NIE TYLKO SMUTNA MUZYKA / Doły 2014

DOŁY – „Festiwal muzyki dołującej” (25 – 26 lipca 2014; Klubojadalnia Przystanek Korzeniowa; Kazimierz Dolny)

DOŁY - Festiwal muzyki dołującej (25 - 26 lipca 2014; Klubojadalnia Przystanek Korzeniowa; Kazimierz Dolny)

Joanna Makabresku, Bruno Schulz, DHM, Alles… Line up Dołów zapowiada się więc interesująco. Jednak to wydarzenie ma być nie tylko spotkaniem miłośników rodzimej zimnej fali, ale także festiwalem ludzi myślących, wrażliwych na przekaz, jaki ta muzyka w sobie zawiera – „dzięki poważnej refleksji uczymy się stawiać opór, stajemy się silniejsi, mniej zuniformizowani, mniej podatni na kontrolę” – mówi Sanchez, jeden z organizatorów wydarzenia. Poniższa rozmowa jest zaproszeniem na Doły – Festiwal, któremu patronują Wave Press i Transmission / Transmisja.

To pierwsza edycja Festiwalu – opowiedz nieco o jego założeniach, idei Dołów…

Sanchez: Doły to mikrofestiwal, który wziął się z miłości do muzyki i prawdopodobnie takich jest wiele w kraju i z różnym szczęściem znajdują odbiorców. Nie jesteśmy wyjątkowi w tym względzie – inicjatywa jest całkowicie, nomen omen, oddolna. To się dzieje po prostu z uwielbienia dla tego rodzaju “zimnej” muzyki, nie jest wspierane komercyjnymi planami żadnych przedsiębiorstw, żadnych interesów. Dzięki temu można powiedzieć: to nasz festiwal, robiony z potrzeby, a nie wykonywany dla pieniędzy. To po prostu dwa wieczory koncentracji ludzi o podobnych gustach muzycznych w przepięknym miejscu, jakim jest Kazimierz Dolny, okazja do obejrzenia i wysłuchania wielu koncertów, okazja do rozmów, zawarcia znajomości, wymiany doświadczeń, spędzenia czasu w bezpiecznym środowisku ludzi poszukujących części wspólnych, a nie różnic.

Czy możesz już zdradzić, jakie zespoły wystąpią?

Tak, mamy samych ponuraków. JOANNĘ MAKABRESKU, weteranów warszawskiej zimnej fali. Mamy na drugim biegunie BRUNO SCHULZ, zespół może mniej niszowy muzycznie, ale z podobnie niewesołym postrzeganiem rzeczywistości. Mamy kilka zespołów z leżących tuż obok Kazimierza Puław – DHM, CHAPLIN & CHAPMAN i WHITE. Tych nie będę zachwalał, sam będąc skromnym puzzlem tego środowiska. I wreszcie dojdzie jeszcze zespół wyłoniony w konkursie trwającym właśnie na fanpejdżu Dołów, przy czym który z zespołów zgłoszonych to będzie, dowiemy się dopiero za parę dni. W sobotę, drugiego dnia, przed koncertami gitarowymi wprowadziliśmy także „Blok Eksperyment”, na którym wystąpią ściśle elektroniczne projekty ALLES i STONE MASON.

Czy obok koncertów przewidziane są jakieś wydarzenia towarzyszące? Jak będziecie budować nastrój wydarzenia? Czy Doły to tylko muzyka, czy też inne sztuki?

W tym roku ograniczamy się głównie do muzyki, choć nocą, po koncertach, będziemy również wyświetlać slajdy ze zdjęciami z dość dołujących miejsc, dziwnych zimnych wysp, wnętrz fabryk. Być może pojawią sie wtedy także poeci, czytający wiersze na tle takich ponurackich obrazków. Właściwie to moment, w którym mikrofon może zostać oddany każdemu poecie, który chciałby czytać. Jeśli ta pierwsza edycja festiwalu sie uda, za rok z pewnością poważniej rozszerzymy formułę na sztuki wizualne i literaturę.

„Doły”, „dołowanie”… Swoisty manifest Festiwalu ma bardzo konkretny wyraz. Smutek chłodnej fali pojmujecie dosłownie, czy jednak nieco ironicznie?

Jest w tym doza ironii, ale sama nazwa festu to przede wszystkim kompas dla potencjalnego widza: to moje klimaty, jadę. Oczywiście nikt nie będzie tam sobie podcinał żył na scenie, ani pod nią. Przy czym to przecież normalne, że w życiu miewamy różne nastroje – tak radujemy się, jak i dołujemy. To raczej współczesna popkultura i masowe media starają się okrajać rzeczywistość ze smutku. Żyjemy pod coraz wiekszą presją, by być wiecznie zadowolonymi, wiecznie uśmiechniętymi, zawsze w formie, bo to ponoć lepsze. Ale w czym miałaby być lepsza ta bezrefleksyjna radość, tego dotąd nikt mi nie wytłumaczył. Smutek jest nie mniej ważnym stanem, pozwala choćby na utrzymanie równowagi po stracie. A niezadowolenie z aktualnego jest siłą sprawczą wszelkich zmian w imię lepszych potencjałów. Z kolei zmartwienie świadczy o trosce z jaką traktujemy sprawy wokół siebie. I tak dalej… Dzięki poważnej refleksji uczymy się stawiać opór, stajemy się silniejsi, mniej zuniformizowani, mniej podatni na kontrolę, mody, na konsumpcję, bo mainstream właśnie konsumpcją chciałby wypełniać pustkę po wyrugowanym z życia smutku.

Doły to oprócz line upu złożonego z dołujących kapel, również konkretna wskazówka. Ulica przy której znajduje się Klubojadalnia Przystanek Korzeniowa, która wspólnie z nami organizuje to wydarzenie, nazywa się właśnie Doły, konkretny adres to Doły 43, a to z kolei takie nowe i lepsze – bo mniej doskonałe – „czterdzieści i cztery”.

Klubojadalnia Przystanek Korzeniowa - niedługo w kolorycie muzycznej czerni i bieli...
Klubojadalnia Przystanek Korzeniowa – niedługo w kolorycie muzycznej czerni i bieli…

Obecnie brzmienia zimnofalowe powracają i niemal na całym świecie stają się coraz bardziej popularne. Podczas Dołów usłyszymy jednak wyłącznie polską muzykę. Czy Festiwal ma więc jakąś misję w celu odrodzenia gatunku w Polsce? Jak oceniacie rodzimą zimną scenę?

Nie wiem czy brzmienia zimnofalowe powracają, bo dla mnie zawsze były blisko. Nawet w tym najgorszym okresie jakim był początek wieku, kiedy niezwykle trudno było zorganizować tego typu koncert. Nie sądzę, żebyśmy też mogli poważnie mówić o odrodzeniu się tego gatunku. Jak wygląda muzyka w mediach, wszyscy wiemy i nie ma sensu o tym gadać. Ma natomiast sens integrowanie tej sceny i słuchaczy, którzy ją współtworzą, i to jest chyba głównym założeniem Dołów. Im więcej interakcji zajdzie wewnątrz tej sceny, tym dla niej lepiej, bo to oznacza zaprzeczanie spodziewanej inercji. Być może dzięki spotkaniu na Dołach dojdzie do zorganizowania jakiegoś koncertu, do przeprowadzenia nowego projektu, obojętnie jakiego: muzycznego, malarskiego, fotograficznego, do napisania wiersza, a nawet do wspólnego wspomnienia, które wyrazi się przy okazji jakiegoś ponownego spotkania.

Sami też jesteście z tą sceną związani…

Tak, śpiewałem w DHM przez dobre dziesięć lat, teraz współczynię Chaplin&Chapman, w którym gra też gitarzysta DHM – Jenny. Z kolei Karol, współorganizator Dołów, śpiewa w Bruno Schulz, ma też swój solowy elektroniczny projekt Egga. Jak widać, zakasaliśmy rękawy i wzięliśmy sprawy we własne ręce, zaprosiliśmy znajome kapele i właśnie wynikiem tego są Doły. Trzeba jednak dodać, że nie byłoby Dołów, gdyby nie Tom Małolepszy, właściciel Korzeniowej, osoba niezwykle otwarta na wszelkie działania kulturalne, te niszowe i te mniej, autor przyjaznej i poszukującej atmosfery, która tam panuje.

Wasze doświadczenie jako muzyków to także określone preferencje odnośnie tego, czym jest dziś chłodna fala… Tego nie da się uniknąć. Elektronika więc, czy jednak bardziej klasyczne post punkowe brzmienie?

Nie naciągniesz mnie tym pytaniem na opowiedzenie się po którejś ze stron. Nie ma opozycji w muzyce, jeśli jest to dobra muzyka. Amen.

Na koniec – Doły to wydarzenie jednorazowe, czy też w planach jest jego kontynuacja?

Trudno powiedzieć, pokaże to pierwsza edycja. I nie frekwencja jest tu decydująca, bo robimy wszystko w ramach mikrobudżetu i metod z przestrzeni D.I.Y. Wola działania jest najważniejsza. Chodzi o atmosferę i wartościowo spędzony czas, które sprawią, że zechce się wziąć w tym udział jeszcze raz.

Rozmawiał Szymon Gołąb

DOŁY – Facebook

 

OBRAZY // Katarzyna Wieczorek: Materia widzialnego dźwięku

 

Katarzyna Wieczorek - autoportret z obrazem Zdzisława Beksińskiego.
Katarzyna Wieczorek – autoportret z obrazem Zdzisława Beksińskiego.

„Prawdziwa sztuka nie karmi się sesjami, lecz obsesjami” powtarzał wielokrotnie Ireneusz Iredyński, jeden z patronów współczesnego wizjonerstwa. Obsesyjność treści jest na pewno jednym z wyróżników dzieła Katarzyny Wieczorek; twórczości skoncentrowanej na tematyce śmierci i umierania odmienianych w jej fascynujących pracach przez wszystkie niemal barwy i nastroje. Zbliżający się warszawski wernisaż prac artystki (12 lipca, Galeria Przechodnia, ulica Wiejska 2) jest dobrym pretekstem, by wnikliwiej przyjrzeć się tej sztuce.

Kontekst surrealizmu, na który powołują się organizatorzy wystawy, jest trafny w odniesieniu do kadrów siedleckiej artystki; ten bowiem rodzaj wrażliwości dokonał klasycznego już dziś „wyzwolenia wyobraźni”; i jako drugi – po sztuce „czarnego” romantyzmu – uprzystępnił katarktycznie przerażonym odbiorcom wymiary nocnego mroku, emocjonalnej destrukcji i krańcowych namiętności. Surrealizm to także wrażliwość na niewidzialne, wskazująca ów moment, w którym – wedle słów jednego z prawodawców gatunku, Andre Bretona – „opada kurtyna rzeczywistości” odsłaniając obszary dotąd niedostępne dla wzroku. Bretonowskie „światło obrazu” to chwila zadziwienia formą wypowiadającą treść, więcej – to moment ciemnego zachwytu „w ogóle”, sedno fascynacji; a także – powtórzmy – akt zdolny przydać nowe znaczenia widzialnemu, które odtąd wykracza poza swoją oczywistość. Tę zasadę znały już (w pewnej mierze) barokizujące poetyki, określając ją mianem witu. Podobnie, nieco barokowej (wiktoriańskiej?) proweniencji jest surrealizm kadrów Katarzyny Wieczorek, bardzo ostrożnie operujących wszechobecną dziś zasadą deformacji kształtu. „Światło obrazu” zawarte w tych fotografiach to właśnie owa zdolność do budowania kompozycji, które wskazując na materialną deformację (rigor mortis?) nie czynią tego (z nielicznymi wyjątkami) dosłownie. Niepokojące wizje artystki są raczej unaocznieniem śmiertelnych przekształceń tkwiących immanentnie w ukazywanych kształtach. To wielki plus tej sztuki, a zarazem jej odniesienie do nieczęsto dostrzeganego naturalizmu prac Zdzisława Beksińskiego – nie tylko w „okresie fantastycznym”. Ten zresztą kontekst czynnie wyrażany jest w twórczych fascynacjach artystki.

Paradoksalne sięganie po niewidzialny aspekt materii jest kluczem do prac Katarzyny Wieczorek. Wspomniany zaś wiktoriański charakter tych wizji nie jest jedynie rekwizytem, konwencją i stylizacją – odniesienia do monochromatycznego wintażu Ellen Rogers, które (być może) poczyni w przyszłości krytyka, są – w kontekście fotografii autorki „Alchemii baśni” – powierzchowne i pozbawione metafizycznego uzasadnienia. Tu materia jest czymś więcej – swoistym lustrem czasu. W tym aspekcie prace Katarzyny Wieczorek przekraczają obszar surrealizmu – sztuki z założenia świeckiej. Materia czarna i ciężka; kształty szlachetne, lecz w trupi sposób obrzmiałe, twarze nieludzkie, porcelanowo gładkie – i odwrotnie – naznaczone cierpieniem i niepokojem przeczuć, trudem niełatwych myśli i ostecznych wyborów. Oto uniwersum światła obrazu Katarzyny Wieczorek – potraktowanego tu już bez surrealnego cudzysłowu. Materia to umocowanie sakralizujące wizje artystki powstałe we współczesnej, polskiej, bezwartościwoej rzeczywistości. Pisarze ikon, których obowiązywał ścisły (lecz wyzwalający) kanon, umieszczali znaki czasu właśnie w fałdach materii, na przestrzeni wieków zmiennych i niestałych w porównaniu z hieratycznością odzianych w nie postaci. „Gotycka”, niepokojąco (lecz pięknie) obumierająca materia w fotografiach Katarzyny Wieczorek jest tym właśnie – widomym znakiem czasu. Formalnym symbolem. Jest on nader statyczny, a więc sygnowany przez złowrogi, naznaczony przez chorobliwy stupor kształt rodzimej współczesności.

Tu pojawia się kontekst zła. Nie jest ono jednak wpisane w te kadry, lecz niejako przenika do nich z zewnątrz, stygmatyzuje przedstawioną materię, prowokuje koloryt. Obsesje autorki mają więc charakter tyleż wewnętrznego, nieco manichejskiego w wyrazie dialogu, co swoistej reaktywności, zdecydowanej odpowiedzi na ksztalt czasu. Pod tym względem najważniejszym symbolem w treści wizji Katarzyny Wieczorek jest dziecko, ujęte tu w obrazowe ramy poczucia niebezpieczeństwa z jednej strony i – opozycyjnie – przyjmowane z opiekuńczą, matczyną czułością. Ta druga forma ujęciowa jest swoistym buntem, emocjonalnym i gestycznym sprzeciwem wizji względem zewnętrznej realności zła. Polska rzeczywistość jest rzeczywistością śmierci – zwłaszcza dla dziecka. Dzieci porzucone na ulicach, dzieci w śmietnikach, na schodach kościołów. Dzieci zamordowane – w piwnicach, na strychach, dzieci utopione w rzekach. Dzieci martwe. Dzieci w zamrażarkach i w sortowniach odpadów. Dziecięce piekło. Infernum pogardy i braku nadzieji. Rzeczywistość przekarczająca ponure obrazy „Doktora Faustusa” i „Malowanego ptaka” spełnia się tu i teraz. Dzieci z kadrów Katarzyny Wieczorek są zaś jedynie (bądź „aż”) symbolami, dosadną sugestią tego piekła i swoistym niemym głosem ku jego unaocznieniu i wyparciu ze świadomości. Poszukiwacze „satanizmów” i jawnego epatowania złem, samozwańczy moraliści i dewoci odejdą od tych wizji z pustymi rękami.

Muzyka. Materia widzialnego dźwięku. Artystka publikując swoje prace w internecie opatruje je muzyką. Różną muzyką – popularną, ale też ekspresyjną, zgiełkliwą, niekiedy odstręczającą. To jeden z najistoniejszych kontekstów dla sztuki Katarzyny Wieczorek – korespondecja sztuk zawarta w jej pracach. Ograniczając się, w finale, jedynie do wrażeniowego ujęcia dzieła siedleckiej artystki , warto przyrównać je muzyce. Są podobnie ulotne i trwałe zarazem. Subtelne i potężne w wyrazie. Podobnie jak muzyka, pozostawiają trwały ślad w pamięci i wyobraźni odbiorcy.

Szymon Gołąb

Katarzyna Wieczorek – Facebook

Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek
Copyright © Katarzyna Wieczorek

 

ZIMNA DYSKOTEKA / AV

AV (Adrien Viot; dark electronic / cold wave; Francja)

Adrien Viot (AV)
Adrien Viot (AV)

Od czasu pojawienia się La Femme nie zaznałam równie potężnej dawki francuskiej rozkoszy… AV zapewnia ją w stopniu doskonałym. Obcując z muzyką Adriena odczuwam, że mam do czynienia z artystą „kompletnym” i świadomym; z twórcą, którego dokonania zasługują na duży odzew i docenienie przez zwolenników niezależnego grania.

„Konkret” – to pierwsze słowo, jakie kojarzy się z muzyką Francuza. Nie ma w niej półśrodków, nie ma „rozdrabniania się”, brak nachalnych „ozdobników” – wszystko pod względem brzmieniowym jest tu konkretne. Mocna elektronika o niekiedy chłodnym, innym razem tanecznym zabarwieniu powołała, w przypadku AV, kompozycje, z której każda mogłaby nosić miano niezależnego „przeboju”. Adrien zabiera nas na pełną wrażeń, zimną dyskotekę; zatańczymy więc do jego muzyki: pulsującego, dance’owego „J’aurais Fait Pareil” (dźwięki w połączeniu z maniakalno – teatralnym klipem smakują jeszcze lepiej); mrocznego (według mnie najlepszego w dorobku artysty) utworu „Zombies” – prawdziwej perły jego twórczości (motywy gitarowe!); czy wreszcie do nie pozwalającego stać w miejscu „Hotel Congress” (to znakomity cover Dominique A). Czeka nas też niezła „jazda” po „Autostradzie”…

Nie odkryję tu wszystkich kart tej muzyki, zwłaszcza, że – niestety – nie ma ich zbyt wiele (w sieci znalazłam siedem kompozycji AV). Pociesza za to fakt, iż dostępne są remiksy kilku utworów.

Wrażenia po tańcach z Adrienem należą do… Sycących. Wychodząc więc z „zimnej dyskoteki” AV czuję się cudnie zmęczona. W ten właściwy sposób.

Karolina Lampe / Sister Karo Wildflower

AV – oficjalna strona

AV – Facebook

 

PRZESTRZEŃ UCZUĆ / Slow Pulse: Slow Pulse

Slow Pulse: Slow Pulse (EP; Mirror Universe Tapes; Stany Zjednoczone; kwiecień 2014)

Slow Pulse - Slow Pulse (ep 2014)

Wspaniała muzyka! Pięć utworów składających się na debiutancką kasetę teksańskiego duetu Slow Pulse to ciemna, nastrojowa podróż przez rejony brzmień cold wave / goth gaze / minimal synth. To także powrót do aury najlepszych albumów wytwórni 4AD – debiutanckie wydawnictwo Slow Pulse przedłuża bowiem chłodną jakość tak znaczących płyt sprzed lat, jak chociażby Mesh & Lace formacji Modern English.

Istotę cold wave buduje tu wyrazisty puls i wspaniały zimny wokal – sedno poczucia otchłanności w tej muzyce. Slow Pulse to jednak coś więcej – krystaliczna przestrzeń syntezatorowego brzmienia (utwór „Dissolve”), oraz „pierwiastek gaze” – nieporównywalny balladowy ton (piękna koda płyty: „Prayer”). Slow Pulse tworzy przestrzeń bogatą w odczucia, wielowymiarową i hipnotyczną. To muzyka wielu powrotów i zdecydowanie jeden z najlepszych debiutów ostatniego czasu.

Justin Sweatt, Nicolas Nadeau (Slow Pulse)
Justin Sweatt, Nicolas Nadeau (Slow Pulse)

Zwraca uwagę brzmieniowe dopracowanie i staranność w przygotowaniu tak nastroju, jak i muzycznej jakości tej epki. Słyszalna jakość debiutu Slow Pulse zdradza, iż mamy do czynienia z doświadczonymi muzykami: obaj członkowie duetu realizują się także w osobnych, i zasługujących na odrębną uwagę, projektach.

Warto podkreślić, że wielokrotnie przywoływana tu – jako wyróżnik tej muzyki – jakość nie niweczy przestrzeni uczuć, poetyckiego niemal niedopowiedzenia i chłodnego żaru brzmień Slow Pulse. Fałszywy ton muzycznego „profesjonalizmu”, będącego w istocie nadreprezentacją, przerostem metody nad uczuciowym przesłaniem (skaza wielu debiutów) nie dotyczy tego wspaniałego wydawnictwa.

Obcuję z płytą doskonałą?

Szymon Gołąb

Slow Pulse – oficjalna strona

Slow Pulse – Facebook

 

PRZEBUDZENIE / Detachments

Detachments: Bastien Marshal, Ed Casula (synth /cold wave; Wielka Brytania)

Detachments (Bastien Marshal, Ed Casula)
Detachments (Bastien Marshal, Ed Casula)

W okresie, kiedy na obcowanie z muzyką mam (niestety) zdecydowanie mniej czasu, poznałam zespół, który mnie „przebudził” i dosłownie „zmusił” do pisania…

Detachments to formacja, w której brzmieniach spotykają się wpływy nurtów synth / cold wave i new romantic. Efekt tego zestawienia jest intrygujący i, co bardzo ważne, trafia w sedno dobrego smaku.

W twórczości londyńczyków trudno doszukać się słabych momentów; każdy zwolennik niezależnych, alternatywnych brzmień znajdzie tu coś dla siebie: romans zimnego synthu z new romantic (kompozycje: „Holiday Romance”, „I Don’t Want to Play”, „Out Of My Hands”); nowoczesny chłodny puls, przywodzący na myśl dokonania Cold Cave (najnowszy utwór grupy, „Endgame”), „klasyczna” nowa fala („Promenade”); czy wreszcie niezwykły klimat, kojarzący się z debiutanckim albumem These New Puritans („H.A.L”). Ostatni ze wspomnianych utworów to mój zdecydowany faworyt – jest to elektronika na najwyższym poziomie.

Wokalista Detachments, Bastien Marshal swoim głosem potrafi idealnie wzbogacić atmosferę danej kompozycji; jego wokal – dokładnie tam, gdzie trzeba – jest zimny i „stanowczy”; w innych zaś momentach staje się nieco melodyjny, romantyczny.

Detachments to kolejny zespół, który – według mnie – wyróżnia się spośród reszty. Zdecydowanie, jest to muzyka, której należy poświęcić więcej uwagi. Chwile, w których oddali ona codzienność, nie są stracone.

Karolina Lampe / Sister Karo Wildflower

Detachments – Facebook

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑