby równie dobry jak Christopher Lee.

To mógł być tylko finał. Kevin Haskins wrzucił pałeczki w tłum. Zapaliły się światła. Sen? Na szczęście nie. Naprawdę byłem w Pradze. Czekał mnie 14-godzinny powrót do Warszawy. Noc w pociągu. Horror! Ale po spotkaniu z Bauhausem nawet największy horror mógł być jedynie komedią. Nie tylko ja opuściłem Lucernę jak w transie. Blisko zaprzyjaźniona Pani Doktor z Uniwersytetu Jagiellońskiego czuła się jak Catherine Deneuve. Była pod samą sceną i powiadała z wypiekami, że widziała kroplę potu spływającą po nosie Petera Murphy’ego i że był to najwspanialsza chwila w jej życiu. Jesteśmy bezradni wobec magii Bauhausu. Jak wobec hipnotyzującego spojrzenia przekrwionych oczu Księcia Ciemności. Listen to them; children of the night – zachęcał kiedyś dobrotliwie, z węgierskim akcentem, Bela Lugosi – what sweet music they make! Miał rację”.

Tomasz Beksiński

Relacja ukazała się w magazynie „Teraz Rock” 1/1999. Publikacja za stroną beksa.ovh.org, archiwizującą część dorobku piśmienniczego Tomasza Beksińskiego.

Wpis partnerski z Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) | 

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: