PERSEFONIA / Marie Davidson: Un Autre Voyage

Marie Davidson: Un Autre Voyage (LP; Holodeck Records; Kanada; 14 kwietnia 2015)

Marie Davidson - Un Autre Voyage (lp; 2015)

Ta płyta to czysta poezja. Każdy z zawartych w jej wnętrzu utworów, szczególnie zaś wspaniała koda albumu – przeszło ośmio minutowa kompozycja „Perséphone” – zasługuje niemal na odrębną recenzję. Pierwszy raz od długiego czasu mam w rękach podobne wydawnictwo – piękne, wzniosłe i bezkompromisowe w powoływanym nastroju.

Un Autre Voyage jest wewnętrzną podróżą skomponowaną z fragmentów przeżyć jej autorki, kanadyjskiej wokalistki i multiinstrumentalistki Marie Davidson. To trzeci album w dyskografii artystki, obok wydanego w zeszłym roku longplay’a Perte d’identité, oraz – również długogrającego – debiutu zatytułowanego po prostu Marie Davidson (2012). Styl, który konsekwentnie wyróżnia muzykę Kanadyjki opiera się na syntezie eterycznych melorecytacji i minimalistycznych elektronicznych brzmień, a więc połączeniu nieco zbliżonym do estetyki, jaką operuje niemiecki – lecz śpiewający po francusku – duet Peine Perdue. W przypadku kompozycji Marie Davidson ta estetyka jest jednak w każdym calu głębsza, ciemniejsza i bardziej „otchłanna”.

Marie Davidson
Marie Davidson

Otchłań – to słowo-klucz do interpretacji tej niezwykłej, także francuskojęzycznej, płyty; albumu pełnego powabnych i niemal przerażających w swoim uroku nawoływań z oddali. To może banalne skojarzenie, ale dokładnie w ten sposób mogła kusić swym głosem Persefona, aby zbłąkani na tym świecie wędrowcy opuścili go i udali się w objęcia Pani Podziemia, od których nie ma już odwrotu. Osobliwe i nieporównywalne są zaiste walory foniczne Un Autre Voyage, albumu wypełnionego zimno falowym głosem z wnętrza otchłani, nomen omen „persefonią”.

Płyta zawiera sześć spoistych nastrojowo utworów, w tym dwa o miarach zdecydowanie obszerniejszych: wspomniany poemat muzyczny „Perséphone”, oraz „Kidnap You In The Desert” trwają ponad osiem minut. Nie ma tu jednak, podobnie jak w przypadku pozostałych utworów, miejsca na nudę, czy wrażenie rozwlekłości. Proporcje tej płyty są doskonałe, instrumentarium zaś – pomimo, iż wywodzące się z dźwiękowego ascetyzmu minimal wave – stanowi zaskakująco wielowymiarowe tło dla otchłannych melorecytacji wokalistki. Efekt jest porażający. Jestem zahipnotyzowany czarnym wdziękiem Un Autre Voyage!

Marie Davidson
Marie Davidson

Koda albumu, utwór „Perséphone”, to nowy i odrębny rozdział nowoczesnej muzyki. W podstawowej warstwie formalnej jest on dialogiem, który Marie Davidson prowadzi ze swoim mężem (wspomagającym ją na płycie Un Autre Voyage wokalnie i instrumentalnie) Pierrem Guerineau – muzykiem znanym z interesującego duetu (również z Marie Davidson) Essaie pas. W warstwie metafizycznej zaś… Piękno i znaczenia tej kompozycji (stylizowanej na średniowieczny moralitet?) są nie do opisania. Na szczególną uwagę zasługuje także utwór „Ballade Aux USA”, jak zresztą każdy z fragmentów tej niesamowitej płyty.

Szymon Gołąb

Marie Davidson – Bandcamp

Marie Davidson – Facebook

CHŁODNA MONOTONIA GŁĘBIN / L’Avenir: Étoiles

L’Avenir: Étoiles (LP; Cold Beats Records; Stany Zjednoczone; 1 maja 2015)

L'Avenir - Étoiles (lp; 2015)

Piękna i nastrojowa płyta, która jednak może zostać niedoceniona, wymaga bowiem skupienia i cierpliwości dalekich od codziennego zgiełku i pospiesznych ocen. Jeśli więc tylko uda się nam odnaleźć właściwą przestrzeń odbioru, to muzyka zawarta we wnętrzu Étoiles objawi urok, natchnienie i głębię, których próżno poszukiwać gdzie indziej.

Étoiles jest drugim, obok wydanej w 2013 roku znakomitej płyty The Wait, długogrającym albumem L’Avenir, jednoosobowego projektu Jasona Sloana. Jest też konsekwentną kontynuacją nastroju zapoczątkowanego przez wspomniany debiut – na płycie znalazło się dziesięć kompozycji utrzymanych w zdecydowanie refleksyjnej minorowej stylistyce, rozpisanych na nad wyraz bogate instrumentarium elektroniczne (do doboru którego amerykański muzyk przywiązuje szczególną wagę), oraz głęboki w wyrazie melancholijny męski wokal.

Tajemnica brzmień L'Avenir to gąszcz analogowych syntezatorów...
Tajemnicę brzmień L’Avenir powołuje gąszcz analogowych syntezatorów…

Étoiles to dostojny muzyczny seans, jedna z najpoważniejszych płyt nurtu minimal / cold wave, jakie ukazały się w ostatnim czasie. Dostojność ta wyzwala jednak pewne wątpliwości… Czy nie jest to podróż zbyt ciężka w wyrazie, zbyt monotonna? Bezwzględnie album ten, aby zaistnieć, potrzebuje odrębnej przestrzeni, wyłączonej z chaotycznego nadmiaru codzienności. Jest to zdecydowanie muzyka „introwertyczna”, sięgająca – niczym wartościowa lektura – do mrocznego wnętrza przeżyć, do głębi odczuwania. Muzyka L’Avenir ma w sobie swoisty potencjał filozoficzny, warunkami jednak jego właściwego odczytania są dookolna cisza i wrażliwość odbiorcy. Pod tym względem Étoiles przypomina nastrój klasycznego albumu Depeche Mode z 1987 roku, Music for the Masses. Brak mu może jedynie tych momentów intensyfikacji muzycznej materii, którymi na płycie brytyjskiej grupy są nieco bardziej „przebojowe” utwory „Never Let Me Down”, czy „Nothing”.

Na Étoiles faworyzuję kompozycje: „Dénégation”, „Fallow Land”, „Until Then”, „The Death Window”, wspaniałą chłodną i przestrzenną suitę „Ciel Noir │ Seven Times”; oraz kodę albumu, jeden z trzech bonusowych utworów – „Dead Flowers”.

Szymon Gołąb

L’Avenir – Facebook

NOWA KLASYKA / Hamsas Xiii: Encompass

Hamsas Xiii: Encompass (LP; Blaylox Records; Stany Zjednoczone; 22 kwietnia 2015)

Hamsas Xiii - Encompass (lp; 2015)

Mająca ukazać się wkrótce płyta Encompass to debiutancki longplay amerykańskiego duetu Hamsas Xiii, który – pomimo, iż funkcjonuje na scenie od dość niedawna – już skupił na sobie uwagę nad wyraz sporej liczby słuchaczy, oraz znaczących mediów muzycznych. Na czym polega fenomen popularności tego zespołu?

Po pierwsze: jego członkiem jest gitarzysta legendarnej „gotyckiej” formacji The Wake, Richard Witherspoon, którego talent gwarantuje, iż muzyka w powstanie której został on zaangażowany, niemal zawsze odznaczać się będzie najwyższym poziomem wykonawczym. Kompozycje autorstwa Witherspoona, często po prostu nie mają sobie równych pod względem osobliwej ciemnej nastrojowości. Po drugie: brzmienia Hamsas Xiii to niejako esencja stylistyki, którą zwykło się utożsamiać z jedną konkretną nazwą – 4AD. Jednakże nie w kształcie, często chybionym, jakim jest obecnie repertuar tej „kultowej” wytwórni – a w tym, do której przywykliśmy dzięki najlepszym płytom wykonawców nagrywających dla tego labelu w pierwszym okresie jego funkcjonowania: Cocteau Twins, Dead Can Dance, czy This Mortal Coil. Muzyka jest bardzo ważną funkcją pamięci; sama będąc wspomnieniem, przywołuje wspomnienia w sposób doskonały – ten właśnie psychologiczny fakt, twórczo wykorzystał duet Hamsas Xiii.

Robyn Bright i Richard Witherspoon (Hamsas Xiii)
Robyn Bright i Richard Witherspoon (Hamsas Xiii)

Encompass to niezwykły album. W jego wnętrzu odnajdziemy piętnaście nastrojowych kompozycji, których dominantą jest niebywałej wprost urody, żeński wokal. Należy on do Robyn Bright, być może znanej niektórym czytelnikom (choć w to wątpię) z jej udziału w formacji Cockatoo. Głos Robyn wyróżnia się zarazem siłą i subtelnością – tak, iż jego porównanie do wokalu Elizabeth Frazer jest w pełni uzasadnione. Ten „syreni śpiew” (to chyba najwłaściwsze tu określenie) został na Encompass ujęty w ramy równie wspaniałej i różnorodnej muzyki. Jej stylistyczna rozpiętość odnajduje się na skrzyżowaniu gatunków: ethereal, dark wave, cold wave i trip hop. Znajdziemy tu także utwory bliskie orientalnej fascynacji Dead Can Dance („Tigers”, „Eclipse”, „Sacred Circuit”), dzięki czemu album nabiera tajemniczego powabu i potęgi wyrazu. Zaznaczyć jednak należy, iż są to brzmienia bliskie stylistyce tej australijskiej formacji, jednak tylko i wyłącznie tej, która obecna jest na pierwszych wydawnictwach Dead Can Dance, pochodzących z połowy lat osiemdziesiątych. Możliwość słuchania podobnej muzyki, ale powstałej w 2015 roku, jest doznaniem wprost niemożliwym do opisania… Być może na taką właśnie płytę czekałem od lat.

Robyn Bright (Hamsas Xiii)
Robyn Bright (Hamsas Xiii)

Różnorodność tego albumu to jego podstawowy żywioł. Klasyczna energia cold wave, chociażby spod znaku Siouxie and the Banshees, również jest obecna na Encompass – w najlepszej z możliwych postaci: eterycznej i rytmicznej zarazem (utwory „Congratulations”, „Exploding Heart”, oraz doskonale hipnotyczny „Waterstone”).

Najpiękniejsza płyta, ze wszystkich, których wysłuchałem dotąd w 2015 roku.

Szymon Gołąb

Fragmenty albumu (wersja elektroniczna) dostępne są aktualnie w serwisie iTunes.

Hamsas Xiii – Facebook

CZAS ZIMNEJ KRWI / Schröttersburg: Krew

Schröttersburg: Krew (LP; Extinction Records; Polska; styczeń 2015)

Schröttersburg - Krew (lp; 2015)

„Boję się”, niczym Tomasz Beksiński, polskiej muzyki. Jednym z powodów tej obawy jest fakt, że przez minione dwadzieścia sześć lat „wolności” nie wypracowała ona należytej formuły stylistycznego i tematycznego buntu, względem wątpliwej radości towarzyszącej życiu pod ciężkim butem prowodyrów owego „wyzwolenia”. Szkoda. Muzyka polska jest – podobnie jak jej ukraiński odpowiednik – w większości dobra, ale większość ta została stworzona na emigracji. Dosyć tej „polityki”, koniec cudzysłowów – oto jeden z niewielu wyjątków na rodzimej scenie post punk / zimna fala: album treściwy, doskonale zagrany (i nagrany), a co najważniejsze spoisty stylistycznie, oraz operujący sporą dawką autentyzmu.

Krew jest pierwszym wydawnictwem formatu longplay płockiej formacji Schröttersburg, która zadebiutowała w 2013 roku sześcioutworowym albumem zatytułowanym po prostu Demo. Najnowsza płyta potwierdza, iż płoccy muzycy traktują obecny fenomen powrotu brzmień zimno falowych w sposób nader twórczy, a zarazem zakorzeniony w tradycji tego – powstałego właśnie nad Wisłą – gatunku. Krew to dziewięć utworów, z których kilka znalazło się już na wspomnianym debiucie Schröttersburg; album jednak brzmi spoiście pod względem nastroju – nie ma na nim miejsc, w których słuchacz odczułby, iż obcuje z materiałem szytym na siłę i z nieco wytartych już skrawków muzycznego płótna. Wręcz przeciwnie – ta Krew smakuje nader świeżo i orzeźwiająco. Jakie więc brzmienia proponuje Schröttersburg?

Schröttersburg
Schröttersburg

Zimne i hałaśliwe. Gitarowa energia to żywioł tej płyty, jednakże potraktowany tu na tyle wielowymiarowo, iż elektryczna zgrzytliwość Krwi nie nuży, a fascynuje. Post punkowe frazy gitar zostały tu rozpisane na wiele sposobów, chwytów i stylów, podporządkowanych jednakże klasycznym zimno falowym riffom. Sekunduje im świetny głos wokalisty (śpiewającego znakomicie napisane, miejscami bardzo dosadne, polskie teksty), oraz „żywa” perkusja. Zimno falowy nastrój potęguje także często pojawiający się na tej płycie charakterystyczny pogłos wokalu. Jest zima 1981 roku, stan wojenny – tak smakuje muzyka czasu zimnej Krwi.

Faworyzuję kompozycje: „Schröttersburg” (instrumentalne otwarcie albumu), „Pojutrze” „Nieskończoność” (zdecydowany killer płyty), oraz „Bocznice”. Koda wydawnictwa to zaś wyraźny i ciężki punkowy „czad” – nieco mniej apelujący do wyobraźni słuchaczy wrażliwych na ascetyczny chłód nowoczesnej formy muzycznego buntu.

Szymon Gołąb

Płyta w wersji fizycznej (CD) do zamówienia drogą mailową: extinctionrecords@gmail.com

Schröttersburg – oficjalna strona

Schröttersburg – Facebook

SYMBIOZA / Captive: Black Leather Glove

Captive: Black Leather Glove (LP; Cønjuntø Vacíø; Stany Zjednoczone; 10 marca 2015)

Captive - Black Leather Glove (lp; 2015)

Ta płyta ucieszy każdego, kto docenia współczesne oddźwięki stylistyki zapoczątkowanej przez The Cure – ale nie tylko. Formacji Captive udało się osiągnąć brzmieniową symbiozę pomiędzy gitarową odmianą post punka, oraz elektronicznym żywiołem minimal wave. Co to oznacza w praktyce? Po prostu świetną, silnie zrytmizowaną i chłodną w wyrazie muzykę.

Captive to teksański kwartet, który oprócz najnowszego longplay’a ma w swojej dyskografii wydane na początku 2014 roku pięcioutworowe demo, którego otwierający motyw zatytułowany jest właśnie „Black Leather Glove”. Przez ten czas muzyka Amerykanów nabrała „szlifu” i dojrzałości – zespół zrezygnował chociażby z inkrustowania swoich wydawnictw dalekimi od stylistycznej spójności remiksami. Na debiutanckim albumie (wydanym przez hiszpański label Cønjuntø Vacíø w formie kasety o limitowanym nakładzie osiemdziesięciu egzemplarzy) usłyszymy muzykę niemal doskonale nawiązującą do „kjurowej” estetyki zimnej fali lat osiemdziesiątych.

Captive (fot. Courtney Chavanell)
Captive (fot. Courtney Chavanell)

Black Leather Glove to dziesięć spójnych nastrojowo kompozycji, wśród których zwraca uwagę ekspozycja charakterystycznie hałaśliwego brzmienia gitar elektrycznych (zgodnie z wyznacznikiem ulubionego przez zespół stylu noise), skontrapunktowanego automatycznym rytmem perkusji o wielu ciekawych odcieniach, oraz nawiązujący do stylistyki The Cure wokal. Dodajmy, że nawiązanie to – równie wyraziste, jak w przypadku innej amerykańskiej formacji, Underpass – nie jest wadą albumu, jego składnikiem wtórnym i odtwórczym. Nieco zrezygnowana, dekadencka, ale zarazem nieporównywalnie romatyczna maniera wokalna Roberta Smitha jest po prostu na tyle trwała i inspirująca, że częste obecnie do niej nawiązywanie można traktować jako element progresywny chłodnego nurtu „gotyckiej” muzyki. Zwróćmy uwagę, iż współczesne interpretacje „kjurowej” estetyki znacząco różnią się od siebie; ta zaś, którą proponuje Captive jest najwyższej próby.

Najbardziej jednak zachwyca na tej płycie niemal naturalna i niewymuszona symbioza gitary i synthu. Brzmienia syntezatorowe pojawiają się w utworze „Exaltations”, aby z pełną wyrazistością powrócić w wygłosowych kompozycjach „Coming Home” (w której dodatkowo usłyszymy świetny duet z żeńskim wokalem) i „Endless Lust” – arcydziele wspomnianej symbiozy, wzbogaconym wokalizą w stylu – tym razem – Andy’ego Sex Ganga.

Szymon Gołąb

Captive – Facebook

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑