PREMIERA WAVE PRESS / Moth: Young Future

Moth: Young Future („First Second” LP; Dania; premiera płyty: wiosna 2014)

Moth - First Second LP (2014)

Post punk ma się doskonale! Świadczy o tym chociażby wydawnictwo, którego fragment – premierowo – dziś prezentuję: debiutancki album LP kwartetu z Kopenhagi, Moth.

Formacja ma dotąd w swych dokonaniach trzy płyty formatu EP, zaś jej początki sięgają 2012 roku. Grupa postanowiła tworzyć w estetyce bliskiej rdzennym brzmieniom post punk / cold wave lat osiemdziesiątych, przywołując atmosferę: chłodu, szorstkości wyrazu i swoistego ascetyzmu. Nie mamy tu jednak do czynienia z płaskim pastiszem, ani wtórnością – estetyka ta, twórczo rozwinięta, jest doskonałą odpowiedzią muzyki na kształt czasów.

Moth - First Second LP (fotografia na wkładce płyty)
Moth – First Second LP (fotografia na wkładce płyty)

Taki jest też w całości zapowiadany long play. Nie ma tu miejsca na elektroniczne fajerwerki i zbędny eksperyment. First Second to ponad pół godziny muzyki (osiem utworów) o kształcie mogącym spodobać się wszystkim zwolennikom tradycyjnego chłodnofalowego grania. Kompozycje są krótkie, wyraziste i dosadne – tak jak przedstawiony poniżej utwór Young Future. Kilka spośród zamieszczonych na First Second kompozycji, jest już znanych z internetowych publikacji zespołu.

Płyta, pomimo dużej spójności nastroju i podobieństwa poszczególnych fragmentów, nie jest monotonna. Wręcz przeciwnie! Muzyka na First Second posiada pierwotną energię zimnego brzmienia, dla którego miarą buntu jest rezygnacja; miarą melodyjności zaś – jej przełamanie.

Porównania? Ypsilon? Belgrado? W tym obszarze dzisiejszej awangardy sytuuje się twórczość Moth.

Album ukaże się wiosną tego roku na płycie winylowej, w limitowanej ilości trzystu egzemplarzy. Za wydawnictwo odpowiedzialna jest amerykańska wytwórnia Mass Media Records.

Szymon Gołąb

Moth – Bandcamp

Moth – Facebook

Mass Media Records – strona / sklep

 

CZARNY KWIAT / Orchidée Noire: Une histoire parmi tant d’autres

Orchidée Noire: Une histoire parmi tant d’autres (LP; Francja, marzec 2014)

Orchidée Noire: Une histoire parmi tant d'autres (2014)

Uwielbiam nastrój i mroczną rozkosz tej płyty! Chłód, emocje, dekadencja. Jeden z najlepszych utworów albumu, Ophelia, mógłby być ilustracją tego fragmentu Kwiatów Zła Baudelaire’a:

„Im bardziej mnie unikasz, tym bardziej za tobą

Szaleję, moich nocy okrutna ozdobo (…)

I miłuję, o moja krwi chciwa władczyni,

Nawet ten chłód, co jeszcze piękniejszą cię czyni”!

Oto ciemna poezja chłodnej fali – Orchidée Noire, jednoosobowy projekt z Paryża. Za muzykę, słowa i kompozycje odpowiada Xavier Soquet, zaś dyskografia Czarnej Orchideii zamyka się w dość skąpych granicach trzech singli i jednej płyty rozmiaru LP – wydanego niedawno albumu „Une histoire parmi tant d’autres”. Płytę tę muzyk określa jako kompilację, jest ona bowiem zestawem utworów jakie powstały – prawdopodobnie – w całej dotychczasowej historii projektu, czyli od roku 2011.

Album zawiera dziewięć utworów i w całości stanowi swoistą czarną perłę rdzennie post punkowych, chłodnofalowych brzmień. W przypadku obszerności wspomnianych nurtów w jednej z ich ojczyzn – Francji – mnożenie odniesień dla tej płyty jest bezcelowe. Wspomniana na początku mroczna aeria jest zresztą jej indywidualną jakością.

Xavier Soquet dysponuje głosem wprost wywiedzionym z tradycji wokalnej Iana Curtisa, co jednak nie czyni jego kompozycji wtórnymi, czy groteskowymi. Chłodnofalowa instrumentacja płyty ma tradycyjną dla gatunku ascetyczną formę, koda zaś „Une histoire parmi tant d’autres” to brzmienia bardziej syntetyczne – lecz nawet owa elektronika jest tu dozowana subtelnie i współgra z „oldskulowym” wydźwiękiem całości; fenomenalny utwór Défense de se noyer jest tu swoistym łącznikiem nastrojów.

Muzyka Orchidée Noire zdecydowanie zasługuje na obecność w świadomości zwolenników powrotu do pierwotnych brzmień: post punk / coldwave / minimal wave.

Szymon Gołąb

Fragment XXIV „Kwiatów Zła” Charlesa Baudelaire’a w przekładzie Marii Leśniewskiej.

Orchidée Noire – Soundcloud

Orchidée Noire – Facebook

Orchidée Noire – VKontakte

 

LIST / The Amount Of Light We Give Off: List

The Amount Of Light We Give Off: List (LP; Niemcy; 2014)

The Amount Of Light We Give Off - List (2014)

List – debiutancka płyta duetu z Niemiec – to ziarno zasiane przez: The KVB, Future (przypominam o świetnej epce Abyss), oraz Buzz Kull. Chłodnofalowa pulsacja połączona z bogactwem gitarowego brzmienia, wielowymiarowy męski wokal, zmienność rytmu…

Doskonała muzyka! List to siedem, niepozwalających na nudę, utworów. Jeżeli pojawia się tu szczypta monotonii, to jedynie na początku, w de facto rozpoczynającej seans kompozycji „Relationships”. Powiedzieć, że „potem jest tylko lepiej” – to jednak za mało. W tych brzmieniach jest ogień! Czerń i biel. Ciemne świecidło rytmu i sensu. Natchnienie (znakomity, nieco „romantyczny” głos wokalisty), oraz rezygnacja (wyrazisty, zimnofalowy puls perkusji). Jest też hałas – a muzyka, skoro chce być słyszalnym, zdecydowanym buntem – musi być hałaśliwa. List to post punk w samej istocie gatunku, i jedna z lepszych współczesnych jego realizacji (przewodzi pod tym względem utwór „At the Vertex of Nothing”).

The Amount Off Light We Give Off 2

W kontekście tej płyty właściwe jest określenie: „emocjonalny gaz do dechy”! Często chce się też używać wykrzykników. Można tu również znaleźć swoiste arcydzieło estetyki na styku nurtów: post punk / shoegaze / cold wave – to zamykająca album kompozycja „Heads and Tails” z nieco progrockowymi w wyrazie zmianami tempa i niezmienną ognistością buzującego rytmu. Wpisanie w tę całość głosu wokalisty nachylającego się do szeptu w punkowej, zimnej ekstazie… To coś, co właśnie chciałem usłyszeć!

List jest też płytą bardzo spoistą. Wspomnianą ekstazę wygłosu, poprzedza chociażby utwór „Another Place” – kolejna perła tego albumu. Podobnych korespondencji jest tu więcej.

Mam ochotę tańczyć, oddać się tej muzyce bez reszty!

Szymon Gołąb

The Amount Of Light We Give Off – Facebook

„NIEŚWIAT” / Już Nie Żyjesz: Nieświat

Już Nie Żyjesz: Nieświat (LP; Media Solutions; Polska; 21 lutego 2014)

Paweł Strzelec (Alles) / teksty, wokal; Grzegorz Fajngold (19 Wiosen, Demolka) / klawisze; Wojciech Czyszczoń (Bruno Schulz) / perkusja; Mariusz Wątroba / gitara, teksty; Maciej Andrzejewski / bas

Już Nie Żyjesz - Nieświat (2014)

Gdy nie nadejdzie jutro, gdy słońce nie zaświeci
Z ulic znikną maszyny, zamilknie śmiech dzieci,
Piach skończy się sypać, a woda przelewać,
Piach skończy się sypać, a woda przelewać”…

Te słowa otwierają Nieświat, drugi album łódzkiej supergrupy Już Nie Żyjesz. Autor tekstów, Paweł Strzelec, po raz kolejny w sposób chłodny, pesymistyczny, lecz szczery i rzeczywisty ukazuje tytułowy „Nieświat”, z którym każdego dnia dane jest nam toczyć walkę. Nie sposób nie cytować zapadających w pamięć tekstów pojawiających się na tym albumie. Po prologu płyty przychodzi czas na odczucia zapominanego bohatera oprawione w świetny puls i elektroniczny rytm – „Blask”:

Blask słońca mrozi nam kość i można nie wytrzymać i można mieć dość,
Księżyca światło zgasło, ciemność zalewa zapomniane miasto”.

Dalej odnajdujemy przynoszącą ulgę, podbitą motywami klawiszy i gitary, znakomitą „odtrutkę” na nieudaną miłość – „Już Cię nie ma”:

Przychodzisz do mnie, mówię ‚cześć’ od niechcenia.
To wszystko jest nieważne
Już Nie żyjesz, Już cię nie ma”…

Na płycie spotkamy się także z zaskakującym ciekawą zmianą tempa utworem „Ściany”, nostalgiczną kompozycją „Widok”, czy wzbudzającym niepokój w dość specyficzny sposób „Wyciem”; jednak killerem albumu jest „Znikąd donikąd”. Trudno ubrać w słowa kaliber emocji, jakie niesie ze sobą ten kawałek, w którym każdy z muzyków ma swoje pięć minut. Motyw klawiszy nie do zapomnienia, chłodny bas, mocna perkusja, świetna gitara i pełen emocji głos wokalisty współtworzą jeden z najciekawszych utworów muzycznych jaki dane było mi poznać w ciągu ostatnich lat.

Już Nie Żyjesz - fot. Borys Bodetko
Już Nie Żyjesz – fot. Borys Bodetko

Podsumowując – muzycy nie zwalniają tempa, a raczej je przyspieszyli. Zespół rozwinął się estetycznie, kompozycje są bardziej zróżnicowane, jednak duch Już Nie Żyjesz (na szczęście) jest cały czas obecny. Po ukazaniu się bardzo dobrze przyjętego debiutu ESKPZM (2010) poprzeczka została podniesiona dosyć wysoko, a co za tym idzie mogły pojawić się pewne obawy dotyczące „syndromu drugiej płyty” – jednak teraz już wiadomo, że były one nieuzasadnione.

Na koniec warto wspomnieć, że nad powstaniem płyty po raz kolejny czuwał doskonały muzyk, realizator, oraz producent Paweł Cieślak – co gwarantuje wysoki poziom najnowszego wydawnictwa Już Nie Żyjesz.

Karolina Lampe / Sister Karo Wildflower

Już Nie Żyjesz – Facebook

PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE / Dangerous Days

Dangerous Days – albumy: Deafhland: In a Kingdom by the Sea (singiel, 2010); In The Stars (ep, 2011); The Marriage of Heaven & Hell (ep, 2013); Hydrology (2013); Polska; wydawnictwo własne.

Philip Pacemaker / instrumenty elektroniczne, kompozycje

Dangerous Days

Jeden z moich ulubionych, wywołujących niebagatelne emocje, stanów jakie powoduje w wyobraźni muzyka, trafnie oddaje narkotyczne, dwuznacznie brzmiące słowo „odpłynąć”…

Mieszkający we Wrocławiu, występujący pod nazwą Dangerous Days, Filip Pacek zabiera nas w prawdziwą podróż w głąb siebie. Docieramy do wielu zakamarków własnego umysłu, płyniemy poprzez różne, czasem zaskakujące wizje, jakie w nas drzemią; przez wspomnienia, marzenia; momentami enigmatyczny niepokój, wreszcie przez stany błogiego uniesienia… Artysta zostawia otwartą furtkę, każdy ma prawo do własnej interpretacji tego, co słyszy. Same dźwięki. Nie ma wokalu, nie ma tekstu, który generowałby jakiś tok myślenia, jest ścieżka dźwiękowa do naszych wizji.

Dangerous Days

Filip w swoim dorobku posiada utwory, które przywodzą na myśl dokonania współczesnych muzyków, jak: The Soft Moon, M!R!M, In Death It Ends (Cryogenic, Draconids, Bipolar, O), oraz kompozycje prawdziwie kojące, wprowadzające we wspominany „stan błogiego uniesienia”. Takim utworem z pewnością jest Deafhland: In a Kingdom by the Sea; pierwsze 2′ 36” jego trwania to jedna z najpiękniejszych podróży muzycznych, w jakich ostatnio dane mi było uczestniczyć. Szum wody i dochodzące do niego z oddali klimatyczne, wzbierające na sile dźwięki zabierają mnie daleko…

Znaczącą, choć wyłącznie estetyczną rolę w twórczości Filipa odgrywa natura; w jego utworach można usłyszeć: wspomniany szum wody, burze, wiatr, deszcz – to wszystko sprawia, że obrazy i historie, które pod wpływem muzyki tworzymy w wyobraźni zdecydowanie wzbierają na sile.

Dangerous Days

W 2013 roku ukazało się wydawnictwo Hydrology, które jak mówi sam artysta jest swoistą „klamrą”, zamknięciem pierwszego rozdziału jego twórczości – to podsumowanie tego, co dotychczas nagrał pod nazwą Dangerous Days.

Co dalej? Idzie nowe… Jest na co czekać… będzie „MIAZGA”!

Karolina Lampe / Sister Karo Wildflower

Dangerous Days – Bandcamp

Dangerous Days – Facebook

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑