STAY ZOMBIEFIED / Return To The Batcave Festival 2014

Return To The Batcave Festival 2014 (Wrocław; 28 – 30 listopada 2014)

Return To The Bat Cave Festival - logo

Nadszedł czas na zapowiedź tegorocznej edycji festiwalu, który stanowi jedną z ciekawszych propozycji w kalendarzu polskich wydarzeń z kręgu dark independent. Return To The Batcave Festival to jednak coś więcej, niż kolejna kilkudniowa impreza – organizatorzy, poprzez dobór wykonawców, oraz kształtowanie atmosfery festiwalowej, starają się konsekwentnie i z powodzeniem przybliżyć aurę batcave – estetyki bez której współczesna postać chłodnej, „gotyckiej” muzyki byłaby nie do pomyślenia.

Ferment w niezależnej kulturze przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych najlepiej wypowiedział się przez zwrot do ekspresjonistycznej dramaturgii chłodu, horroru i ciemnej wrażliwości. Ekspresjonizm to napięcie, kontrast, krawędziowość – a więc przekaz w pełni wyrażający niepewność istnienia, tak bliską również obecnym nastrojom. Londyński klub Batcave stał się w tym czasie miejscem skupiającym mroczną awangardę nowej muzyki. To właśnie tam regularnie występowali: Bauhaus, Siouxie and the Banschees, Marc Almond, Nick Cave…

Klimat batcave powraca za sprawą takich wydarzeń, jak wrocławski festiwal. Jego tegoroczny line – up tworzą zespoły proponujące rdzennie chłodne brzmienie, mogące zadowolić zwolenników nieco bardziej zachowawczej odmiany rocka gotyckiego. Jak dotąd udział w wydarzeniu został potwierdzony przez: The Spiritual Bat, The Last Days Of Jesus, The Cemetary Girlz, Ba 13, The Mescaline Babies; z polskich formacji wystąpią chłodnofalowa Joanna Makabresku (cieszę się z tego wyboru!), oraz Hatestory. To zaledwie początek listy zespołów, która niedługo zacznie się rozrastać. Dodatkowo, można głosować na wykonawców, których chcielibyśmy usłyszeć podczas festiwalu.

Wave Press jest jednym z oficjalnych partnerów wydarzenia. Stay zombiefied!

Szymon Gołąb

Return To The Bat Cave Festival - plakat

Bilety dostępne na oficjalnej stronie Return To The Batcave Festival.

Return To The Batcave Festival 2014 – wydarzenie / Facebook

 

WYDRĄŻENIE / People Of Nothing: People Of Nothing

People Of Nothing: People Of Nothing (LP; Anywave Records; Francja; 26 maja 2014)

People Of Nothing - People Of Nothing (2014)

Muzyka na tej płycie bliska jest poezji. To album, którego – zdecydowanie – należy słuchać w kontekście ciemnego liryzmu. Chłodna fala jest tu nośnikiem dla swoistej głębi przeżywania; formą podawczą potraktowaną doskonale i w nader indywidualny sposób.

Debiutancki longplay francuskiej formacji People Of Nothing, założonej przez multiinstrumentalistę Floriana Chombarta, to dziesięć kompozycji (w tym dwa remiksy) oscylujących pomiędzy różnorodnymi odmianami brzmień cold wave: od akustycznego, gitarowo – fortepianowego minimalizmu, po syntezatorową rytmiczność i puls automatu perkusyjnego. Dodajmy jednak, że zwolennicy nieco bardziej zachowawczej formy chłodnej fali będą z tej płyty zdecydowanie bardziej zadowoleni, niż poszukujący elektronicznych eksperymentów. Gitara elektryczna to pierwszoplanowy instrument na tej płycie – jej brzmienie wykorzystano tu zresztą właściwie, utwory posiadają moc i wyrazistość. Muzyka People Of Nothing może być porównywana do dokonań grup Feeding Fingers, czy Kiss The Anus Of The Black Cat (tak, jest taki zespół…), zestawienie to jednak nie oznacza wtórności. Nastrój tego albumu jest nieporównywalny.

Do tej płyty jest jeden klucz – jest nim liryczne piękno. Tutaj jednak nie wiąże się ono z dłużyznami muzycznej frazy; przeciwnie, debiut People Of Nothing to ekspresyjne napięcie, powściągliwa emocjonalność i kontrapunkt. Trudno wskazać utwory, które byłyby najlepszymi na tej płycie – jest ona w całości godna polecenia, harmonizując nastrój bez zbędnych elementów. Tradycyjnie jednak, wybieram kompozycje o rdzennie chłodnofalowym brzmieniu: „Hold”, „Haircut The Grass”, oraz „Hoax Nose”.

Długo szukałem muzyki komponującej się z poezją w tak nowoczesny i odkrywczy sposób. Ten album stał się znaczącym przełomem. People Of Nothing to „Wydrążeni ludzie” – „The Hollow Men” – chłodnofalowy przekład aury Elliotowskich strof. Jestem urzeczony tą płytą!

Szymon Gołąb

People Of Nothing – Facebook

 

CIEMNA FASCYNACJA / Some Ember: Some Ember

Some Ember: Some Ember (LP; Dream Recordings; Stany Zjednoczone; 27 maja 2014)

Some Ember - Some Ember (LP 2014)

Piękno i chłód. Muzyka nowojorskiego duetu to zjawisko bez precedensu – każde wydawnictwo Some Ember przynosi brzmienia nieporównywalne i coraz dojrzalsze. W przypadku drugiego longplay’a tej formacji mamy niemal do czynienia ze szczytowym osiągnięciem gatunku cold wave. „Niemal” – określenie to stosuję jednak tylko dlatego, by nie dać się do końca pochłonąć ciemnej fascynacji tą muzyką.

Chłodna fala – bez wątpienia, lecz także coś więcej. Charakterystyczna dla estetyki Some Ember jest bowiem oscylacja gatunkowa, zmienność nastrojów i orkiestracji nie tylko kolejnych płyt, ale i wypełniających je utworów – również najnowsze, trzecie w dyskografii formacji, wydawnictwo kontynuuje ten zadziwiająco rozwojowy nurt. Dziesięć kompozycji zawartych na longplay’u Some Ember to rodzaj ciemnej, „rytualnej” podróży, głębokiego i nieokreślonego przeżycia – to doznanie interioryzacji Cienia (skomplikowana psychologia jest tu na miejscu). Dark trip – takie albumu najbardziej cenię. Odwołania do swoistego rytuału podkreśla tu nie tylko notoryczność brzmień, ale i także ich stylizowana „plemienność” – nie mamy tu jednak do czynienia z rozwlekłością new age, muzyka Some Ember to nastrój zwarty, konkretny i wyrazisty.

Nina Chase, Dylan Travis (Some Ember)
Nina Chase, Dylan Travis (Some Ember)

Some Ember to, jak wspomniałem, niezwykła wrażliwość – potrafi stworzyć porywający przebój dark pop, by za muzyczną chwilę powołać rejestry bliskie natchnieniom Dead Can Dance, zachowując przy tym wciąż nienaruszoną spoistość nastroju… Nie jest to własność odosobniona – muzyczną alternatywę Ameryki Północnej zaczyna cechować właśnie ten rodzaj frapującej progresji – wskażmy dokonania VUM i Doomsquad – jednak w omawianym przypadku jest ona zdecydowanie najwyższej próby. Duet z Nowego Jorku współtworzy nowy gatunek – będąc zarazem jego wybitnym przedstawicielem.

Fascynacja, ale także i lęk. Some Ember to album subtelny i straszliwy zarazem. Wspomnienie straconej miłości tak właśnie brzmi. Jest krzykiem i szeptem. Ciemną podróżą do wnętrza czegoś, co chcąc być życiem, stało się grobem. Paradoks? Zupełnie jak ta cudowna muzyka.

Szymon Gołąb

Some Ember – Bandcamp

Some Ember – Facebook

 

FANTASY – SYNTH / Countess M & Denovomutans: Claiming The Darker Corners

Countess M & Denovomutans: Claiming The Darker Corners (LP; Werkstatt Recordings; Stany Zjednoczone; 18 maja 2014)

Countess M & Denovomutans - Claiming The Darker Corners (2014)

Wspaniały album! Wzniosły, zimny, tajemniczy! Claiming The Darker Corners zawiera praktycznie wszystko, co może urzec zwolenników cold / minimal wave z domieszką stylu retro i ogromnym potencjałem odkrywczości.

Ta płyta ma w sobie coś z najlepszych opowieści metafizycznej odmiany literatury fantasy – podobnie jak „Inanna” Julitty Mikulskiej, jest swoistą perłą gatunku, stworzoną w ukryciu, bez rozgłosu (muzycy duetu Denovomutans wspominają o pochodzeniu z Antarktydy), jednak ze świadomością powoływania czegoś całkowicie odrębnego.

Denovomutans mają w dyskografii już cztery płyty (zasługujące na odrębny wpis swoiste arcydzieła nurtu retro synth); Countess M zaś, to amerykańska wokalistka o klasycznym wykształceniu współpracująca z powodzeniem z licznymi wykonawcami z kręgu ciemnej elektroniki. Połączenie obu talentów dało efekt nieporównywalny – Claiming The Darker Corners jest albumem bez zbędnych elementów, emocjonalne napięcie zbudowane przez jego introdukcję (tak – „introdukcję” właśnie, nie zaś banalny „początek”) utrzymane zostało aż do ostatnich, wygłosowych tonów. Brak nudy zawsze podkreśla wartość muzyki.

Łączność, nawiązanie, bądź po prostu alchemia przedziwnej mikstury – to klucz do tej płyty. Wzniosłe wokalizy Countess M w połączeniu z chłodnym minimalizmem synthu tworzą jedyną w swoim rodzaju paradoksalną harmonię – niegdyś zapowiedzianą (jednak w uboższej formie) dokonaniami Froe Char.

Czarny ogień tej przedziwnej muzyki nie ma porównania. Uważam Claiming The Darker Corners za jedno z najlepszych wydawnictw tego roku. Czas jedynie podkreśli wartość powołanej tu muzyki.

Szymon Gołąb

Countess M – Bandcamp

Countess M – Soundcloud

Denovomutans – Bandcamp

Denovomutans – Soundcloud

 

CZERŃ I BIEL / Vólkova: Trauma and dreams

Vólkova: Trauma and dreams (EP; Tacuara Records / Cintas Triangulares; Argentyna; 21 czerwca 2014)

Vólkova - Trauma and dreams (2014)

Uwielbiam takie płyty: chłodne i zadziwiające. Nastrój powołany na najnowszym wydawnictwie duetu z Buenos Aires urzeka grą kontrastów, emocjonalnym napięciem i różnorodnością brzmienia; jest to album zdecydowanie pierwszoplanowy – także na tle wymagającej współczesnej sceny cold / dark wave.

Sześć zróżnicowanych estetycznie kompozycji tworzy na Trauma and dreams aurę bliską najlepszym dokonaniom klasyki chłodnego gatunku – nie tylko elektroniki. Właśnie! Kluczem do tej płyty jest zawarty w tytule oniryzm, w jej wnętrzu podkreślony subtelnością brzmień akustycznych. Fortepian! Instrument nieco zapomniany, a przecież nader dla chłodnej sceny zasłużony (Deine Lakaien, Das Kabinette, rodzimy Closterkeller…) powraca tu na swoje należne miejsce. „Just drifting”, cover klasycznej kompozycji Psychic TV, jest nastrojowym sednem albumu – właśnie dzięki fortepianowemu minimalizmowi towarzyszącemu tu romantycznej wokalizie Pauli Lazzarino. To jednak nie jedyny fascynujący odmiennością fragment tej pięknej, lecz trudnej do opisania (jak sen?) płyty.

Całość rozpoczyna „The call”, kompozycja przypominająca nieco dokonania Keluar, lecz bogatsza od nich dzięki sięgnieciu po zmienność rytmu i liryzm szeptu. Dalej jest tylko coraz piękniej i mniej przewidywalnie… Na krawędzi wypowiedzenia, w ciszy subtelnych nastrojów, w ekspresjonistycznym napięciu czerni i bieli – tak spełnia się ten sen.

Vólkova - Trauma and dreams (wkładka kasety)
Vólkova – Trauma and dreams (wkładka kasety)

(Przeprowadzam często pewien eksperyment, celem sprawdzenia jakości wydawnictw z kręgu chłodnej fali. Sprawdzian jest stary jak kino – jeżeli muzyka na określonej płycie nie tworzy dysonansu z obrazami w rodzaju „Gabinetu doktora Caligari” (1920), czy „Fausta” (1926) – oznacza to, iż zawarty w niej potencjał chłodu jest najwyższej próby). „Trauma and dreams” to świetny soundtrack dla wizji ekspresjonizmu – także w jego aktualnej odmianie.

„Zjawiska rzeczywistości potrącały o mnie jako sny i tylko jako sny”. Po wysłuchaniu Trauma and dreams przekonałem się jeszcze głębiej, że nie warto opuszczać tych pięknych światów dla nic nie wartej codzienności.

Szymon Gołąb

Fragment opowiadania Edgara Allana Poego: Berenice – w przekładzie Bolesława Leśmiana.

Vólkova – Facebook

Vólkova – VKontakte

Vólkova – Soundcloud

 

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑