OBRAZY // Monika Kłobucka: Architektura czerni i bieli

Kontrast czerni i bieli,  podobnie jak brutalizm, to architektoniczny odpowiednik zimnej fali. Oba fenomeny pojawią się na okładkach płyt, w teledyskach, są tematami didżejskich wizualizacji. Skąd ta wrażliwość? Najlepiej zapytać architektkę (ale nie tylko). Poznajcie Monikę Kłobucką. 

Co tworzysz? Czego się uczysz i jakiej muzyki słuchasz?

Studiuję aktualnie architekturę i taki stan nie zmieni się przez kilka lat. Twórczość to bardzo rozległe słowo, więc na wstępie powiem tylko, że poza pracami wykonywanymi na studiach param się rysunkiem. Taki stan rzeczy trwa jakoś od połowy liceum, kiedy to zaczęłam uczęszczać na zajęcia rysunku do pracowni plastycznej Pani Bral. W swoim zbiorze rysunków gromadzę różne tematy i różne techniki; od rysunku ołówkiem, przez węgiel, sepię, tusz, po malarskie i graficzne prace. Staram się rysować rzeczy, które – mówiąc najogólniej” – wpadną mi w oko”. Tematem, do którego najczęściej powracam jest oczywiście architektura, nie stronię jednak od człowieka; chociażby pod postacią różnych portretów. Przedmioty codziennego użytku, takie jak; czajniczki, sztućce, puszki itp. rysowane w nurcie hiperrealizmu również cieszą się u mnie powodzeniem. Zdarza mi się malować martwą naturę, chociaż w malarstwie nie odnajduję satysfakcji tak dużej jak w rysunku, ostatnimi czasy szczególnie – w rysunku czysto graficznym.

Monika Kłobucka
Monika Kłobucka

Wracając jednak do tematu studiów… Architektura to bardzo rozległa dziedzina. Uczymy się nie tylko wszystkich norm, zasad i wytycznych do projektowania. Taki kierunek studiów przygotowuje nas przede wszystkim do bycia i myślenia jak architekt. Jako przyszli architekci musimy mieć wyrobiony pewien smak, poczucie estetyki i świadomość kształtowania przestrzeni. Każdy z nas musi wyrobić sobie pewien gust i osobowość, w tym przypadku architektoniczną. Ciężko mi dziś powiedzieć, jak będzie wyglądał mój, jednakże biorąc pod uwagę własne preferencje kolorystyczne, mogę snuć już jakieś przypuszczenia…

Monika Kłobucka - Kot
Monika Kłobucka – Kot

Jeśli chodzi o muzykę, której słucham to tutaj jest tego całkiem sporo. Zacznijmy od tego, że nie słucham jednego rodzaju muzyki, rzadko też potrafię odtworzyć w pamięci jakąś płytę konkretnego zespołu. Można więc powiedzieć, że przy wyborze kawałka kieruję się bardziej czystym subiektywizmem, aniżeli faktem, że to utwór takiego, lub innego zespołu. Najczęściej zdarza mi się słuchać muzyki raczej ciężkiej, chociaż wszystko uzależnione jest od nastroju. Jeśli miałabym jednak wrzucić jakieś hasła to z pewnością byłyby to: Jacek Kaczmarski, Marilyn Manson, Shannon, Linkin Park, Imagine Dragons, Indila… szanty…i tego typu historie.

Czym jest „architektura czerni i bieli”?

Abstrakcyjna architektura czerni i bieli to architektura kontrastu. Tego typu architektura przyciąga wzrok, bo kontrasty są tym, co ludzkie oko wychwytuje najszybciej. Jednakże, jest to także architektura, którą ciężko wkomponować w jakieś większe założenia. Być może jest to dobra architektura dla wnętrz? Surowe, monochromatyczne wnętrza co jakiś czas powracają do mody. Jakkolwiek by o niej nie mówić, jest architekturą trudną do zastosowania. Nieumiejętnie użyta może spotkać się ze sporą dezaprobatą. Czerń i biel, kontrast, cienie i światła, to wszystko są elementy, które dla mnie osobiście mają ogromne znaczenie. Uważam, że taka architektura mogłaby pełnić funkcję „perełki”, jakiegoś niewielkiego elementu założenia, który uświetnia całość.

Monika Kłobucka - Śmierć przed TV
Monika Kłobucka – Śmierć przed TV

Podobno lubisz poezję… Jaką? Inspirujesz się wierszami?

Myślę, że od najmłodszych lat ciągnie mnie w stronę poezji. Nie ukrywam, że w przeszłości byłam przekonana, że swoją przyszłość będę wiązała przede wszystkim z aktorstwem. Dzisiaj oczywiście sprawy mają się zupełnie inaczej, ale zawsze z chęcią wracam do poezji i recytatorstwa. Przygoda z tym drugim zaczęła się już w drugiej klasie szkoły podstawowej. W poezji tkwi jakaś magia, ale co dla mnie było najważniejsze – tkwi w niej kontrast. Moją ulubioną poetką jest oczywiście Wisława Szymborska – poetka niebanalna, kontrastowa, niekiedy bardzo cyniczna.

Monika Kłobucka - Tik tak
Monika Kłobucka – Tik tak

Nie sięgam po poezję przepełnioną miłością czy szczęściem, szukam z reguły poezji cynicznej, pokazującej coś w prawdziwym, brutalnym świetle, poezji mocno skontrastowanej – która piękno stawia z brzydotą pod jedną ścianą. Moim ulubionym wierszem będzie więc „Nienawiść” Wisławy, wiersz do którego powracam bardzo często i który niejednokrotnie przedstawiałam na konkursach recytatorskich. Myślę, że ciężko nie inspirować się poezją – zawsze pozostawia ona swój odcisk na naszym charakterze. Każdy, kto chociaż raz się w niej zagłębi, mimowolnie będzie się do niej odnosić. Być może nie będzie to analiza i interpretacja, to raczej nie ten typ inspiracji. Myślę, że będzie to próba odtworzenia pewnych doznań, odczuć i wrażeń, które z tej poezji wynikają. Fakt, że przyciągała mnie zawsze poezja kontrastu, według mnie w żadnym wypadku nie jest przypadkowy. Można by więc powiedzieć, że jestem tym, co czytam.

…w takim razie zapytam o poetyckie znaczenie kontrastu…

Poetyckie znaczenie kontrastu – brzmi trochę jak pytanie-pułapka na maturze. Wydaje mi się, że kontrast w poezji ma kilka wymiarów. Przede wszystkim słowny – zestawienie piękna z brzydotą, wykwintności z prostactwem. Jednak dla mnie, jako amatorki recytacji, będzie to zmiana tonu i barwy głosu. Kiedy myślę o przykładzie kontrastu rozumianego w ten sposób w głowie świtają mi ulubione linijki wiersza, o którym już wspominałam, a brzmią one tak:

„Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.”

Architektura i muzyka to naczynia połączone. W jaki sposób?

Muzyka to pewien ciąg następujących po sobie akcentów; gdzieś pojawia się jakaś dominanta, wszystko ma swój rytm i ciąg. Podobnie jest z architekturą – jednomelodyjna architektura byłaby z pewnością nudna, dlatego też architekt, tak jak kompozytor musi zestawiać ze sobą poszczególne elementy architektoniczne w taki sposób, by tworzyć architekturę przyjemną dla oka. Wiemy, że im bardziej zróżnicowana, szczególnie subtelnie, linia melodyczna, tym bardziej utwór „wpada nam w ucho”.

Monika Kłobucka - Kanapka z człowieka
Monika Kłobucka – Kanapka z człowieka

Tak samo jest z architekturą; staramy się tworzyć architekturę płynną, zróżnicowaną ale nie krzykliwą. Architekturę, która ma swój porządek, tak jak utwór muzyczny rytm. Gdzieś wplatamy dominanty, gdzieś zmieniamy tempo i rytm, by zaciekawić, zadziwić lub po prostu przykuć uwagę oglądającego. Myślę, że szczególnie z elewacji budynków można czytać jak z nut. Dział badania muzyki i jej wpływu na architekturę jest przeogromny i ciekawy. Myślę, że umiejętność gry na jakimś instrumencie jest dla architekta jak najbardziej zdolnością działającą na plus – im bardziej wszechstronny jest architekt, tym lepszą architekturę tworzy.

Muzycy nurtów cold wave / post punk często inspirują się „brutalizmem”. Co to jest?

Brutalizm jest nurtem architektury doby późnego modernizmu. Dla brutalistów najważniejsza była konstrukcja i przestrzeń oraz właściwości materiałów, których używali. Mówi się o nich, że z architektury abstrakcji przeszli na ekspresję. Z brutalizmem ściśle powiązany jest także minimalizm. Nie da się ukryć, że był on jednym z najbardziej nielubianych i niezrozumianych nurtów w architekturze. Twarde, surowe kształty, nieregularność, etyka ponad estetyką to wyznaczniki brutalizmu. W brutalizmie nie można udawać, że masy zbrojonego betonu to coś więcej niż tylko materiał konstrukcyjny. Dlatego też brutalistyczne budowle pozbawione są jakiegokolwiek wykończenia, a z bliska można dostrzec teksturę drewna używanego do szalunków odciśniętego na surowym betonie.”

Monika Kłobucka - Image
Monika Kłobucka – Image

Brutalizm był nurtem, który zakładał pewną utopijną wizję społeczeństwa – takiego, w którym estetyka nie byłaby ponad etyką. Krytykuje się go za niedostosowane do ludzkiej skali i zapotrzebowań wizualnych człowieka. Mówi się, że architektura brutalizmu jest przytłaczająca, a z surowym betonem niezbyt dobrze obchodzi się czas. To tyle jeśli chodzi o takie klasyczne wytyczne.

Spróbuję jednak odnieść się do tego nurtu według własnego widzimisię. Uważam, że gust jest rzeczą względną i w związku z tym ciężko powiedzieć, czy to, co dzisiaj uważamy, za klasyczny przykład brzydoty, za jakiś czas nie będzie przykładem dobrej architektury. Nurt brutalizmu został niezrozumiany, być może faktycznie był on niezbyt ludzki. Nie ulega jednak wątpliwości, że był nurtem kontrastu. Uważam, że wiele jego założeń zostało niedocenionych. Warto wspomnieć, że nawet Le Corbusier w ujęciu materiałów po części również był brutalistą. Żaden nurt w architekturze nie jest przypadkowy – stanowi wynik analizy i rozmyśleń jakiejś grupy architektów, dlatego też warto czerpać z brutalizmu, nawet jeśli w całości jako nurt cieszy się złą sławą.

Jakieś plany? Jakaś przyszłość?

Plany na przyszłość są dość proste – projektować. Gdzie i co? Ciężko mi jeszcze powiedzieć. Zależy mi również na tym, żeby chociaż w niewielkim stopniu zajmować się w przyszłości poezją. Być może gdy uda mi się zagospodarować trochę więcej czasu przyłączę się do jakiegoś teatru amatorów. Wszystko jeszcze przede mną!

Rozmawiał: Szymon Gołąb

Za możliwość spotkania z Moniką Kłobucką dziękuję Januszowi Dębskiemu (Galeria „13”, Mława) oraz Zygmuntowi Mężykowskiemu (Miejsko – Gminny Ośrodek Kultury w Lidzbarku).

Wybrane prace artystki (grafika, wizualizacja, malarstwo) można obejrzeć poniżej.

ZIMNY STRACH / Geuxx: II

Geuxx: II (EP; Worn Pop; Ukraina; 20 kwietnia 2016)

Geuxx - II (EP; 2016)

W brzmieniach Geuxx jest rodzaj strachu, który może ekscytować, wprawiać w nerwowe drżenie, powodować bezsenność – tak więc uwaga!

Dotąd omijałem na tej stronie (jak i w radiu) muzykę z Ukrainy, chcąc zdystansować się od fałszywych zachwytów rodzimych politruków, którzy kulturę (nie tylko muzyczną) traktują wyłącznie jako instrument propagandy i to „najgorszego sortu” – parafrazując polskiego klasyka. Słyszycie? Już pojawia się ton, którego chyba wszyscy mamy dość… Milczałem więc o Ukrainie, słuchając jednocześnie: Makiny Girgir, blablarismu, Cold Comfort, czy „Saszy, który był modnisiem” (co się z nim stało, ktoś wie?) – a ostatnio fenomenalnego duetu z Kijowa, Geuxx.

Geuxx (źródło: VKontakte)
Geuxx (źródło: VKontakte)

II to, nomen omen, druga płyta w dyskografii Geuxx, obok wydanej w zeszłym roku epki YTY. Jak grają Kijowianie?

Niby wszystko to, co pojawia się na ich płytach już znamy (chociażby dzięki dokonaniom formacji powielających schemat brzmień The Soft Moon), a jednak… Jest to zupełnie nowa muzyka, nawet dla kogoś osłuchanego z najnowszymi wydawnictwami skrzyżowania gatunków: cold wave, post punk, goth gaze. No, właśnie – „gaze”!

Jak nagrać płytę minimalistyczną w nastroju, zimnofalową, a zarazem wypełnioną specyficzną dla brzmienia „gaze” gitarową zgrzytliwością? Geuxx potrafi to doskonale; zarazem w pełni twórczo interpretując gitarowy „przeplot” The Soft Moon – i to bez „fajerwerków” obecnych chociażby w niektórych utworach In Death It Ends… Odmienność najnowszej płyty Geuxx zachwyca!

Geuxx (źródło: VKontakte)
Geuxx (źródło: VKontakte)

Melodyjność skontrapunktowana eksperymentem, ballada przebita automatycznym pulsem, dobry męski wokal, a nadto ten wspaniały „pajęczy przeplot” we wszechobecnych na płycie brzmieniach gitar… Wszystko to zaś składające się na nastrój niepokoju, czy wręcz muzyczną reprezentację strachu. Nadto zaś znakomite brzmienie, do którego przyłożył rękę Sid Lamar z nieistniejącego już duetu Keluar. Chcecie czegoś więcej? Po co? Faworyzuję utwory: „Defiance”, „Frontier” i instrumentalny „LFT”.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji fizycznej (CD) będzie niedługo do nabycia u wydawcy – kijowskiego labelu Worn Pop. Kontakt: wornpop@gmail.com

Geuxx – Facebook / VKontakte

SYNTH RELAX / Màquina Total: Màquina Total

Màquina Total: Màquina Total (EP; Domestica Records; Hiszpania; 15 kwietnia 2016)

Màquina Total - Màquina Total (EP; 2016)

Odrobina relaksu potrzebna jest każdemu. Sięgnijmy po taką właśnie muzykę: relaksującą i miłą dla ucha, ale niebanalną. Màquina Total – nazwa tego hiszpańskiego projektu może mylić. W jego brzmieniach nie ma mechanicznych rytmów a’la EBM, czy „industrial”, a teksty utworów bynajmniej nie traktują o wegetacji człowieka wśród natarczywych i groźnych ustrojów „totalnych” (vide: Together We Are Alles, łódzkiego duetu Alles). Màquina Total prezentuje zdecydowanie inny wymiar muzycznych doznań.

Màquina Total
Màquina Total (źródło: Facebook)

Màquina Total to Virgili Jubero, muzyk z Barcelony, aktywny na tamtejszej scenie synth pop / synth wave od 2011 roku. Jego pierwsze wydawnictwo formatu EP ukazało się trzy lata temu stanowiąc preludium do nastrojów, jakie znaleźć można we wnętrzu najnowszej, pięcioutworowej epki (dodajmy, że płyta ta nagrana została jesienią 2015, dopiero zaś teraz ukazała się jako debiut projektu na nośniku fizycznym – kasecie magnetofonowej). Co to za brzmienia?

To piękne brzmienia. „Muzyka dla smutnych dziewczyn” – tak chyba można określić stylistykę Màquina Total. Synthpopowe harmonie, taneczna rytmiczność, ujmujący głęboki męski wokal i teksty (po katalońsku) opowiadające o miłości i tęsknocie… Nadto zaś nader indywidualna i twórcza interpretacja syntezatorowych brzmień nurtu retro wave. Jestem zachwycony delikatną siłą tej muzyki!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wyobraźcie sobie takie zestawienie: upalny wieczór na Południu, koncert Màquina Total w niewielkim klubie, ciepło i radość w ludzkich oczach, a obok tańczy ktoś, kogo może nawet warto pokochać… Banał? Tak, ale ile w nim zwykłych pragnień, ile spełnień… Faworyzuję utwory: „Urbanització Esmeralda”, „Estàtua”, oraz „Què És L’Amor?”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (kaseta magnetofonowa o limitowanym nakładzie 50 sztuk) i cyfrowej do nabycia na stronie Domestica Records w serwisie Bandcamp, oraz w sklepie internetowym tej wytwórni.

Màquina Total – Facebook

UNDEAD / Audycje Tomasza Beksińskiego w streamie Mixcloud

Aktualizacja: archiwalnych audycji Tomasza Beksińskiego można wysłuchać w każdą niedzielę, o godzinie 21.00, w grupie „Living in the Past” na Facebooku.

Świetny pomysł – wreszcie w jednym miejscu można wysłuchać archiwalnych audycji Tomasza Beksińskiego! Powstały niedawno kanał w serwisie Mixcloud jest rozwinięciem inicjatywy, którą miłośnicy dobrego radia (dziś w Polsce nieistniejącego) oraz pięknej muzyki z pewnością już znają – strony TBmp3.

Jak ważne są tego rodzaju inicjatywy, o tym nie trzeba wspominać. Obecnie media „narodowe”, w poczuciu bliżej nieokreślonej „misji”, zniechęcają jawną propagandą; nadawcy komercyjni zaś często nie maja pojęcia o tym, czym jest muzyka w radiu… Pozostał internet, a więc medium obecnie pełniące funkcję nośnika dla audycji radiowych o głębszym wyrazie i artystycznych walorach.

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński (źródło: vk.com/beksinski)

Nonszalancja z jaką traktuje się w Polsce sztukę eteru przypomina tę, która została sportretowana w – prezentowanej poniżej – ostatniej audycji Tomasza Beksińskiego w Programie 2 Polskiego Radia (marzec 1991 roku). „Widzimisię” osób szefujących, często z partyjnego nadania, rodzimymi rozgłośniami (także tymi „niezależnymi) powoduje, że obecność autorskich programów muzycznych jest na antenach krótkotrwała, a ich jakość mizerna oraz podporządkowana interesom korporacyjnych wydawców płytowych. Przez brak archiwaliów (co i mnie również dotknęło) zanika ponadto podstawowa własność kultury – nie tylko już muzycznej – a więc ciągłość, element constans.

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński (źródło: vk.com/beksinski)

Także w tych kwestiach głos Tomasza Beksińskiego okazał się być wciąż w pełni aktualny. Mistrz eteru z właściwą sobie dosadnością (połączoną z wysublimowaniem) w kilkudziesięciominutowej audycji zamyka sens, jaki dziś stałby się z pewnością tematem niekończących się (i niewiele znaczących dla słuchaczy) rozpraw i twitterowych zapasów. To właśnie odróżnia kulturę od jej braku.

Prezentowana audycja stanowi swoiste preludium do pełnowymiarowych seansów, którymi Tomasz Beksiński urzekał słuchaczy Programu 3 w latach dziewięćdziesiątych – tym bardziej jest więc ona ważnym wycinkiem historii polskiego eteru. Gratuluję pomysłu jej uprzystępnienia!

Tomasz Beksiński
Tomasz Beksiński (źródło: vk.com/beksinski)

Czym różni się przekaz trwały od ulotnego, a dzieło sztuki od ulotki? Nawet na to pytanie znajdujemy odpowiedź w Tomaszowej audycji sprzed ćwierćwiecza… Tym samym, czym głos Mistrza od kończącego audycję komentarza spikera „Dwójki”.

Playlista audycji dostępna jest na stronie TBmp3.

Wpis partnerski z Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) |

Proszę zrozum, że nikt nie jest sam. Z depresji i myśli samobójczych można się wyzwolić. Wsparcie znajdziesz też klikając na niebieskie serduszko poniżej.

Facebook Suicide Prevention

LIVING IN THE PAST / The Living Gods Of Haiti: Run Back To Never

The Living Gods Of Haiti: Run Back To Never (EP; Francja / Wielka Brytania; październik 2015)

The Living Gods Of Haiti - Run Back To Never (EP; 2015)

Płyta z 2015 roku? Tak, „let’s go living in the past” – tym bardziej, że w celu poznania nagrań duetu The Living Gods Of Haiti naprawdę warto spojrzeć wstecz. Zawarty w ich muzyce element magiczny (czy wręcz mistyczny) sprawia, że owo spojrzenie w przeszłość będzie zarazem widzeniem przyszłości – 13 maja bowiem ukazać ma się nowy album tej interesującej formacji, zatytułowany Killing Lotus. Oto jego zwiastun:

Pięknie, prawda? Tęsknię do takich brzmień: fuzji eteryczności, subtelnej elektroniki i natchnienia rodem z nagrań Cocteau Twins czy Dead Can Dance (wy natomiast tęsknicie do ich radiowego miejsca, audycji Tryton, która powróci niebawem, ale… w afrykańskim eterze). Eteryczność, natchnienie, mistycyzm – to podstawowe żywioły muzyki The Living Gods Of Haiti.

Duetu nie tworzą muzycy debiutujący dopiero na scenie – Marca Collina znamy z legendarnej już (i przez niektórych uważanej za najlepszą obecnie w interpretacji brzmień new wave) grupy – nomen omen – Nouvelle Vague, zaś Rebekah Dobbins (głos The Living Gods Of Haiti) to utalentowana wokalistka, twórczyni sztuk wizualnych i poetka. Zaśpiewała na płycie 3 (NV3) Nouvelle Vague wesołą piosenkę „Ca Plane Pour Moi”. Jest pół-Angielką, pół-Syryjką – i stąd urocze orientalizmy w muzyce duetu.

Rebekah Dobbins (fot. Marii Andre / źródło: Facebook)
Rebekah Dobbins (fot. Marii Andre / źródło: Facebook)

The Living Gods Of Haiti subtelnie dozują słuchaczom rozkosze swoich nagrań. Run Back To Never jest czteroutworową epką (na nowej płycie znajdzie się zaś pięć kompozycji), dwukrotnie – na początku i w finale – opracowującą temat „The Hunt, The Harvest, The Sea”. Co urzeka na tej płycie?

Rebekah Dobbins (źródło: Facebook)
Rebekah Dobbins (źródło: Facebook)

Swoboda w poruszaniu się w różnorodnych rejestrach nastroju. Choć wszystkie z pomieszczonych na krążku utworów łączy eteryczne piękno, to są one całkowicie różne, a linie melodii przebiegają tu od trip-hopowej elektroniki „The Hunt, The Harvest, The Sea”, przez subtelne natchnienie ballady „A Winter in Summer”, po orientalną rytmiczność (bliską chociażby solowym dokonaniom Lisy Gerrard) w utworze „Father”.

Czasem warto „żyć przeszłością”. Warto też czekać na nowe nagrania The Living Gods Of Haiti.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji cyfrowej do nabycia na stronie The Living Gods Of Haiti w serwisie Bandcamp; tam też dostępny jest (pre-order) nowy album zespołu. EP Killing Lotus do nabycia także w serwisach streamingowych: iTunes, Google Play, Apple Music.

The Living Gods Of Haiti – oficjalna strona / Facebook / SoundCloud / YouTube / Twitter

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑