KRAINA LODU / Kælan Mikla: Kælan Mikla

Kælan Mikla: Kælan Mikla (LP; Fabrika Records; Islandia; 30 czerwca 2016)

Kaelan Mikla - Kaelan Mikla (LP; 2016)

Muzyka i poezja – od zawsze twierdzę, że te dwa żywioły wzajemnie się uzupełniają, są nierozłączne i brzmiąc razem stanowią o potędze wyrazu. Poezja jako domena sfery uczuciowej jest też ważnym składnikiem prezentacji muzyki – chociażby na radiowej antenie, o czym uświadomił nas już dawno temu Tomasz Beksiński. Poezja w połączeniu z muzyką najczęściej kojarzy się z nurtem „poezji śpiewanej” – dość nudnawym i upośledzonym przez sceniczny egoizm samych jego „(od)twórców”. Pewnie wiecie, że ten tekst napisał wampir wciąż łaknący świeżej krwi… Oto ona: odnowiona formuła spotkania poezji z muzyką w krainie lodowatych brzmień cold wave – Kælan Mikla. Zresztą posłuchajcie:

Czytaj więcej…

GODZINA DUCHÓW / Vierance: травить

Vierance: травить (EP; Deth Records; Kanada; 20 lipca 2016)

Vierance - травить (EP; 2016)

Od dawna marzę o tym, aby usłyszeć Vierance na żywo – najlepiej oczywiście w warszawskich Chmurach. Czekam na ten koncert, podobnie jak na jesienną premierę „Ostatniej rodziny” – biograficznego filmu o Beksińskich. Doczekam? Obejrzyjcie zwiastun:

Skoro płyta травить poddała ten ton, to pora na refleksję w godzinę duchów: czy zauważyliście, jak tego rodzaju oczekiwanie potrafi cudownie utrzymywać przy życiu – nawet przez długie lata? „Półobrót w stronę cienia” (mówiąc słowami Stachury) w wykonaniu Tomasza Beksińskiego był długotrwałym procesem, przeważnie bowiem w perspektywie oczekiwało coś, dla czego warto było dalej żyć.  Czytaj więcej…

INTUICJA / Joy Division: Insight

Wspomnienie Iana Curtisa (15 lipca 1956 – 18 maja 1980).

Ian Curtis odszedł 18 maja 1980 roku mając 23 lata. Na czym polega znaczenie tego, co stworzył wspólnie z grupą Joy Division? Być może na dopuszczeniu do głosu intuicji. Czego więcej potrzeba prawdziwej sztuce, która nie chce być tylko i wyłącznie pustą kalkulacją?

Ian Curtis
Ian Curtis

Sięgnijmy więc dziś, 36 lat po jego śmierci, po utwór opowiadający właśnie o intuicji – „Insight” z albumu Unknown Pleasures nagranego przez Joy Division w 1979 roku. Tekst w tłumaczeniu Tomasza Beksińskiego.

Marzenia chyba zawsze mają swój koniec
Nie wznoszą się, lecz opadają
Lecz ja nie dbam już o to
Straciłem chęć domagania się czegoś więcej
Nie boję się, wcale się nie boję
Obserwuję upadek innych
Ale pamiętam kiedy byliśmy młodzi

Ci, którzy mają zwyczaj niszczenia
Którzy mają wyczucie stylu i lubują się
W dopilnowywaniu, abyś miał rację
„Hej, przecież wiesz, że miałeś rację”
Nie boję się już
Wpatruje się w drzwi
Lecz pamiętam…
Dla ciebie – smutek i łzy
Dla ciebie – strach przed złem
Przypomina ułamek czasu
Taki wyjątkowy moment w czasie
Tak, zmarnowaliśmy nasz czas
Naprawdę nigdy nie mięliśmy czasu
Ale pamiętamy kiedy byliśmy młodzi

Aniołowie boży – strzeżcie się
Sędziowie – strzeżcie się
Oportuniści – zaopiekujcie się dobrze
Wszystkimi ludźmi
Ja nie boję się już
Nie boję się już, nie boję się…

Joy Division – oficjalna strona / Facebook

Proszę zrozum, że nikt nie jest sam. Z depresji i myśli samobójczych można się wyzwolić. Wsparcie znajdziesz też klikając na niebieskie serduszko poniżej.

Facebook Suicide Prevention

BELA LUGOSI IS UNDEAD / Bauhaus w Pradze – relacja Tomasza Beksińskiego

Bauhaus: koncert w Lucerna Music Bar (Praga; Czechy; 23.10.1998)

Peter Murphy i Tomasz Beksiński
Peter Murphy i Tomasz Beksiński

Dlaczego relacja z koncertu, który odbył się dwadzieścia lat temu sprawia, że czuję jakbym tam był, słuchał muzyki na żywo razem z Tomaszem Beksińskim? Dlaczego zaś dziś (mimo wielu doskonałych propozycji koncertowych w nurtach: post punk, cold wave, synth pop) nie powstał ani jeden tekst pozwalający doświadczyć tego, co działo się na scenie i pod nią?

Nie wiem – być może wynika to z lenistwa, braku wiedzy i wrażliwości współczesnych „dziennikarzy” muzycznych. Narzędzia do publikacji są co prawda doskonalsze, ale nawet one nie są w pełni wykorzystywane. Brak umiejętności? Być może. Lenistwo polskich żurnalistów „położyło” wiele wspaniałych muzycznych doznań, z których sporo czytelników i słuchaczy mogłoby czerpać – i „położy” pewnie pozostałą resztę tego, co ma wydarzyć się wkrótce w sferze muzyki na żywo.

Jest też druga strona medalu – niechlujstwo i wyścig szczurów, znaki pogardy względem wysiłku muzyków i organizatorów wydarzeń. Pamiętam, jak podczas świetnej imprezy Same Old Madness (której patronowały Wave Press i Transmission / Transmisja), jakiś traktujący równą miarą dupapolo i muzykę blogasek publikował serię zdjęć z odbywających koncertów – myląc (pewnie z pośpiechu) nazwy wykonawców, a nawet klubu. Pora umierać? Chyba tak. Najpierw jednak „let’s go living in the past” – przenieśmy się (dzięki Tomaszowi Beksińskiemu) pod scenę, na którą już za chwilę wejdzie Peter Murphy…

Szymon Gołąb

„Parafrazując powiedzonko „przez żołądek do serca”, wyznać muszę, że kilka utworów muzyki rockowej i poważnej trafiło do mojego serca przez ekran. Koncert b-moll Czajkowskiego usłyszałem we włoskim gniocie Nieuchwytny morderca. The Sound Of Silence Simona i Garfunkela wzruszyło mnie do łez w Absolwencie, a Fool On The Hill poznałem dzięki telewizyjnej adaptacji jakiegoś kryminału Francisa Durbidge’a w Teatrze Kobra. Gdy w 1985 roku poszedłem do kina Skarpa na The Hunger – po polsku Zagadkę nieśmiertelności – zaistniał dla mnie Bauhaus. Dwa lata po jego rozwiązaniu! Ale lepiej późno niż wcale. Poza tym, wykorzystany w filmie utwór Bela Lugosi Is Dead opowiada przecież o aktorze grającym Draculę – wampira. A wampiry są undead – choć martwe, nadal żyją. Podobnie żył Bauhaus. Przez kolejnych 15 lat. Undead.

O reaktywacji tej słynnej grupy, poniekąd odpowiedzialnej za powstanie gotyckiego rocka, dowiedziałem się latem w Londynie, gdy Jacek „Mega Disc” Leśniewski kupił najnowszy numer „Record Collectora”. Od tamtej chwili czekałem. Byłem bowiem pewien, że charyzmatycznie niesamowity Peter Murphy wraz z kolegami wystąpi gdzieś w pobliżu. I nie omyliłem się – na wieść o praskim koncercie postanowiłem rozprawiczyć południową granicę Polski po raz pierwszy odwiedzić Czechy, państwo XIII. Století, Lemoniadowego Joe i Morgiany.

Praga jest miastem niezwykłym i fascynującym. Niestety, nie w pełni doceniłem jej walory, gdy wymięty i niedospany wypełzłem nad ranem z pociągu. Byłem wprawdzie na moście, z którego spadał do Wełtawy Jon Voight w filmie Mission Impossible, oraz widziałem dom, w którym diabeł porwał Fausta… ale oczy mnie piekły i musiałem oddać się na chwilę w objęcia Morfeusza dzięki uprzejmości przyjaciół moich przyjaciół. Dlatego po zapadnięciu zmroku, czułem się w klubie Lucerna jak ryba w wodzie – tfu! – jak wampir w trumnie. Ze stoickim spokojem i gotyckim dystansem schodziły się zewsząd dzieci nocy. Przeważał język polski. Ciekawe, dlaczego nasi organizatorzy imprez rockowych nie pomyśleli o wykorzystaniu szansy powrotu Bauhausu i nie zaprosili tej znowu żywej legendy do naszego kraju?

Lucerna Music Bar (źródło: jankuca.com)
Lucerna Music Bar w Pradze (źródło: jankuca.com)

Z tradycyjnie obowiązkowym półgodzinnym opóźnieniem zgasło światło, a dudniące rzężenie basu wypełniło nasze uszy. Potem rozsunęła się czarna kurtyna. Na stojącym na piedestale ekranie pojawiła się znajoma, nawiedzona twarz. Rozbrzmiała muzyka. Double Dare. Na scenie Daniel Ash, David Ash i Kevin Haskins. Czarno-biały Peter Murphy obecny wciąż tylko obrazem i głosem. Muzyka dudni, pulsuje, narasta. Dreszcze biegną po krzyżach jak oszalałe mrówki w rozkopanym mrowisku. Jest dobrze! Jest bardzo dobrze!

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Mistrz zmaterializował się na estradzie przy drugim utworze: In The Flat Field. Przypomniały się video kasety Archive i Shadow Of Light. Murphy nie stracił nic ze swojego dawnego wigoru i wił się po scenie niczym Święty Wit w epileptycznym tańcu. Stroboskopowe światła czyniły ten taniec jeszcze bardziej upiornym i odrealnionym. To nie był tylko koncert, to był teatr. Tragedia czy komedia, źródło jest to samo: samotność i trwoga rodzą w nas teatr – napisał kiedyś Jean Louis Barrault. To gra skazanych na śmierć. Ludzie w teatrze odtwarzają śmierć, niebezpieczeństwo, zbrodnie, choroby, lęk, samotność, grozę – ale wybielone. Zastrzykują sobie szczepionkę śmierci. Na scenę wprowadza się dżumę i przecina wrzód wszystkich władających nami czarnych sił. Doznajemy oczyszczenia.

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Dziwne rzeczy działy się z moją duszą, gdy Bauhaus wykonywał kolejne utwory: Hollow Hills (wiszące nad sceną żarówki zapalały się i gasły, gdy przechodził koło nich Peter Murphy), Boys (artysta kokieteryjnie okręcił się szalem typu boa), Dark Entries, She’s In Parties, Passion Of Lovers, Kick In The Eye… Zaskoczeniem była zupełnie obłąkana, GENIALNA wersja kompozycji Brendana Perry’ego Severance. O ile Brendan mamrotał głosem księdza zapraszającego na nieszpory, Murphy zrobił z tego utworu Dead Can Dance prawdziwie gotycki majstersztyk, a narastający gitarowy finał przypominał orgazm (i dla niektórych chyba nim był).

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Właściwy set trwał godzinę. Nagrodzeni gromkimi brawami artyści wyszli na trzy bisy. Najpierw wykonywali tylko covery: Telegram Sam, Ziggy Stardust i The Passenger (ten ostatni tchnął życie nawet w najbardziej zmumifikowanych Gotów na sali), a potem… Na specjalnym katafalku stanął świecznik, a charakterystyczny perkusyjny rytm zwiastować począł, że się na coś Lugosi. Poczułem się jak David Bowie: szukałem wokół smakowitej szyi, podczas gdy nietoperzasto wymachujący peleryną Murphy kreował na scenie Zagadkę nieśmiertelności. Bela Lugosi Is Dead. Stałem jak zahipnotyzowany i doszedłem do jednego wniosku: Peter Murphy powinien grać Drakulę. Byłby równie dobry jak Christopher Lee.

To mógł być tylko finał. Kevin Haskins wrzucił pałeczki w tłum. Zapaliły się światła. Sen? Na szczęście nie. Naprawdę byłem w Pradze. Czekał mnie 14-godzinny powrót do Warszawy. Noc w pociągu. Horror! Ale po spotkaniu z Bauhausem nawet największy horror mógł być jedynie komedią. Nie tylko ja opuściłem Lucernę jak w transie. Blisko zaprzyjaźniona Pani Doktor z Uniwersytetu Jagiellońskiego czuła się jak Catherine Deneuve. Była pod samą sceną i powiadała z wypiekami, że widziała kroplę potu spływającą po nosie Petera Murphy’ego i że był to najwspanialsza chwila w jej życiu. Jesteśmy bezradni wobec magii Bauhausu. Jak wobec hipnotyzującego spojrzenia przekrwionych oczu Księcia Ciemności. Listen to them; children of the night – zachęcał kiedyś dobrotliwie, z węgierskim akcentem, Bela Lugosi – what sweet music they make! Miał rację”.

Tomasz Beksiński

Relacja ukazała się w magazynie „Teraz Rock” 1/1999. Publikacja za stroną beksa.ovh.org, archiwizującą część dorobku piśmienniczego Tomasza Beksińskiego.

Wpis partnerski z Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) | 

UNDEAD / Audycje Tomasza Beksińskiego w streamie Mixcloud

Aktualizacja: archiwalnych audycji Tomasza Beksińskiego można wysłuchać w każdą niedzielę, o godzinie 21.00, w grupie „Living in the Past” na Facebooku.

Świetny pomysł – wreszcie w jednym miejscu można wysłuchać archiwalnych audycji Tomasza Beksińskiego! Powstały niedawno kanał w serwisie Mixcloud jest rozwinięciem inicjatywy, którą miłośnicy dobrego radia (dziś w Polsce nieistniejącego) oraz pięknej muzyki z pewnością już znają – strony TBmp3.

Jak ważne są tego rodzaju inicjatywy, o tym nie trzeba wspominać. Obecnie media „narodowe”, w poczuciu bliżej nieokreślonej „misji”, zniechęcają jawną propagandą; nadawcy komercyjni zaś często nie maja pojęcia o tym, czym jest muzyka w radiu… Pozostał internet, a więc medium obecnie pełniące funkcję nośnika dla audycji radiowych o głębszym wyrazie i artystycznych walorach.

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński (źródło: vk.com/beksinski)

Nonszalancja z jaką traktuje się w Polsce sztukę eteru przypomina tę, która została sportretowana w – prezentowanej poniżej – ostatniej audycji Tomasza Beksińskiego w Programie 2 Polskiego Radia (marzec 1991 roku). „Widzimisię” osób szefujących, często z partyjnego nadania, rodzimymi rozgłośniami (także tymi „niezależnymi) powoduje, że obecność autorskich programów muzycznych jest na antenach krótkotrwała, a ich jakość mizerna oraz podporządkowana interesom korporacyjnych wydawców płytowych. Przez brak archiwaliów (co i mnie również dotknęło) zanika ponadto podstawowa własność kultury – nie tylko już muzycznej – a więc ciągłość, element constans.

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński (źródło: vk.com/beksinski)

Także w tych kwestiach głos Tomasza Beksińskiego okazał się być wciąż w pełni aktualny. Mistrz eteru z właściwą sobie dosadnością (połączoną z wysublimowaniem) w kilkudziesięciominutowej audycji zamyka sens, jaki dziś stałby się z pewnością tematem niekończących się (i niewiele znaczących dla słuchaczy) rozpraw i twitterowych zapasów. To właśnie odróżnia kulturę od jej braku.

Prezentowana audycja stanowi swoiste preludium do pełnowymiarowych seansów, którymi Tomasz Beksiński urzekał słuchaczy Programu 3 w latach dziewięćdziesiątych – tym bardziej jest więc ona ważnym wycinkiem historii polskiego eteru. Gratuluję pomysłu jej uprzystępnienia!

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński (źródło: vk.com/beksinski)

Czym różni się przekaz trwały od ulotnego, a dzieło sztuki od ulotki? Nawet na to pytanie znajdujemy odpowiedź w Tomaszowej audycji sprzed ćwierćwiecza… Tym samym, czym głos Mistrza od kończącego audycję komentarza spikera „Dwójki”.

Playlista audycji dostępna jest na stronie TBmp3.

Wpis partnerski z Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) |

Proszę zrozum, że nikt nie jest sam. Z depresji i myśli samobójczych można się wyzwolić. Wsparcie znajdziesz też klikając na niebieskie serduszko poniżej.

Facebook Suicide Prevention

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: