NIEPOKÓJ I MIŁOŚĆ / The Anxiety Of Love: Arte Povera [1/3]

The Anxiety Of Love: Arte Povera [1/3] (EP; Wielka Brytania; 21 lipca 2015)

The Anxiety Of Love: Arte Povera [1/3] (ep; 2015)

Pamięci Przyjaciela.

Zostawmy na chwilę cały ten zgiełk: media, imprezy, ścigających się ludzi. Jeśli chcesz być tylko sam na sam z muzyką, po czyje nagrania dziś sięgniesz? Zastanawiasz się długo, zbyt długo. Wszędzie głosy: „promocja”, „reklama”, „tylko ja”, „najlepiej zatańczysz jak ja ci zagram”… Jesteś zmęczony. Czy sztuka nie jest już niczym innym, jak tylko kolejną formą ścigania się? Czy nie ma kogoś, kto powiedziałby „dość” i „wystarczy”, poprzedzając te słowa soczystym – ale wypowiedzianym z ironicznym uśmiechem – przekleństwem? Trudną sztukę odpowiadania „nie” wszelkim kompromisom i marketingowej hochsztaplerce, jako jeden z niewielu współczesnych artystów, opanował wokalista The Anxiety Of Love, Michael B. Wood. To doświadczenie jest już niestety zamknięte. Pozostała muzyka. Posłuchajmy jej teraz.

„Waiting to die” to ostatni utwór, który zdążył nagrać. Kto go usłyszał? Kilkudziesięciu słuczaczy, jak pokazuje statystyka odtworzeń. Nie wierzę, że ten głos do nikogo nie dotarł, że – kolejny raz – „wszyscy byli odwróceni”. Wysłuchaliście chociaż teraz? Kto zauważył, jak podpisany jest ten utwór? Podobnie brzmi najnowszy (i pewnie ostatni już) album The Anxiety Of Love, a właściwie pierwsza część planowanego przez ten zespół tryptyku, płyta zatytułowana Arte Povera [1/3]. To ósme wydawnictwo w dyskografii działającego od 2011 roku tria z Leeds.

Michael B. Wood - The Anxiety Of Love (źródło: Facebook)
Michael B. Wood – The Anxiety Of Love (źródło: Facebook)

Arte Povera [1/3] zawiera pięć kompozycji utrzymanych w chłodnej (a nawet lodowatej) stylistyce cold wave. We wnętrzu płyty znajdziemy bardzo niejednoznaczną w wyrazie muzykę – dominujący rytm automatu perkusyjnego wielokrotnie się łamie, gitary porzucają nieskomplikowane zimno falowe riffy, a głos Michaela sięga po niemal poetycką, pełną wzniosłej rezygnacji, emfazę. Pojawia się też krzyk (utwór „Dreams Come True”), jednak już dobiegający z oddali, „stłumiony przez otchłań” – jak w klasycznych kompozycjach Joy Division. Jest też skowyt, nieodłączny element sztuki buntu od czasu, w którym Allen Ginsberg zaimprowizował przy dźwiękach saksofonu swój tak właśnie zatytułowany – „Howl” – poemat. O warstwie wokalnej tej płyty można byłoby napisać esej – i byłby on podręcznikiem tego, jak powinno się śpiewać zimną falę, aby brzmiała ona prawdziwie, a nie jak kolejny komercyjny „szwindel”.

The Anxiety Of Love (źrodło: Facebook)
The Anxiety Of Love (źródło: Facebook)

Druga część tryptyku zatytułowana Her Hair Is The Will Of God [2/3] to zupełnie odrębna i dużo trudniejsza, intymna muzyczna opowieść o tym, że „chyba już wszystko jedno”. „Tańczmy, dopóki jeszcze można” – to przesłanie, które brzmi w finalnym utworze z tej płyty („LIMBOLIMBOLIMBOLIMBO”). Trzecia część nie powstała.

The Anxiety Of Love (źródło: Facebook)
The Anxiety Of Love (źródło: Facebook)

29 lipca 2015 roku Michael B. Wood napisał na facebookowym profilu krótką notatkę: „I can feel it inside me. It is DEAD” – i obrócił całe swoje życie w żart, który nie oferuje niczego więcej oprócz tańczących przy rurze dziewczyn i obrazków z tęczą jako głównym motywem. Aż do znudzenia. Do końca. Do śmierci.

Szymon Gołąb

The Anxiety Of Love – Facebook

The Anxiety Of Love – SoundCloud

Google Translate

PONAD OTCHŁANIĄ / Chelsea Wolfe: Abyss

Chelsea Wolfe: Abyss (LP; Sargent House; Stany Zjednoczone; 7 sierpnia 2015)

Chelsea Wolfe - Abyss (lp; 2015)

Istnieją artyści, którzy nawet kiedy milczą, tworzą wspaniałą muzykę. Chelsea Wolfe milczała dwa lata, czyli od czasu, kiedy w 2013 roku światło księżyca ujrzał jej trzeci longplay Pain is Beauty. Nowa płyta Abyss jest równie piękna i specyficznie otchłanna (co jest nomen omen elementem nastrojowości wyróżniającej ten album), choć całkowicie inna, wypełniona bardziej intensywnymi – i udanymi – poszukiwaniami. Sedno jednak tego, co Chelsea Wolfe wniosła do współczesnej muzyki, pozostaje niezmienne. Podobnie też, jak w przypadku wcześniejszych dokonań kalifornijskiej wokalistki, to „coś” jest trudne – bądź nawet niemożliwe – do określenia. Tak właśnie brzmi tajemnica.

Chelsea Wolfe (fot. Shaina Hedlund / źródło: LAweekly.com)
Chelsea Wolfe (fot. Shaina Hedlund / źródło: LAweekly.com)

Wyobraź sobie dowolne polskie miasto, jedno z tych gdzie zaimputowano beznadzieję, smutek i pustkę. Czujesz, że nie ma przyszłości. Jest koniec września, w powietrzu czai się już chłód. Nie chcesz jednak myśleć o zimie i jej problemach. Błąkasz się po wyludnionych nieprzyjaznych ulicach. Nagle dostrzegasz, bądź zaczynasz odczuwać to „coś”, dzięki czemu twój krok staje się pewniejszy. Podnosisz głowę. Oto świadomość wewnętrznego życia, którego nikt i nic ci nie odbierze. Dźwięk ponad otchłanią – i nawet, kiedy on umilknie, a ty wrócisz do piekła codzienności, jego sens wciąż się wypełnia. Oto bowiem żyjesz. Sam twój oddech ma znaczenie. Może to dzięki tej muzyce?

Tak właśnie brzmi Abyss, album bezgranicznie smutny, pełen bolesnego piękna, ale przynoszący cudowną nadzieję i skupienie na tym co ważne. „Przetrwać, oto wszystko” – mówił kiedyś poeta. Chelsea Wolfe nawet milcząc tworzyła tę płytę: aurą swoich snów, którymi dzieliła się w rozmowach, otchłannymi kadrami z podróży do Islandii, tajemnicą swojego pięknego smutku. We wnętrzu Abyss, są trzy utwory – zworniki nastroju – który ten rodzaj milczenia zawierają w sobie. To zimno falowy „Grey Days” (podobnie brzmią najlepsze kompozycje z pierwszej płyty Dead Can Dance), oraz ballady: „Survive” i „Simple Death”. Utworów na Abyss jest w sumie trzynaście i wszystkie z nich są godne uwagi.

Ballady dominują na tej płycie i są jej tonem zasadniczym. Za wcześnie na tłumaczenie tekstów, jednak wierzcie mi, że są one pełne najlepszej poezji. Miejscami bardzo intymnej, zgodnie zresztą z zapowiedziami artyski. Poezja ta przynosi odwołania do sfery snów i próby ich zrozumienia – według wykładni psychologii głębi Carla Gustava Junga, a więc stałej intelektualnej fascynacji, na którą Chelsea powołuje się w wywiadach. Płacz strzygi pokąsanej przez węża-kusiciela słychać chociażby we wspaniałej – i najwznioślejszej na płycie – kompozycji „Dragged Out”. Wizją oceaniczną, lub jej wyrazistą sugestią, jest natomiast tytułowy utwór „The Abyss”. Ponownie więc, jak na poprzedniej płycie, otchłanią okazuje się być miłość. To uczucie wyraża na płycie instrumentarium akustyczne, jego przeciwieństwo zaś to brzmienie gitar elektrycznych bliskie wczesnym dokonaniom chociażby His Name Is Alive („duch” najlepszych lat 4AD wyraźnie wypełnia ten album), oraz liryczna elektronika przypominająca współczesne nagrania Emiki.

Wspaniała płyta! W sieci udostępniono, jak dotąd, trzy pochodzące z niej utwory (w tym jeden teledysk), oraz zwiastun. Poczekajcie na premierę Abyss, siódmy sierpnia już niedługo, albo… Postarajcie się zdobyć ten krążek wcześniej – zapewniam, że wcale w tym celu nie trzeba sięgać po piractwo internetowe. Być może fragmenty płyty usłyszycie także w którejś z audycji radiowych; chociaż w to akurat wątpię – polskich dziennikarzy muzycznych ostatnio bardziej przejmuje udzielanie się w różnych organizacjach pozarządowych i rządowych, niż dźwięki muzyki. Szkoda.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta winylowa i CD) będzie do nabycia w sklepie internetowym wytwórni Sargent House.

Pre-order tamże, oraz na stronie Chelsei Wolfe w serwisie Bandcamp.

Chelsea Wolfe – oficjalna strona

Chelsea Wolfe – Facebook

Chelsea Wolfe – Twitter

Google Translate - logo

MOC ZIMNA / Black Bug: Frozen Energy

Black Bug: Frozen Energy (singiel 7″; AVANT! Records; Francja; 8 czerwca 2015)

Black Bug - Frozen Energy (singiel; 2015)

Dwa utwory zamieszczone na najnowszym singlu francuskiej, ale wywodzącej się ze Szwecji, formacji Black Bug mają w sobie tyle zimno falowej energii (nomen omen singiel zatytułowany jest Frozen Energy), że zdolne byłyby obdzielić nią pełnowymiarową płytę. Nic dziwnego, mamy tu bowiem do czynienia z doskonale dopracowanym wydawnictwem nagranym przez wytrawnych muzyków sceny cold wave / post punk.

Początki Black Bug sięgają roku 2008, kiedy to ukazał się pierwszy singiel grupy – „I Don’t Like You” i zawarta już wówczas w tej muzyce moc nie zdołała ulotnić się przez wszystkie lata nieco kapryśnej aktywności zespołu. Frozen Energy kontynuje styl grupy łączący w sobie tradycyjną post punkową notoryczność brzmienia z gitarowym zgiełkiem i pulsem syntezatorów. Dodatkowym elementem ubarwiającym singlowe wydawnictwo jest chłodny i wyrazisty wokal, za który odpowiada Shawn Foree z legendarnej (i dość skandalizującej) amerykańskiej formacji Digital Leather. Warto dodać, że głos Foree’a brzmi w utworach Black Bug lepiej, niż na najnowszej płycie jego macierzystego zespołu (premiera longplay’a All Faded odbyła się 17 czerwca)…

Black Bug
Black Bug

Styl, który proponuje Black Bug, usytuowany jest w obszarze swoiście prowokacyjnej antyestetyki, wyrosłej na punkowym guncie; muzyka tego zespołu z łatwością odnajduje się w penetrowaniu sfer ciemnych, patologicznych, nasyconych grozą i groteską – jest więc bliska, nieco lepiej znanym polskim słuchaczom, nagraniom grupy In Death It Ends. Najważniejsze jest jednak nie znaczenie, ale potężna siła wyrazu brzmień spod znaku Black Bug, zespołu – o czym należy wspomnieć – wybitnie sprawdzającego się podczas występów na żywo.

Szymon Gołąb

Singiel w wersji fizycznej (płyta winylowa 45 rpm) do nabycia w sklepie internetowym wytwórni AVANT! Records.

Black Bug – Facebook

Google Translate - logo

POP OD NOWA / Nun Electro: Thunder

Nun Electro: Thunder (singiel; Polska; 1 czerwca 2015)

NUN Electro - Thunder (singiel; 2015)

Wreszcie powstała w Polsce dobra muzyka pop – ambitna, bliska brzmieniowym wymogom czasu, zdolna zainteresować słuchacza ciekawymi aranżacjami, oraz przyprawiona sporą ilością syntezatorowego wintażu a’la lata osiemdziesiąte. Najnowszy singiel formacji Nun oddala rodzimą „muzykę środka” od nadużywanych od lat wzorców weselno – festiwalowych, przenosząc ją do zdecydowanie bardziej rozwojowych rejonów, w których określenie „pop” uzupełnia przedrostek „future”. Thunder jest więc wydawnictwem mogącym znaleźć swoje miejsce obok najlepszych dokonań tego gatunku, w rodzaju nagrań Twins Natalia (Niemcy / Wielka Brytania), czy Midwave (Stany Zjednoczone)…

…i to miejsce pierwsze, dzięki wyraźnie wyeksponowanej kompozytorskiej i wykonawczej inwencji – co odróżnia brzmienia Nun od tych, które proponują chociażby wspomniane formacje (Twins Natalia nazbyt słyszalnie czerpią wzorce wokalne od Abby, Midwave zaś – od Michaela Jacksona). Abba, Jackson? Nie bójmy się, podobnych stylizacji próżno szukać w najnowszej muzyce Nun.

Nun Electro - Thunder - płyta CD
Nun Electro – Thunder (płyta CD)

Singiel Thunder zawiera osiem utworów, dostosowanych miarami i nastrojem do różnych gustów i form prezentacji (wersje radio edit” są odpowiednio krótsze), wśród których znajduje się sześć kompozycji anglojęzycznych, jedna po polsku („Alchemia” – niestety nie jest to najlepszy moment płyty), oraz jedna instrumentalna. Nawet tak niewielki „materiał” muzyczny pokazuje, iż Nun (działający obecnie jako kwartet) swobodnie porusza się w odmiennych stylistykach – od synth popu („Everywhere I Go”, a także tytułowy utwór „Thunder” w wersji podstawowej, oraz „edit” i „radio edit”), aż po nieco bardziej komercyjną odmianę gatunku („You Boy”). Killerami singla są zaś zdecydowanie wszystkie wspomniane wersje „Thunder”.

Dlaczego warto zwrócić uwagę na muzykę Nun, oraz czekać na ich długogrające wydawnictwo? To interesująca propozycja doświadczonego i świadomie poszukującego zespołu, która – jeśli tylko zostanie zauważona – może stać się impulsem do przemiany na polskiej scenie pop, ostatecznie pozbawiając ją irytującej „miałkości”.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji fizycznej (CD) do nabycia za pośrednictwem oficjalnej strony Nun Electro, oraz w sklepie internetowym InfoKsięgarnia.pl

Nun Electro – oficjalna strona

Nun Electro – Facebook

Google Translate - logo

PREMIERA WAVE PRESS / Excuses: You do

Excuses: You do (singiel; Stany Zjednoczone; 28 maja 2015)

Excuses - Excuses (ep; 2012)
Excuses – okładka debiutu ep (2012)

Utwór „You do”, który zapowiada mającą ukazać się pod koniec lata nową epkę Excuses, przynosi interesującą zmianę stylistyki charakteryzującej dotąd brzmienia łączone z tym projektem.

Twórca Excuses, Matthew Rowe – muzyk pochodzący z Reno w Newadzie (Stany Zjednoczone) – porzuca styl, w którym zapewnił sobie popularność i rozpoznawalność wśród słuchaczy. Po sukcesach na niezależnej scenie, mierzonych chociażby ilością przesłuchań jego utworów w serwisie SoundCloud i debiutanckiej epce wydanej w 2012 roku w znanej wówczas wytwórni Function Operate, Excuses zapowiada wydawnictwo, na którym nie znajdziemy już tradycyjnego brzmienia cold wave, złożonego z rytmu automatycznej perkusji i nieco „noisowych” w wyrazie gitar. Przemianie uległa także metoda wokalna Rowe’a, który zrezygnował najwidoczniej z inspirowania się głosem wokalisty Joy Division. Znamienne jest także to, że przygotowując się do tych przemian, Excuses zniknął z przestrzeni mediów społecznościowych – nieco podobnie jak polska twórczyni electro / synth wave, FOQL. Czy więc „format”, wyznaczany przede wszystkim przez Facebooka, zaczyna „przeszkadzać” artystom?

Matthew Richard Rowe (Excuses)
Matthew Richard Rowe (Excuses)

Matthew Rowe nie zdradza jeszcze tytułu nowej płyty, ani nawet jej oprawy graficznej. Wystarczyć ma sama muzyka – surowa w wyrazie i nie poddana żadnym zabiegom oczyszczającym brzmienie. Kompozycja „You do” to czysty syntezatorowy minimalizm, silnie – niemal tanecznie – zrytmizowany. Taneczność i odwołanie do stylu new wave (obecne już w niektórych utworach Rowe’a) – czy to próba świadomej ironii? Zdecydowanym wyróżnikiem utworu jest zaś jego interesujące „uprzestrzennienie” w finale. Nowe wcielenie Excuses zapowiada się dobrze, jeśli nie doskonale! Czekam na tę płytę.

Szymon Gołąb

Google Translate - logo

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑