TYLKO WYKRZYKNIKI / The Jack Wood: Deus

The Jack Wood: Deus (LP; Rosja; 20 października 2014)

The Jack Wood - Deus (lp; 2014)

Ta płyta to objawienie! Myślałem, że prawdziwa energia rocka jest już muzyczną przeszłością; domeną zarezerwowana dla „dinozaurów” rozsmakowanych w znakomitych lecz zapomnianych wydawnictwach z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Myślałem, że przetrwały już tylko mdłe gwiazdeczki zamieniające pierwotną siłę gitary, perkusji i wokalu na nudne popłuczyny przygrywane w korporacyjnych, pseudo „luzackich” rozgłośniach przez radiowców o muzycznej wiedzy pryszczatego gimnazjalisty… Dosyć! Pięść, nos, krew, The Jack Wood!!

Syberyjskie trio przywołało na swoim najnowszym longplay’u Deus (czwartej płycie w dyskografii) doskonałą tradycję mocnego hard / stoner rockowego grania, w perfekcyjny i naturalnie brzmiący sposób uzupełniając ją o elementy bluesa, punka, a nawet zimnej fali – ten ostatni składnik to chłodny, rytmiczny puls najlepszego na płycie utworu „Precision shot” (teksty The Jack Wood napisane są wyłącznie po angielsku). Wspomniana perfekcja wykonania jest tu w pełni spontaniczna, znamionująca wysoką jakość warsztatu muzyków; na Deus nie ma miejsca na wrażenie „wycyzelowania” utworów, nudę producenckiej „doskonałości”; wręcz przeciwnie – muzyka The Jack Wood to „brudny” ogień, „garażowy czad”, posmak whiskey słyszalny w każdym niemal, perwersyjnie (jedno, ze słów – kluczy do nastroju tego albumu) napiętym tonie. Energia rocka jest z założenia żywiołem o erotycznym biegunie i tę jakość przywrócono tu w pełni.

Wokalistka The Jack Wood w bieli...
Wokalistka The Jack Wood w bieli…
...i czerni.
…i czerni.

Deus to także płyta doskonałych współbrzmień. Gitara, perkusja, wokal – nic więcej. Trafienie w sedno mocy! Ascetyzm tej muzyki nie potrzebuje uzupełnień. Pierwszym planem albumu jest zdecydowanie głos charyzmatycznej wokalistki – ekstatyczny, wyrazisty, budujący ciemne pożądanie i po prostu piękny. Tak brzmiała wydana w 1971 roku solowa płyta Lindy Hoyle, Pieces of Me… Jestem oczarowany!

Syberyjski chłód zrodził bez wątpienia jeden z najbardziej ognistych i najlepszych albumów roku. The Jack Wood to trio o ogromnym potencjale, również koncertowym – o czym właśnie mają okazję przekonać się nie tylko rosyjscy słuchacze; zespół rozpoczął intensywną trasę koncertową obejmującą także sceny w Niemczech.

Ogień! Czad! Potęga! Przy tej płycie tylko wykrzykniki.

Szymon Gołąb

The Jack Wood – oficjalna strona

The Jack Wood – Facebook

The Jack Wood – VKontakte

NIE MA PRZYSZŁOŚCI / Nothing. Existed: No Future

Nothing. Existed: No Future (EP; InClub Records; Wielka Brytania; 30 października 2014)

Nothing. Existed. - No Future (ep; 2014)

Brak przyszłości – przewodni temat dla wielu wydanictw współczesnej odmiany cold wave znajduje wewnątrz tej płyty niemal idealny wyraz. Muzyka Nothing. Existed. przywodzi na myśl obraz lodowej pustyni, przestrzeni odstręczającej bezmiarem i niedostępnością. Ziemia bez horyzontu, bez punktu odniesienia – która codziennie wielu z nas przeraża – prowokuje również powstanie tak hipnotycznych albumów, jak debiutancka epka brytyjskiej formacji Nothing. Existed. zatytułowana – nomen omen – No Future.

Sześć utworów składających się na tę płytę (z których kilka zespół zdążył już opublikować w ciągu rocznej obecności w sieci) to istota zimnej fali – jej pulsu, zniechęcenia, ascetyzmu i smutku. Od „Enter” po „End”, wszystkie kompozycje konsekwentnie prowadzą odbiorcę przez rzeczywistość swoistego wydrążenia zbudowaną przez automatyczny rytm perkusji; chłodny (i sprawiający wrażenie niemal „nieludzkiego”) wokal; oraz „brudne”, „garażowe” brzmienia wyraźnie wyeksponowanych gitar. Nastrój tej płyty jest wyjątkowy i niewymagający niczego więcej, ponad wymienione składniki, aby owładnąć duszą bez reszty. Autetyczność? Tak, zdecydowanie jest ona sednem debiutu Nothing. Existed.

Nothing. Existed.
Nothing. Existed.

Najlepszy utwór? „Inside” – chłodny, brutalnie konkretny wyraz lęku przed brakiem jakiegokolwiek horyzontu. No future!

Ten album jest kolejnym, trzecim już wydawnictwem, które ukazało się pod egidą nowej peruwiańskiej wytwórni InClub Records; przypomnijmy, iż w jej katalogu znajduje się także kongenialna w nastroju płyta Spiritual Dawn meksykańskiej grupy Psychic Hearts. Zdecydowanie „kibicuję” tej interesującej przestrzeni wydawniczej.

Spójrzcie na ten ciąg wyrazów: nothing, existed, no future. Można powiedzieć coś więcej?

Szymon Gołąb

Nothing. Existed. – Facebook

ZADUSZKÓWKA / Południca: Królowa Czechosłowacji

Południca: Królowa Czechosłowacji (LP; Karoryfer Lecolds; Polska; czerwiec 2014)

Południca - Królowa Czechosłowacji (lp; 2014)

Ta płyta mimo, iż ukazała się na początku lata, w pełni smakuje dopiero teraz, kiedy jesień dojrzewa do bycia martwą i zimną. Królowa Czechosłowacji krakowskiej Południcy jest niczym zaduszkówka, mocny i czysty alkohol wprowadzony do poezji przez Marię Pawlikowską – Jasnorzewską. Pijąc zaduszkówkę (słuchając Południcy) jesteśmy usposobieni radośnie, często się śmiejemy, „sypiemy” żartami – pamiętając jednocześnie o tym, że zaraz nadejdzie koniec zabawy i trzeba będzie udać się na cmentarz; a tam jest tak zimno, przenikliwie zimno… W grobach, które piętrzą się dookoła, leży zaś cała prawda o ludzkim życiu. Z pozoru płocha Królowa Czechosłowacji w jednej chwili staje się dziewczyną z opowiadań Ladislava Klimy, czyli po prostu – powabnym znakiem końca.

Ten alkohol należy więc traktować z rezerwą, chociaż trudno o nią w przypadku tak upajającej muzyki jak ta, która znalazła się na najnowszej płycie Południcy. Jedenaście pomieszczonych tu utworów sprawia wrażenie krótkiego (żadnej nudy, ten album to czysta zwięzłość!) i ważnego opowiadania o tym, co w życiu najistotniejsze – i nie o pieniądze, urodę i „fejm” tu chodzi (zdziwiłbym się, gdyby było inaczej – krakowski sekstet to „obrońcy wartości humanistycznych”, choć ironiczni i surrealni). Pod tym względem muzyka Południcy, szczególnie na Królowej Czechosłowacji, jest wyjątkowa i nieporównywalna.

Przejrzysty spis utworów Królowej Czechosłowacji sprawdza się jako zakładka do książki...
Przejrzysty spis utworów Królowej Czechosłowacji sprawdza się jako zakładka do książki…

W jaki sposób powyższe przekłada się na muzykę? W bardzo prosty. Zgiełk, hałas i chaos sekundują tu melodyjności i charakterystycznej dla brzmienia zespołu głębii; instrumentarium folkowe współgra zaś z niemal dyskotekowym pulsem (znakomite otwarcie albumu, utwór prowokujący wielokrotne powroty – „głód”). W jakim gatunku tworzy Południca? W dziwnym. Pierwszy plan nowej, jak i poprzedniej, płyty to folk o zdecydowanie ciemnym, a nawet swoiście „demonicznym” (jednak w cudzysłowie) wyrazie. Ciemność ta, oraz wrażenie pewnej feeryczności zbliżają muzykę Południcy do nurtu, w jakim tworzy chociażby rosyjska formacja Caprice, a który jest po prostu czystym kaprysem twórczej natury. Takie „określenia gatunkowe” cenię najwyżej – i tu ponownie Królowa Czechosłowacji nie ma sobie równych na polskiej scenie. Czy ta dziewczyna jest więc idealna?

Do płyty dołączono także "krzyżówkę gatunkową", trudniejszą od japońskiej gramatyki...
Do płyty dołączono także „krzyżówkę gatunkową”, trudniejszą od japońskiej gramatyki…

Niestety nie. Wspomniałem o mrocznej głębii, za którą słuchacze Trytona kilka lat temu polubili pierwszy album Krakowian. Na nowej płycie jest jej zdecydowanie mniej, ustąpiła miejsce swoistej „antyprzebojowości” – i choć zabieg ten uważam za udany, brak mi tu utworów brzmiących podobnie, jak „Diabolica” – wspaniała, ciemna i tajemnicza koda pierwszego albumu (ta jednak opowieść znalazła niejako swój dalszy ciąg na nowej płycie, jest to – inny w nastroju – utwór „dziewka”). Rasowa Południca natomiast, to na Królowej Czechosłowacji „izaa”, tajemniczo powabna dziewczyna i doskonała kompozycja! Obok wymienionych szczególnie polecam utwory: „trup król”, „zwierzę”, „ryba”, oraz tytułowy – „Królowa Czechosłowacji”.

Upajająca płyta! Najpierw zabawa, potem cmentarz. Słuchać głośno, później odejść cicho.

Szymon Gołąb

Płytę w wersji CD można aktualnie zamawiać pisząc w tej sprawie wiadomość do zespołu na jego facebookowej stronie.

 

ŚRODEK POLSKIEJ ZIMY / Bruno ŚwiatłoCień: Czerń i Cień II

Bruno ŚwiatłoCień: Czerń i Cień II (LP; Zoharum – new experimental art; Polska; 21 października 2014)

Bruno ŚwiatłoCień - Czerń i Cień II (okładka i płyta CD; zdjęcie: Bronisław Ehrlich; projekt: Maciej Mehring)
Bruno ŚwiatłoCień – Czerń i Cień II (okładka i płyta CD; zdjęcie: Bronisław Ehrlich; projekt: Maciej Mehring)

Dziś przypada premiera drugiej część dyptyku Czerń i Cień formacji Bruno ŚwiatłoCień. Czekałem na to wydawnictwo i nie zawiodłem się – mimo stawiania mu nader wysokich wymagań, podsycanych zapowiedziami zespołu. Względem debiutanckiej płyty, nadmorscy zimno falowcy zdecydowanie podnieśli poprzeczkę – tak jakości brzmienia, jak i nastroju. Czerń i Cień II zdaje się być najważniejszym spośród wydanych ostatnio albumumów rodzimej odmiany cold wave. Dlaczego?

Dziewięć kompozycji na tej płycie to nieco ponad godzina muzyki i nieporównywalna (a także niebezpieczna niczym prawdziwa miłość) podróż do wnętrza współczesnej duszy – rdzennie polskiej duszy, dodajmy. Nie ma tu miejsca na kopiowanie jakichkolwiek wzorców popularnej na świecie (i coraz bardziej modnej) muzyki chłodu; pierwszy kontakt z tą płytą to wrażenie, że muzycy – tworząc swoją wizję – niejako redefiniują gatunek i rozpoczynają jego nowy rozdział: pełen namysłu i znaczeń, buntowniczy i zrezygnowany, a także nieporównywalnie wymowny.

„To nie jest dobry czas na podróżowanie, sam martwy środek zimy” – ta fraza zainspirowała Thomasa Stearnsa Eliota do napisania „Wędrówki trzechkrólowej”, jest ona też słyszalna we wnętrzu albumu Czerń i Cień II. Zawarta tu muzyka ma w sobie bowiem coś z poezji Eliota, coś z trudnego piękna „Ziemi jałowej” i „Dziewczyny, która płakała”. To „coś” jest symboliczną diagnozą rzeczywistości, potęgą przekazu istniejącą poza wszelkimi modami. To właśnie ona jest największą wartością nowej płyty zespołu Bruno ŚwiatłoCień.

Brak sensu i pospieszne jego tworzenie. Szyderstwo i cynizm. Kłamstwo mające wystarczyć za jedyną nadzieję. Kłamiemy żeby przeżyć. Ty i ja. Szarość i czerń. Korona cierniowa. Cień. Oto nazbyt częsty, lecz dla wielu istotny, obraz rodzimej rzeczywistości. Co tu ukrywać? Zimna fala znad morza nie ukrywa; ukazuje brutalnie, ale na swój sposób subtelnie, to co dzieje się w ludzkiej duszy („dusza” – to słowo klucz dla tej płyty) tu i teraz. Czyni to przez tekst (ogromną wartością albumu są słowa autorstwa Bronisława Ehrlicha), jak i muzykę, przerażająco i oczyszczająco zimną. Klasyczną rytmiczność cold wave uzupełniają tu liczne dźwięki towarzyszące (doskonałe są na tej płycie partie gitarowe!), czasem pojawia się niemal trip hopowy beat (utwór „Wyrodne matki”), całość sprawia zaś wrażenie wydawnictwa nader oszczędnego w „środki wyrazu”, czy wręcz ascetycznego. Tak ma brzmieć dziś zimna fala – i tak też brzmi ten album.

Najlepsze utwory na płycie? W całości jest doskonała (za żałobny ton faworyzuję utwór „Psychoblues”; za chłód brzmienia i sens tekstu – „Pieśń refleksyjną”).

Dosyć już słów. Czas na podróż do wnętrza polskiej zimy. Czerń i cień was poprowadzą.

Szymon Gołąb

Album wkrótce do nabycia w wersji CD na stronie Zoharum – new experimental art.

Poniżej, premierowo, utwór siódmy na płycie – „Wierny sługa”.

ZAPOWIEDŹ ZIMY / Звёзды: Звёзды

Звёзды: Звёзды (LP; Rosja; lipiec 2014)

Звёзды: Звёзды (lp; 2014)

Obok scen cold / minimal wave we Francji, Niemczech i Stanach Zjednoczonych, to właśnie scena rosyjska – konkretnie zaś syberyjska – charakteryzuje się aktualnie największą dynamiką i różnorodnością. Nic dziwnego, skoro bowiem reszta świata musi jeszcze cierpliwie czekać nim nadejdzie prawdziwa zima, na Syberii zaczęła się ona już w lipcu, kiedy to premierę miał debiutancki album formacji z Tomska – Звёзды.

Na tę płytę składa się dziewięć kompozycji o konkretnej i wyrazistej stylistyce – to elektroniczny minimalizm w czystej postaci, przywodzący na myśl dokonania współczesnych grup nurtu vintage synth: Roladex, The Bridge, czy The Phone – jednak o bardziej od nich zindywidualizowanej i niepowtarzalnej aurze, świetnie interpretującej brzmienia z lat osiemdziesiątych. Swoista „naiwność” tej interpretacji urzeka szczególnie w utworach „Невиданные звери спят в чудесном саду” i „Рукоятка (Химера)”, w których synth popowa melodyjność i niemal dyskotekowy rytm uzupełnione są charakterystycznym dla muzyki Syberian monumentalizmem. Oto chłodna geometria brzmienia w najlepszej formie!

Звёзды
Звёзды

Muzykę proponowaną przez Звёзды wyróżnia także umiejętność budowania napięcia, głównie przez zestawienia kompozycji zdecydowanie tanecznych („Я так долго молчал”, „В твоей квартире”) z oszczędną zimno falową nastrojowością („Стигматы”), czy niemal ambietowymi w wyrazie pasażami (wygłosowy „Полярные льды”, oraz „Комсомольский проспект”). To sprawia, że brzmienia te nie nużą i łatwo zapadają w pamięć. Wszystkie utwory na płycie mają rosyjskie teksty i zaśpiewane są tyleż zgodnie z chłodno falową konwencją, a więc z urzekającą „beznamiętnością”, co bez skażenia jakimkolwiek manieryzmem.

Coś jeszcze bardzo trudnego do określenia sprawia, że traktuję to wydawnictwo jako jeden z najlepszych debiutów roku. Być może jest to styl – własny i niepowtarzalny, sedno każdej autentycznej sztuki.

Szymon Gołąb

Звёзды – VKontakte

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑