GWIEZDNE WOJNY / Metal Disco: Fetish Club Anthems

Metal Disco: Fetish Club Anthems (EP; Werkstatt Recordings; Grecja; 15 grudnia 2015)

Metal Disco - Fetish Club Anthems (ep; 2015)

To ta płyta powinna być ścieżką dźwiękową nowej odsłony filmowego cyklu „Star Wars” (którego zresztą nigdy nie byłem do końca admiratorem)… Metal Disco tworzy wizję muzyki przyszłości mocno zakorzenioną w syntezatorowej tradycji, z jaką w pełni koresponduje „kosmiczna” oprawa wydawnictw tego projektu. O ileż lepiej to brzmi, o ile głębsze pokłady mrocznej nieświadości przywołuje, niż silące się na techniczny minimalizm orkiestrowe popisy ilustrujące „The Force Awakens”… Dobrze, może nie rozumiem muzycznej istoty rzeczy spod znaku „Gwiezdnych Wojen”, ale… Czy muzykę powinno się rozumieć, czy też – po prostu – odczuwać?

Fetish Club Anthems to druga płyta Metal Disco, projektu firmowanego przez „cyborga muzyki elektronicznej” (zwykły człowiek nie mógłby nagrać i wydać tylu płyt), Toxic Razora. Obok najnowszej epki (dwieście trzydziestej piątej pozycji w katalogu założonej przez wspomnianego artystę wytwórni Werkstatt Recordings) Metal Disco ma w dyskografii jeszcze jedną, debiutancką płytę – wydany w sierpniu tego roku krążek Unearthly vices. Jak i co gra Metal Disco?

Metal Disco - Fetish Club Anthems - wkładka i płyta CD
Metal Disco – Fetish Club Anthems – wkładka i płyta CD (źródło: synthesizer.bandcamp.com)

Zgodnie z nazwą – mocną w wyrazie muzykę elektroniczną o wyeksponowanych walorach tanecznych i charakterystycznie „siermiężnym” brzmieniu (efekt używania wyłącznie analogowych syntezatorów). Ta stylistyka spodoba się na pewno zwolennikom brzmień spod znaku „oldschool EBM”, a’la Lost Image. Pierwszym planem obu albumów jest także współgrający z muzyką męski wokal – idealnie mroczny i zimny. Czego chcieć więcej? Niczego – może poza nieco większą różnorodnością muzycznej „narracji”.

Metal Disco - Fetish Club Anthems - wkładka i kaseta magnetofonowa
Metal Disco – Fetish Club Anthems – wkładka i kaseta magnetofonowa (źródło: synthesizer.bandcamp.com)

Na pierwszym krążku jest o to trudno, zaś nowa płyta rozwiązuje problem perfekcyjnie – pojawiają się tu liczne remiksy nagrane przez muzyków zarówno „debiutujących”, jak i już uznanych na scenie cold / minimal wave i post punk: Schonwald, Unidentified Man i Glass Dancer. Proporcje albumu obejmują cztery autorskie kompozycje i aż siedem remiksów o zróżnicowanej stylistyce – dzięki czemu nie ma tu miejsca na nudę i monotonię.

Na Fetish Club Anthems faworyzuję wszystkie utwory autorstwa Metal Disco, oraz niemal wszystkie remiksy (z wyjątkiem kompozycji „kite” w interpretacji Vestron Vulture). Niedługo Sylwester – sięgnijcie po tę płytę.

Szymon Gołąb

Metal Disco – Facebook

Metal Disco – SoundCloud

Album w wersji fizycznej (płyta CD i kaseta magnetofonowa), oraz cyfrowej do nabycia na stronie wytwórni Werkstatt Recordings w serwisie Bandcamp.

CHŁÓD MIĘKKIEGO KSIĘŻYCA / Supernova 1006: Talons

Supernova 1006 (EP; Werkstatt Recordings; Rosja; 15 listopada 2015)

Supernova 1006 - Talons (EP; 2015)

Supernova 1006, nowy gracz na scenie cold wave / post punk, to trio pochodzące z Chabarowska, czyli miasta na Rosyjskim Dalekim Wschodzie, oddalonego przeszło 8500 kilometrów od Moskwy i 30 od granicy z Chinami. Kompletna nieprzystępna dla ucha egzotyka? Bynajmniej (zdziwilibyście się dopiero, jak gra się dziś zimną falę w Chinach…). Supernova 1006 zarówno pod względem stylistyki brzmienia, jak i identyfikacji wizualnej to nawiązanie do popularnego obecnie na świecie wyznacznika „muzyki chłodu”, a mianowicie aury nagrań The Soft Moon. Czysta odtwórczość zatem? Też nie.

Supernova 1006 (fot. Quantum Defect - George Fedoreev / źródło: VKontakte)
Supernova 1006 (fot. Quantum Defect – George Fedoreev / źródło: VKontakte)

Rosyjskie trio ma w swojej dyskografii cztery wydawnictwa: Morphine (epka z 2014 roku), Bsides (LP, marzec 2015), Mistakes (nagrany w miesiąc po longplay’u singiel), oraz najnowszą płytę rozmiaru EP – Talons, która ukazała się niedawno nakładem greckiej wytwórni Werkstatt Recordings).

Liza Dołgich / Supernova 1006 (źródło: VKontakte)
Liza Dołgich / Supernova 1006 (źródło: VKontakte)

Obok wspomnianego nawiązania, Talons wyróżnia ogromna dawka zimno falowej energii, rozpisanej na naprawdę świetnie zagraną muzykę (z charakterystycznym efektem nieco „kosmicznego” brzmienia) i znakomite partie wokalne (zwraca uwagę głos żeński w „killerze” płyty, kompozycji „deathbeat#”). Album, na który składa się osiem krótkich (niespełna trzyminutowych utworów) to nader udane połączenie automatycznego rytmu perkusji ze zgiełkiem post punkowych gitar i syntezatorowego tła. To także, wciąż dość rzadko spotykany, mariaż zimnej fali z psychodelią. Potrzeba czegoś więcej? Chyba nie. Bum tarara bum – tańczyć.

Supernova 1006 - Talons (kaseta magnetofonowa / źródłó: synthesizer.bandcamp.com)
Supernova 1006 – Talons (kaseta magnetofonowa / źródło: synthesizer.bandcamp.com)

Obok „deathbeat#” faworyzuję utwory: tytułowy, „ahead”, morphine, „zero-one” i najbardziej post punkowy (przy czym charakterystycznie „rosyjski” w ujęciu tego gatunku) wygłos – „nowhere”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta CD i kaseta magnetofonowa) i cyfrowej dostępny na stronie wytwórni Werkstatt Recordings w serwisie Bandcamp.

Supernova 1006 – Facebook / VKontakte / Bandcamp / SoundCloud / YouTube

WORLD SYNTH / Mode in Gliany & Kriistal Ann: Liquid State

Mode in Gliany & Kriistal Ann: Liquid State (EP; Werkstatt Recordings; Francja – Grecja; 16 września 2015)

Mode in Gliany & Kriistal Ann - Liquid State (ep; 2015)

Muzyka jesieni brzmi inaczej. Więcej w niej melancholii, namysłu i ciemnej poezji. Jednak, aby piękna tej pory roku nie zamienić w pseudoartystyczny banał, potrzeba umiejętności patrzenia i słuchania, a nade wszystko wyobraźni potrafiącej odczytać chłodną symbolikę jesiennych przemian. Potrzeba tu więc talentu Kriistal Ann – spośród wielu muzyków współczesnej sceny cold wave, ta właśnie grecka wokalistka, multiinstrumentalistka i autorka tekstów (będących często najprawdziwszą poezją) najlepiej potrafi odczytywać księgę natury i ludzkiego serca, przekładając odnalezione w nich pytania na piękną muzykę.

Kriistal Ann (źródło: Facebook)
Kriistal Ann (źródło: Facebook)

Choć Kriistal Ann tworzy od niedawna, to już zdążyła zaskarbić sobie uznanie wśród słuchaczy poszukujących w nowoczesnej muzyce czegoś innego, niż stałe powielanie konwencji i pogoń za realizatorską „doskonałością”. Jej nagrania odznaczają: niemal bliska poezji niejednoznaczność, stałe napięcie pomiędzy ekspresyjnym konkretem, a subtelną impresją, oraz pasja do eksperymentowania – przy czym są to poszukiwania świadome, pełne stosowności i swoistego dostojeństwa, co zbliża muzykę Kriistal Ann do aury wczesnych dokonań formacji tworzących pod egidą 4AD. Posłuchajmy – oto fragment wydanego latem tego roku albumu For The Sake Of Thee, utwór „Sweatshop of Dynasty”:

…oraz „Fortune of Medea” z zeszłorocznego debiutu Delirious Skies:

Jeszcze inną stylistykę proponuje artystka tworząc w duecie Paradox Obscur:

Jedną z najpiękniejszych kompozycji Kriistall Ann jest „Slow” – synth popowy utwór nagrany w duecie z Aidanem Casserlym (Glass Dancer).

Źródłem tej cudownej niejednoznaczności brzmień Kriistal Ann jest, charakterystyczne dla tej artystki, sięganie po współpracę z wieloma muzykami na świecie – często reprezentującymi diametralnie odrębne gatunki. Jest to bezprecedensowa (w obecnych czasach artystycznego egoizmu) postawa, dająca asumpt do powstania zupełnie nowego gatunku, który – przez analogię do world music – można określić mianem „world synth”. Tym razem Kriistal Ann nagrała płytę z francuskim muzykiem z kręgu minimal / synth wave tworzącym pod pseudonimem Boris Völt (Mode in Gliany).

Liquid State to krótki (zaledwie cztery kompozycje), ale piękny album. Odnajdziemy tu utwory o zróżnicowanym tempie, jednak wyraźnej i spoistej nastrojowości – wyznaczonej przez „balladowy ton” muzyki jesieni. Minimalistyczny syntezatorowy rytm współgra tu z nader bogatym tłem instrumentalnym i wspaniałym głosem Kriistal Ann – wielokrotnie sięgającym po rejestry bliskie szeptowi, czy wręcz intymnemu wyznaniu. Naprawdę – jej głos (także dzięki specyficznej akcentacji) nie ma chyba równych sobie na współczesnej zimno falowej scenie. We wnętrzu Liquid State pojawia się też dialog wokalny (frazy w języku francuskim śpiewa Boris Völt), i – choć jest on znakomity – to nieco brak mu dramatyzmu znanego chociażby z wygłosu ostatniej płyty Marie Davidson.

Wspaniała płyta! W całości zasługująca na uwagę! Faworyzuję utwór „jour de pluie”.

Szymon Gołąb

Album w wersji cyfrowej dostępny do pobrania bezpłatnie („name your price”) ze strony wytwórni Werkstatt Recordings w serwisie Bandcamp. Wersja fizyczna (płyta CD) ukaże się wkrótce.

Kriistal Ann – Facebook / SoundCloud

Mode in Gliany – Facebook / SoundCloud

KAMERA, SYNTH, AKCJA! / Karate King: The Annihilator

Karate King: The Annihilator (kompilacja; Karate King Records; Stany Zjednoczone; 22 kwietnia 2015)

Karate King - The Annihilator (kompilacja 2015)

Rozczarował mnie tegoroczny debiut Johna Carpentera jako muzyka suwerennego, nie tworzącego na potrzeby swoich filmów. Album Lost Themes jest w istocie kolejną ścieżką dźwiękową, tym razem napisaną do nieistniejącego obrazu. Całość (z wyjątkiem doskonałej kompozycji „Vortex”) sprawia wrażenie zbytniej rozwlekłości, braku nastrojowego spoiwa, czy wręcz muzycznej nudy. Po wysłuchaniu tej płyty postanowiłem jeszcze raz, dla zatarcia nieprzyjemnych wrażeń, obejrzeć „Księcia Ciemności” („Prince Of Darkness”, reżyseria John Carpenter, 1987) i iść spać… Z tego marazmu wyciągnęła mnie dopiero syntezatorowa ekspresja zawarta wewnątrz świetnego albumu Beatbox Machinery: A Synth Trilogy (Werkstatt Recordings); a ostatnio zaś wspaniała, również „filmowa” płyta o pełnym tytule Karate King Presents: The Annihilator – soundtrack to the greatest 80’s action movie never made. Oto jej zwiastun:

Muzycznym wyczuciem Karate Kinga zainteresowałem się pod wpływem jego remiksu utworu „Underneath The Cemetery Moon” kończącego wydaną niedawno płytę Loud & Numb projektu The Deathless. Karate King to, obok Toxic Razora ze wspomnianego labelu Werkstatt Recordings, jedna z bardziej wyrazistych osobowości wśród pasjonatów stylu synth / retro wave. Mnogość kanałów komunikacyjnych w internecie, ich staranne prowadzenie, a także poczucie stylu sprawiają, iż działalność Karate Kinga (youtubera, blogera, producenta muzycznego, oraz założyciela Karate King Records) – choć jeszcze stosunkowo krótka – zasługuje na uwagę miłośników syntezatorowego wintażu i różnej maści elektronicznych stylizacji na lata osiemdziesiąte. Muzyczna różnorodność istnieje dziś przede wszystkim w sieci, tradycyjne media to zaś wyłącznie sztucznie dofinansowywana „noc żywych trupów”. Cieszę się z tego faktu, najwyższa pora na annihilację tej nepotystycznej tandety. Idzie nowe, a Karate King jest zdecydowanie w jego awangardzie.

Daniel LaRusso (Karate King)
Daniel LaRusso (Karate King)

We wnętrzu kompilacji The Annihilator pomieszczone zostały dwadzieścia dwie kompozycje o bardzo różnorodnych odcieniach synthu. Ten concept album (pamiętajmy o filmowej spoistości) jest pełną napięcia podróżą do wnętrza współczesnego elektronicznego undergroundu: Bionic Resistance, TRANSM15510N, Von Hertzog, Cosmo Cocktail, Block 35, SurgeryHead… Podejrzewam, że nazwy tych znakomitych formacji niewiele mówią rodzimemu słuchaczowi – tym bardziej więc warto sięgnąć po płytę The Annihilator i poznać ich muzykę!

Album zdumiewa umiejętnością zachowania dramatyzmu, oraz adekwatnością muzyki względem filmowego scenariusza (jego zarys znajduje się w recenzji płyty na portalu Bloody-Disgusting). Odnajdziemy tu wiele odcieni retro wave rozpisanych na zmienne tempo i różnorodne nastroje. Według koncepcji Karate Kinga syntezatorowy wintaż to, przede wszystkim, muzyka taneczna, przestrzenna i bogata aranżacyjnie. Na The Annihilator głos mają nie tylko instrumenty elektroniczne, pojawia się tu – w kilku odsłonach – chociażby saksofon. Arcydziełem retro aranżacji jest zaś przedostatni utwór na płycie, „Miami Sunset 1989” szwedzkiej formacji Strawberrybacon. Ten album wyróżnia ponadto jeszcze coś bardzo istotnego…

The Annihilator mimo, iż przynależy do niezależnego, „niszowego” nurtu w muzyce, cieszy się sporą popularnością wśród odbiorców. Dlaczego? Jest to wynik pomysłowości i elementu „kreatywnego” zawartego w idei, oraz formie tego wydawnictwa. „Soundtrack” Karate Kinga nie kopiuje wzorców znanych z podobnych produkcji (chociażby wspomnianej kompilacji A Synth Trilogy). Jest to rzecz znamienna dla współczesnych prób rewitalizacji gatunku retro wave / vintage synth. To, co wychodzi spod rąk jego pasjonatów ma być twórcze, odrębne i rozpoznawalne dzięki swojej inności. W ten właśnie sposób rozwija się i staje popularna sztuka – nie przez kopiowanie, naśladowanie, czy tworzenie sztywnych „formatów”.

Jestem urzeczony! Wciąż wracam do tej płyty!

Szymon Gołąb

Karate King – Facebook / VKontakte / Twitter / YouTube / SoundCloud 

Karate King Records – Facebook

SYNTH – TERMINATOR / Beatbox Machinery: A Synth Trilogy (VHS edition)

Beatbox Machinery: A Synth Trilogy (VHS edition) (kompilacja; Werkstatt Recordings; Grecja; 15 marca 2015)

Beatbox Machinery - A Synth Trilogy (VHS edition) (kompilacja; 2015)

Ta płyta spodoba ci się jeśli uważasz, że: Obcy zaatakują niedługo Ziemię (co więcej, czekasz na to!); klasyczny Chevrolet Camaro 5.7 V8 (obowiązkowo po tuningu Edelbrocka) nie ma sobie równych (bądź jesteś dużym dzieckiem i wieszasz na ścianach plakaty z Lamborghini Diablo); a najlepsze gry komputerowe powstawały circa do roku 1995… Alternatywna rzeczywistość Beatbox Machinery wciągnie cię także wtedy, gdy – po prostu – cenisz syntezatorowy wintaż w najlepszym wykonaniu. Ważne jest też, żebyś pamiętał do czego służyły kasety wideo.

Beatbox Machinery to Terminator Synthu – robot-siłacz, który gniecie, wykańcza, rozwala. Jego bronią jest klasyczny syntezator, jego energia zaś nie wyczerpie się nigdy. Na facebookowej stronie tego niezwykłego projektu czytamy o dziesięciu płytach długogrających, czterdziestu ośmiu epkach, sześciu singlach, oraz niepoliczalnej chyba ilości kompilacji, na których pojawiły się utwory Beatbox Machinery. Chyba tylko jeden człowiek na świecie (dosłownie i bez przesady) może odznaczać się podobną pasją i wytrwałością w tworzeniu muzyki (doskonałej, dodajmy) – Toxic Razor. To postać znana już czytelnikom Wave Press, chociażby z projektów Paradox Obscur i Geometry Combat, oraz jako spiritus movens wytwórni Werkstatt Recordings. Kompilacja A Synth Trilogy Beatbox Machinery (a więc jednoosobowego projektu powołanego przez Toxic Razora w 2010 roku) jest właśnie rocznicowym, dwusetnym wydawnictwem tego labelu.

Toxic Razor (Beatbox Machinery) fot. Giannis Katsaras
Toxic Razor (Beatbox Machinery) fot. Giannis Katsaras

Wydawnictwo to ma niezwykle kunsztowną i interesującą formę: we wnętrzu pudełka stylizowanego na opakowanie kasety VHS (stąd nazwa całości – „VHS edition”) pomieszczono sześć płyt CD, dwie kasety magnetofonowe, oraz różnego rodzaju „gadżeciarskie” bonusy, którymi można udekorować swój „ołtarzyk” lat osiemdziesiątych – a więc po prostu własną półkę z kasetami i resorakami Matchboxa (obowiązkowo kupowanymi w Pewexie, bo Baltona to już nie był „ten klimat”) – którą chyba każdy szanujący się miłośnik klimatów a’la 80’s powinien mieć w pokoju. Gdy już się tym wszystkim nacieszymy, pora na jeszcze większą frajdę – czysto już muzyczną.

Beatbox Machinery - A Synth Trilogy (VHS edition) - zawartość "boxu"
Beatbox Machinery – A Synth Trilogy (VHS edition) – zawartość „boxu”

A Synth Trilogy to pięćdziesiąt jeden kompozycji z ułożonego tu chronologicznie dorobku Beatbox Machinery, sfabularyzowanych dodatkowo w rodzaj opowiadania (czy też gry komputerowej) – tak, iż wydawnictwo to ma swoje rozdziały i epizody. Całość zamyka także znaczna ilość remiksów, chociażby w wykonaniu znakomitej formacji Denovomutans (remiksów jest szesnaście – faworyzuję „motorized gladiator” w wykonaniu Europaweite Aussichten). Muzyka Beatbox Machinery – mimo, iż podporządkowana konwencji elektronicznego wintażu lat osiemdziesiątych – jest nader różnorodna pod względem nastroju i tempa. Toxic Razor dysponuje również bardzo dobrym zimno falowym wokalem, choć w nagraniach Beatbox Machinery pojawia się on rzadko.

Pięćdziesiąt jeden utworów… Czy ten box zbytnio nie przytłacza – także ambicją autora? W żadnym wypadku! Pozostawia nawet niedosyt. Jest to także świetne wydawnictwo do słuchania w samochodzie (jazda, droga i prędkość to żywioły tej muzyki). Polecam zatem A Synth Trilogy przede wszystkim jako alternatywę dla RMF.FM, Radia Zet i wszystkich tych rodzimych kołchoźników, które zwykle katują nas w podróży.

Szymon Gołąb

Beatbox Machinery – Facebook

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: