MUZYKA NOCY / Vile Oblique

Vile Oblique: Corina Nenuphar / wokal, muzyka, teksty

Vile Oblique

Austriacka wokalistka Corina Nenuphar, którą wcześniej można było usłyszeć w takich grupach jak Oppenheimer Mk II czy Ghost Actor niedawno wystartowała ze swoim solowym dark – elektronicznym projektem – Vile Oblique.

Jak na razie Corina zaprezentowała w sieci dwa utwory, jednak… Nie liczy się ilość, lecz jakość – a ta jest w tym przypadku godna uwagi. Bardzo trudno poprzez minimalizm muzyczny wywołać głębokie emocje, jednakże jeżeli ta sztuka się udaje – to zapamiętujemy ją na długo…

W utworze Skin, Austriaczka elektronicznym minimalizmem buduje nastrój tęsknoty i zadumy, czaruje melancholijnym wokalem. To utwór do słuchania w chłodną noc, kiedy stoi się przed oknem patrząc na księżyc… Triumph to zaś kompozycja oprawiona w tętniący, syntetyczny puls, momentami mający też nieco „symfoniczny” wydźwięk. Głos Coriny jest tu także inny, bardziej mroczny i nieco uwodzicielski.

Muzyka Vile Oblique na pewno spodoba się fanom: Polythene, Fvnerals czy Tropic of Cancer.

Mam nadzieję, że artystka aktualnie skupi się na działalności swojego solowego projektu i już niebawem dostaniemy od niej więcej pięknej muzyki nocy.

Karolina Lampe / Sister Karo Wildflower

Vile Oblique – Soundcloud

Vile Oblique – Facebook

ZIMNY TRANS / Circa Tapes: Adam & Eve

Circa Tapes: Adam & Eve (LP; Romance Moderne; Stany Zjednoczone; marzec 2014)

Circa Tapes - Adam & Eve (2014)

Chyba trudno o brzmienia chłodniejsze od zawartych na pierwszym longplay’u chicagowskiego projektu Circa Tapes. Odpowiedzialny za muzykę i teksty Adam Killing dokonuje tu rzeczy niezwykłej – łącząc klubową transowość z czystej próby brzmieniami cold / minimal wave.

Album Adam & Eve to dziesięć utworów w części znanych już śledzącym publikacje internetowe Circa Tapes. Płytą tą rządzi prawo oscylacji nastroju – wspomniany taneczny trans jest tu przeplatany zimnofalową elektroniką. Nic nowego? Owszem – jednak w interpretacji Circa Tapes zabieg ten brzmi świeżo, porywająco i autentycznie.

Istnieją płyty, o których nie można zbyt wiele powiedzieć – trzeba ich po prostu wysłuchać. Tak dzieje się w przypadku muzyki będącej przede wszystkim wypowiedzeniem emocji, napięciem potencjalnych uczuć (zauważyliście, że we współczesnej odmianie cold wave sfera uczuciowa zawsze istnieje jedynie jako potencja, możliwość – nigdy zaś nie jest spełnieniem, dokonaniem? Jak w życiu) – tak też jest w przypadku tej płyty. Adam & Eve to wizja idealnie geometryczna i industrialnie chłodna, co tylko stanowi o jej nieprzystępnym uroku.

Nieprzystępnym? Element taneczny (bądź transowy, bo taniec jest tu bardziej stanem umysłu, niż cyklem gestycznym) sprawia, iż tej muzyki słucha się na prawdę dobrze – mimo jej zdecydowanie ciemnego przesłania.

Czy nie zabrnąłem za bardzo w pokrętną „psychologię” w obliczu czystego pulsu i rytmu. Zdecydowanie. Owa taneczność tej płyty to atawizm, który nie da się wyrazić. Adam i Ewa. Bliskość i oddalenie. Na parkiecie jest śmierć. Zatańcz z nią!

Szymon Gołąb

 

Circa Tapes – Soundcloud

Circa Tapes – Facebook

CZARNY KWIAT / Orchidée Noire: Une histoire parmi tant d’autres

Orchidée Noire: Une histoire parmi tant d’autres (LP; Francja, marzec 2014)

Orchidée Noire: Une histoire parmi tant d'autres (2014)

Uwielbiam nastrój i mroczną rozkosz tej płyty! Chłód, emocje, dekadencja. Jeden z najlepszych utworów albumu, Ophelia, mógłby być ilustracją tego fragmentu Kwiatów Zła Baudelaire’a:

„Im bardziej mnie unikasz, tym bardziej za tobą

Szaleję, moich nocy okrutna ozdobo (…)

I miłuję, o moja krwi chciwa władczyni,

Nawet ten chłód, co jeszcze piękniejszą cię czyni”!

Oto ciemna poezja chłodnej fali – Orchidée Noire, jednoosobowy projekt z Paryża. Za muzykę, słowa i kompozycje odpowiada Xavier Soquet, zaś dyskografia Czarnej Orchideii zamyka się w dość skąpych granicach trzech singli i jednej płyty rozmiaru LP – wydanego niedawno albumu „Une histoire parmi tant d’autres”. Płytę tę muzyk określa jako kompilację, jest ona bowiem zestawem utworów jakie powstały – prawdopodobnie – w całej dotychczasowej historii projektu, czyli od roku 2011.

Album zawiera dziewięć utworów i w całości stanowi swoistą czarną perłę rdzennie post punkowych, chłodnofalowych brzmień. W przypadku obszerności wspomnianych nurtów w jednej z ich ojczyzn – Francji – mnożenie odniesień dla tej płyty jest bezcelowe. Wspomniana na początku mroczna aeria jest zresztą jej indywidualną jakością.

Xavier Soquet dysponuje głosem wprost wywiedzionym z tradycji wokalnej Iana Curtisa, co jednak nie czyni jego kompozycji wtórnymi, czy groteskowymi. Chłodnofalowa instrumentacja płyty ma tradycyjną dla gatunku ascetyczną formę, koda zaś „Une histoire parmi tant d’autres” to brzmienia bardziej syntetyczne – lecz nawet owa elektronika jest tu dozowana subtelnie i współgra z „oldskulowym” wydźwiękiem całości; fenomenalny utwór Défense de se noyer jest tu swoistym łącznikiem nastrojów.

Muzyka Orchidée Noire zdecydowanie zasługuje na obecność w świadomości zwolenników powrotu do pierwotnych brzmień: post punk / coldwave / minimal wave.

Szymon Gołąb

Fragment XXIV „Kwiatów Zła” Charlesa Baudelaire’a w przekładzie Marii Leśniewskiej.

Orchidée Noire – Soundcloud

Orchidée Noire – Facebook

Orchidée Noire – VKontakte

 

JOIN OR DIE / Katabatik: Kollektion 6

Kollektion 6 (kompilacja; Katabatik; Stany Zjednoczone; 7 kwietnia 2014)

Kompilacja, podobnie jak split, służy nie tylko prezentacji artystów związanych z daną wytwórnią; jest też – zwłaszcza dla nowej muzyki – formą artystyczną budującą ekspresyjne napięcie pomiędzy często nieporównywalnymi obszarami brzmienia.

Klasyczną niemal formą takiego wydźwięku kompilacji są poszczególne części serii „Circuit d’Actes” – wydawanej od 2010 roku przez francuską wytwórnię La Forme Lente Records (cold wave / minimal wave). Także wśród rodzimych produkcji muzycznych zdarzają się przykłady artystycznego i świadomego budowania kształtu „składanek”; prym wiedzie tu „Mirrorphobia” (Mirrorphobic Productions) – zestawienie, które ukazało się w marcu tego roku, a jest pierwszym z zapowiadanej serii prezentującej dokonania polskiej sceny cold wave / dark wave / ethereal / dark cabaret.

Kompilacje „Kollektion” amerykańskiej wytwórni Katabatik (a raczej kolektywu pasjonatów sztuki transowej, ciemnej i psychodelicznej) to inny – i zasługujący na odrębne miejsce – wymiar sztuki zestawiania utworów. Najnowsze wydawnictwo serii jest już szóstym z kolei – przy czym podobnie, jak w przypadku „Circuit d’Actes”, cezurę początku wyznacza tu rok 2010. Całkowicie odmienna jest jednak estetyka prezentowanej muzyki… Inna? Oto kluczowe pytanie.

Katabatik - Castle: prawie jak grafika Zdzisława Beksińskiego z początków stulecia...
Katabatik – Castle: prawie jak grafika Zdzisława Beksińskiego z początków stulecia…

Kolekcje spod znaku Katabatik (wytwórni mającej w swym dorobku znakomity debiutancki album coldwave’owego duetu Seacrypt) skupione były dotąd na dokonaniach muzyki elektronicznej o zdecydowanie transowym kształcie, bliskim „wynalazkom” goa czy occultronica. Kollektion 6 jest przełomem. Oto obszerny (dwadzieścia trzy utwory) album, który doskonale sprawdzi się na parkiecie (kto wykłada podłogę krypty parkietem – tylko ja?), ale taneczność ta przełamana jest bardzo subtelnym i znaczącym mariażem z chłodną formą muzycznej ciemności. Obowiązkowo Seacrypt. Nadto wielu artystów, o których istnieniu – żyjąc w tej (nieszczęsnej) części świata – nie mieliśmy dotąd pojęcia: The Vivid, Exillon, Blue Window Zania Morgan… Na czele z urzekającą mrocznym wdziękiem aratKilo – jej zaśpiewany po polsku utwór Ion Effekt jest zdecydowanie jednym z mocniejszych punktów zestawienia. Tak – aratKilo zasługuje na odrębny i obszerny wpis.

Sumując – Katabatik 6 powołuje nową jakość klubowych brzmień, pokazując jak ważnym dziś nurtem jest cold wave. Muzyka, która potrafi odnaleźć się w bardzo różnorodnym sąsiedztwie. Często odmiennym i nieprzewidywalnym. Jestem zauroczony tym zestawieniem!

Szymon Gołąb

Katabatik – oficjalna strona

Katabatik – Facebook / grupa

 

PRZED BURZĄ / Joy Before The Storm: Silence Ever After

Joy Before The Storm: Silence Ever After (LP; Stany Zjednoczone; 1985; reedycja: Atemporal Records; 20 kwietnia 2014)

Matt Anderson / wokal, instrumenty elektroniczne; Kevin Kaulson / instrumenty elektroniczne; Dan Mckay / instrumenty perkusyjne

Joy Before The Storm - Silence Ever After (1985; 2014)

Zadziwiająco nowoczesna płyta! Słuchana po trzydziestu latach od powstania sprawia wrażenie wydawnictwa zupełnie nowego, sytuującego się w nurcie popularnego obecnie „synth – wintażu” (Roladex, Oppenheimer Mk II, The Phone, Fantastizer…). Dzięki temu właśnie, oraz legendarnej niemal niedostępności tego albumu (porównywalnej z płytami Windows) – zyskał on miano „białego kruka”… Rzeczywiście, mówiąc słowami Jacka Leśniewskiego: „rare i mus”!

„Silence Ever After” to dziewięć kompozycji utrzymanych w bardzo interesującej estetyce mariażu synth popu i cold wave; przy czym element minimalistycznego chłodu i ascezy jest tu zdecydowanie na miejscu pierwszym. Nastrojowa balladowość tej płyty urzeka – również swoją eksluzywnością. To piękno i melancholia chłodnofalowego liryzmu w czystej postaci. Zwolennicy nieporadnego i groteskowego synthu będą zawiedzeni – ta płyta jest wydawnictwem niezwykle dojrzałym, świadomym i dopracowanym brzmieniowo. Nie ma tu miejsca na „zgrywy”, autoironię – wewnątrz „Silence Ever After” panuje zimna, wyważona powaga.

Eksperyment, który stał się klasykiem. Czas, aby zaistniał w wyobraźni współczesnych słuchaczy – pokazując, jak wiele zaczęło się od takich właśnie, nieznanych dotąd szerzej, płyt.

Szymon Gołąb

 

 

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑