DIAFANIA / Glass Cathedral: Love Ties Me Up

Glass Cathedral: Love Ties Me Up (EP; Stany Zjednoczone; 13 czerwca 2014)

Glass Cathedral - Love Ties Me Up (ep 2014)

Wspaniała płyta! Katedra hipnotycznego chłodu i ciemnych zachwytów. Jeden z najlepszych debiutów ostatniego czasu – album Love Ties Me Up amerykańskiego duetu Glass Cathedral – to coś więcej, niż tylko kolejna interpretacja brzmień cold wave; w tej muzyce zawiera się pewien niematerialny, symboliczny ton – coś, co niczym gotycka przejrzystość – pozwala poprzez te dźwięki dostrzec inną rzeczywistość.

Trudno o przestrzeń bardziej związaną z „muzyką gotycką” niż forma i znaczenia, które przypisuje się gotyckiej świątyni. Przestrzeń tę współtworzą nie tylko jasne treści – katedra nigdy nie jest jednolita, powiela swe sensy w wyobraźni, fascynuje i przeraża zarazem. Obok wzniosłości (dwa zamykające płytę utwory – „Far Away” i „Glass Cathedral”) jest także wydrążeniem, zejściem w głąb „Feel Like”, „Love Ties Me Up”). Istnieją przynajmniej dwie katedry – pierwsza wznosi się do nieba, druga pogrąża w ziemi. „Muzyka gotycka”… Znamienne, że to właśnie łączność architektury i sztuki brzmienia powołała tę nazwę na określenie czegoś odmiennego, niż tylko okresu w historii sztuki. „Muzyka gotycka” to forma odczuwania i odrębna wrażliwość, to „cmentarne wichry wzruszeń” z eseju o Castel del Monte Jarosława Iwaszkiewicza – gdzie po raz pierwszy mówi się o „gotyckiej muzyce” we współczesnym rozumieniu.

Debiutowi Glass Cathedral zdecydowanie bliżej do przywołanego wyżej tonu, niż większości płyt, jakie ostatnio ujrzały mrok nocy. Równoważą się tu brzmienia elektroniczne i ta nieustannie odkrywcza „zachowawczość” finalnych nagrań Joy Division. Diafania oznacza gotycką przejrzystość – przez tę muzykę zdecydowanie widać klasykę gatunku cold / dark wave – również pod względem pieczołowitości nagrania, niesłyszalnego trudu, który włożono, by muzyka brzmiała tu wielowymiarowo. Ostatnio poszukuję też doskonale chłodnego męskiego wokalu – ten, którym dysponuje Jack Rundles z Glass Cathedral bliski jest ideałowi.

Jestem oczarowany.

Szymon Gołąb

Glass Cathedral – Facebook

 

ZIMNY MANCHESTER / The Thing Invisible: Decreation

The Thing Invisible: Decreation (EP; Wielka Brytania; 31 maja 2014)

The Thing Invisible - Decreation (ep 2014)

„Ciemno, ciemniej, najciemniej” – tak manchesterska formacja The Thing Invisible opisuje swoją muzykę. Rzeczywiście, debiutancka (i doskonała) epka Decreation przynosi mrok i chłód nadspodziewanie dobrej próby.

Cztery kompozycje, które tworzą tę płytę, to kwintesencja gatunkowego styku cold wave / post punk. Syntezatorowy puls (nieco bliski estetyce, w jakiej tworzy In Death It Ends), zimny i charakterystycznie „beznamiętny” męski wokal (najlepszy, jaki słyszałem w ostatnim czasie), zdecydowanie wyeksponowane brzmienia gitar… Czyli to wszystko, z czym kojarzy się muzyczny ferment Manchesteru już od końca lat siedemdziesiątych – na Decreation zostało podane w zwartej i wyraziście niezależnej postaci.

Album od początku do końca konsekwentnie buduje i utrzymuje zimnofalowy nastrój; po świetnym otwarciu („The Mask Slip’d”) pojawia się swoista perła gatunku – kompozycja „Raw Feels” (mój faworyt na płycie); dwa wygłosowe utwory przynoszą zaś nieco ironiczną i taneczną wizję zimnych brzmień – a niczego nie cenię równie wysoko, jak pląsu i przekąsu…

Muzyka The Thing Invisible to czysta zimna przyjemność. Otwarta na oścież zamrażarka w upalny dzień. Chodźcie się schłodzić.

Szymon Gołąb

The Thing Invisible – Facebook

The Things Invisible – Twitter

 

PRZED PREMIERĄ / Deine Lakaien: Farewell / When The Winds Don’t Blow

Deine Lakaien: Farewell / When The Winds Don’t Blow (maxi singiel; Chrom Records / Soulfood; Niemcy; 11 lipca 2014)

Deine Lakaien - Farewell / When The Wings Don't Blow (maxi singiel 2014)

Do wnętrza Kryształowego Pałacu (Crystal Palace – tak zatytułowany będzie najnowszy album Deine Lakaien – premiera: ósmego sierpnia) niemiecki duet zaprasza pięknym i pełnym wdzięku wydawnictwem.

Cztery utwory, które składają się na maxi singiel Farewell / When The Winds Don’t Blow to kwintesencja tanecznej melancholii i szlachetnej próby melodyjności. Muzyka Deine Lakaien jest w pewnym sensie „uniwersalna”, apelując bowiem do zdecydowanie wyrobionej i głębszej wrażliwości, potrafi doskonale „sprawdzić się” w bardzo różnorodnych okolicznościach – ubarwia podróże, jest świetnym muzycznym tłem domowej codzienności, komentuje obrazy widziane przez okno – nie tylko ludzkiego serca. Tę aurę niemieccy muzycy powołują również na najnowszym wydawnictwie, na które składają się cztery kompozycje – obok dwu tytułowych, są to: „Into Chaos”, oraz „klubowy” remix utworu „Farewell”.

Ten zwiastun nowego albumu – jak zawsze, w przypadku dokonań Deine Lakaien – olśniewa nastrojem, oraz spoistością wizji opartej na zasadzie brzmieniowego kontrastu – osią którego jest tu napięcie pomiędzy tanecznym wydźwiękiem „Farewell”, a balladową, akustyczną eterycznością (fortepian, harfa i głos Alexandra Veljanova!) „When The Winds Don’t Blow”.

To wspaniała muzyka, o niezmiennie wyrazistej, ciemnej i poetyckiej dystynkcji. Wiele lat temu stanowiła istotny składnik nastroju audycji Tomasza Beksińskiego – to właśnie on uprzystępnił brzmienia Deine Lakaien polskiemu słuchaczowi. Zwiastun nowego albumu jest doskonałym pretekstem, aby tę fascynację przedłużyć, ugruntować i wzmocnić.

Oficjalna premiera maxi singla Farewell / When The Winds Don’t Blow przewidziana jest na jedenastego lipca – internet jednak ma swoje prawa… Już dziś możemy sięgnąć po tę muzykę. Zadbam jednak o to, aby przed premierą fragmenty longplay’a Crystal Palace mogły oficjalnie poruszyć wrażliwość Słuchaczy audycji Tryton / Transmisja.

Szymon Gołąb

Deine Lakaien wystąpi w Polsce na Castle Party Festival w Bolkowie – w sobotę, 19 lipca.

Subskrypcja albumu Crystal Palace – na oficjalnej stronie Deine Lakaien

Deine Lakaien – Facebook

 

„CHŁODNA FALA NIE OPALA” / Bruno ŚwiatłoCień: „Powiew Morza”

Bruno ŚwiatłoCień: „Powiew Morza” (singiel, wideoklip; realizacja: Yach Paszkiewicz; gościnnie: Volven de Viant; Polska; maj 2014)

Zespół Bruno ŚwiatłoCień
Zespół Bruno ŚwiatłoCień

Monotonia zachwyca. Wypalenie jest mocą. Absurd staje się poezją. Dziwność zaś – hipnotyzuje. Tak (skrótowo) odbieram twórczość formacji Bruno ŚwiatłoCień. Wykracza ona poza schematy rodzimej sceny muzycznej, poza wątpliwej jakości „kanon” zamykający różnogatunkowe brzmienia w nurcie przebojowej poprawności i nudy. Dość wspomnieć, że od dawna chciałem spolszczyć najpopularniejszy na tej stronie (blogu? portalu?) tag „cold wave” – i napisać po prostu „chłodna / zimna fala”. „Powiew morza” wreszcie stał się ku temu pretekstem.

Nowy utwór pomorskiej formacji to ponad siedem minut muzyki, miara ta jednak w żaden sposób nie odstręcza. Mantra – określenie, które przypisano tej muzyce niweluje nadmiar na rzecz swoistej, minimalistycznej transowości, podkreślanej monotonnym rytmem perkusji i tekstem beznamiętnie, na krawędzi melorecytacji, wyśpiewywanym przez wokalistę. To odrębny styl, a zarazem nawiązanie do najlepszej tradycji gatunku – pojętego tu jednak nieco przewrotnie. Kluczem do muzyki grupy Bruno ŚwiatłoCień jest poczucie absurdu i jego estetyczny przekład. Podobną aurę konsekwentnie buduje utwór „Powiew Morza”: w pewnym momencie tekst (stanowiący przykład suwerennej poezji) przekształca się w rodzaj modlitwy – rodzaj właśnie, nie zaś parodię. To zdecydowanie nowa jakość wypowiedzi. Mainstreamowe naigrawanie się z katolicyzmu – szczególnie czynne obecnie w polskiej muzyce – jest nudne; język antagonizmów zdewaluaował się i dziś może jedynie odstręczać wtórnością. Rodzima sztuka jest dziedziną „bez wartości” – powstałą w bezwartościowej rzeczywistości – i jako taka, winna tę realność wyrażać. Zimna fala, ze swoim dystansem i pozornym brakiem emocjonalnego zaangażowania to najlepsza z możliwych odpowiedzi na kształt czasu. Pod tym względem twórczość zespołu Bruno ŚwiatłoCień jest odkrywcza, wyznaczająca kształt tego, co zdecydowanie nowe.

Volven de Viant na planie teledysku do utworu "Powiew Morza" (fot. Michał Szwarc)
Volven de Viant na planie teledysku do utworu „Powiew Morza” (fot. Michał Szwarc)

Oprawa wizualna utworu „Powiew Morza” również zasługuje na uwagę. Posiada bowiem potencjał symboliczny – bardzo prosty i czytelny. Jest nim amalgamat ruin, morskiego bezmiaru i nieco „złowrogiego”, gotyckiego piękna (Volven de Viant!). Reżyserem teledysku – podobnie, jak w przypadku utworu „Babilońskie Damy” z albumu Czerń i Cień – jest Yach Paszkiewicz, znajdujący wyraźne upodobanie w brzmieniach grupy Bruno ŚwiatłoCień.

Fascynację tę odtąd z nim dzielę. Słucham, patrzę i napawam się tą cudowną, pełną nowych znaczeń, dekadencją. „Chłodna fala nie opala” – wpis przeczytany niegdyś na facebookowym profilu zespołu trafia w sedno tej muzyki.

Szymon Gołąb

Bruno ŚwiatłoCień: Czerń i Cień (LP, 2013) – Bandcamp

Bruno ŚwiatłoCień – Facebook

 

NIEZALEŻNOŚĆ / Sanne de Neige: Ep

Sanne de Neige: Ep (EP; Szwecja; maj 2014)

Sanne de Neige - Ep (2014)

Płyta, której zdecydowanie nie można pominąć. Debiutancka (nie licząc instrumentalnego demo) epka szwedzkiej wokalistki przywraca bowiem rdzenną aerię chłodnej fali; należy do tego rodzaju wydawnictw, które pojawiają się co jakiś czas i przypominają o istocie gatunku, są bezkompromisowe i niechętne rozgłosowi, zaś niektóre z nich – z biegiem czasu – stają się pozycjami klasycznymi.

Album „Ep” to sześć kompozycji utrzymanych w chłodnej, ascetycznej stylistyce bliskiej dokonaniom Tropic of Cancer. Podobnie jak w przypadku projektu Camelli Lobo pierwszym planem tej muzyki jest minimalistyczne post punkowe brzmienie gitary, oraz żeński eteryczny wokal. Utwory posiadają także wyrazisty puls, kojarzący się z najlepszymi czasami automatu perkusyjnego. Już te składniki zachęcają do słuchania – przypomnijmy, że chłodna fala to trzy elementy: notoryczny rytm, minimum instrumentalne i swoisty, nieco „zaświatowy” wokal. Przy użyciu tych oszczędnych środków powołano większość ze znaczących dla gatunku dokonań.

Muzyka Sanne de Neige wpisuje się w tę estetykę w stu procentach, lecz jest jeszcze coś, co na tej płycie szczególnie mnie urzekło. To „artystyczna funkcja pomyłki”, celowe zaznaczenie dezynwoltury względem brzmień mainstreamu – cyzelowanych i nijakich. Ową pomyłką jest tu „przester”, zgrzyt pojawiający się w samym środku albumu – w utworach Cold i Profound. Traktuję to wrażenie dźwiękowe jako zabieg celowy, odróżniający się od innych „grzechów akustycznych” wydawnictwa przygotowanego – właściwie – domowym sposobem. O proweniencji takich pomyłek powinien powstać odrębny tekst, wyliczający je w dokonaniach najlepszych muzyków – obca mi estetyka formacji Nirvana nie jest tu bowiem jedynym przykładem.

Muzyka Sanne de Neige urzeka potencją przestrzeni i chłodu. Wyzwala chęć dłuższego zatrzymania się nad swoją odrębnością – czekam na moment, w którym ręce najlepszych realizatorów wydobędą z niej ową przestrzeń. Wtedy zaczaruje każdego.

Szymon Gołąb

Sanne de Neige – Facebook

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑