OBRAZY // Kung Fury: 80’s – reaktywacja

Kung Fury (film fabularny / animacja; reż. David Sandberg; Laser Unicors; Szwecja; 28 maja 2015)

Kung Fury (film; reż. David Sandberg 2015)

Zdecydowanie – ten film warto obejrzeć. Dlaczego? Oto bowiem powstał ogólnie dostępny w sieci obraz, bijący popularnością (ponad trzy miliony odsłon w ciągu jednego dnia) głupawe „filmiki” publikowane na YouTube wprost z telefonicznej „kamerki” – których jedyną treścią jest brak treści (a w ich tworzeniu celują zwłaszcza polscy „jutuberzy”, zachwycając ex post swoją „kreatywnością” także rodzimych speców od marketingu).

Oglądając Kung Fury obcujemy z filmowym sensem i wyrazistymi znaczeniami, pozbawionymi jednak natrętnego elementu „moralizatorskiego”. Łatwość odbioru połączona z dość trudną treścią to walor, jaki nie pojawia się we współczesnym kinie dość często. Jego wprowadzeniu służy tu oszczędna fabuła, nawiązująca do zasad kina akcji sprzed ponad trzydziestu lat – ukazując tym samym jak bardzo pojemny i wciąż żywotny jest ten gatunek. Treść, do której jeszcze powrócimy, jest ważna – jednak Kung Fury urzeka przede wszystkim warstwą wizualną.

Kung Fury: Haker (Leopold Nilsson) (fot. Copyright © Laser Unicorns)
Kung Fury: Haker (Leopold Nilsson) (fot. Copyright © Laser Unicorns)
Kung Fury - jeden z banerów zapowiadających film (fot. Copyright © Laser Unicorns)
Kung Fury – jeden z banerów zapowiadających film (fot. Copyright © Laser Unicorns)

Kung Fury perfekcyjnie wskrzesza i ukazuje rekwizytorium filmów „klasy B” (choć nie tylko) lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Wyścigówka Lamborghini, transformers, neonowa grafika, dinozaury z „Jurassic Park”, wczesne komputery o monochromatycznych monitorach, zabawne już dziś stroje bohaterów, wehikuł czasu, czy wreszcie świetnie wmontowana w akcję reklama bezprzewodowego telefonu sprzed lat… Klasa roku 1985 sama w sobie! Odtwórca głównej roli nie tylko wygląda jak superbohater filmowego wintażu, ale także mówi odpowiednio spreparowanym głosem, zaś za pierwiastek erotyczny odpowiadają dwie dziewczyny (obowiązkowo o kontrastującej urodzie) w strojach „prehistorycznych” wojowniczek (chociaż walk kobiet, wrestlingu, zdecydowanie w tym filmie brakuje)… OK, poznajcie moc Chevroleta 5.0 V8 Super Power. Jego potężne serce sprawia, że zawsze jestem pierwszy w sprincie od świateł do świateł – i tak niezmiennie już od prawie trzydziestu lat. Chcecie mi dorównać?

Wintaż został tu umiejętnie połączony z groteskową „poetyką snu” w rodzaju tej, jaka wypełnia obrazy dark fantasy z epoki, chociażby „Wojnę światów – następne stulecie” Piotra Szulkina (1981), czy „Armię ciemności” Sama Raimiego (1993). Ostatni z wymienionych filmów przetłumaczył niegdyś Tomasz Beksiński i chyba tylko jego talent translatorski mógłby sprawić, że dialogi z Kung Fury dobrze zabrzmiałbyby po polsku… To kino tej miary – niejako wywiedzione z ducha, którego wywołał już w latach sześćdziesiątych Monty Python.

Muzyka? Oczywiście! Kung Fury to pierwsza (i udana) próba swoistego przełożenia stylistyki retro wave / synth pop na „język” filmu. Każda niemal scena nasycona jest doskonałymi rytmami, za które odpowiadają współcześni wykonawcy tworzący we wspomnianych gatunkach: Lost Years (formacja, która niedawno zremiksowała jeden z utworów Empathy Test – duetu doskonale znanego czytelnikom Wave Press), mitch murder, czy mistrz pastiszu – David Hasselhoff. Ale? Oczywiście jest i „ale” – zamiast nieco „rozwodnionego” brzmieniowo tematu „Redlining 6th” Betamaxx, winno się we wnętrzu filmu znaleźć choćby jedno nagranie obecnego prawodawcy syntezatorowego wintażu, Toxic Razora… Ciekawy jestem opinii innych pasjonatów retro / synth wave na temat ścieżki dźwiękowej do Kung Fury – zwłaszcza, że film ten jest pierwszym znaczącym uprzystępnieniem tej sceny szerokiemu gronu odbiorców.

Wróćmy do treści. Film w zwartej postaci zawiera wreszcie opis czegoś, co współcześnie wskrzesiło się niejako „samo”, niezależnie od jakichkolwiek intencji twórczych… Widma nazizmu. Ten ponury składnik obecnej rzeczywistości pojawia się w Kung Fury nagle, niemal według zasady deus ex machina, zaś jego wizualny i psychologiczny portret został tu nad wyraz dokładnie i przemyślanie wprowadzony. Dlaczego jest to istotne? Jedną z podstawowych wartości kina, co potwierdził chociażby niemiecki „demoniczny” ekspresjonizm filmowy Roberta Wiene („Gabinet doktora Calighari”; 1920), czy Friedricha Wilhelma Murnaua („Nosferatu – symfonia groza”; 1922) jest jego szczególna wrażliwość i predylekcja do ukazywania powszechnych lęków, oraz kształtów zbiorowej nieświadomości. David Sandberg, reżyser biegły w tworzeniu krótkich form w konwencji horroru, tę specyficznie kinową wartość nie tylko zawarł w Kung Fury, ale skondensował ją tu do szeregu najistotniejszych obrazów, czyniąc czytelną dla dzisiejszego widza popędzanego (szczególnie w internecie) nadmiarem informacji.

Przykłady? To chociażby kadr ze zbliżeniem twarzy Kungführera (filmowego odpowiednika wodza nazistów) wprost nawiązujący do opisu wizualnych przejawów osobowości nekrofilitycznej w klasycznej książce Ericha Fromma „Anatomia ludzkiej destrukcyjności”; to dosadne w znaczeniu połączenie jego mównicy z karabinem maszynowym; to wskazanie na zdolność do adaptacji zawartą w toksycznych ideologiach (esesmani mówią w tym filmie po szwedzku, w ojczystym języku reżysera); to wreszcie zwrócenie uwagi na „reaktywny”, odradzający się charakter zła… Tego rodzaju krótkie „komunikaty wizualne”, jakimi operuje Sandberg, czynią z Kung Fury niemal arcydzieło aktualności – dystansujące rozwlekłą (i przyznajmy to, niepotrzebnie jątrzącą) martyrologię, znaną chociażby z najnowszych polskich produkcji „kina wojennego”. Kung Fury nie tylko więc bawi, ale i poucza. Polecam ten film, także widzom nie będącym fanami brzmień retro / synth wave.

Szymon Gołąb

Soundtrack z filmu Kung Fury do nabycia w wersji elektronicznej (mp3) w sklepie internetowym iTunes.

Kung Fury – oficjalna strona

Kung Fury – Facebook / Google+ / Instagram / Twitter

Google Translate - logo

CAŁY TEN ZGIEŁK / Future: Horizons

Future: Horizons (LP; Requiem Pour Un Twister; Francja; 25 maja 2015)

Future - Horizons (lp; 2015)

Doskonała płyta! Najnowszy krążek francuskiego tria Future zawiera muzykę o intensywnym, ciemnym, a zarazem przebojowym wyrazie. Jest to też jedna z najlepszych propozycji chłodnego i transowego brzmienia na współczesnej scenie cold wave / post punk / goth gaze.

„Goth gaze”? Tak, element „– gaze” zdecydowanie dominuje na tej płycie, pełnej zgiełku gitar elektrycznych (o niekiedy zaskakująco progresywnej ekspresji) przebitych mocnym rytmem automatu perkusyjnego i znakomitym męskim wokalem. Połączenie tych składników wyzwoliło chłodną muzyczną energię o nieporównywalnej potędze wyrazu, która zresztą obecna jest w nagraniach Future od czasu świetnej epki Abyss z 2013 roku.

Future (fot. Copyright © Arthur Weed)
Future (fot. Copyright © Arthur Weed)

Horizons to czwarte wydawnictwo w dyskografii Future, a zarazem jedyne dotąd w formacie longplay. Płyta, którą zapowiadał na początku roku singiel Side Effects, zawiera dziesięć kompozycji – w tym wspomniany utwór singlowy, oraz nieco odmiennie (dodajmy: znacznie lepiej, bardziej dynamicznie) zagrany killer epki Abyss, zimny i transowy utwór „Colors”. Poczucie mocy, czy też wrażenie obcowania z nieskrępowanym i potężnym żywiołem dźwięku są podstawowymi doznaniami w kontakcie z Horizons; o muzycznym kunszcie Francuzów może zaś świadczyć intensyfikacja tej energii, jaka dokonała się na nowym krążku względem i tak głośnej, oraz dynamicznej epki Abyss. Posłuchajcie przemiany w brzmieniu „Colors” – jest ona znamienna dla stylistyki, jaką obecnie prezentuje Future – oto pierwotna wersja tego utworu:

…i jego najnowsza interpretacja:

Okazuje się, że ten znakomity temat można było zagrać jeszcze doskonalej. „Colors” jest niejako kluczem do całej płyty, zawiera w sobie jej podstawowe – wspomniane już – wyróżniki. Aby jednak całość nie była zbyt monotonna, w kolejnych utworach znaleźć można liczne zmiany tempa (celują w tym: kompozycja „Stay”, a także – najlepsza na płycie – „Again” i wygłosowa „Space Hole”), różnorodne odcienie automatycznego rytmu, eksperymenty wokalne, oraz progresywne riffy gitar.

Future - Horizons (płyta winylowa)
Future – Horizons (płyta winylowa)

Album Horizons spodoba się wszystkim zwolennikom brzmień spod znaku All Your Sisters (koncertowy występ tej grupy w Polsce był podobno bardzo dobrze przyjęty), oraz Ash Code – stanowiąc pierwszoplanowe dokonanie nowoczesnej odmiany zimnej fali.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta winylowa, oraz CD) do nabycia w sklepie internetowym Requiem Pour Un Twister.

Future – oficjalna strona

Future – Facebook

Future – Twitter

Google Translate - logo

PREMIERA WAVE PRESS / Excuses: You do

Excuses: You do (singiel; Stany Zjednoczone; 28 maja 2015)

Excuses - Excuses (ep; 2012)
Excuses – okładka debiutu ep (2012)

Utwór „You do”, który zapowiada mającą ukazać się pod koniec lata nową epkę Excuses, przynosi interesującą zmianę stylistyki charakteryzującej dotąd brzmienia łączone z tym projektem.

Twórca Excuses, Matthew Rowe – muzyk pochodzący z Reno w Newadzie (Stany Zjednoczone) – porzuca styl, w którym zapewnił sobie popularność i rozpoznawalność wśród słuchaczy. Po sukcesach na niezależnej scenie, mierzonych chociażby ilością przesłuchań jego utworów w serwisie SoundCloud i debiutanckiej epce wydanej w 2012 roku w znanej wówczas wytwórni Function Operate, Excuses zapowiada wydawnictwo, na którym nie znajdziemy już tradycyjnego brzmienia cold wave, złożonego z rytmu automatycznej perkusji i nieco „noisowych” w wyrazie gitar. Przemianie uległa także metoda wokalna Rowe’a, który zrezygnował najwidoczniej z inspirowania się głosem wokalisty Joy Division. Znamienne jest także to, że przygotowując się do tych przemian, Excuses zniknął z przestrzeni mediów społecznościowych – nieco podobnie jak polska twórczyni electro / synth wave, FOQL. Czy więc „format”, wyznaczany przede wszystkim przez Facebooka, zaczyna „przeszkadzać” artystom?

Matthew Richard Rowe (Excuses)
Matthew Richard Rowe (Excuses)

Matthew Rowe nie zdradza jeszcze tytułu nowej płyty, ani nawet jej oprawy graficznej. Wystarczyć ma sama muzyka – surowa w wyrazie i nie poddana żadnym zabiegom oczyszczającym brzmienie. Kompozycja „You do” to czysty syntezatorowy minimalizm, silnie – niemal tanecznie – zrytmizowany. Taneczność i odwołanie do stylu new wave (obecne już w niektórych utworach Rowe’a) – czy to próba świadomej ironii? Zdecydowanym wyróżnikiem utworu jest zaś jego interesujące „uprzestrzennienie” w finale. Nowe wcielenie Excuses zapowiada się dobrze, jeśli nie doskonale! Czekam na tę płytę.

Szymon Gołąb

Google Translate - logo

TAK SIĘ SKŁADA / Wavecore 4

Wavecore 4 (kompilacja; Anywave Records; Francja; 23 maja 2015)

Wavecore 4 - kompilacja; 2015

W ostatnim czasie, chyba jak żadnego roku w krótkiej historii zimno falowego „odrodzenia”, ukazało się – bądź zostało zapowiedzianych – multum znakomitych kompilacji: interesująca Planète Hurlante (Lentonia Records; 26 maja), najlepsza pod względem repertuarowym Synesthesia (Medical Records; 11 czerwca), nieco rozczarowująca Unforgotten Rhymes – A Tribute To Psyche (Radio Body Music; 23 maja), oraz doskonała – choć zbyt przewidywalna – Plastical Jewels (Oraculo Records; 1 lipca). Pomimo tak dużej „konkurencji” zdecydowanie wyróżnia się skladanka Wavecore 4 francuskiej wytwórni Any Wave. Dlaczego wybrałem akurat to wydawnictwo?

Cyfra „4” oznacza kolejną odsłonę cyklu kompilacji publikowanych przez wspomniany paryski label już od 2013 roku. Dość wspomnieć, że to właśnie we wnętrzach składanek Wavecore odnalazły swoje miejsce utwory pierwszoplanowych wykonawców współczesnych nurtów cold / minimal / synth wave: Luminance, L’Avenir, Mynationshit, Déficit Budgétaire, Ferdinanda Cärclasha, Selofan, Minuit Machine, Factice Factory… Postulat aktualności, oraz rozpoznawalności kompilacje Wavecore spełniają więc od początku swojego zaistnienia. Ważne jest także to, iż obok muzyków uznanych znajdują się tu zawsze licznie reprezentowani debiutanci, prezentujący utwory o zaskakująco wysokim poziomie wykonawczym. Tę zasadę wykorzystuje również najnowsza czwarta część cyklu Wavecore.

W tym obszernym wydawnictwie (dwadzieścia kompozycji) znajdziemy czołówkę nowoczesnej zimnej fali: Shad Shadows (odmienne stylistycznie wcielenie włoskiego duetu Schonwald), Winter Severity Index, Lust Era, oraz HØRD – w otoczeniu wielu mniej znanych (zwłaszcza w Polsce) projektów muzycznych, wśród których zdecydowanie wyróżnia się nieco „demonicznie” brzmiąca Heather Celeste. Jednak tym, czym naprawdę urzeka Wavecore 4 jest nieporównywalny nastrój wynikający z głęboko przemyślanego, oraz nacechowanego niezwykłą wrażliwością, złożenia poszczególnych utworów w spoiście brzmiącą całość.

Wavecore 2 (2013) - minimalizm szaty graficznej wydawnictw z serii Wavecore jest także jednym z ich wyróżników.
Wavecore 2 (2013) – minimalizm szaty graficznej wydawnictw z serii Wavecore jest także jednym z ich wyróżników.

Jedną z funkcji muzyki jest wyzwalanie nastroju. Kompozycje muzyczne – obok wartości, jakie przedstawiają brzmiąc osobno, „samoistnie” – mogą stać się składnikami świadomego zestawienia, „seansu” – wtedy budowany przez nie nastrój zostaje zwielokrotniony. Wiedzieli o tym chociażby dawni mistrzowie eteru, tworząc swoje audycje według wyraźnego znaczeniowego i intuicyjnego „klucza” – tak, iż powołana została nastrojowość, jaką wielu słuchaczy pamięta często przez całe życie. Pamięć muzyczna jest bowiem chyba najtrwalsza.

To właśnie jest sednem czaru najnowszej odsłony Wavecore, najprawdziwszego seansu magicznego: nastrój prowadzący do przeżywania muzyki, niczym własnego życia; nastrój, który głęboko zapada w pamięć. Jest też możliwe, iż to mi się jedynie wydaje – każdy zabieg magiczny zawiera w sobie odrobinę iluzji.

Szymon Gołąb

Anywave Records – oficjalna strona

Anywave Records – Facebook

Anywave Compilations – Facebook

Google Translate - logo

„WIELOMÓWNY MROK” / Zdzisław Beksiński: „Opowiadania”

Zdzisław Beksiński: „Opowiadania” (Wydawnictwo Bosz – wersja drukowana / Virtualo – wersja e-book; Olszanica / Warszawa; maj 2015)

Zdzisław Beksiński - Opowiadania (książka / e-book 2015)

Kilkanaście dni temu odbyła się premiera „Opowiadań”, które Zdzisław Beksiński napisał w latach 1963 – 64. Warto sięgnąć po tę lekturę, zaś obcowanie z tekstami sanockiego wizjonera w wersji elektronicznej najbliższe jest chyba intencjom ich twórcy, szczególnie chętnie korzystającego z wszelkich odmian nowoczesnej techniki. Przypomnijmy – Beksiński jest chociażby jednym z prawodawców artystycznej grafiki komputerowej w Polsce, i to właśnie jemu należy zawdzięczać wprowadzenie tej dziedziny twórczej na poziom prawdziwej i wymownej sztuki.

Zdzisław Beksiński we wnętrzu warszawskiej pracowni (około roku 2005)
Zdzisław Beksiński we wnętrzu warszawskiej pracowni (około roku 2005)

E-book zawiera dwadzieścia pięć tekstów, z których przynajmniej część można odnaleźć w sieci – dlaczego jednak należy wybrać ich nowe, poddane edycji, wydanie? Proza Zdzisława Beksińskiego to wytrawna, choć ciężka lektura. Autor ze swobodą poety obchodził się z tradycyjnymi normami składniowymi – tak, iż choć konstrukcja zdań wyszłych spod pióra Beksińskiego urzeka klarownością, to z całkowitą nonszalancją potraktowana została chociażby zasada podziału tekstu na akapity. „Strumień świadomości” w interpretacji sanockiego artysty ma wyraziste konsekwencje znaczeniowe, podąża za kształtami „wielomównego mroku” (opowiadania obfitują w doskonałe metafory!), jednak zdecydowanie zaburza postulat komunikatywności, czyniąc niestety większość dostępnych w internecie utworów, nieczytelnymi. Obcowanie z edytowaną wersją „Opowiadań” sprawia zaś czytelnikowi prawdziwą przyjemność – oto bowiem przed jego oczami otwiera się nie tylko dokument pewnego typu wyobraźni, czy metody twórczej, ale także wspaniała wizyjna literatura w najlepszej z możliwych postaci.

Zdzisław Beksiński w swojej pierwszej pracowni w Sanoku (około roku 1962)
Zdzisław Beksiński w swojej pierwszej pracowni w Sanoku (około roku 1962)

Wielu artystów sztuk wizualnych próbuje pisarstwa, niewielu jednak wykracza w tych próbach poza poziom eksperymentu, przelotnego flirtu z inną dziedziną ekspresji. Zdzisław Beksiński powołał natomiast literaturę sensu stricto, którą od większości dzisiejszych „produkcji słownych” odróżnia chociażby fakt, iż przenosi ona swoje znaczenia poza ramy czasu w jakim powstała – a nawet tego, w którym aktualnie ją odczytujemy. Obok więc potencjału zdolnego wyzwolić czytelniczą przyjemność, opowiadania malarza z Sanoka zawierają pewien element zasadniczy, dzięki któremu są wartościowym i suwerennym nurtem jego dzieła – przynoszą mianowicie artystycznie ujętą wiedzę i naukę. Spełniają tym samym odwieczną zasadę literatury, docere, według której ma ona „nauczać”, bądź „pouczać”.

Zdzisław Beksiński - fragment maszynopisu opowiadania
Zdzisław Beksiński – fragment maszynopisu opowiadania „Plac egzekucji” (fot. Copyright © Muzeum Historyczne w Sanoku)

O czym naucza Zdzisław Beksiński? Przede wszystkim o destrukcyjnym znaczeniu przywiązania do pozorów, szkodliwości poddańczego hołdowania różnorodnym aberracjom w widzeniu i pojmowaniu dookolnego świata. Piętnuje wielorakie formy popularnej obecnie „psychologii wpływu”, przekształcone w jego tekstach w trwałe kalectwo intelektualne bezimiennych bohaterów („everymanów” – zgodnie z metodą Kafki i Orwella). Pod tym względem doskonały jest, pomieszczony w e-booku, trzyczęściowy cykl literackich obrazów wojny, zatytułowany „Kronikarz wydarzeń”. Beksiński mówi też o czarnej, czy wręcz piekielnej (wprost i bez eufemizowania) mocy propagandy, z zadziwiającą aktualnością łącząc ten ponury fenomen współczesności z technikami stosowanymi w marketingu, czy „psychologii reklamy”. Jeśli czytelnikiem „Opowiadań” będzie ktoś odczuwający przesyt owych technik w życiu codziennym, zwłaszcza zaś w „przestrzeni medialnej”, to w pierwszym rzędzie winien on sięgnąć po znakomity tekst „Bakterie”.

W tym niezwykłym opowiadaniu Beksiński wnikliwie i z plastyczną dosadnością sportretował proces powstawania buntu i emocjonalnego sprzeciwu względem wszechobecnej współcześnie „bladze” (Gombrowiczowskie nawiązania w prozie malarza są nader wyraźne), ustanawiają jednocześnie – i prowokacyjnie – nienawiść jako konsekwencję życia wśród zakłamania, ale i ostateczną instancję człowieczeństwa prowadzącą do wyzwolenia spod wpływu wielokierunkowej manipulacji. „Bakterie” to doskonała proza, pozwalająca chociażby zrozumieć procesy emocjonalne prowadzące do powstania popularnego obecnie w internecie „hejtu”. Przykładów tego rodzaju aktualności jest w „Opowiadaniach” zdecydowanie więcej.

Zdzisław Beksiński - autoportret w czapce milicjanta (lata sześćdziesiąte)
Zdzisław Beksiński – autoportret w czapce milicjanta (lata sześćdziesiąte)

Teksty Zdzisława Beksińskiego stanowią też swego rodzaju „szkicownik mistrza” – jego metody pisarskie są bowiem niejednokrotnie zbieżne z technikami, które stosował w sztukach wizualnych. Należy też dodać, że w przypadku niektórych opowiadań, literatura wprost wyprzedza i zapowiada wizje malarstwa. Beksiński pisał na długo przed popularnym „okresem fantastycznym” swojej twórczości, zaś potencjał obrazotwórczy zawarty we fragmentach prozatorskich (zwłaszcza opowiadania: „Na końcu ogrodu”, „Wilki”, Plac egzekucji”, „Śnieg”, czy wreszcie „Kobieta z portretu”) tę feerię mrocznej wyobraźni wyraźnie antycypuje, unaoczniając jej podstawowe składniki i formy. Lektura „Opowiadań” wskazać może także głębszą zbieżność pomiędzy literaturą i malarstwem Zdzisława Beksińskiego.

Katedra - jeden ze stałych rekwizytów malarstwa Zdzisława Beksińskiego (obraz olejny z 1983 roku)
Katedra – jeden z rekwizytów malarstwa Zdzisława Beksińskiego (obraz olejny z 1983 roku)

W opublikowanej wkrótce po śmierci artysty korespondencji mailowej, jaką Beksiński prowadził z jedną ze znanych wówczas dziennikarek, pojawia się wątek metody twórczej mistrza – a mianowicie komponowania obrazów zgodnie z zasadą „wieszaka”. Tak malarz określił stałe elementy swoich przedstawień: katedrę, krzyż, oraz szkielet. Zgodnie z jego słowami, przywołanymi w jednym z maili, sposób wizualnego ujęcia tych składników miał odwoływać się do ich funkcjonowania w powszechnej świadomości – jako obrazów lęku, czci, wzniosłości, czy obrzydzenia… Uważny czytelnik dostrzeże w „Opowiadaniach” podobną, zastosowaną niezwykle kunsztownie, metodę. Rolę „wieszaków” w tekstach „Centrala snów” i wspomnianym już tryptyku „Kronikarz wydarzeń” spełniają powszechnie używane (przynajmniej w polszczyźnie drugiej połowy XX wieku) stałe związki frazeologiczne – „ołowiana głowa” i zwrot „śnić czyjeś sny”.

Kości jako forma architektoniczna na obrazie Zdzisława Beksińskiego z 1981 roku.
Kości jako forma architektoniczna na obrazie Zdzisława Beksińskiego z 1981 roku.

Podobnych zbieżności „metodologicznych” na linii literatura – malarstwo można znaleźć dużo więcej; to chociażby sprawia, że lektura „Opowiadań” jest obowiązkowa dla każdego, kogo fascynuje tajemnica dzieła Zdzisława Beksińskiego – jego niesłabnąca popularność (mimo przywoływania treści trudnych), oraz stała aktualność, czy wręcz metafizyczny i ponadczasowy walor talentu, którym dysponował sanocki wizjoner.

Szymon Gołąb

Zdzisław Beksiński: „Opowiadania” w wersji elektronicznej (e-book) do nabycia w sklepie internetowym Virtualo.

Fotografie portretowe, oraz zdjęcia obrazów pochodzą ze strony Zdzisława Beksińskiego na portalu VKontakte.

Zdzisław Beksiński – Facebook / YouTube (kanał Andy’ego Tesznera)

CZTERY E-BOOKI ZDZISŁAW BEKSIŃSKI: „OPOWIADANIA” DO WYGRANIA W KONKURSIE VIRTUALO.

  • Aby wziąć udział w konkursie proszę skomentować ten wpis za pomocą umieszczonej poniżej skrzynki komentarzy Facebooka – z użyciem funkcji „opublikuj także na Facebooku” („Also post on Facebook„).

  • Autorom najciekawszych komentarzy odpowiem z prośbą o wysłanie wiadomości na mój adres e-mail.

  • W odpowiedzi na wiadomość otrzymają Państwo bezpłatny kod do pobrania e-booka ze strony internetowej dystrybutora tego wydawnictwa, firmy Virtualo.

  • Konkurs trwa do poniedziałku, 25 maja 2015 włącznie.

Google Translate - logo

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑