NIEREALNA NADZIEJA / Red Painted Red: Hey Dum Dum

Red Painted Red: Hey Dum Dum (Wrotycz Records; Wielka Brytania; 27 marca 2015)

Red Painted Red - Hey Dum Dum (lp; 2015)

Zawrzało ostatnio na scenie trip hop / ethereal / darkwave. Koniec marca przyniósł premiery trzech znakomitych płyt: niemal zimno falowej Dance And Cry duńskiego duetu Darkness Falls; mistycznej i transowej Wound Theory. Act I: Ghost ukraińskiego Sorrow Leads To Salvation; oraz najbardziej tajemniczego chyba z tego tryptyku krążka – Hey Dum Dum brytyjskiej formacji Red Painted Red. Czy te nazwy i tytuły mówią coś rodzimemu słuchaczowi? Pora, aby zaczęły. Na początek więc wsłuchajmy się w najnowszy album Brytyjczyków z Red Painted Red.

Ten pochodzący z Manchesteru duet ma w swojej dyskografii trzy płyty rozmiaru longplay: Colours Boxset (2009), I Am Nothing (2011), oraz najnowszą, wydaną przez polski label Wrotycz Records – Hey Dum Dum. Na ostatnim albumie znalazło się dziewięć kompozycji o nader niesamowitej atmosferze, przywodzącej na myśl najlepsze dokonania początków nurtu trip hop, firmowanych przez wykonawców wytwórni 4AD. Muzyka Red Painted Red spodoba się więc na pewno wszystkim, którzy tęsknią do tego właśnie nastroju, reprezentowanego chociażby przez wczesne wydawnictwa His Name Is Alive. Dawka tajemniczości i delikatnej zaświatowej aury zawarta na krążku Hey Dum Dum jest wprost nieporównywalna i urzekająca.

Red Painted Red - Hey Dum Dum (płyta CD)
Red Painted Red – Hey Dum Dum (płyta CD)

Klucz do tej płyty to subtelność, obecna tu głównie za sprawą eterycznych melorecytacji w wykonaniu Yew – wokalistki obdarzonej nader zwiewnym, niemal „anielskim” (kwintesencja gatunku ethereal), oraz powabnym – miejscami w niemal „koci” sposób – głosem. Żeńska melorecytacja to podstawowy żywioł Hey Dum Dum; na tym krążku śpiew pojawia się jedynie w utworze wygłosowym (i jednym z najlepszych) – „Another Day”. Yew jest także autorką tekstów większości kompozycji, opowiadających o „życiu wewnętrznym” i duchowym wymiarze zdarzeń codzienności (także tej cielesnej i specyficznie kobiecej), co doskonale współgra z muzyką ilustrującą opowieści Red Painted Red. Jaka to muzyka?

Hey Dum Dum, obok klasycznego trip hopowego zrytmizowania, sprawia wrażenie albumu nader bogatego aranżacyjnie – również w zakresie wykorzystania tradycyjnego instrumentarium. Pojawiają się tu skrzypce (najpiękniej brzmiące w kompozycji „Rhytm of Life”), fortepian, saksofon, dzwony, oraz świetne kilkusekundowe „wejścia” przesterowanej gitary elektrycznej (chyba najbardziej wyraźny łącznik tej płyty z eteryczną muzyką spod znaku 4AD). Całość zaś opleciona jest prawdziwym arboretum delikatnych brzmień elektronicznych, odpowiedzialnych za ogromną przestrzeń zawartą w muzyce Red Painted Red. Dzięki tym wszystkim składnikom Hey Dum Dum w pełni zasługuje na miano odrealnionej podróży do wnętrza muzycznego przeżywania. Ta płyta jest wręcz doskonałym i wyraźnie podbarwionym ciemnością „tripem”.

Które utwory faworyzuję? „Late November”, „Rhytm of Life”, „I’m No Johny Cash”, „Her Hair” (zawarta w tej kompozycji magia synkopy urzeka!). Przepiękny i poruszający jest również duet w „Another Day”.

Albumu Hey Dum Dum warto słuchać po zmroku, lub z zamkniętymi oczami – wyzwoli to całe piękno i niesamowity koloryt nierealnej nadziei zawartej w jego wnętrzu.

Szymon Gołąb

Płyta dostępna jest w wersji fizycznej (CD) w sklepie internetowym Wrotycz Records.

Red Painted Red – oficjalna strona

Red Painted Red – Facebook

POZYTYWNA SIŁA BUNTU / Sierpien: Triumph

Sierpien: Triumph (EP; Rosja; 25 marca 2015)

Sierpien - Triumph (ep; 2015)

Moskiewskie trio Sierpien to swoiste zjawisko na obecnej zimno falowej scenie – nie tylko w Rosji. W muzyce tej formacji zwraca uwagę stylistyczna konsekwentność, za nic mająca sobie współczesną tendencję (a może już „modę”?), która wykonawcom nurtu post punk / cold wave podpowiada, aby tworzyć brzmienia minimalistyczne, z wyraźną ekspozycją rytmu automatycznej perkusji. Potrzeba sporej artystycznej odwagi, aby dziś grać odmiennie, sięgając po „tradycyjną” gitarową energię punka.

Sierpien wyróżnia się także innym rodzajem odwagi. Ta rosyjska grupa jest szczególnie zafascynowana polską zimną falą lat osiemdziesiątych – nie kopiując przy tym dawnych wzorców stylistycznych, ale poddając je własnej interpretacji. Ma to także znaczenie pozamuzyczne. Wbrew odgórnym nakazom, zmieniającym się – pod wpływem propagandy – w obiegowe opinie, oto rosyjski artysta jawnie przyznaje się do sympatii wobec polskiej sztuki buntu. Punks not dead – to zdanie wystarczy dla określenia postawy Sierpnia – i chyba najwyższa pora, aby ponownie zacząć wypisywać je na powstających dziś, zbyt wysokich murach. Jakie kształty muzyczne przyjęła ta pozytywna siła buntu na nowej płycie moskiewskiej grupy?

Artem Bursev (Sierpien)
Sierpien

Na epkę Triumph składają się zaledwie cztery kompozycje, to jednak wystarczy, aby zawrzeć w jej wnętrzu wyraźne (choć skondensowane) przesłanie sprzeciwu. Wszystkie utwory odnoszą się tu do polityczno-propagandowej aktualności; usłyszymy więc o: nachalnym straszeniu perspektywą wojny („Whose Triumph?”), braku miejsca dla człowieczeństwa we współczesnej „machinie wydarzeń” („Radioactive Ash”), czy wreszcie o rosyjskiej „inwazji” na Zachód („Teddy Bear”, wygłosowa i najlepsza kompozycja na płycie). Teksty utworów są po rosyjsku, a ich tytulatura jest odpowiednio – rosyjska i angielska. Sierpien wykorzystuje klasyczne rockowe instrumentarium: gitary elektryczne, oraz „żywą” perkusję. Męski wokal brzmi bardzo dobrze i w charakterystyczny sposób naturalnie. Właśnie: naturalność i prostota to żywioły albumu Triumph, a jest to zasługą nie tylko poprawnej, ale wręcz świetnej realizacji dźwiękowej, dalekiej od „garażowej” siermiężności, ale także fajerwerków realizatorskiego „profesjonalizmu”. W stosunku do poprzednich wydawnictw grupy, muzyka na najnowszej płycie zyskała także walor melodyjności – co sprawia, że utwory Sierpnia są przystępniejsze w odbiorze i sprawiają wrażenie refleksyjnych (bądź też wprost: są muzyczną refleksją w najlepszej postaci). Całości dopełnia zaś interesująca koncepcja graficzna albumu, spójna z tematyką utworów.

Jak brzmi na żywo pozytywna siła buntu w wykonaniu Sierpnia, polscy słuchacze będą mieli okazję usłyszeć w najbliższym czasie dwukrotnie: zespół wystąpi 23 kwietnia w Warszawie, oraz dwa dni później we Wrocławiu, w ramach Return To The Batcave.

Przed koncertami warto także przypomnieć, opublikowaną jakiś czas temu na łamach Wave Press, rozmowę z wokalistą Sierpnia: oto jej pierwsza i druga część.

Szymon Gołąb

Sierpien – Facebook

Sierpien – VKontakte

NIGDY WIĘCEJ WOJNY! / Kапитан Ненавидит Море: Траур

Kaпитан Ненавидит Море: Траур (EP; Muz Icona / Dark Media Group; Rosja; 25 marca 2015)

Капитан Ненавидит Море - Траур (ep; 2015)

Płyta, której słucha się z przerażeniem i przyjemnością – doznaniami podobnymi do tych, kiedy oglądając koszmary Goi odwracamy z niesmakiem wzrok, przyznając jednocześnie: jakie to prawdziwe – i przez to piękne! Album Траур, najnowsza epka rosyjskiej post punkowej formacji Kапитан Ненавидит Море, znaczną część swojej siły oddziaływania zawdzięcza właśnie sferze wizualnej – teledyskom – a więc sztuce, o której pisano, że jest jak sen, ale równie dobrze może być też koszmarem.

Капитан Ненавидит Море
Kапитан Ненавидит Море

Траур to płyta o śmierci sprowokowanej (zabójstwo) i zinstytucjonalizowanej (wojna). Ten trudny temat został potraktowany przez rosyjskich muzyków z wnikliwością psychoanalityka – przypomnijmy, że to właśnie Freud po raz pierwszy w podobny sposób podszedł do psychicznej aberracji (do której pożądanie wojny zalicza się z całą jaskrawością), upominając chorego: „nie interesuje mnie pańska symulowana paranoja, ale metoda tej symulacji”. Paranoja, w jaką dziś wpędza się każdego niemal człowieka (telewidza, internautę, czytelnika gazet, słuchacza radia…) polega na budowaniu strachu i nienawiści. Niewyważone wypowiedzi polityków i dziennikarzy (obie profesje wykonują obecnie, niestety, przeważnie przypadkowi ludzie – bez wykształcenia i powołania) są rodzajem amorficznych haseł, rzucanych w przestrzeń publiczną celem podburzenia i wzbudzania agresji. „Wszystkiemu winna jest Rosja” – to wiadomo niemal na równi z faktem, że „Polska jest krajem wielkich możliwości„. Wypowiedzi propagandowe operują wspólną symboliką, którą z czułością barometru „kataloguje” współczesna sztuka alternatywna. W jej rękach symbole tej paranoi nabierają nowych znaczeń: są wyrzutem, żalem i sprzeciwem – niczym ostatni taniec Wacława Niżyńskiego, groteskowy już i porażony chorobliwą ekspresją. Ten „cykl gestyczny” powtarza w teledysku do kompozycji „Траур” taniec pijanego esesmana – i jest to jedna z najtrafniejszych odpowiedzi sztuki na kształty, które stara się wszczepić odbiorcy dzisiejsza wojenna propaganda.

Kadr z teledysku do "Траур" (fot. Anna Fridenberg)
Kadr z teledysku do „Траур” (fot. Anna Fridenberg)

Upojenie alkoholowe, bądź narkotyczne, jest amokiem – bliskim namiętności do wojny. Teledysk do tytułowego utworu najnowszej płyty Kапитан Ненавидит Море szczególnie dobitnie ilustruje również i ten aspekt paranoicznej upojności. W tych kadrach wszystko rozgrywa się z pijackim przerysowaniem, w spowolnieniu, a jednocześnie ze straszliwą samowiedzą świata określonego przez czerń i biel. Efektu dopełnia rekwizytorium zniszczenia i śmierci: trumna, trup dziewczyny, krew, karabin maszynowy, zrujnowana świątynia i ogień. Pojawia się również alkohol i personifikacje strachu – obecne tu z dosadnością niespotykaną od czasu podobnych wizji w wideoklipie do „Fatherland” niemieckiej grupy Die Krupps.

Kadr z teledysku do "Траур" (fot. Anna Fridenberg)
Kadr z teledysku do „Траур” (fot. Anna Fridenberg)

Jaką muzykę ilustrują te obrazy? Doskonałą, mocną, wyrazistą i rytmiczną. Ekspozycja gitar i świetnego wokalu usidla, zaś aura wpisana w te brzmienia nie pozwala niemal odejść od głośników. Wszystkie pięć kompozycji pomieszczonych na epce Траур jest godnych polecenia – szczególnie odbiorcom ceniącym nastrój obecny na Floodland The Sisters Of Mercy. Po raz pierwszy chyba nie mam nic więcej do dodania – z wyjątkiem ostrzeżenia: Траур to płyta, która może „boleć”.

Szymon Gołąb

Капитан Ненавидит Море – Facebook

Капитан Ненавидит Море – VKontakte

Płyta w wersji elektronicznej (mp3 / flac) dostępna jest na stronie wytwórni Muz Icona.

SYNTH – TERMINATOR / Beatbox Machinery: A Synth Trilogy (VHS edition)

Beatbox Machinery: A Synth Trilogy (VHS edition) (kompilacja; Werkstatt Recordings; Grecja; 15 marca 2015)

Beatbox Machinery - A Synth Trilogy (VHS edition) (kompilacja; 2015)

Ta płyta spodoba ci się jeśli uważasz, że: Obcy zaatakują niedługo Ziemię (co więcej, czekasz na to!); klasyczny Chevrolet Camaro 5.7 V8 (obowiązkowo po tuningu Edelbrocka) nie ma sobie równych (bądź jesteś dużym dzieckiem i wieszasz na ścianach plakaty z Lamborghini Diablo); a najlepsze gry komputerowe powstawały circa do roku 1995… Alternatywna rzeczywistość Beatbox Machinery wciągnie cię także wtedy, gdy – po prostu – cenisz syntezatorowy wintaż w najlepszym wykonaniu. Ważne jest też, żebyś pamiętał do czego służyły kasety wideo.

Beatbox Machinery to Terminator Synthu – robot-siłacz, który gniecie, wykańcza, rozwala. Jego bronią jest klasyczny syntezator, jego energia zaś nie wyczerpie się nigdy. Na facebookowej stronie tego niezwykłego projektu czytamy o dziesięciu płytach długogrających, czterdziestu ośmiu epkach, sześciu singlach, oraz niepoliczalnej chyba ilości kompilacji, na których pojawiły się utwory Beatbox Machinery. Chyba tylko jeden człowiek na świecie (dosłownie i bez przesady) może odznaczać się podobną pasją i wytrwałością w tworzeniu muzyki (doskonałej, dodajmy) – Toxic Razor. To postać znana już czytelnikom Wave Press, chociażby z projektów Paradox Obscur i Geometry Combat, oraz jako spiritus movens wytwórni Werkstatt Recordings. Kompilacja A Synth Trilogy Beatbox Machinery (a więc jednoosobowego projektu powołanego przez Toxic Razora w 2010 roku) jest właśnie rocznicowym, dwusetnym wydawnictwem tego labelu.

Toxic Razor (Beatbox Machinery) fot. Giannis Katsaras
Toxic Razor (Beatbox Machinery) fot. Giannis Katsaras

Wydawnictwo to ma niezwykle kunsztowną i interesującą formę: we wnętrzu pudełka stylizowanego na opakowanie kasety VHS (stąd nazwa całości – „VHS edition”) pomieszczono sześć płyt CD, dwie kasety magnetofonowe, oraz różnego rodzaju „gadżeciarskie” bonusy, którymi można udekorować swój „ołtarzyk” lat osiemdziesiątych – a więc po prostu własną półkę z kasetami i resorakami Matchboxa (obowiązkowo kupowanymi w Pewexie, bo Baltona to już nie był „ten klimat”) – którą chyba każdy szanujący się miłośnik klimatów a’la 80’s powinien mieć w pokoju. Gdy już się tym wszystkim nacieszymy, pora na jeszcze większą frajdę – czysto już muzyczną.

Beatbox Machinery - A Synth Trilogy (VHS edition) - zawartość "boxu"
Beatbox Machinery – A Synth Trilogy (VHS edition) – zawartość „boxu”

A Synth Trilogy to pięćdziesiąt jeden kompozycji z ułożonego tu chronologicznie dorobku Beatbox Machinery, sfabularyzowanych dodatkowo w rodzaj opowiadania (czy też gry komputerowej) – tak, iż wydawnictwo to ma swoje rozdziały i epizody. Całość zamyka także znaczna ilość remiksów, chociażby w wykonaniu znakomitej formacji Denovomutans (remiksów jest szesnaście – faworyzuję „motorized gladiator” w wykonaniu Europaweite Aussichten). Muzyka Beatbox Machinery – mimo, iż podporządkowana konwencji elektronicznego wintażu lat osiemdziesiątych – jest nader różnorodna pod względem nastroju i tempa. Toxic Razor dysponuje również bardzo dobrym zimno falowym wokalem, choć w nagraniach Beatbox Machinery pojawia się on rzadko.

Pięćdziesiąt jeden utworów… Czy ten box zbytnio nie przytłacza – także ambicją autora? W żadnym wypadku! Pozostawia nawet niedosyt. Jest to także świetne wydawnictwo do słuchania w samochodzie (jazda, droga i prędkość to żywioły tej muzyki). Polecam zatem A Synth Trilogy przede wszystkim jako alternatywę dla RMF.FM, Radia Zet i wszystkich tych rodzimych kołchoźników, które zwykle katują nas w podróży.

Szymon Gołąb

Beatbox Machinery – Facebook

SZEPTY I CIENIE / Shad Shadows: Spectrum

Shad Shadows: Spectrum (EP; Włochy; 10 marca 2015)

Shad Shadows - Spectrum (ep; 2015)

Taniec tych cieni hipnotyzuje. Shad Shadows to nowe wcielenie znanego duetu cold wave / gothgaze z Włoch, Schonwald. Rozwija ono stylistykę, do której przyzwyczaili słuchaczy Alessandra Gismondi i Luca Bandini, ale też pogłębia ją i wzmacnia jej wyraz.

Luca Bandini Alessandra Gismondi (Shad Shadows)
Luca Bandini Alessandra Gismondi (Shad Shadows)

Spectrum jest debiutanckim wydawnictwem Shad Shadows formatu EP zawierającym sześć kompozycji. Podstawowy wyznacznik zawartej na tym krążku muzyki to swoiście hipnotyczny nastrój, osiągnięty przez połączenie automatycznego rytmu perkusji, wielobarwnych brzmień elektroniki, oraz charakterystycznych gitarowych pasaży – bliskich wspomnianej estetyce gothgaze. Pierwszoplanowym jednak składnikiem stylu Shad Shadows jest znakomity męski wokal o wyrazie nie tyle uzupełniającym instrumentarium, co niemal – i wprost – „dematerializującym” muzykę. Głos, którym dysponuje Luca Bandini niejednokrotnie nachyla się do szeptu, co nadaje kompozycjom specyficznie erotycznego zabarwienia. Spectrum sprawia wrażenie albumu nagranego po to, by zawarte na nim rytmy towarzyszyły mrocznemu pożądaniu – i to jest na tej płycie najbardziej fascynujące. Znaczącą rolę w tym odczuciu odgrywa również taneczny potencjał poszczególnych utworów; to muzyka niejako „zaprojektowana”, aby wypełniać ciemne (aczkolwiek podbarwione różową poświatą) wnętrza klubów.

Najlepsze utwory na Spectrum? Jest ich sporo, biorąc pod uwagę niewielki rozmiar albumu: „Down”, „Gimme Pain”, „Minor Blues”, oraz wspaniała i krańcowo niemal hipnotyczna koda płyty – „Moan Rivers”.

Szymon Gołąb

Shad Shadows – Facebook

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑