POGŁOS SERCA / M!R!M: Iuvenis

M!R!M: Iuvenis (LP; Manic Depression Records & Events; Wielka Brytania; 10 czerwca 2017)

M!R!M - Iuvenis (LP; 2017)

Na drugi długogrający krążek w dyskografii projektu M!R!M trzeba było czekać prawie cztery lata, jednak nie było to oczekiwanie daremne. Longplay Iuvenis może zachwycić i (co najważniejsze) proponuje własną odmianę muzyki z pogranicza gatunków: post punk, cold wave i goth gaze. Płytę, która ukaże się 10 czerwca, zwiastuje wideo singiel „At Night”, posłuchajmy:

Continue reading „POGŁOS SERCA / M!R!M: Iuvenis”

Reklamy

NOCNA IDYLLA / Schonwald: Night Idyll

Schonwald: Night Idyll (LP; Manic Depression Records & Events; Włochy; 1 czerwca 2017)

Schonwald - Night Idyll (LP; 2017)

Niemal dwa lata minęły od premiery Between Parallel Lights, ostatniego dotąd longplay’a duetu Schonwald. Od tego czasu muzyka Włochów znacząco się zmieniła, złagodniała, nabrała wyrazu jeszcze większej głębi. Taki właśnie jest album Night Idyll, najnowszy długogrający krążek Schonwald, który ukaże się pierwszego czerwca nakładem Manic Depression Records & Events. Czas na pierwsze przesłuchanie tej płyty.

Continue reading „NOCNA IDYLLA / Schonwald: Night Idyll”

PĘTLA NIESKOŃCZONOŚCI / Veil Of Light: Ursprung

Veil Of Light: Ursprung (LP; aufnahme + wiedergabe; Szwajcaria; 2 września 2016)

veil-of-light-urnsprung-lp-2016

Stara prawda przypomina, że dobra muzyka nie wymaga opisu, drążenia w słowach. Wystarczy jej słuchać – i w tym celu odtwarzacze zaopatrzone są w funkcję o poetyckiej (a nawet romantycznej) nazwie „pętla nieskończoności”. Ursprung, najnowszy longplay szwajcarskiej grupy Veil Of Light, potrafi oplątać słuchacza taką właśnie pętlą – hipnotycznym urokiem brzmienia tego, co nieskończone; w tym jednak sensie, jaki nadał nieskończoności pewien ekspresjonistyczny poeta pisząc o „pędzie ku rzeczom ostatecznym, świętym, ku morzu, ku zgubie” (pytanie godne darmowej wejściówki na dobry koncert: o jakim pisarzu myślę?).

Veil Of Light
Veil Of Light (źródło: Facebook)

czytaj więcej…

JAK ZAGRAĆ ŚMIERĆ? / DEAD: Voices

Dead: Voices (LP; Manic Depression Records; Francja; 7 maja 2016)

Dead - Voices (LP; 2016)

„I play dead” – śpiewała kiedyś Björk. Daleko najnowszej płycie francuskiego tria cold wave / goth gaze Dead do rejestrów powołanych przez Tańczącą w Ciemności, choć płyta Voices jest naprawdę dobra.

Na marginesie: zawsze ekscytowała mnie możliwość „grania śmierci” – tak w radiu, jak i na co dzień. Nie zawsze się to udaje, przegrywam z dupapolo i nacjonalistycznym rapem, bo chyba za bardzo lubię życie i jego barwy, a śmierć to ich przeciwieństwo, to zła siła. Jest też szara i monotonna – i tu trafiamy w sedno stylistyki longplay’a Voices. Szarość i monotonia (bez kontekstów zła oraz poronionych pomysłów muzycznych) paradoksalnie sprawiają, że od tej płyty nie można się „oderwać”.

Dead (fot. Jérôme Sevrette)
Dead (fot. Jérôme Sevrette / źródło: Facebook)

Francuskie trio Dead (w składzie: Berne Evol – wokal, Brice Delourmel – gitara elektryczna, Bernard Marie – programowanie perkusji i syntezatory) zadebiutowało w 2012 roku świetną epką Transmissions (nomen omen) i ma w swojej dyskografii, oprócz najnowszego longplay’a, jeszcze jedną płytę EP (Verse z roku 2014) oraz remiks utworu „Show Me What You Got” z repertuaru Tying Tiffany. Posłuchajmy kompozycji „No Place For Us” z Transmissions (z pierwszej epki nowa płyta zaczerpnęła jeszcze „Human Light”):

Brzmi świetnie, może nieco zbyt a’la The Soft Moon (to chyba dziś norma) – jednak przestrzeń, chłód i zimnofalowa transowość tego nagrania potrafią zapaść w pamięć. To jeszcze znakomity i najdłuższy na krążku, „White Mice” (tylko, co tu robi ta rapująca Myszka Miki?):

Tę stylistykę uzupełniono we wnętrzu Voices o trzy utwory melorecytowane („Flowerbag”, „Sleeper” i „Voices”) – i chyba są to najsłabsze fragmenty tego dziwnego (w pozytywnym sensie) albumu. Śmierć to jednak monotonia – pamiętajmy o tym, nie tylko słuchając Voices, ale też chociażby polskiej „muzyki rozrywkowej”.

Dead (źródło: Facebook)
Dead na koncercie / śmierć na żywo (źródło: Facebook)

Album jest doskonale nagrany, z właściwą ekspozycją głębokiego męskiego wokalu, efektami budującymi muzyczną przestrzeń oraz wyrazistym pulsem automatycznej perkusji. Chcecie czegoś więcej? Może tylko bardziej konsekwentnego budowania nastroju. Faworyzuję, obok wspomnianego „killera” płyty „White Mice”, utwory: „Substance”, „Bad Lashes”, „Spit Dreams”, „No Place For Us” i „Human Light”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta winylowa 12″ i CD) do nabycia w sklepie internetowym wytwórni Manic Depression Records. W wersji fizycznej i cyfrowej – na stronach Bandcamp: wspomnianego wydawcy, KdB Records i zespołu.

Dead – Facebook / Twitter

RAZEM I OSOBNO / Sanne & Anton de Neige

Sanne de Neige: The Forest Tapes & Anton de Neige: bez tytułu (2 x EP; In Club Records; Szwecja; 30 maja 2016)

Anton de Neige & Sanne de Neige

Wreszcie uporządkowano dyskografię Sanne i Antona de Neige – poetyckich wizjonerów zimnej fali ze Szwecji. Najnowsze, proponowane przez peruwiańską wytwórnię In Club Records, wydawnictwa z ich muzyką mają dodatkowo interesującą formę: na kasecie magnetofonowej Sanne i Anton zostali połączeni, zaś na płycie CD – rozdzieleni. Razem, czy osobno – ich muzyka smakuje doskonale, sięgając po nieczęste współcześnie rejestry czarnego romantyzmu ujęte w zróżnicowane nastrojowo brzmienia spod znaków: cold wave, dark popu i goth gaze.

Sanne i Anton de Neige (źródło: Bandcamp)
Sanne i Anton de Neige (źródło: Bandcamp)

Już same okładki kaset i płyt dwójki szwedzkich muzyków (nieco zbliżone do stylistyki znanej z frontonu – bo ta płyta to gotycka katedra – jednego najpiękniejszych albumów Dead Can Dance, Within The Realm of a Dying Sun) wprowadzają w nastrój tego, co znajdziemy w ich wnętrzu…

Sanne de Neige: The Forest Tapes
Sanne de Neige: The Forest Tapes – okładka kasety (źródło: materiały In Club Records)

Najpierw Sanne. Jej epka „Forest Tapes” to zdecydowanie najbardziej zimnofalowy akcent podwójnego wydawnictwa. Sześć, nagranych w zeszłym roku, utworów jest połączeniem charakterystycznego żeńskiego wokalu (coś w głosie Sanne przypomina najlepsze lata wokalistek labelu 4AD…) z linią z melodyczną dyktowaną oszczędnymi frazami basu i automatu perkusyjnego. Faworyzuję kompozycje: „Dans La Forêt”, „Low”, „Hurt”, oraz „Cold World”. W wygłosowej balladzie albumu, utworze „Venim”, pojawiają się zaś melodyjność i przestrzeń wprowadzające odmienny (choć, prawem dialektyki przeciwieństw, podobny) rejestr – chłodne poematy Antona de Neige.

Anton de Neige - In Club Records
Anton de Neige: bez tytułu – okładka kasety (źródło: materiały In Club Records)

Płyta Antona, pierwotnie wydana na początku tego roku, nie ma tytułu i bez tytułów jest także pięć składających się na nią utworów. Tu do głosu dochodzi element „gaze” – a więc potraktowane nader subtelnie brzmienie gitary ujęte w balladowy wyraz podkreślony wspaniałym głębokim męskim wokalem. Trudno naprawdę znaleźć analogię dla tej muzyki… Może mogą nią być nagrania Michała Pydo z jego solowego debiutu Proof of Concept (2014)? Faworyzuję wszystkie pięć utworów, najczęściej powracając zaś do kompozycji „#4”.

Szymon Gołąb

Wydawnictwa dostępne (pre-order) w wersji fizycznej (kaseta magnetofonowa i płyta CD) oraz cyfrowej na stronie wytwórni In Club Records w serwisie Bandcamp.

Sanne de Neige – Facebook / Discogs

Anton de Neige – Discogs

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: