BRUTALNE PIĘKNO / Zupagrafika: modele architektury modernistycznej

Brutalizm i modernizm architektoniczny inspirują. Trudno wyobrazić sobie muzyczną zimną falę bez kontekstu chłodnych w wyrazie, minimalistycznych betonowych form obecnych na okładkach płyt i w teledyskach. Brutalizm pojawia się jako stylistyczny ornament chociażby w wideoklipach popularnego duetu The Agnes Circle – oto próbka, wideo do utworu „Sister Flux”.

Continue reading „BRUTALNE PIĘKNO / Zupagrafika: modele architektury modernistycznej”

Reklamy

„WIELOMÓWNY MROK” / Zdzisław Beksiński: „Opowiadania”

Zdzisław Beksiński: „Opowiadania” (Wydawnictwo Bosz – wersja drukowana / Virtualo – wersja e-book; Olszanica / Warszawa; maj 2015)

Zdzisław Beksiński - Opowiadania (książka / e-book 2015)

Kilkanaście dni temu odbyła się premiera „Opowiadań”, które Zdzisław Beksiński napisał w latach 1963 – 64. Warto sięgnąć po tę lekturę, zaś obcowanie z tekstami sanockiego wizjonera w wersji elektronicznej najbliższe jest chyba intencjom ich twórcy, szczególnie chętnie korzystającego z wszelkich odmian nowoczesnej techniki. Przypomnijmy – Beksiński jest chociażby jednym z prawodawców artystycznej grafiki komputerowej w Polsce, i to właśnie jemu należy zawdzięczać wprowadzenie tej dziedziny twórczej na poziom prawdziwej i wymownej sztuki.

Zdzisław Beksiński we wnętrzu warszawskiej pracowni (około roku 2005)
Zdzisław Beksiński we wnętrzu warszawskiej pracowni (około roku 2005)

E-book zawiera dwadzieścia pięć tekstów, z których przynajmniej część można odnaleźć w sieci – dlaczego jednak należy wybrać ich nowe, poddane edycji, wydanie? Proza Zdzisława Beksińskiego to wytrawna, choć ciężka lektura. Autor ze swobodą poety obchodził się z tradycyjnymi normami składniowymi – tak, iż choć konstrukcja zdań wyszłych spod pióra Beksińskiego urzeka klarownością, to z całkowitą nonszalancją potraktowana została chociażby zasada podziału tekstu na akapity. „Strumień świadomości” w interpretacji sanockiego artysty ma wyraziste konsekwencje znaczeniowe, podąża za kształtami „wielomównego mroku” (opowiadania obfitują w doskonałe metafory!), jednak zdecydowanie zaburza postulat komunikatywności, czyniąc niestety większość dostępnych w internecie utworów, nieczytelnymi. Obcowanie z edytowaną wersją „Opowiadań” sprawia zaś czytelnikowi prawdziwą przyjemność – oto bowiem przed jego oczami otwiera się nie tylko dokument pewnego typu wyobraźni, czy metody twórczej, ale także wspaniała wizyjna literatura w najlepszej z możliwych postaci.

Zdzisław Beksiński w swojej pierwszej pracowni w Sanoku (około roku 1962)
Zdzisław Beksiński w swojej pierwszej pracowni w Sanoku (około roku 1962)

Wielu artystów sztuk wizualnych próbuje pisarstwa, niewielu jednak wykracza w tych próbach poza poziom eksperymentu, przelotnego flirtu z inną dziedziną ekspresji. Zdzisław Beksiński powołał natomiast literaturę sensu stricto, którą od większości dzisiejszych „produkcji słownych” odróżnia chociażby fakt, iż przenosi ona swoje znaczenia poza ramy czasu w jakim powstała – a nawet tego, w którym aktualnie ją odczytujemy. Obok więc potencjału zdolnego wyzwolić czytelniczą przyjemność, opowiadania malarza z Sanoka zawierają pewien element zasadniczy, dzięki któremu są wartościowym i suwerennym nurtem jego dzieła – przynoszą mianowicie artystycznie ujętą wiedzę i naukę. Spełniają tym samym odwieczną zasadę literatury, docere, według której ma ona „nauczać”, bądź „pouczać”.

Zdzisław Beksiński - fragment maszynopisu opowiadania
Zdzisław Beksiński – fragment maszynopisu opowiadania „Plac egzekucji” (fot. Copyright © Muzeum Historyczne w Sanoku)

O czym naucza Zdzisław Beksiński? Przede wszystkim o destrukcyjnym znaczeniu przywiązania do pozorów, szkodliwości poddańczego hołdowania różnorodnym aberracjom w widzeniu i pojmowaniu dookolnego świata. Piętnuje wielorakie formy popularnej obecnie „psychologii wpływu”, przekształcone w jego tekstach w trwałe kalectwo intelektualne bezimiennych bohaterów („everymanów” – zgodnie z metodą Kafki i Orwella). Pod tym względem doskonały jest, pomieszczony w e-booku, trzyczęściowy cykl literackich obrazów wojny, zatytułowany „Kronikarz wydarzeń”. Beksiński mówi też o czarnej, czy wręcz piekielnej (wprost i bez eufemizowania) mocy propagandy, z zadziwiającą aktualnością łącząc ten ponury fenomen współczesności z technikami stosowanymi w marketingu, czy „psychologii reklamy”. Jeśli czytelnikiem „Opowiadań” będzie ktoś odczuwający przesyt owych technik w życiu codziennym, zwłaszcza zaś w „przestrzeni medialnej”, to w pierwszym rzędzie winien on sięgnąć po znakomity tekst „Bakterie”.

W tym niezwykłym opowiadaniu Beksiński wnikliwie i z plastyczną dosadnością sportretował proces powstawania buntu i emocjonalnego sprzeciwu względem wszechobecnej współcześnie „bladze” (Gombrowiczowskie nawiązania w prozie malarza są nader wyraźne), ustanawiają jednocześnie – i prowokacyjnie – nienawiść jako konsekwencję życia wśród zakłamania, ale i ostateczną instancję człowieczeństwa prowadzącą do wyzwolenia spod wpływu wielokierunkowej manipulacji. „Bakterie” to doskonała proza, pozwalająca chociażby zrozumieć procesy emocjonalne prowadzące do powstania popularnego obecnie w internecie „hejtu”. Przykładów tego rodzaju aktualności jest w „Opowiadaniach” zdecydowanie więcej.

Zdzisław Beksiński - autoportret w czapce milicjanta (lata sześćdziesiąte)
Zdzisław Beksiński – autoportret w czapce milicjanta (lata sześćdziesiąte)

Teksty Zdzisława Beksińskiego stanowią też swego rodzaju „szkicownik mistrza” – jego metody pisarskie są bowiem niejednokrotnie zbieżne z technikami, które stosował w sztukach wizualnych. Należy też dodać, że w przypadku niektórych opowiadań, literatura wprost wyprzedza i zapowiada wizje malarstwa. Beksiński pisał na długo przed popularnym „okresem fantastycznym” swojej twórczości, zaś potencjał obrazotwórczy zawarty we fragmentach prozatorskich (zwłaszcza opowiadania: „Na końcu ogrodu”, „Wilki”, Plac egzekucji”, „Śnieg”, czy wreszcie „Kobieta z portretu”) tę feerię mrocznej wyobraźni wyraźnie antycypuje, unaoczniając jej podstawowe składniki i formy. Lektura „Opowiadań” wskazać może także głębszą zbieżność pomiędzy literaturą i malarstwem Zdzisława Beksińskiego.

Katedra - jeden ze stałych rekwizytów malarstwa Zdzisława Beksińskiego (obraz olejny z 1983 roku)
Katedra – jeden z rekwizytów malarstwa Zdzisława Beksińskiego (obraz olejny z 1983 roku)

W opublikowanej wkrótce po śmierci artysty korespondencji mailowej, jaką Beksiński prowadził z jedną ze znanych wówczas dziennikarek, pojawia się wątek metody twórczej mistrza – a mianowicie komponowania obrazów zgodnie z zasadą „wieszaka”. Tak malarz określił stałe elementy swoich przedstawień: katedrę, krzyż, oraz szkielet. Zgodnie z jego słowami, przywołanymi w jednym z maili, sposób wizualnego ujęcia tych składników miał odwoływać się do ich funkcjonowania w powszechnej świadomości – jako obrazów lęku, czci, wzniosłości, czy obrzydzenia… Uważny czytelnik dostrzeże w „Opowiadaniach” podobną, zastosowaną niezwykle kunsztownie, metodę. Rolę „wieszaków” w tekstach „Centrala snów” i wspomnianym już tryptyku „Kronikarz wydarzeń” spełniają powszechnie używane (przynajmniej w polszczyźnie drugiej połowy XX wieku) stałe związki frazeologiczne – „ołowiana głowa” i zwrot „śnić czyjeś sny”.

Kości jako forma architektoniczna na obrazie Zdzisława Beksińskiego z 1981 roku.
Kości jako forma architektoniczna na obrazie Zdzisława Beksińskiego z 1981 roku.

Podobnych zbieżności „metodologicznych” na linii literatura – malarstwo można znaleźć dużo więcej; to chociażby sprawia, że lektura „Opowiadań” jest obowiązkowa dla każdego, kogo fascynuje tajemnica dzieła Zdzisława Beksińskiego – jego niesłabnąca popularność (mimo przywoływania treści trudnych), oraz stała aktualność, czy wręcz metafizyczny i ponadczasowy walor talentu, którym dysponował sanocki wizjoner.

Szymon Gołąb

Zdzisław Beksiński: „Opowiadania” w wersji elektronicznej (e-book) do nabycia w sklepie internetowym Virtualo.

Fotografie portretowe, oraz zdjęcia obrazów pochodzą ze strony Zdzisława Beksińskiego na portalu VKontakte.

Zdzisław Beksiński – Facebook / YouTube (kanał Andy’ego Tesznera)

CZTERY E-BOOKI ZDZISŁAW BEKSIŃSKI: „OPOWIADANIA” DO WYGRANIA W KONKURSIE VIRTUALO.

  • Aby wziąć udział w konkursie proszę skomentować ten wpis za pomocą umieszczonej poniżej skrzynki komentarzy Facebooka – z użyciem funkcji „opublikuj także na Facebooku” („Also post on Facebook„).

  • Autorom najciekawszych komentarzy odpowiem z prośbą o wysłanie wiadomości na mój adres e-mail.

  • W odpowiedzi na wiadomość otrzymają Państwo bezpłatny kod do pobrania e-booka ze strony internetowej dystrybutora tego wydawnictwa, firmy Virtualo.

  • Konkurs trwa do poniedziałku, 25 maja 2015 włącznie.

Google Translate - logo

GRA CZARNYCH PACIORKÓW / Magdalena Grzebałkowska: „Beksińscy. Portret podwójny”

Magdalena Grzebałkowska: „Beksińscy. Portret podwójny” (Wydawnictwo Znak; Kraków; premiera: 20 lutego 2014)

Magdalena Grzebałkowska:

„Czarnych” jednak tylko dlatego, by muzyka tytułu tych refleksji brzmiała wyraźniej. „Gra”, oraz efekt przesuwania się przed oczami czytelnika kolejnych „paciorków” tyleż prostej, co skomplikowanej historii – wyznaczający dobry biografistyczny warsztat autorki „Portretu podwójnego” – to już określenia głębszych odczuć po lekturze. Nie bez znaczenia jest także odniesienie czynionych tu ex post rozważań do powieści Hermanna Hessego.

Swoją „Grę szklanych paciorków” jeden z ulubionych prozaików Tomasza Beksińskiego zamknął w otwartej (co miało być paradoksem) formie opowieści inicjacyjnej. Podobnie, każda kolejna stronica biografii Beksińskich zbliża do przekonania, iż oto obcujemy z rozpisanym na dwugłos portretem swoistej inicjacji, jesteśmy świadkami ruchu w głąb.

Wtajemniczenie. Powiedzieć wyłącznie o „obcowaniu” z tajemnicą to jednak, w przypadku tej książki, zbytnie uproszczenie. To raczej niemal zmysłowa obecność, dotyk, bliskość głosu i naoczność dwóch zbieżnych i przeciwstawnych wymiarów nieskończoności; życie bowiem artysty – co podkreśla lektura „Portretu” – jest perspektywą, która nie posiada wyraźnego zakończenia. Nawet jeśli jest to istnienie, jakiemu nieustannie towarzyszy wizja finalna. Powieść Hessego traktuje o wejściu w tajemnicę życia; historia Beksińskich w książce Grzebałkowskiej jest wstępowaniem w śmierć. Koniec to zazwyczaj „zejście”, a nie „wejście” – lecz nie w przypadku biografii, z którymi tu obcujemy. Swoiście odwrócona inicjacja życia i dzieła Beksińskich ukazana jest tu nie jako zdegradowanie, ale każdodzienne i niemal mistyczne (widzę Zdzisława pukającego się w czoło po tych słowach) wstępowanie na wyższy poziom przeżywania i (nie)zrozumienia dookolnego świata.

„Pierwiastek irracjonalny”. To, co ciemne i niezrozumiałe, albo odwrotnie – jasne i wyraźne. Jego obecność zaznacza się w każdym życiu. Jest on miłością Tomasza, tęskniącą wciąż za tym, co prawdziwe. Buduje wizje Zdzisława i jest jego upartą, wytrwałą pracą. Irracjonalne i czysto ludzkie są opiekuńcze uczucia Zofii Beksińskiej. Szperacze sensów kalekich i niedomyślanych teorii, widzowie próżnych natchnień i ubodzy teologowie będą jednak tą lekturą zawiedzeni. Nie ma tu epatowania „otchłanią”, „czernią”, „śmiercią” i „piekłem” jakiego poszukuje dziś zbyt natarczywie pseudoreligijna refleksja gotowa odnajdywać spisek „ciemności” we wszystkim, co wartościowe i – nie bójmy się użyć tych słów – odmienne, inne, indywidualne. Szatan tak w formach artystycznych Zdzisława Beksińskiego, jak i na tych stronach, owszem pojawia się, lecz jedynie i wyłącznie jako forma właśnie; jest to zresztą tylko (aż?) „szatan powiatowy (bardziej wspaniały)” – nie zaś „czyhająca na ludzkie dusze, potworne i niebezpieczne monstrum”. Ta droga krytyki dzieła, oraz życia Beksińskich jest zamknięta, ślepa. Z drugiej strony: „mój stosunek do Boga cechuje niewypowiedziana dyskrecja” – napisał niegdyś Rainer Maria Rilke (jeden z ulubionych poetów Zdzisława) – i malarz powtarza tę frazę wielokrotnie na stronicach poświęconej mu książki. W finale portretu samotnego artysty wątek ten powraca w subtelnej, a przez to pięknej postaci – jako sugestia jedynie. Nieczęsta to jakość rodzimej biografistyki.

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński

Anegdota i życie. Bez fragmentów, które po lekturze pamięta się i cytuje nie ma biografii znaczącej, nie ma literatury. Prawdę tę pojęła autorka doskonale, czyniąc wnikliwe unaocznienie historii znanych już w większości zainteresowanym życiem Beksińskich, jednak ciągle niedopowiedzianych, pozbawionych aż do dziś należytego opisu. Bez kontekstu nie istnieją fakty biograficzne. Czytając wielokrotnie ową „przerażająco krótką listę powodów dla których warto było żyć”, jaka kończyła ostatni felieton Tomasza Beksińskiego, nie wiedziałem, aż do dziś, dlaczego wśród nich znajduje się data 31 maja 1998. Podobnie, nie znałem wielu spośród błyskotliwych trawestacji języka biblijnego, jakimi posługiwał się na co dzień Zdzisław Beksiński; współpracę zaś i spory malarza z paryskim marszandem traktowałem jedynie jako tyleż praktyczny, co obsesyjny epizod życia artysty. Magdalena Grzebałkowska wiele w swej pracy wyjaśnia. Najwięcej – jak dotąd.

Zdzisław Beksiński - autoportret
Zdzisław Beksiński – autoportret

Człowiek i żywioł przeciwny człowiekowi. „Portret” przedstawia Beksińskich z bardzo bliskiej perspektywy, intymnej częstokroć. Tomasz: obraz ciała, które stało się nośnikiem duszy o szczególnym ciężarze i niepokoju. Geografia cielesności naznaczonej „kolejnymi śmierciami”, stygmatyzowanej przez życie nie do zniesienia; życie, które nie chce być prawdziwe. Ponownie Tomasz: dialektyka (gra?) pragnienia i odtrącenia; kunszt artysty i pogarda człowieka dla wszystkiego, co zaprzeczać może szlachetnym wymiarom odczuwania. Stosunek napięć i odprężeń. Architektura nieustannego kresu istnienia. Zdzisław: jego awersja do chamstwa; niemal fizyczny wstręt do wszystkiego, co płaskie, zmieszane z brudem człowieczeństwa upozorowanego i chybionego. Sztuka portretująca chamstwo w jakiejkolwiek jego odmianie, jest nie do przyjęcia. Ponownie Zdzisław: dyscyplina istnienia, aby nie upaść. Ład wzrastający w obsesyjność. Żona i matka; bliscy i rodzina. Uznawany za lodowatego w kontaktach międzyludzkich artysta nie odtrąca starzejącej się matki, trwa przy niej do ostatnich chwil; nie zdradza także żony; do syna pisze: „nie zostawiaj mnie”, kiedy wyczuwa, iż ten chce już zdecydowanie porzucić życie… Zdzisław i Tomasz. Portret podwójny: dotrzymywanie słowa i odpowiedzialność za jego powagę. Niechęć (niepopularna dziś) do „rozmywania” spraw, jakie łączą ich życie z innymi.

Żywioł przeciwstawny człowieczeństwu. Odtrącony przez ludzi, aż do upadku w śmierć, syn. Zamordowany ojciec. Bezczelność zabójcy każącego autorce płacić za możliwość przeprowadzenia z nim rozmowy. Odwrócony czas i wartościowanie a rebours. Brawurowo okrutny finał tej opowieści, niczym w „Gumach” – czarnym kryminale, który Zdzisław Beksiński czytał kilkadziesiąt razy…

„Portret podwójny” także będzie lekturą wielu powrotów.

Szymon Gołąb / Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

„Beksińscy. Portret podwójny” – premiera książki / Facebook

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: