ZIMNE HARMONIE / Winter Severity Index: Human Taxonomy

Winter Severity Index: Human Taxonomy (LP; Manic Depression Records; Włochy; 17 maja 2016)

Winter Severity Index - Human Taxonomy (LP; 2016)

Paradoksalnie to właśnie ze słonecznej Italii pochodzą chyba najlepsze obecnie europejskie formacje cold wave: Ash Code, Dark Door, Schonwald, czy hipnotyczna Mushy… Muzyka Winter Severity Index wpisuje się w tę paradoksalną zasadę – ich najnowszy longplay to płyta chłodna w wyrazie i wypełniona naprawdę wysmakowanymi brzmieniami, którym bliżej do „mrocznej poezji” dark wave niż post punkowego zgiełku.

Winter Severity Index (fot. Natascia Aquilano)
Winter Severity Index (fot. Natascia Aquilano / źródło: Facebook)

Human Taxonomy jest drugim długogrającym krążkiem w dyskografii żeńskiego (w przewadze) projektu z Rzymu, obok wydanej w 2014 roku płyty Slanting Ray – albumu doskonałego (kto, spośród czynnie zainteresowanych muzyką, nie zna „killera” tej płyty, utworu „A Sudden Cold”?).

Nowa płyta zawiera siedem kompozycji rozpisanych na tradycyjnie zimno falowe brzmienie basu, stosownie dozowane instrumentarium elektroniczne, automatyczną perkusje, i – co najbardziej urzekające w muzyce Winter Severity Index – znakomity, melancholijny i przypominający klasyczne dokonania grup spod znaku 4AD, wokal Simony Ferrucci. Czegóż nie ma w jej głosie! Ile w nim odcieni czerni, tęsknoty, natchnienia i zniechęcenia! Ile przemian nastroju! Nade wszystko zaś cudowna harmonia z dźwiękami muzyki (to ważne w czasie panoszącego się wulgarnego rapunku). Chyba właśnie tajemniczy urok śpiewu Simony sprawia, że nagrania Winter Severity Index przykuwają uwagę i z powodzeniem kontynuują najpiękniejsze tradycje gotyckiego rocka.

Winter Severity Index: Human Taxonomy - płyta CD
Winter Severity Index: Human Taxonomy – płyta CD (źródło: winterseverityindex.bandcamp.com)

Faworyzuję utwory – w kolejności: „5AM”, „Drums of Affliction”, „Athlete” i „A Quiet Room”.

Szymon Gołąb

Album w wersji fizycznej (płyta CD) i cyfrowej do nabycia na stronie zespołu i wytwórni Manic Depression Records w serwisie Bandcamp oraz w sklepie internetowym wydawcy. Płyta winylowa będzie dostępna w październiku.

Winter Severity Index – Facebook / SoundCloud

INTUICJA / Joy Division: Insight

Wspomnienie Iana Curtisa (15 lipca 1956 – 18 maja 1980).

Ian Curtis odszedł 18 maja 1980 roku mając 23 lata. Na czym polega znaczenie tego, co stworzył wspólnie z grupą Joy Division? Być może na dopuszczeniu do głosu intuicji. Czego więcej potrzeba prawdziwej sztuce, która nie chce być tylko i wyłącznie pustą kalkulacją?

Ian Curtis
Ian Curtis

Sięgnijmy więc dziś, 36 lat po jego śmierci, po utwór opowiadający właśnie o intuicji – „Insight” z albumu Unknown Pleasures nagranego przez Joy Division w 1979 roku. Tekst w tłumaczeniu Tomasza Beksińskiego.

Marzenia chyba zawsze mają swój koniec
Nie wznoszą się, lecz opadają
Lecz ja nie dbam już o to
Straciłem chęć domagania się czegoś więcej
Nie boję się, wcale się nie boję
Obserwuję upadek innych
Ale pamiętam kiedy byliśmy młodzi

Ci, którzy mają zwyczaj niszczenia
Którzy mają wyczucie stylu i lubują się
W dopilnowywaniu, abyś miał rację
„Hej, przecież wiesz, że miałeś rację”
Nie boję się już
Wpatruje się w drzwi
Lecz pamiętam…
Dla ciebie – smutek i łzy
Dla ciebie – strach przed złem
Przypomina ułamek czasu
Taki wyjątkowy moment w czasie
Tak, zmarnowaliśmy nasz czas
Naprawdę nigdy nie mięliśmy czasu
Ale pamiętamy kiedy byliśmy młodzi

Aniołowie boży – strzeżcie się
Sędziowie – strzeżcie się
Oportuniści – zaopiekujcie się dobrze
Wszystkimi ludźmi
Ja nie boję się już
Nie boję się już, nie boję się…

Joy Division – oficjalna strona / Facebook

Proszę zrozum, że nikt nie jest sam. Z depresji i myśli samobójczych można się wyzwolić. Wsparcie znajdziesz też klikając na niebieskie serduszko poniżej.

Facebook Suicide Prevention

PRZED PREMIERĄ / Paradox Obscur: Ανδρείκελα

Paradox Obscur: Ανδρείκελα (singiel; Grecja; 22 kwietnia 2016)

Paradox Obscur (fot. Marilia Fotopoulou - dieseele.net)
Paradox Obscur (fot. Marilia Fotopoulou – dieseele.net / źródło: Facebook)

Grecki duet Paradox Obscur (Kriistal Ann i Toxic Razor) zapowiada wydanie nowej płyty! Album ukaże się pod koniec maja jako płyta winylowa 7″ i zawierać będzie trzy utwory. Nowy krążek będzie częścią ekskluzywnego „boxu” o podobno wyjątkowo kunsztownej formie wizualnej.

W sieci można już wysłuchać utworu zapowiadającego krążek. To „Ανδρείκελα” – kompozycja z greckim tekstem utrzymana w charakterystycznej dla duetu stylistyce, w której automatyczny rytm i brzmienie analogowych syntezatorów towarzyszą dialogowi męskiego i żeńskiego wokalu. Charakterystyczny dla Paradox Obscur jest także kontrast pomiędzy chłodnym w wyrazie instrumentarium, a wokalnym natchnieniem Kriistal Ann.

Paradox Obscur
Paradox Obscur (źródło: paradoxobscur.bandcamp.com)

Biorąc pod uwagę jakość poprzednich nagrań oraz rosnącą popularność duetu, płyta może stać się jedną z ciekawszych propozycji wydawniczych – nie tylko na greckiej scenie minimal / cold wave.

Szymon Gołąb

Paradox Obscur – Facebook / Bandcamp / Soundcloud

BELA LUGOSI IS UNDEAD / Bauhaus w Pradze – relacja Tomasza Beksińskiego

Bauhaus: koncert w Lucerna Music Bar (Praga; Czechy; 23.10.1998)

Peter Murphy i Tomasz Beksiński
Peter Murphy i Tomasz Beksiński

Dlaczego relacja z koncertu, który odbył się dwadzieścia lat temu sprawia, że czuję jakbym tam był, słuchał muzyki na żywo razem z Tomaszem Beksińskim? Dlaczego zaś dziś (mimo wielu doskonałych propozycji koncertowych w nurtach: post punk, cold wave, synth pop) nie powstał ani jeden tekst pozwalający doświadczyć tego, co działo się na scenie i pod nią?

Nie wiem – być może wynika to z lenistwa, braku wiedzy i wrażliwości współczesnych „dziennikarzy” muzycznych. Narzędzia do publikacji są co prawda doskonalsze, ale nawet one nie są w pełni wykorzystywane. Brak umiejętności? Być może. Lenistwo polskich żurnalistów „położyło” wiele wspaniałych muzycznych doznań, z których sporo czytelników i słuchaczy mogłoby czerpać – i „położy” pewnie pozostałą resztę tego, co ma wydarzyć się wkrótce w sferze muzyki na żywo.

Jest też druga strona medalu – niechlujstwo i wyścig szczurów, znaki pogardy względem wysiłku muzyków i organizatorów wydarzeń. Pamiętam, jak podczas świetnej imprezy Same Old Madness (której patronowały Wave Press i Transmission / Transmisja), jakiś traktujący równą miarą dupapolo i muzykę blogasek publikował serię zdjęć z odbywających koncertów – myląc (pewnie z pośpiechu) nazwy wykonawców, a nawet klubu. Pora umierać? Chyba tak. Najpierw jednak „let’s go living in the past” – przenieśmy się (dzięki Tomaszowi Beksińskiemu) pod scenę, na którą już za chwilę wejdzie Peter Murphy…

Szymon Gołąb

„Parafrazując powiedzonko „przez żołądek do serca”, wyznać muszę, że kilka utworów muzyki rockowej i poważnej trafiło do mojego serca przez ekran. Koncert b-moll Czajkowskiego usłyszałem we włoskim gniocie Nieuchwytny morderca. The Sound Of Silence Simona i Garfunkela wzruszyło mnie do łez w Absolwencie, a Fool On The Hill poznałem dzięki telewizyjnej adaptacji jakiegoś kryminału Francisa Durbidge’a w Teatrze Kobra. Gdy w 1985 roku poszedłem do kina Skarpa na The Hunger – po polsku Zagadkę nieśmiertelności – zaistniał dla mnie Bauhaus. Dwa lata po jego rozwiązaniu! Ale lepiej późno niż wcale. Poza tym, wykorzystany w filmie utwór Bela Lugosi Is Dead opowiada przecież o aktorze grającym Draculę – wampira. A wampiry są undead – choć martwe, nadal żyją. Podobnie żył Bauhaus. Przez kolejnych 15 lat. Undead.

O reaktywacji tej słynnej grupy, poniekąd odpowiedzialnej za powstanie gotyckiego rocka, dowiedziałem się latem w Londynie, gdy Jacek „Mega Disc” Leśniewski kupił najnowszy numer „Record Collectora”. Od tamtej chwili czekałem. Byłem bowiem pewien, że charyzmatycznie niesamowity Peter Murphy wraz z kolegami wystąpi gdzieś w pobliżu. I nie omyliłem się – na wieść o praskim koncercie postanowiłem rozprawiczyć południową granicę Polski po raz pierwszy odwiedzić Czechy, państwo XIII. Století, Lemoniadowego Joe i Morgiany.

Praga jest miastem niezwykłym i fascynującym. Niestety, nie w pełni doceniłem jej walory, gdy wymięty i niedospany wypełzłem nad ranem z pociągu. Byłem wprawdzie na moście, z którego spadał do Wełtawy Jon Voight w filmie Mission Impossible, oraz widziałem dom, w którym diabeł porwał Fausta… ale oczy mnie piekły i musiałem oddać się na chwilę w objęcia Morfeusza dzięki uprzejmości przyjaciół moich przyjaciół. Dlatego po zapadnięciu zmroku, czułem się w klubie Lucerna jak ryba w wodzie – tfu! – jak wampir w trumnie. Ze stoickim spokojem i gotyckim dystansem schodziły się zewsząd dzieci nocy. Przeważał język polski. Ciekawe, dlaczego nasi organizatorzy imprez rockowych nie pomyśleli o wykorzystaniu szansy powrotu Bauhausu i nie zaprosili tej znowu żywej legendy do naszego kraju?

Lucerna Music Bar (źródło: jankuca.com)
Lucerna Music Bar w Pradze (źródło: jankuca.com)

Z tradycyjnie obowiązkowym półgodzinnym opóźnieniem zgasło światło, a dudniące rzężenie basu wypełniło nasze uszy. Potem rozsunęła się czarna kurtyna. Na stojącym na piedestale ekranie pojawiła się znajoma, nawiedzona twarz. Rozbrzmiała muzyka. Double Dare. Na scenie Daniel Ash, David Ash i Kevin Haskins. Czarno-biały Peter Murphy obecny wciąż tylko obrazem i głosem. Muzyka dudni, pulsuje, narasta. Dreszcze biegną po krzyżach jak oszalałe mrówki w rozkopanym mrowisku. Jest dobrze! Jest bardzo dobrze!

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Mistrz zmaterializował się na estradzie przy drugim utworze: In The Flat Field. Przypomniały się video kasety Archive i Shadow Of Light. Murphy nie stracił nic ze swojego dawnego wigoru i wił się po scenie niczym Święty Wit w epileptycznym tańcu. Stroboskopowe światła czyniły ten taniec jeszcze bardziej upiornym i odrealnionym. To nie był tylko koncert, to był teatr. Tragedia czy komedia, źródło jest to samo: samotność i trwoga rodzą w nas teatr – napisał kiedyś Jean Louis Barrault. To gra skazanych na śmierć. Ludzie w teatrze odtwarzają śmierć, niebezpieczeństwo, zbrodnie, choroby, lęk, samotność, grozę – ale wybielone. Zastrzykują sobie szczepionkę śmierci. Na scenę wprowadza się dżumę i przecina wrzód wszystkich władających nami czarnych sił. Doznajemy oczyszczenia.

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Dziwne rzeczy działy się z moją duszą, gdy Bauhaus wykonywał kolejne utwory: Hollow Hills (wiszące nad sceną żarówki zapalały się i gasły, gdy przechodził koło nich Peter Murphy), Boys (artysta kokieteryjnie okręcił się szalem typu boa), Dark Entries, She’s In Parties, Passion Of Lovers, Kick In The Eye… Zaskoczeniem była zupełnie obłąkana, GENIALNA wersja kompozycji Brendana Perry’ego Severance. O ile Brendan mamrotał głosem księdza zapraszającego na nieszpory, Murphy zrobił z tego utworu Dead Can Dance prawdziwie gotycki majstersztyk, a narastający gitarowy finał przypominał orgazm (i dla niektórych chyba nim był).

Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)
Peter Murphy (źródło: vk.com/bauhausmusic)

Właściwy set trwał godzinę. Nagrodzeni gromkimi brawami artyści wyszli na trzy bisy. Najpierw wykonywali tylko covery: Telegram Sam, Ziggy Stardust i The Passenger (ten ostatni tchnął życie nawet w najbardziej zmumifikowanych Gotów na sali), a potem… Na specjalnym katafalku stanął świecznik, a charakterystyczny perkusyjny rytm zwiastować począł, że się na coś Lugosi. Poczułem się jak David Bowie: szukałem wokół smakowitej szyi, podczas gdy nietoperzasto wymachujący peleryną Murphy kreował na scenie Zagadkę nieśmiertelności. Bela Lugosi Is Dead. Stałem jak zahipnotyzowany i doszedłem do jednego wniosku: Peter Murphy powinien grać Drakulę. Byłby równie dobry jak Christopher Lee.

To mógł być tylko finał. Kevin Haskins wrzucił pałeczki w tłum. Zapaliły się światła. Sen? Na szczęście nie. Naprawdę byłem w Pradze. Czekał mnie 14-godzinny powrót do Warszawy. Noc w pociągu. Horror! Ale po spotkaniu z Bauhausem nawet największy horror mógł być jedynie komedią. Nie tylko ja opuściłem Lucernę jak w transie. Blisko zaprzyjaźniona Pani Doktor z Uniwersytetu Jagiellońskiego czuła się jak Catherine Deneuve. Była pod samą sceną i powiadała z wypiekami, że widziała kroplę potu spływającą po nosie Petera Murphy’ego i że był to najwspanialsza chwila w jej życiu. Jesteśmy bezradni wobec magii Bauhausu. Jak wobec hipnotyzującego spojrzenia przekrwionych oczu Księcia Ciemności. Listen to them; children of the night – zachęcał kiedyś dobrotliwie, z węgierskim akcentem, Bela Lugosi – what sweet music they make! Miał rację”.

Tomasz Beksiński

Relacja ukazała się w magazynie „Teraz Rock” 1/1999. Publikacja za stroną beksa.ovh.org, archiwizującą część dorobku piśmienniczego Tomasza Beksińskiego.

Wpis partnerski z Tomasz Beksinski – Tribute (TBT)

Tomasz Beksinski – Tribute (TBT) | 

80s + / Dead Astronauts: Strange Ways

Dead Astronauts: Strange Ways (EP; Kanada / Stany Zjednoczone; 22 kwietnia 2016)

Dead Astronauts - Strange Ways (EP; 2016)

80s + przez analogię do osławionego „500 +”; tak, czy inaczej – w muzyce Dead Astronauts zawiera się wyraźnie właśnie ów składnik „plus”, który z syntezatorowych brzmień lat osiemdziesiątych (jakimi fascynują się muzycy tego duetu) czyni coś niezwykłego i stale inspirującego. Strange Ways to bodaj jedna z najciekawszych dziś interpretacji stylistyki a’la „ejtis” – trudna do jednoznacznego „zaszufladkowania” i przez to piękna.

Kanadyjsko-amerykański projekt Dead Astronauts powstał w 2011 roku i ma w swojej dyskografii kilka świetnie przyjętych wydawnictw formatu EP. Właśnie! Nagrania duetu, niemal od początku jego istnienia, cieszą się nadspodziewaną popularnością w sieci – z czego to wynika?

Dead Astronauts
Dead Astronauts (źródło: Facebook)

Dead Astronauts poruszają się w obszarze stylów synth / dark pop oraz fuzji: cold / retro / dark czy wreszcie minimal wave – i bardzo starannie nagrywają swoje płyty. Najnowsza sześcioutworowa epka (mieszcząca trzy utwory oryginalne i trzy ich remiksy) Strange Ways zachwyca przestrzennością brzmienia i dopasowaniem realizacji dźwięku do nastrojów poszczególnych kompozycji. To ważne dla muzyki, której żywiołem jest wyraz subtelnych znaczeń przez nowoczesne instrumentarium i świetne wokale (dialog męsko-żeński, w pierwszym rzędzie, urzeka w nagraniach duetu). Sumując – Strange Ways po prostu pięknie brzmi!

Dead Astronauts także starannie wybierają muzyków biorących udział w nagraniach ich płyt. Na Strange Ways usłyszeć można remiksy w wykonaniu tuzów nurtu synth / retro wave: VHS Glitch, Crying Vessel, Protector101. To także przyciąga słuchaczy.

Duet konsekwentnie wreszcie dba o swój imaż, zapraszając do opracowania warstwy wizualnej swych dokonań naprawdę utalentowanych grafików. Pięknie to wszystko razem się składa i przyciąga wzrok, równie mocno – jak muzyka Dead Astronauts.

Znakomity album! Faworyzuję wszystkie utwory!

Szymon Gołąb

Płyta w wersji cyfrowej do nabycia na stronie zespołu w serwisie Bandcamp oraz w iTunes i Amazon.

Dead Astronauts – oficjalna strona / Facebook / SoundCloud / Twitter

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑