WSCHÓD SŁOŃCA I KSIĘŻYCA / Theodor Bastard: Vetvi

Theodor Bastard: Vetvi (LP; Rosja; 6 maja 2015)

Theodor Bastard - Vetvi (lp; 2015)

Ta płyta to inny wymiar odczuwania, daleki od wszystkiego, co we współczesnej muzyce może odstręczać płytkością, mnożeniem granic, pychą i małostkowością. Żywioł Vetvi jest subtelny i potężny zarazem, w pełni też spełnia swoje powołanie: najnowszy longplay rosyjskiej formacji Theodor Bastard miał być poszukiwaniem muzycznych korzeni tych krain, w których światło Wschodu spotyka się z lunarną poświatą i mrokiem Północy. W rzeczy samej – jest zarówno tak ich poszukiwaniem, jak i odnalezieniem.

Theodor Bastard (fot. Alexander Corvus)
Theodor Bastard (fot. Alexander Corvus)

Wschód inspiruje, najlepszym zaś tego przykładem są brzmienia określane mianem „muzyki źródeł”, a więc wszelkie odmiany stylistyki z przedrostkiem folk. Niech jednak nikogo nie zwiedzie ta nazwa, z przaśnym weselnym „folklorem” ten niezwykły rodzaj muzyki ma niewiele wspólnego; mniej więcej zaś od początku lat dziewięćdziesiątych (czyli od momentu, w którym właśnie zaistniała grupa Theodor Bastard) charakteryzują go: nieustająca pasja ekperymentatorska, liryzm, oraz swoiste dążenie do osiągnięcia walorów muzycznej głębi. W tym nurcie odnajduje się również nowy album muzyków z Petersburga.

Yana Veva / Theodor Bastard (fot. Yaka Mashleva)
Yana Veva / Theodor Bastard (fot. Yaka Mashleva)

Vetvi to dziesięć kompozycji rozpisanych na wspaniałe głosy (formację wokalnie prowadzi Yana Veva o głosie mogącym odnajdywać porównanie jedynie z barokowym bel canto Lisy Gerrard), oraz zachwycająco bogate i różnorodne instrumentarium. Pod tym względem Vetvi sprawia wrażenie muzycznej materii utkanej misternie i z niespotykanym współcześnie kunsztem, a także z namysłem i natchnieniem właściwym chyba tylko rdzennym mieszkańcom Wschodu. Arboretum starannie dobranych etnicznych instrumentów towarzyszy tu umiejętnie i w stosownych miarach wpleciona nić brzmień elektronicznych (szczególnie słyszalnych w utworze „Veter”, oraz wspaniałym, bliskim stylistyce minimal wave, „Niti”).

Oto krótki filmowy dokument obrazujący powstawanie albumu Vetvi, zwróćmy szczególną uwagę, jak wiele elementów złożyło się na jego ostateczny kształt. To inna, od większości współczesnych produkcji, muzyka – niemożliwa do zaistnienia w izolacji od wrażeń, wiedzy i umiejętności…

Jakie formy i inspiracje spotykają się na tej płycie. Bardzo różne, często odległe, lecz zawsze połączone w doskonale współbrzmiącą całość: bogato zorkiestrowany wzniosły orientalizm („Umbraya Erze”), ciemna, podbita brzmieniem organów mistyka („Salameika”), stylizacja na tradycyjną rosyjską balladę („Кукушка”), wspomniane eksperymenty z minimalistyczną elektroniką, czy wreszcie nastrojowy klasycyzujący liryzm („Vetvi”).

Doskonały album! Wzniosłe i pełne poezji remedium na wszelką miałkość i płyciznę dookolnej rzeczywistości.

Szymon Gołąb

Album do nabycia w wersji elektronicznej w serwisach: Bandcamp (mp3, flac), Kroogi (wav, mp3), oraz iTunes (mp3).

Theodor Bastard – oficjalna strona

Theodor Bastard – Facebook

Theodor Bastard – VKontakte

Google Translate - logo

CHŁÓD UTRATY / Bleib Modern: All Is Fair In Love And War

Bleib Modern: All Is Fair In Love And War (LP; Wave Records; Niemcy; 9 maja 2015)

Bleib Modern - All Is Fair In Love And War (lp; 2015)

Kiedy na początku roku formacja Bleib Modern (jeszcze wtedy działająca jako duet) zapowiedziała, że wiosną ukaże się jej pierwszy długogrający krążek, intuicja wielu słuchaczy i pasjonatów zimnej fali podpowiadała, iż to może być nader ciekawe, ważne wydawnictwo. Istotnie, album All Is Fair In Love And War w pełni zasługuje na uwagę.

W wersji elektronicznej i winylowej płyta zawiera dziesięć kompozycji (wydanie CD powiększono o trzy bonusowe utwory) utrzymanych w spoistej i rdzennej stylistyce cold wave / post punk nawiązującej do brzmienia tych gatunków w latach osiemdziesiątych. Zespół (tworzący obecnie w pięcioosobowym składzie) całkowicie zrezygnował z eksperymentów z syntezatorami i tanecznym rytmem, koncentrując się na tworzeniu nastroju przy pomocy tradycyjnego instrumentarium: rozbudowanej i „wielobarwnej” sekcji gitarowej, oraz perkusji (tak „żywej”, jak i automatycznej). Elementom tym towarzyszy znakomity, perfekcyjnie chłodny i beznamiętny męski głos, trafiający w gusta zwolenników klasycznie zimno falowej metody wokalnej, znanej chociażby z nagrań The Sisters Of Mercy.

Bleib Modern
Bleib Modern

All Is Fair In Love And War to smutna płyta o nieporównywalnym nastroju. Muzyka sekunduje tu tekstom, których lejtmotywem jest utrata – ów nieuchronny składnik życia odmieniany jest tu chyba przez wszystkie przypadki doznań i przemyśleń. Tematyka ta sprawia, że obcujemy z albumem tyleż operującym stylistycznym konkretem, co nader lirycznym, czy wręcz romantycznym. To dalekie, ale uzasadnione skojarzenie – nastrój zawarty na All Is Fair In Love And War spodoba się tym, którzy cenią „uczuciowy ton” kompozycji New Model Army, Eyeless In Gaza, czy wczesnych dokonań The Waterboys.

Bleib Modern - All Is Fair In Love And War - tył okładki (fot. Rafał Karcz)
Bleib Modern – All Is Fair In Love And War – tył okładki (fot. Rafał Karcz)

Warto wspomnieć, że tej wspaniałej muzyce towarzyszy równie niezwykła oprawa wizualna – płytę ilustrują prace autorstwa utalentowanego polskiego fotografika Rafała Karcza. Tajemniczość i subtelnie dozowana perwersja portretowanych przez niego aktów jest swoistym zaproszeniem do ciemnej (choć wzbogaconej o pastelowe odcienie) głębi odczuwania, będącej sednem nowego brzmienia Bleib Modern.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (CD i płyta winylowa) do nabycia w sklepie internetowym Wave Records.

Bleib Modern – Facebook

Google Translate - logo

SŁOWIAŃSKIE PIĘKNO / Alina Orlova: 88

Alina Orlova: 88 (LP; Снегири-музыка; Litwa; 23 kwietnia 2015)

Alina Orlova - 88 (lp; 2015)

Olśniewająca płyta! Arcydzieło nastroju! Zdecydowanie najlepsze wydawnictwo spośród wszystkich, które ukazały się dotąd w 2015 roku. Najnowszy album Aliny Orlovej, litewskiej wokalistki o polsko – rosyjskich korzeniach, zachwyca wielowymiarowością stylistyczną, połączeniem wokalnej subtelności z instrumentalną wzniosłością, a także reaktywacją – we współczesnym kształcie – nastroju znanego z kompozycji Anny German.

Alina Orlova (fot. Rytis Šeškaitis Photography)
Alina Orlova (fot. Rytis Šeškaitis Photography)

88 jest trzecim longplay’em w dyskografii Aliny Orłowskiej (zrezygnujmy z angielskiej transkrypcji, to niepotrzebnie zwiększa dystans do tej wspaniałej muzyki), obok wydanego w 2008 roku debiutu Laukinis šuo dingo, oraz albumu, który ukazał się dwa lata później – Mutabor. Podobnie, jak poprzednie płyty, 88 to żywioł trójjęzyczny, utwory posiadają teksty po litewsku, rosyjsku i angielsku. W połączeniu z naturalnym wdziękiem tej muzyki, oraz wrażeniem aranżacyjnej lekkości (to „kobieca” muzyka w najczystszej postaci!), 88 stanowi całość nieporównywalną w kontekście niemal wszystkich dokonań współczesnej sceny ethereal / dream pop / dark folk.

Alina Orlova (fot. Rytis Šeškaitis Photography)
Alina Orlova (fot. Rytis Šeškaitis Photography)

We wnętrzu płyty znajdziemy dziesięć kompozycji o znacznej rozpiętości nastrojowej, co jest już cechą zdecydowanie wyróżniającą wszystkie wydawnictwa Aliny Orłowskiej – wokalistki, która z łatwością i wdziękiem potrafi siegać zarówno po rejestry liryczne i balladowe, jak i nowoczesną syntezatorową taneczność. Ta właśnie łatwość i naturalność muzycznych przemian na płycie 88 zachwyca najbardziej. Dark popowy rytm (cudownie zinstrumentalizowany brzmieniem organów utwór „Salome”, oraz stricte taneczny „Good night”) łączy się tu z ciemnym romantyzmem ballad a’la Anna German („Utrom”, „Day” i „Drift”), przy czym podobieństwo metody wokalnej obu artystek – Aliny i Anny – naprawdę zachwyca… Powodując u słuchacza rzadki, w przypadku obcowania ze współczesną muzyką, efekt jednoczesnego odczuwania szczęścia i smutku. To szlachetne doznanie potrafi wyzwolić tylko najczystsze muzyczne piękno. Istotnie, jedynie Anna German potrafiła tak zaśpiewać…

Alina Orlova (fot. Kęstutis Žilionis)
Alina Orlova (fot. Kęstutis Žilionis)

Na podkreślenie zasługuje także całkowity brak w muzycznych kreacjach Aliny Orłowskiej scenicznego blichtru i chybionego, przerysowanego imażu – tak charakterystycznego dziś dla wielu muzyków (również „niezależnych”) na Zachodzie. To naturalne słowiańskie piękno, które urzeka na równi z subtelną i potężną muzyką przez nie powołaną. Oto dymensja serca, głębia odczuwania – przyszłość prawdziwie nowoczesnej sztuki, stworzonej już teraz lekkim gestem głosu i dłoni tej wspaniałej artystki.

Szymon Gołąb

Album do nabycia w serwisach: Wyrgorod (płyta CD), oraz iTunes (wersja elektroniczna).

Alina Orlova – Facebook / Facebook (wersja rosyjskojęzyczna)

Alina Orlova – VKontakte

Fragmentów płyty można wysłuchać po kliknięciu w poniższy obrazek (player VKontakte):

Alina Orlova - 88 (lp; 2015)
Alina Orlova – 88 (kliknij i słuchaj)

Google Translate - logo

MEMENTO MORI / Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert: Auferstehung

Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert: Auferstehung (LP; Oraculo Records; Hiszpania; 1 maja 2015)

Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert - Auferstehung (lp; 2015)

Niewiele jest płyt, które w podobny sposób mówią o rzeczach ostatecznych „językiem” nowoczesnej muzyki elekronicznej. W chłodnym niczym krypta wnętrzu Auferstehung słychać strach, rezygnację i tęsknotę; unosi się też aromat szarego popiołu rytmicznie podbijanego mroźnym ascetycznym wichrem syntezatorów. To współczesna interpretacja dance macabre – bliska (mimo wszystkich różnic) instrumentalnym podróżom do innego wymiaru autorstwa znakomitej formacji Espectrostatic.

Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert
Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert

Memento mori. Nic dziwnego, Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert to duet hiszpański (dokładniej kataloński), „kultura śmierci” zaś i powiązana z nią wrażliwość artystyczna stanowią nieporównywalny składnik „ducha” tego regionu geograficznego. Być może ze względu na to zapatrzenie w niewidzialne obszary (przy jednoczesnej tanecznej afirmacji życia) muzyka chłodu spod znaku cold / minimal wave doczekała się w Hiszpanii renesansu o największym chyba, spośród wszystkich krajów europejskich, natężeniu. Zaznaczmy, że ilość czynnych zespołów idzie, w tym przypadku, w parze z jakością wykonywanej przez nie muzyki. Album Auferstehung również wpisuje się do grona najnowszych hiszpańskich wydawnictw o „jakościowym” brzmieniu i takim też nastroju – i to jako płyta pierwszoplanowa.

Vanessa Asbert
Vanessa Asbert

Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert to dość nietypowa nazwa dla duetu, o co chodzi? O podkreślenie wkładu (głównie wokalnego), jaki w muzyce tej formacji ma pochodząca z Barcelony modelka i aktorka Vanessa Asbert. Sceptycznie traktuję (nauczony wieloma polskimi przykładami) eksponowanie widzialnych wdzięków w sztuce, którą ma być przede wszystkim słychać; styl cold wave, z właściwym sobie czarno białym ascetyzmem, sytuuje się dokładnie na antypodach estetyki „show”… Jednak w przypadku duetu z Katalonii swoista drapieżność, oraz niewątpliwy demonizm urody, którą dysponuje Vanessa w pełni przekłada się na walory współtworzonej przez nią muzyki – zarazem powabnej, chłodnej i niepokojącej (wspomnijmy chociażby utwór „Ciudadano”, który potrafi oddziaływać niemal orgiastycznie).

Vanessa Asbert
Vanessa Asbert

Auferstehung zawiera bardzo różnorodne brzmienia: od syntezatorowego transu (utwory „Grey Skies” i doskonały „Tears Of Joy”), przez ciekawe aranżacje minimal wave („The Tempest Of My Heart”, oraz przeszło siedmiominutową suitę „El Jardín del Edén”), po silnie zrytmizowany post punk („Dark Is On My Side”). Głosowi Vanessy sekunduje tu znakomity, często poddany syntetycznym modyfikacjom męski wokal, zaś wspomniany rytmiczny żywioł tej muzyki podkreśla sięganie po dynamiczną melorecytację.

Znakomity album! Nic więcej nie potrzeba nad to, co pomieszczono w jego wnętrzu – aby słuchając muzyki dobrze się bawić i jednocześnie „pamiętać o śmierci”.

Szymon Gołąb

Synths Versus Me Feat. Vanessa Asbert – Facebook

Google Translate - logo

KOBIECOŚĆ / Izes: Aż do rana

Izes: Aż do rana (singiel / teledysk; Polska; 4 maja 2015)

Izes - fot. Paweł Klein, Michał Popczyk

Jednym z niewielu rodzimych wydawnictw, na które naprawdę czekam, jest zapowiadany od zeszłego roku nowy album trójmiejskiej – ale pochodzącej z Ciechanowa – wokalistki tworzącej, wraz z zespołem, pod pseudonimem Izes.

Skąd to oczekiwanie? Być może to kwestia tajemnej i niezrozumiałej koincydencji upodobań, bliskiej fascynacji, jaką Tomasz Beksiński obdarzał niegdyś muzykę grupy Big Day. Jest to tym bardziej dziwne, że podobnie jak on, stosuję dość gruby „filtr” wobec polskiej muzyki, uważając ją za bezduszną, przerysowaną i wtórną względem zachodnich wzorców. Więcej – nawet wzorce te nie doczekały się na rodzimym gruncie twórczej interpretacji; wciąż na przykład, pomimo nadaktywnej promocji estetyki gender, nie istnieje w Polsce muzyka wyrażająca ten rodzaj odmienności i powabu (muszę to przyznać, pomimo niechęci z jaką traktuję propagandę gender) na miarę chociażby Lawrence’a Rothmana. Tym bardziej więc warto zwrócić uwagę, iż muzyka Izes to – nie tylko w kontekście dojmujących niedostatków rodzimej sceny – twórczość najwyższej jakości, tak pod względem walorów czysto brzmieniowych, jak i towarzyszącego im imażu.

Izes - kadr z teledysku
Izes – kadr z teledysku „Aż do rana” (fot. Paweł Klein / Michał Popczyk)

Dyskografia Izes to trzy albumy – pochodzący z 2011 roku EP, wydany rok później znakomity longplay Emotional Risk i kolejna epka z roku 2013 I Wanna Hear A Couple Of Hallelujahs. Wszystkie płyty zawierają spoistą nastrojowo i bogatą aranżacyjnie (ciemne brzmienia elektroniczne wzbogacone elementami art rocka i dark jazzu) muzykę z angielskimi tekstami. Muzyka Izes fascynuje głębią i świadomie budowaną tajemniczością swojej aury, jej metoda wokalna zaś to sięganie po różnorodne odcienie ekspresji, od krzyku, aż po szept. Wszystko to sprawia, że wydawnictwa Izes długo pozostają w pamięci słuchaczy, zaś podczas prezentacji radiowej mogą sekundować najlepszym utworom z gatunków: ethereal, darkwave, czy dream / dark pop.

Izes - kadr z teledysku
Izes – kadr z teledysku „Aż do rana” (fot. Paweł Klein / Michał Popczyk)

Podobnie ta niezwykła muzyka brzmi na najnowszym singlu Izes, polskojęzycznym „Aż do rana”. To dobrze, że ta utalentowana wokalistka zaśpiewała tekst w języku ojczystym, słychać bowiem, iż operuje właściwym wyczuciem muzycznej frazy polszczyzny, w której podporządkowane budowaniu nastroju słowa znakomicie współgrają z muzyką, stanowiąc jej dopełnienie i kontrapunkt zarazem. „Aż do rana” porzuca też nieco zbyt wyeksponowany „awangardyzm” wcześniejszych nagrań Izes (zwłaszcza pochodzących z płyty Emotional Risk), nachylając się – jednak w stosownej mierze – ku melodyjnym brzmieniom bliskim nagraniom Miss Li, czy I Break Horses.

Izes - kadr z teledysku
Izes – kadr z teledysku „Aż do rana” (fot. Paweł Klein / Michał Popczyk)

Izes przykłada również znaczną wagę do elementów wizualnych towarzyszących muzyce. Niemal każdy z opublikowanych dotąd w sieci teledysków tej formacji to odrębne i prawdziwe dzieło sztuki, operujące estetyką zbliżoną do wideoklipów szwedzkiej wokalistki iamamiwhoami, rozwiniętą jednak w kierunku bardziej „ciemnych” wizualnych żywiołów – dark cabaret i steampunk. Tę linię artystyczną (poddaną jednak rozwojowej minimalistycznej redukcji) kontynuje także teledysk do utworu „Aż do rana”. Obok tradycyjnie już urzekających kreacji wokalistki na uwagę zasługuje tu właściwe połączenie dynamiki obrazowej i muzycznej, oraz interesujące wprowadzenie abstrakcyjnego planu szczegółowego (motyw „wędrówki dłoni”). Nieodłączne od stylu Izes (i obecne także w najnowszym wideoklipie) jest dozowanie emocjonalnego kontrastu barw i kształtów. W końcowym efekcie poczynionych tu zabiegów, obraz ilustrujący „Aż do rana” hipnotyzuje.

Czekam na więcej nowych utworów Izes. Tę subtelną kobiecą muzykę chłonie się wszystkimi zmysłami.

Szymon Gołąb

Izes – oficjalna strona

Izes – SoundCloud / Bandcamp / Facebook / Twitter

Google Translate - logo

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑